film współpraca reklamowa

Tylko ja wiem, kim jestem. On, ona, oni?

Rozmowa z Patrycją Wonatowską, seksuolożką, psycholożką i psychoterapeutką związaną z fundacją Sexedpl.

Tylko ja wiem, kim jestem. On, ona, oni?
materiały prasowe

Ponad kilkaset gatunków ryb potrafi zmienić płeć biologiczną na przeciwną. Ot, jak choćby słynny błazenek Nemo. Są zwierzęta obydwu płci, są samce wysiadujące jaja. Ta różnorodność nas zachwyca. Dlaczego więc trudniej jest nam ją akceptować u nas – ludzi?

Mamo, czuję się jak chłopiec, choć urodziłem się jako dziewczynka. Mój pokój wypełniają kolejne lalki, które kupujecie z nadzieją, że będę się nimi bawić. Ale czuję się jak więzień we własnym ciele.

Może to są słowa podobne do tych, które usłyszeliście, i czujecie, że fundamenty wam się trzęsą pod nogami. Może przyjęliście je ze spokojem i cieszycie się, że dziecko przyszło z tym wyznaniem do was. Znalazło odwagę. Bo obojętnie od tego, w jakim domu dorastamy, rozmowa o tożsamości płciowej to temat trudny, delikatny, wymagający empatii, otwartości i wsparcia. Nie zawsze je otrzymujemy od najbliższych, zawsze odciska się to na psychice. „Wyrośniesz z tego, nie przesadzaj!” albo „o, teraz nagle wszyscy są niebinarni! To chyba przez te japońskie komiksy!” – takich słów nie chciałoby usłyszeć wasze dziecko. Jak je przyjąć, gdy się przed nami otwiera? Dlaczego coraz więcej nastolatków czuje się zagubionych, kwestionuje swoją płeć psychoseksualną, eksperymentuje? Jak rozmawiać z młodym człowiekiem, by „jako rodzic tego nie spieprzyć”?

Na te i inne pytania odpowie moja rozmówczyni Patrycja Wonatowska, seksuolożka, psycholożka i psychoterapeutka współpracująca z fundacją #sexedpl. Do rozmowy zainspirował nas piękny film, który od 8 grudnia będziecie mogli zobaczyć na ekranach kin: „20 000 gatunków pszczół”. Obejrzyjcie go razem z dziećmi, to świetny wstęp do rozmowy o tym, jak się różnimy i jak bardzo potrzebujemy szacunku i akceptacji naszych wyborów. Przenosimy się do baskijskiej wioski, gdzie mała Lucia (nazywana przez rodzinę męskim imieniem Aitor) znajduje zrozumienie u cioci hodującej pszczoły… No właśnie, zacznijmy od zachwytu naturą…

Natura stworzyła wiele możliwości ekspresji płci, co nas – ludzi – zachwyca i naturalnie to akceptujemy. Ale już niebinarność w kontekście tożsamości płciowej u homo sapiens budzi często lęk, kontrowersje, niezrozumienie, walkę. Zastanawiam się, dlaczego akurat kwestia płci bywa wciąż takim tematem zapalnym?

Z mojej perspektywy to jest tak, że świat zwierząt jest trochę prostszy – jeśli jest zagrożenie, bronimy się i tak dalej. W świecie ludzi, jako że właśnie jesteśmy tymi sapiens, to jest trochę bardziej złożone. Zacznijmy do tego, że jako ludzie nie wszyscy mamy zdolność wychodzenia z dużą otwartością do innych ludzi. To kwestia wychowania, systemu, kultury, w której żyjemy, ale jeśli człowiek nie dostanie takiego „pakietu bezpieczeństwa” na starcie, to później wzmaga to poczucie zagrożenia w jakiejkolwiek innej sytuacji. Różnorodność, transpłciowość wybija się jako temat, bo może być potencjalnie zagrożeniem, nikt nie nauczył nas, jak radzić sobie z różnorodnością. Dodatkowo nadal w stereotypach panują błędne, mocno nas separujące i stawiające mur przekonania na temat różnorodności ludzkiej.

Binarność jest łatwa „do ogarnięcia”, jest prostsza do zaszufladkowania. Lęk wobec osób transgender bierze się z ludzkiego lenistwa poznawczego? Mówiąc wprost – z braku wiedzy i edukacji?

Trochę tak jest. Ta binarność jest po prostu łatwiejsza. Wchodzę w pewien porządek świata, on ma wyglądać tak, a nie inaczej, a jeśli coś odbiega od tego porządku, to od razu jest inne. Nie różnorodne, a inne – automatycznie zagrażające. Ten podział na czarne i białe widzenie świata ogranicza ludzi. Jeśli tak widzimy nasz świat, to nie mamy narzędzi, by zobaczyć te szarości czy kolory pomiędzy.

Samo słowo „inny” nas ustawia, od razu dystansuje. W ostatnich latach rodzice widzą wręcz falę dzieciaków wchodzących w nastoletniość i kwestionujących swoją nadaną tożsamość płciową, poszukujących, często też cierpiących z powodu braku zrozumienia dla tych poszukiwań. Jak wytłumaczyć, że jest tych przypadków, pytań nagle więcej?

One były zawsze, natomiast w momencie, gdy dopuszczamy różnorodność, młodzi ludzie wiedzą, że jeśli czują dyskomfort, mogą to sprawdzić, eksplorować, może tego trochę się przestraszyć, ale też poszukiwać źródeł. Kiedyś dostęp do tej wiedzy był ograniczony, więc ludzie wchodzili częściej w ograniczone ramy i szablony istniejące w społeczeństwie. Z mojej perspektywy widoczność osób deklarujących własną różnorodność płciową i obecność tego tematu w mediach czy przy rozmowach to po prostu efekt tego, że dużo więcej wiemy. Młody człowiek dzisiaj zdaje sobie sprawę, że wchodząc w swoją dorosłość, nie musi zawierać związku małżeńskiego różnopłciowego albo że nie musi mieć dzieci, bo ma inne możliwości i o tych możliwościach więcej się mówi. Młodzi ludzi mają teraz większą możliwość zadawania sobie pytań, czy ja aby na pewno jestem heteroseksualną osobą, z kim się identyfikuję itd.

Różnorodność, transpłciowość wybija się jako temat, bo może być potencjalnie zagrożeniem, nikt nie nauczył nas, jak radzić sobie z różnorodnością.

Nasi rodzice sobie tych pytań nie zadawali?

Myślę, że to jest sprawa różnicy międzypokoleniowej. Te starsze od nas pokolenia nie miało tak rozbudowanej edukacji seksualnej lub nie miało jej wcale, więc siłą rzeczy zetknięcie, skonfrontowanie się z tym, że moje dziecko zaczyna kwestionować swoją płeć, jest trudne, wywołuje poczucie, że – jako rodzic – nie wiemy kompletnie, co z tym zrobić. Warto ten temat pogłębić, poszukać, udać się do specjalisty.

Zastanawiam się, jaki wpływ na rozwój i rozpowszechnienie tych zagadnień mógł mieć covid i zamknięcie nastolatków w domach. Nagle mieliśmy więcej czasu sami ze sobą, ze swoimi myślami, ale i lękami. I też dużo, stanowczo za dużo zanurzenia w social mediach. Czy ten rok uwięzienia, wyrwania z normalnego życia, szkoły, przyjaciół, socjalnych relacji mógł bardziej nastolatkami zachwiać w kontekście gruntowania swojej tożsamości płciowej?

 Ja obserwuję w gabinecie drugą stronę. Po covidzie u wielu dzieci uaktywniły się lęki. Taka osoba, będąc w izolacji, mogła przyjmować różne wersje siebie, mogła eksplorować, sprawdzać.

Bo czuła się bezpieczniej?

Tak. Część transpłciowych osób w gabinecie mówi mi: „to było fajne, bo w covidzie mogłem/mogłam przyjąć jakiegoś avatara, zrobić sobie zdjęcie i ci ludzie mnie nie oceniali”. A gdy wychodzę na świat realny, do społeczeństwa, muszę się nauczyć, jak swoją identyfikacją, swoją tożsamością żonglować, jak konfrontować się też z dalszymi znajomymi. To wyzwoliło lęki.

Sam coming out wymaga dużej odwagi, bo nawet w najbardziej otwartym, wspierającym domu wywoła zburzenie tego, co znane, oswojone. To sytuacja lękowa i dla młodego człowieka, i dla rodzica. Super, jeśli dziecko do nas z tym przyjdzie, to już oznaka zaufania. Jak najmądrzej wesprzeć, by, mówiąc kolokwialnie, tego nie spieprzyć?

 To jest bardzo o przyjęciu. Można powiedzieć: OK, to jest teraz dla mnie zaskoczenie, ale chcę powiedzieć, że cię kocham. Bez względu na wszystko, bez względu na to, jaką wersją siebie jesteś, jak mam się do ciebie zwracać, jakimi zaimkami, imieniem, bo jesteś przede wszystkim moim dzieckiem. Ważne, i też to widzę w gabinecie, gdy dorośli są po prostu autentyczni, gdy mówią szczerze, że sami się czegoś boją, ale rozumieją, że to ich lęk, nie dziecka. Muszą ogarnąć swoje emocje, zająć się nimi, ale dają dziecku poczuć, że zawsze będą się nim opiekować, wspierać.

 No tak, bo dość łatwo swoje własne lęki, obawy przelać na dziecko. Ono i tak już niesie swoje problemy. Czego nasze dziecko absolutnie nie powinno usłyszeć od nas rodziców?

Najgorsze rozegranie to takie, w którym dziecko dostanie informację, że nie ma możliwości, żebyśmy inaczej się zwracali do niego, że „teraz to ci się poprzewracało w głowie”.

„Wyrośniesz z tego”…

Dokładnie. Te wszystkie słowa, które pokazują dziecku, że deprecjonujemy jego problemy. Bo to bywa różnie – czasem dziecko przychodzi i mówi: „Ja już wszystko przemyślałem/przemyślałam i wiem, kim jestem”. A czasami nastolatek/nastolatka przyjdzie i powie: :Ja nie wiem, o co chodzi, ale czuję się inaczej, źle” i powiedzenie czegoś w stylu: „Nie przesadzaj, zmieni ci się” to nie jest dobra droga.

Ważne, i też to widzę w gabinecie, gdy dorośli są po prostu autentyczni, gdy mówią szczerze, że sami się czegoś boją, ale rozumieją, że to ich lęk, nie dziecka. Muszą ogarnąć swoje emocje, zająć się nimi, ale dają dziecku poczuć, że zawsze będą się nim opiekować, wspierać.

Może ta bagatelizacja bierze się też stąd, że jako rodzic mamy poczucie kontroli, przywykliśmy do dokonywania wyborów, często za dziecko. Czy się najadło, w co ubrać, czy mu nie za gorąco, „zjedz jeszcze jedną łyżkę”… Przeczytałam zdanie w książce #sexedpl: „Tylko ja wiem, kim jestem”. To takie w sumie proste i uwalniające! Mamy pokusę, by dziecku pomóc, podsunąć rozwiązanie… Także w kwestii jego rozterek, gdy szuka samo siebie, gdy eksperymentuje…

 Tak, samo określenie: władza rodzicielska! Kontrola jest przecież mocno zakorzeniona w naszej kulturze. Te wszystkie „dzieci i ryby głosu nie mają”… OK, naszym zadaniem jest opieka nad dzieckiem, ale prawdziwe, mądre wychowanie polega na tym, że ja stoję obok, a nie na froncie. Ja z dzieckiem eksploruję świat, a nie uchodzę za autorytet, który wszystko doskonale wie i nigdy nie popełnia błędów. Nie wywyższajmy się do takiej rangi.

Często te rozmowy zostają w domu: jest akceptacja, życie toczy się dalej. Ale czasem czujemy, że przydałoby się wsparcie u profesjonalisty. Kiedy powinna się zapalić ta lampka i do kogo się udać? Psychologa? Seksuologa? Czy są jakieś zachowania, które powinny wzmóc naszą czujność?

U małych dzieci te przejawy są różne, na przykład w spontanicznej zabawie dziecko zaczyna używać form gramatycznych przeciwnej płci czy zaczyna się przebierać w stroje binarnie przypisane do płci przeciwnej… To ten moment, kiedy warto obserwować, ale też z dzieckiem porozmawiać, w jaki sposób postrzega płeć, zacząć od prostych pytań: jak widzi, kim są kobiety, mężczyźni, i przejść do różnorodności. U osób nastoletnich przejawia się też tak, że zaczynają używać innych zaimków, gdy siebie opisują, ale też stają się wycofane, nieszczęśliwe, zagubione, gdy zmienia się im ciało. Gdy nie chcą patrzeć w lustro, wstydzą się siebie. Jeśli nie umiemy sami porozmawiać, możemy spróbować tak: „Zależy mi na twoim bezpieczeństwie, pomyślałam, że możemy pójść do psychologa-seksuologa, który z tobą porozmawia o dojrzewaniu”. Tak ogólnie.

Tak myślę, czy pierwsze książki dla dzieci o ciele, pokazujące, kim jest chłopiec, kim dziewczynka, w ogóle zahaczają o temat płci widzianej szerzej… Chyba nie.

Dużo zależy, na jakim etapie życia jest człowiek. Jeśli dziecko ma dwa lata, to ta binarność jest ułatwiająca: to jest mama, tata, babcia, dziadek, listonosz. Sam maluch nie ma stałości płci. Później, w 3–5 roku życia poznają właśnie stałość płci – jestem taki, jaki jestem, i wtedy już należy z dzieckiem rozmawiać o istnieniu różnorodności.

Ten temat nie pojawił się w przedszkolu moich dzieci, ale widzę, że dla mojej nastolatki i jej znajomych z klasy nieheteronormatywność nie jest już zupełnie tematem tabu. Widać światełko w tunelu, jeśli mówimy o przyszłości edukacji seksualnej w Polsce?

Tak, widzę, że młodzi ludzie mają dużo większą otwartość, dużo więcej przyjmują, zwłaszcza, jeśli mają przyjazne środowisko dookoła. Różnorodność jest dla nich normalna. Fajnie, jakby szkoły odpowiadały na potrzeby tych osób. Co jest jeszcze fajne, to to, że młodzi edukują starszych. Naprawdę to widzę. Jeśli ci starsi się otworzą, zobaczą dużo barwniejszy świat, ale trzeba umieć słuchać młodych – oni bardzo dużo wiedzą o świecie, umieją szukać różnych źródeł.

Dobrze też, że powstają takie filmy jak „ 20 000 gatunków pszczół”. Działalność aktywistów w wielu fundacjach, jak choćby #sexedpl, też jest nie do przecenienia! Gdzie rodzic i dziecko mogą szukać więcej informacji?

 Wszelkie organizacje, które zajmują się edukacją seksualną: czy to Ponton, czy Spunk, czy #sexedpl, Trans-Fuzja, Lambda, KPH… To zawsze dobre adresy. Nie zostawajcie z tym sami!

Dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Materiał powstał we współpracy z GUTEK FILM, polskim dystrybutorem filmu „20 000 gatunków pszczół” w reżyserii Estibaliz Urresoli Solaguren, który w kinach będzie można oglądać od 8 grudnia.

Bilety do kupienia za pośrednictwem strony internetowej dystrybutora znajdziecie tu.

Patrycja Wonatowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej ZNP (pedagogika – edukacja zdrowotna i profilaktyka uzależnień). Edukatorka seksualna, w tym ds. HIV/AIDS. Ukończyła studia podyplomowe z zakresu seksuologii klinicznej. Terapeutka w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązania. Studentka psychologii. Uczestniczyła w licznych kursach z zakresu edukacji seksualnej i seksuologii, np. „SAR: Sexual Attitude Reassessment and Restructuring” prowadzonego przez SexCoachU dr Patti Britton i dr Roberta Dunlapa.

Swoją pracę poświęca profilaktyce zaburzeń psychoseksualnych, szeroko rozumianej edukacji seksualnej i propagowaniu zdrowia seksualnego. Jako edukatorka seksualna zajmuje się poradnictwem w zakresie seksualności w różnych fazach życia: dzieci, młodzieży i osób dorosłych. Poradnictwo i terapia obejmują zarówno udzielanie informacji, jak i szukanie możliwych rozwiązań dotyczących trudności w obszarze seksualności.

Udziela konsultacji indywidualnych oraz dla par. Prowadzi warsztaty oraz grupy rozwojowe w zakresie seksualności.

Dodaj komentarz