Tulenie Józka

Pośród nut i dźwięków

Najpierw jest bicie serca. Własnego oraz mamy, ot taka uwertura, pełna miłości zamiast nut. Potem dochodzi szum wód płodowych, krążąca krew, oddech. Taką symfonię dźwięków słyszy, a właściwie czuje dziecko w brzuchu, niech więc was nie zdziwi, że dziś szykuje się mały koncert. O mądrych wyborach muzycznych i budowaniu wrażliwości na muzykę opowie nam dziś Ania Weber.

Dziecko otwiera się na świat pełen dźwięków dużo wcześniej niż nam się wydaje. Słyszy świat na zewnątrz, a niejedna przyszła mama świadomie raczy go też muzyką klasyczną. Wszystko jest tu muzyką. Zaciekawi się burczeniem brzucha, krzykiem przyszłego rodzeństwa, uspokoi miarowym biciem serca. A potem? Serwujemy dziecku przeboje przedszkolaka wygrywane na syntezatorze, które nierzadko przenoszą nas w klimaty wiejskich wesel w remizie. A można tez inaczej. Można? Ania Weber, kompozytorka i założycielka Pomelody, autorka słuchowisk i śpiewników dla dzieci, nie ma co do tego wątpliwości. Muzyka i instrumenty to w tej rodzinie chleb powszedni i jakże ta polifonia pysznie im smakuje. Bardzo muzykujące będzie to spotkanie w ramach serii #Tuleniewtula. Tulenie niemowlaka w rytm ulubionych dźwięków – oto przepis na dzisiejsze popołudnie i nawet burza nie popsuje tego rodzinnego jam session w ogrodzie. Co więcej, miarowe kapanie deszczu to przecież genialne staccato. Gramy koncert w szałasie?

Pomelody, czyli power of melody. Jaką moc ma muzyka i co traci maluch wychowany w domu bez muzyki?

Przede wszystkim ogromną radość jaka wynika z muzykowania. Kto kiedyś znalazł się w takiej sytuacji, że mógł swobodnie pośpiewać czy pograć na czymś razem z innymi ludźmi, ten wie o czym mówię: podczas wspólnego muzykowania produkujemy oksytocynę – hormon miłości i przywiązania. Dlatego właśnie mówi się o tym, że wspólne muzykowanie buduje więzi rodzinne. A im więcej o tym wiem i dłużej praktykuję, tym bardziej postrzegam tę aktywność jaką nieco magiczną. Jej wpływ na rozwój dziecka ale i mózgu dorosłego jest niesamowita. Nieważne na jakim obszarze rozwoju dziecka zależeć będzie nam najbardziej: językowym, matematycznym, emocjonalnym, motorycznym, kreatywnym – wszystko to swój fundament znajduje w muzykowaniu.

Myślę muzyka dla dziecka, słyszę tani syntezator, proste ram pam pam perkusji. Nie ufamy dzieciom, że docenią inną jakość, różnorodność? Nie traktujemy ich poważnie?

To pytanie nie do mnie! (śmiech) Sama się od lat nad tym zastanawiam, a dokładniej rzecz ujmując wzburzam i zadziwiam na zmianę. Dorastałam z taką myślą, że jeśli coś tworzy się dla dziecka to musi być przynajmniej dwie klasy lepsze, niż dla dorosłego: niezwykle przemyślane i dopracowane, wykonane z najwyższą starannością i najlepszej jakości. Jakie było moje zdziwienie gdy stopniowo okazywało się, że jest zupełnie odwrotnie, tak jakby dzieciom można było wcisnąć wszystko tylko dlatego, że nie będą ubiegać się o reklamację albo nie obsmarują kogoś w Internecie.

Zastanawiam się dlaczego zmiany w jakości w muzyce dla dzieci idą tak opornie. Mamy fajne designerskie meble, są już świetne marki modowe, o książkach nawet nie wspomnę. A muzyka? Często przypomina disco polo w wersji dla pięciolatka. Dziecku da się wszystko wcisnąć?

Mam na to swoją teorię wynikającą z pewnej konkretnej sytuacji jaka wyniknęła w moim życiu. Otóż będąc kompozytorką otrzymuje propozycje skomponowania też konkretnych utworów na zamówienie. Pewnego razu pewne wydawnictwo specjalizujące się w publikacjach dla przedszkoli zaproponowało mi zaaranżowanie przygotowanych przez nich z piosenek. Nie chodziło więc o to by taki utwór od początku stworzyć, ale by dorobić „podkład” do melodii i tekstu wymyślonego już przez panią z wydawnictwa. Mój pierwszy problem polegał na tym, że choć samą aranżacja można bardzo mocno ingerować w utwór to jednak nie do ukrycia był fakt, że wszystkie te melodie były niemal takie same – w tym samym metrum, w tej samej skali. Melodycznie i rytmicznie praktycznie kalki. Przesłano mi także przykłady tych melodii oraz nagranych aranżacji z poprzednich płyt. I cóż. To było po prostu straszne. Ale to jeszcze nic! Pan za zaaranżowanie i produkcje piosenki zaproponował mi stawkę wysokości 30 zł za utwór. Żeby zrobić to dobrze, wartościowo i jakościowo musiałabym każdą z piosenek zaaranżować, przygotować materiały dla minimum kilkorga muzyków, umówić się z nimi na próbę, wynająć studio i odbyć sesję nagraniową, zmasterować materiał. I myślę że to jest odpowiedź na pytanie.

Podjęłaś się tego?

Ja odmówiłam, ale ktoś inny to pewnie przyjął, w takim budżecie zrobił tanią tandetę, a potem kolejna płyta trafiła do dzieci i kształtuje ich gust muzyczny. I tu pojawia się kolejny problem: ani pani w przedszkolu, ani wydawcy, ani rodzice nie są dostatecznie wyedukowani muzycznie, żeby tę dziecięcą muzykę zweryfikować. Oczywiście czują, że jej nie lubią, podskórnie męczą się i kiedy na horyzoncie pojawi się coś lepszego lgną do tego, ale jednak, gdy do przedszkola przychodzi płyta na której napisane jest, że to muzyka dla dziecka, a wydana jest przez instytucję, która działa w autorytecie bycia fachowcem od takowych publikacji, to nikt się nie zastanawia.

A w dodatku puszcza płytę z przebojami przedszkolaka, a maluch  się cieszy. I po sprawie. Kiedy poczułaś, że jest nisza na rynku i kiedy na tyle cię ten brak wkurzył, że sama wzięłaś sprawy w swoje ręce?

To, że maluch się cieszy, jeszcze umacnia przekonanie, że wszystko jest okej. Na muzyce się po prostu nie znamy, nie czujemy tego tematu bo gdyby to już porównać do diety to jednak większość rodziców zauważyłaby, że coś chyba w tym przedszkolu jednak nie w porządku jeśli codziennie jedzą tam frytki i hamburgera. I pomimo tego, że dziecko cieszy się gdy zjadło żelki, gumy czy lizaki, to nasza świadomość starcza nam na tyle, byśmy nie dawali dziecku wyłącznie tego do jedzenia, tylko dlatego, że sprawia mu to przyjemność.

Ja sama nie myślałam w kategoriach niszy na rynku. Po prostu chciałam znaleźć coś dobrego dla swoich dzieciaków. Tak się złożyło, że trafiło na mamę z wykształceniem muzycznym, która dodatkowo jest kompozytorem i ma tę cechę, że bierze sprawy w swoje ręce.

Podchodzisz do tematu poważnie. Porozmawiajmy o śpiewnikach. Podoba mi się różnorodność, to, że w piosence kociej pojawia się akordeon, a jeszcze inna porywa nas do tańca niczym na Karaibach. Marakasy, bębenki. Piosenka może być wstępem do rozmowy o instrumentach, kulturze danego kraju?

Uważam nawet, że piosenka może być czymś znacznie większym niż tylko wstępem. Jestem zwolenniczką takiego spojrzenia na poznawanie świata, w którym najpierw go doświadczamy, a dopiero później nazywany. Pozwalam moim chłopakom się przewrócić, ubrudzić, zmarznąć, czy rozczarować po to, by potem znacznie szybciej i dogłębniej zrozumieli co mam na myśli, gdy na przykład przed czymś ich przestrzegam lub tłumaczę jakieś zjawisko. Tak samo myślę o muzyce, sztuce, kulturze. To zresztą niesamowite, że muzyka jest tak ważną częścią danej kultury i odzwierciedleniem czasu, w którym powstaje. I że przez nią samą możemy się już tyle dowiedzieć o przeszłości, kulturze, charakterystyce jakiegoś regionu, wyczuć nastrój jaki tam panuje. Mam taką hipotezę, że gdy dziecko, które może obcować z muzyką innej kultury i poznaje przez dźwięk jakiś jej pierwiastek, w późniejszych latach np. podróżując do miejsca, z którego ta muzyka pochodziła, już w pewien sposób będzie zaznajomiony z jego kulturą. Nie będzie dla niego zupełnie obca, a to bardzo ważne w procesie oswajanie świata, który nas otacza, bo nawet jeśli mój syn nigdy nie pojedzie do Ghany z której pochodzi piosenka „Obwisana” (która znajduje się w Polskim śpiewniku z wartościową muzyką – Pomelody) to już przynajmniej nie będzie nie lubił tamtejszej kultury – bo przecież często nie lubimy tego czego nie znamy, co jest nam obce.

No to wyobraźmy sobie sytuację, że rodzicowi się zwyczajnie nie chce. Słyszę „nie, mi to słoń na ucho nadepnął, na niczym nie gram..”. Jak muzykę wpleść do zwyczajnej domowej rutyny?

Proces rozwijania potencjału muzycznego z którym rodzi się każde dziecko jest w swojej istocie bardzo podobny do zupełnie dobrze oswojonych nam procesów jak: nauka języka, chodzenia czy jedzenie. Największą w nich rolę pełni obecność autorytetu – najczęściej rodzica. Dziecko uczy się tych czynności po prostu naśladując osobę którą kocha i której ufa. Drugim kluczowym czynnikiem jest brak oczekiwań. I znowu tak samo jak w przypadku nauki mówienia, rodzic nie może oczekiwać od kilkumiesięcznego niemowlęcia, że odpowie mimo tego, że przez te miesiące mówił do niego codziennie. Tylko dlatego, że potencjał muzyczny traktujemy jak jakiś nadprzyrodzony talent, który się posiada lub nie, często rezygnujemy z swobodnego muzykowania z dzieckiem, ponieważ jego brak odpowiedzi traktujemy jako oznakę, że dziecko nie jest tym zainteresowane lub tego talentu nie ma. Albo jeszcze, że my nie mamy wystarczających umiejętności. I tu pojawia się trzeci klucz: świadomość, że dziecko ma potencjał muzyczny w sobie, a więc gdy stworzy mu się środowisko do rozwoju to nauczy się śpiewać nawet naśladując fałszującego rodzica. Tak samo, jak nauczyło się mówić nawet od rodzica z wadą wymowy albo innym akcentem.

Czasem mam wrażenie, że rodzice nie dają dziecku poeksplorować, zobaczyć na czym chce grać, tylko fundują mu instrument, bo sami grali na pianinie albo było to ich niespełnionym marzeniem. Jak mądrze zachęcić i kiedy zacząć przygodę z instrumentem?

Według mnie właściwie każdy powód jest dobry, by edukować swoje dziecko muzycznie. Istotą jest jednak jak będziemy to robić, bo tak naprawdę wiek 6 – 9 lat, kiedy najczęściej rodzice podejmują decyzję o posłaniu dziecka na lekcje gry lub do szkoły muzycznej, to już baaardzo późno na rozpoczęcie działań w zakresie tzw. umuzykalniania dziecka. Instrument muzyczny to nic innego jak kolejne narzędzie do muzycznej ekspresji, ale by dziecko mogło go użyć do wyrażania się, musi najpierw mieć coś do powiedzenia! Gra na instrumencie ma sens tylko wtedy, gdy wykorzystywać będziemy w niej nasze doświadczenia zdobyte podczas używania pierwszego, podstawowego i najważniejszego instrumentu jakim jest nasze ciało i głos. Nie będzie więc miało sensu odtwarzanie utworów z nut, jeśli najpierw nie będziemy wypełnieni treścią, którą chcemy światu przekazać (zdobytą podczas swobodnego muzykowania), tak samo jak nie miałoby sensu uczenie 2 latka wierszy Miłosza, jeśli sam nie byłby w stanie skonstruować jeszcze zdania. Najważniejsze jest więc wykorzystanie ruchu i śpiewu od maleńkości. Kolejny etap to zapewnienie dziecku możliwości obcowania z samym zjawiskiem różnorodności barw jakie powstają w wyniku używania różnych instrumentów. A regularna nauka gry to dopiero wisienka na torcie. 

Pogadajmy o tobie. Komponujesz, prowadzisz biznes, vloga, jesteś mamą trójki. No to powiedz mi gdzie sprzedają dłuższą wersje doby niż 24h? A tak serio, jak łączysz pracę z macierzyństwem. Przydaje się nosidełko, żeby chociaż ręce na klawiaturze położyć?

Nie przesadzę mówiąc że mam kilkadziesiąt zdjęć z maluchami w Tuli. Chyba w ogóle większość moich zdjęć z nimi jest w nosidle. Zawsze byłam aktywna, więc to rozwiązanie pokochałam już przy pierwszym dziecku. Przy drugim było dla mnie zupełnie naturalne. A przy trzecim nie wyobrażam sobie bez niego życia. Czas jest wyzwaniem i codziennie mam wrażenie, że się z nim ścigam, po to by wieczorem paść na twarz jak sprinter po biegu. Ale jednak następnego dnia budzę się i jakoś biegnę dalej. Radzę sobie różnie, ale widzę jak bardzo to jest kwestia odpowiedniej perspektywy. Postrzegamy dzieci jako wysysacze energii, ale zapominamy, że one też mnóstwo tej energii dają. Inspirują, pokazują nam, dorosłym jak chwytać życie, przyzwyczajają do braku snu (śmiech). Myślę, że gdyby nie one, to nie zrobiłabym tego wszystkiego.

Lubią być noszone? Wyobrażam sobie, że tulisz malucha i jeszcze śpiewasz kołysankę własnej kompozycji…

Starszaki (prawie 5 i 3 lata) nie są już takimi wielkimi fanami przytulasów jak kiedyś – bo przecież są już prawie dorośli (śmiech), ale wciąż nie ma wieczoru, żeby nie zażyczyli sobie kołysanki przed snem. A najmłodszy to ten, którego tulę prawie cały czas – okazji do śpiewania i komponowania jest więc wiele.

 

 

Słuchałam waszego coveru Małomiasteczkowo. Masz chyba spory dystans do kwestii lukrowanego obrazu macierzyństwa, ciąży? Spokój przychodzi z drugim dzieckiem?

Lukrowany obraz macierzyństwa po prostu mnie śmieszy, bo o ile zanim zostałam matką, mogłam w pewne obrazki uwierzyć, o tyle teraz gdy nią już jestem wiem, że życie tak po prostu nie wygląda. O tak – z drugim dzieckiem jest już znacznie łatwiej psychicznie. A z trzecim nawet jeszcze trochę bardziej. Ostatnio, gdy Adam i starszaki jeszcze spali, ale Józek już nie miał zamiaru, wyszłam z nim z sypialni, a że musiałam iść do toalety to zwinnym ruchem rzuciłam na łazienkową podłogę ręcznik i położyłam go na nim. Tym sposobem mogłam spokojnie się załatwić (śpiewając mu jednocześnie rzecz jasna). I pomyślałam sobie dwie rzeczy: że przy pierwszym dziecku to bym się chyba posikała, ale na podłodze bym dziecka nie położyła i szczerze powiedziawszy lubię to, że teraz już nie mam takich oporów – życie jest wtedy znacznie prostsze i więcej można osiągnąć zachowując jednocześnie zdrowie psychiczne.

Rozmawiając o zachowaniu odpowiedniej harmonii, co usłyszę w twoich słuchawkach gdy masz czas tylko dla siebie?

Jestem bardzo spójna z tym co głoszę, dlatego w moich słuchawkach usłyszałabyś różnorodność! Do pracy przy komputerze będzie to III Koncert fortepianowy Rachmaninova, do jazdy samochodem – jakiś dobry beat, po południu – jazz, do sprzątania – latino. Czasem to odskocznia i relaks, czasem okazja do naładowania akumulatorów i energetycznego zastrzyku, a czasem ścieżka dźwiękowa do myśli w głowie, które w końcu mam okazję usłyszeć!

Tym muzycznym epilogiem kończę, pozostaje mi życzyć radosnego wspólnego muzykowania! w domu, w szałasie, w ogrodzie.

***

A dodatkowo zapraszam was do konkursu! Ania ma w sesji nosidełko Abracadabra, ale ceni też sobie te z serii Signature – są to unikalne nosidełka, ukłon dla wyjątkowego rzemiosła jakim jest tkactwo. Każde nosidełko jest szyte ręcznie przez krawcowe w Białymstoku z luksusowych tkanin chustowych. Limitowane kolekcje, niepowtarzalne wzory, projektowane we współpracy z rzemieślnikami i małymi zakładami tkackimi, często jednoosobowymi lub prowadzonymi przez kobiety. Wygrajcie je, opowiadając w komentarzu jakie macie wspomnienie muzyczne związane z waszym dzieckiem? Ulubiony rytuał? Ukochana piosenka czy kołysanka? Czekamy do 16 czerwca, a nagrodą jest nosidło chustowe z kolekcji Baby Tula Signature Full Oscha Anna Prism.

 Wyniki: Żan, wiemy co nieco o kolkach, tyle razy przerabiane a nikt nie wpadł na pomysł, żeby puścić Korteza! Życzymy wielu muzycznych eksperymentów, niekoniecznie z okazji kolek! A wszystkim wam ogromnie dziękujemy za wasze historie, każda nas wzrusza i zaciekawia. Samych miłych dla ucha nut dla was!

38 komentarzy

  • Mama Kajtka:

    Od zawsze marzyłam o wspaniałym domu i rodzinie. O porankach spędzonych w ogrodzie wśród śpiewu ptaków i innych odgłosów natury. My wszyscy tańczący i śpiewający wieczorami przy ognisku. Wszystko będzie takie sielskie, anielskie i kolorowe. Życie jednak potoczyło się troszkę inaczej. Zamiast domu – blok, zamiast ogrodu – mały park kawałek od domu, a odgłosy natury zagłuszane są niestety przez dźwięki przejeżdżających samochodów. Ale w kazdej sytuacji doszukuję się pozytywów. Mam 14mięsięcznego syna, który już w brzuchu słyszał przeróżne dźwięki jakie puszczałam mu na yt. Każdego dnia obserwowałam swój, coraz to wiekszy brzuszek, na którym odbijały się rączki i nóżki mojego Skarba, gdy usłyszał puszczane mu melodie, czy też wymyślane przeze mnie piosenki dla niego. Najczęściej śpiewałam mu w wannie, bo tam nie czułam się ograniczona. Nikt mnie nie podsłuchiwał, a z racji antytalentu muzycznego, wolałam żeby tak zostało. Jednak mimo wszystko, mój głos, moja muzyka, sprawiały, że brzdąc był spokojniejszy, a ja przy tym czułam się „lżejsza”. I tak od urodzenia praktykujemy śpiewanie w wannie. Uwielbiam, gdy Kajtek śmieje się z moich „krzywych” melodii, gdy do nich tańczy i pluska wodą, a ostatnio nawet próbuje śpiewać razem ze mną. To jest nasz czas, nasz codzienny rytuał.

    Odpowiedz
  • Katarzyna Jan:

    Pamiętam jak przyszedł pocztą tunk drum, zamówiony przez męża. Nieznalam wcześniej tego instrumentu. Odpakowywalam go razem z moja niespełna roczną córeczką. To byl piękny widok gdy Matylda tak naturalnie spontanicznie wiedziala do czego służą dołączone pałeczki i wystukala swą pierwszą melodię. Tunk drum wydaje tak piekne kojace dzwieki ze znajomi i rodzina pytali po obejrzeniu filmiku na którym Matylda gra, skąd dochodzi ta melodia 🙂

    Odpowiedz
  • Aleksandra:

    Najstarszy syn ma 7 lat i zespół aspergera kołysanki to taki nasz rytuał który zapewnia powtarzalność i przewidywalność wieczora, i jedna z niewielu form bliskości na jaką pozwala. W ciągu dnia włączamy spokojną muzykę instrumentalna żeby mógł się wyciszyć. Najmłodszy za to zasypia w nosidle wtulony w moją pierś, słucha jak śpiewam piosenki z bajek Disneya.

    Odpowiedz
  • Joanna:

    Nasz synek ma 7 tygodni,od początku staramy się,by w różnych porach dnia i jego aktywnościach towarzyszyla mu muzyka.Tata ma ambicję usypiać go włączając światowe klasyki,jednak (ku mojej uciesze i satysfakcji😉)synek preferuje do snu zwykłe ,pełne moich fałszów,”aaa kotki dwa….”i „z popielnika na Wojtusia…”

    Odpowiedz
  • Michalina:

    Leo jest jeszcze w brzuchu, a mimo to jego gust muzyczny juz się ujawnia 🙂 Pierwsze jego ruchy poczułam gdy jadąc samochodem słuchałam płyty zespołu Kwiat Jabłoni i śpiewałam 🙂 Do tej pory jest to nasz podróżny rytuał – w samochodzie mam nastawioną tylko tą płytę i ja śpiewam a maluch się kręci do rytmu 😉 Liczę na to, że po porodzie będzie mieć miłe skojarzenia właśnie z tą muzyką – sprawdzimy za nieco ponad miesiąc 🙂

    Odpowiedz
  • AnnaAmelia:

    Każdy dźwięk wydany przez moją córeczkę, każdy ruch w rytm oferowanej muzyki, każdy zachwyt rodziny nad radością muzykowania dziecka – to najpiękniejsze wspomnienia!

    Odpowiedz
  • Arletta:

    W moich wspomnieniach muzycznych związanych z dzieckiem, szczególne miejsce zajmuje kołysanka „Królu mój…”, którą mąż śpiewał naszemu synkowi Jasiowi gdy jeszcze był w brzuszku. Wraz z nim na Jasia czekali przygotowani muzycznie starci bracia. Nagrania ich wykonania kołysanki zawsze uspokajały Janka i do dziś są powodem wzruszeń. A Jasiu „przekazał” piosenkę swemu najmłodszemu bratu, Tadziowi ☺️💙

    Odpowiedz
  • Marta:

    Przez całą ciążę śpiewałam w chórze. Nic więc dziwnego, że w chwilach największego kryzysu (córka ma teraz 3 miesiące) śpiewanie połączone z noszeniem jest niezawodne.
    Od dnia dziecka do repertuaru dołączyły piosenki ze śpiewnika pomelody (szczególnie „ta Dorotka”).

    Odpowiedz
  • Ania:

    Muzyka zawsze jest i była dla mnie bardzo ważna,ciągle coś podspiewuje i nasz 10cio tygodniowy Jasiek już chyba przywykł do tego że Mama ciągle coś do niego śpiewa:) natomiast mój mąż należy do najmniej muzykalnych osób jakie znam, w jego domu nikt nie słuchał muzyki:( Jednak Jasiek uśmiecha się calym sobą na dźwięk piosenek. Jakże wzruszające było gdy uslyszlalam jak mój mąż ,chcąc Janka rozbawic, zaczął śpiewać jedna z niewielu piosenek które zna 🙂 słysząc „na Kujawskim smaż, na kujawskim piecz…” Jasiek uśmiechnął się od ucha do ucha 🙂

    Odpowiedz
  • Madlen:

    Rmf classic koi, umila, jest obecne w naszym życiu przez większość dnia. Gdy leci, któryś z energetycznych utwór, poglasniamy radio i z moim mężem
    tańcujemy, a nasz synek (też Józek, 3.5mies) ma z nas radochę, leżąc na macie i machając nogami i rękami. Natomiast klimaty łagodne są po prostu tłem naszej codzienności, którą doceniam zwłaszcza gdy wysiądzie prąd 🙂 (mieszkamy na wiosce :D)

    Odpowiedz
  • Monika:

    U nas muzykowanie pojawiło się od samego początku i sprawiało nam duuuuużo radości. Córka od początku uwielbia muzykę i nie wyobrażamy sobie dnia bez śpiewania czy nucenia. Jeszcze jak była małym brzdacem, leżała sobie na brzuszku to gdy tylko słyszała ulubiona muzykę zaczynała się cieszyć i kręcić, machać rączkami i nóżkami ☺️ później zaczęliśmy chodzić na różne zajęcia umuzykalniajace i niesamowite jest to jak dzieci szybko zapamiętują rytm i potrafią go odtworzyć. Czasem zdarza się, że córka nie chce brać udziału w jakiejś zabawie na zajęciach a później i tak w domu śpiewa i odtwarza to wszystko co było na zajęciach, widać, że sprawia jej to dużo radości, a skoro dziecko jest zadowolone to mama rowniez🥰 znamy kanał „mama lama” bardzo dobrze i kiedy włączam kolejny odcinek córka nuci melodie że wstępu ☺️ za miesiąc na świecie powitamy nowego członka rodziny i już nie mogę się doczekać ich wspólnego grania na miskach i garnkach bo swego czasu były to najlepsze instrumenty muzyczne☺️ mam tylko nadzieję, że sąsiedzi to zniosa ☺️

    Odpowiedz
  • Paweł:

    W trakcie mszy nasz siedmiomiesięczny synek wykorzystując przerwę między psalmem, a drugim czytaniem zawył niczym średniowieczny trubadur przykuwając na sobie uwagę wszystkich obecnych w kościele. Część osób wybuchnęła śmiechem, a dla niego to była zachęta do rozwijania talentu. Od tamtej pory jest częścią oprawy muzycznej każdej mszy, w której uczestniczy.

    Odpowiedz
  • Anielkove:

    Moja córka Anielka skończyła niedawno 3 miesiące. Sama kocham muzykę, bo muzykował mój tato- grał na gitarze, łyżkami podczas gotowania i śpiewał całymi dniami mojej mamie oraz mi i moim braciom kołysanki. To najpiękniejsze wspomnienie z mojego dzieciństwa. Budował tym niesamowite rodzinne ciepło. Uczył mnie grać na keybordzie kolędy – które umiem do dziś, mimo że nijak się to ma do prawdziwej umiejętności grania. Ja i moi bracia uczyliśmy grać się na gitarach w domu – moi trzej bracia grają do dziś- ja niestety porzuciłam to w gimnazjum zniechęcona przez szkołę. Chcieliśmy być jak tata. Gdy zaszłam w ciąże z ochotą zaczęłam słuchać muzyki instrumentalnej, przypominałam sobie kołysanki z dzieciństwa i śpiewałam je do brzuszka, mając nadzieję że córcia pokocha muzykę. Mając nadzieję, że tak jak mój tata dał nam dzięki muzykowaniu piękne wspomnienia -ja dam takie mojej córce. Bo muzyka roztaczała zawsze miłość i dobro w naszej rodzinie. Była radością. Mimo, że nikt z nas muzykiem nigdy nie był i nie będzie. Odkąd moja córka się urodziła próbowałam śpiewać jej kołysanki….które zagłuszała kolkowym płaczem i wrzaskiem. Szukałam to nowych kołysanek i śpiewałam, ucząc się ich na pamięć. Na początku pomagały tylko mi – przetrwać te nerwy i ból, gdy pierworódka wrzeszczy w niebogłosy, aż pewnego dnia Anielka zaczęła się uśmiechać i uśmiechać właśnie wtedy kiedy zaczęłam jej śpiewać. Uśmiechała się i uśmiechała, a ja śpiewałam nieudolnie przełykając ze wzruszenia łzy. Gdy przestawałam śpiewać – uśmiech znikał. Gdy zaczynałam – rozpromieniał twarzyczkę mojej córeczki. To moje najpiękniejsze wspomnienie. Teraz z radością śpiewam jej kołysanki przed nocą, czerpiąc inspiracje też z Pomelody, na które trafiłam buszując po youtubie jeszcze będąc w ciąży, tańczę trzymając ją w rękach . Ostatnim hitem jest PusyCat. Ale największą radość sprawia mi patrzenie i słuchanie jak mój mąż okropnie fałszując śpiewa naszej córce piosenki z tekstem wymyślanym na bieżąco na znane mu melodie. Bo daje jej tym ogrom miłości i mam nadzieję, że jest to dobry wstęp do pięknych wspomnień. Na tym etapie wspomnień dla nas, ale za parę lat naszej córki. Bo już mam plan na wprowadzenie zabaw z instrumentami,

    Odpowiedz
  • Bogna:

    Mój pierworodny, ukochany, wyczekiwany. Śpiewałam mu kołysanki do brzucha, chodziłam na koncerty, słuchałam z nim klasyki, rocka, jazzu. Zauważyłam, że umiłował sobie dźwięk wiolonczeli. Czułam jak pływa. Podczas porodu tańczyłam. Kiedy wreszcie jego podróż przez moje ciało zakończyła się, a on wylądował na moim brzuchu pełznąc do piersi i popłakując. Była ciemna noc, zaczęła się WIELKA sobota i wtedy ja w tej nocnej świątecznej ciszy zaczęłam mu śpiewać :”Idzie niebo ciemną nocą”, a on po prostu przestał płakać. Magia muzyki. Teraz ma już 3lata i uwielbia grać i dawać koncerty. Pomelody służy do tańca i do grania, a bajki opowiadane przez instrumenty są ulubionymi. Zagaiłam ostatnio rozmowę i pytam czy może nie chciałby się nauczyć grać na jakimś intrumencie? Byłam pewna, że wybierze instrumenty, na których grają dziadkowie, a on mi na to: „Mamo, chcę grać na wiolonczeli”

    Odpowiedz
  • Krystyna:

    Cześć!

    Ja tak bardziej z przymrużeniem oka😊 moje dzieciństwo i kołysanki to śpiewająca babcia i dziadek którzy zajmowali się Nami (mną i o rok starsza siostra). To by najcudowniejszy czas👍🏻 Dziadek grający na harmonijce pieśni harcerskie, patriotyczne, wycieczki nad morze i na wyspę w towarzystwie muzyki marsz natura i śpiewem i do tego babcia śpiewająca na dobranoc melancholijne melodie. I przeciwieństwo… Tata wracający z pracy z zagranicy śpiewający kołysanki – szlagiery z lat 80 Raz uciekły z pozłacanej klatki, tobie Karolino i tej drugiej Pani…. i inne melodie nie do końca będące kołysankami. A teraz? Dwójka na świcie trzeci w brzuszku Helka uwielbia mocne brzmienie i roca Piosenka autystyczny towarzyszyła nam już od brzuszka i jest jedna z jej ulubionych ( nie mówiąc o Męskim Graniu 🤪) Szymek młodszy z niesłychanym zmysłem i słuchem muzycznym ( lekko przeraża mnie nie muzyka) i Tadzik w brzuszku jak muzyka to imprezka! Nasze rytuały? Dobra książka i porządna wieczorna kołysanka taka typowo dla dzieci…. choć z przymrużeniem oka tez czasem jest to szlagier z lat 80tych!

    Odpowiedz
  • Ania:

    Mój synek Grześ ma 8 miesięcy i ze względu na to, że zawsze wstydziłam się śpiewać to funduję mu „mruczanki” – czyli nucę piosenki bez słów 😉 Pomagają przy zasypianiu, zarówno jemu jak i mnie 🙂 . Ale numerem jeden długo była u nas ścieżka dźwiękowa z „Gwiezdnych Wojen”. Mój mąż, czyli tata Grzesia, jest wielkim fanem i nawet nie było dyskusji jeśli chodzi o wybór muzyki. Co było zadziwiające to muzyka z „Gwiezdnych Wojen” pomimo, że jest żywiołowa np.”Marsz Imperialny” to Młody momentalnie zasypiał. Jak nie mogliśmy puszczać tej muzyki np. z telefonu to śpiewaliśmy ją w stylu „Pam-pam-papam” – i też działało! W związku z tym, że ta muzyka przez pierwsze tygodnie Grzesia non stop u nas leciała, to i ja mimochodem ją nuciłam np. przy sprzątaniu czy gotowaniu. Jeśli chodzi o śpiewanie dla Grzesia, to głównie mój mąż śpiewa – ulubiony repertuar to piosenki z lat 90-tych np.Backstreet Boys 🙂 Podziwiam mojego męża, że nie ma takich oporów jak ja i nie wstydzi się śpiewać (nie zależnie czy zna słowa piosenki czy nie:D )

    Odpowiedz
  • Kasia:

    Pamiętam, że mama śpiewała mi „z popielnika na Wojtusia…”. Tą samą kołysankę śpiewałam 3 lata temu córeczce, kiedy godzinami w chuście walczyłyśmy z kolkami. Kiedy wybieraliśmy imię dla synka nie mogło być inne. Teraz śpiewam Wojtusiowi. A do tego strasznie fałszuje. Przydałoby się, żeby tata pośpiewał a przede wszystkim ponosił, bo synuś już ciężki, ale chusty nie zawiąże…

    Odpowiedz
  • Kinia:

    Nasza córeczka ma 10 miesięcy. Ponieważ oboje jesteśmy muzykami, a pracowałam prawie do rozwiązania niemal każdego dnia słyszała różne instrumenty: organy, trąbkę, klarnet.. Od urodzenia chyba więcej Jej nuciliśmy i śpiewaliśmy, niż mówiliśmy. Teraz gdy jest już troszkę większa kołysze się rytmicznie gdy tylko usłyszy muzykę, a prawie każdego dnia mamy swoje rodzinne domowe muzykowanie. Najmilszym i najbardziej wzruszającym wspomnieniem jest jednak piosenka niespodzianka, którą Aurelka przygotowała z Tatą z okazji Dnia Mamy. Tekst i muzykę napisał Mąż, zaśpiewał, a Aurelka jako wstęp do każdej zwrotki grała „dzyń” na dzwonkach <3
    A pod sercem rośnie nasze drugie Maleństwo, które też już nasłuchuje pierwszych dźwięków. Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
  • Dorota:

    Mój syn Józek odkąd skończył miesiąc słucha utworów Pomelody (dostał śpiewnik i płytę od św. Mikołaja :D). Obecnie ma 7 miesięcy i reaguje śmiechem słysząc piosenki Ani. Ja również je uwielbiam, są bardzo różnorodne i wpadają w ucho, że aż chce się tańczyć. Kiedy Józio był jeszcze w brzuchu słyszał wiele piosenek, ponieważ pracuję w przedszkolu, sama lubię śpiewać i muzykować. Niesamowite jest to, że do dziś uspokaja się i zasypia przy piosence, którą śpiewałam z dziećmi w przedszkolu, kiedy byłam z nim w ciąży a po urodzeniu nucił mu ją mój mąż („Babciu droga babciu”). Syn będąc w brzuchu reagował na dźwięki gitary kiedy na niej grałam, zawsze tańczył w rytm muzyki 😉 Obecnie uwielbia słuchać różnych dźwięków, preferuje kościelną muzykę „na żywo”, ostatnio nawet się dołączył podczas mszy grając na tzw. jajku (grzechotce). Jestem z niego taka dumna 🙂

    Odpowiedz
  • Sylwia:

    Dzięki Ani dowiedziałam się jak istotna jest muzyka w rozwoju malucha i że zupełnie ‚niemuzyczna’ mama może rozwój w tym zakresie wspierać. Kilka miesięcy temu postanowiłam więc zapisać się na zajęcia z muzykowania dla niemowląt. Doskonale pamiętam, jak na pierwszych zajęciach Małgosia trzymana przeze mnie na rękach, zaczęła energicznie machać rączkami i nóżkami w rytm wesołej melodii, śmiejąc się przy tym radośnie.
    Staram się, aby każdy nasz dzień był wypełniony muzyką, a idealną w tym pomocą są płyty Pomelody.
    Nic nie jest w stanie obudzić w Małgosi takiej energii i radości jak wspólne tańczenie i śpiewanie, które za każdym razem powoduje, że wesoło macha rączkami i śmieje się z całych sił.

    Odpowiedz
  • Żan:

    Nasz pierwszy syn, mając miesiąc, wieczorami bardzo się męczył z powodu kolek. Któregoś razu, ja też już umęczona przedłużającym się płaczem, włączyłam sobie Korteza „Z imbirem”. Nucę sobie i nagle słyszę, że słyszę piosenkę, a płaczu nie 😂 Kiedy zadziałało za drugim razem pomyślałam -eeee, przypadek! No ale zapętlałam i dalej działało! 😂 Nie tak, że przestawał całkiem, bo umówmy się – kolka rządzi się swoimi prawami, niemniej jednak zawsze w rytm „Z imbireeeeem… z imbireeeem” następowała chwila na odpoczynek od płaczu/słuchania płaczu. Z wielkim sentymentem wracam do tej piosenki i nie mam pojęcia na czym polegała jej magiczna moc 😉 Nie zliczę, ile razy jej słuchaliśmy .. Drugi syn już z nami (od dwóch tygodni) i nie żebym czekała jakoś z utęsknieniem na te kolki, nie nie! 🥴 Ale kusi sprawdzić, czy i na drugiego podziała 😉 A wtedy nic tylko polecać jako suplement diety zamiast probiotyku w kroplach 😜

    Odpowiedz
  • Magdalena:

    Synek ma obecnie niecałe 5 miesięcy. Śpiewam Mu odkąd był jeszcze w brzuszku. Nie ma dla nas znaczenia miejsce czy widownia 😉 Dzisiaj na przykład pod koniec zakupów bardzo się rozpłakał ze zmęczenia. Więc w kolejce do kasy towarzyszyła nam Kaczka Dziwaczka-ulubiona piosenka syna. W ciągu dnia gramy na wszystkim co tylko się da. Choć numerem jeden dla synka jest torebka foliowa od wacików kosmetycznych. Mamy też nasz rytuał wieczorny. Po kąpieli i jedzeniu musi być „Był sobie król”. Jak tylko zaczynam śpiewać, synek uśmiecha się i momentalnie usypia. Powinnam też wspomnieć o moim mężu, któremu przysłowiowy słoń na ucho nadepnął… I to dosyć mocno 😉 Odkąd synek się urodził również śpiewa Mu wieczorem. Choć wcześniej bardzo się wstydził i nie śpiewał nawet w domu. Tak więc muzyka towarzyszy nam codziennie przez te niezwykłe 5 miesięcy.

    Odpowiedz
  • mala_Mi:

    Mojemu obecnie 9latkowi spiewalam w niemowlectwie „kolorowe kredki w dupeleczku nosze” – zastygal. Ja niezbyt ladnie spiewam. Obecnie syn ma swoje konto na Spotify bo nie znalezlismy sensownej muzyki dzieciecej – a jego bardzo ciagnie. Odkrywa wiec muzyke sam, na wlasna reke. Nie przeszkadzamy mu w odkrywaniu 🙂 Przybiega do nas zaskoczony, ze Hans Zimmer napisal muzyke do gry Minecraft. Potrafi spiewac „po gregoriansku” – jakby operowo. Samouk.
    Z corka ogladamy dzieciaki-geniusze na YT, Mam Talent. Lubi ze mna sluchac Joan Baez, Johna Casha, Ramina Karimloo (najmlodszy w historii Upior w Operze), z tata swoim slucha Domowych Melodii, Stachurskiego.
    A nosidelko…. moglabym w nim nosic trzecie dziecko 🙂 – core nosilam od jej 18 do 48 miesiecy 🙂 i to bylo najlepsze ze wszystkiego! (zaraz po decyzji o prawie 3letnim urlopie wychowawczym)

    Odpowiedz
  • Ewelina:

    Noszę w brzuszku swoje pierwsze dziecko i śpiewam mu przed snem moje ulubione utwory Coldplay. Kto by pomyślał, że przy dziecku słowa zmienią sens. „Your skin and bones turn into something beautiful” – popłakałam się, jak pierwszy raz zaśpiewałam to Alince. Inne słowa to, „for you I bleed myself dry”. Wcześniej nie wiedziałam, że to piosenka o porodzie. 🙂

    Odpowiedz
  • Meruee:

    Któregoś dnia miałam serdecznie dość macierzyństwa. Dzień mnie wykańczał, a pierworodny zupełnie nie współpracował. Usiadłam u niego w pokoju w głowie zbrojąc się na kolejną batalię i ostrzał pociskiem „nie, nie, nie”. Sięgnęłam ręką po wiaderko, obróciłam do góry dnem i zaczęłam wystukiwać jakiś rytm. W sumie całkiem bezsensu ale uspokajało mnie to. Młody przybiegł sprawdzić co się dzieje, a ja dostałam głupawki i zaśpiewałam mu: „jeeeeestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek, w tym domku wodę, światło i gaaaaz, zaraz trzeba będzie iść spaaaać”. M. złapał za marakasy i wołał: Jomek i spaaaać. Od tego czasu to jest nasz hymn na zakończenie dnia. Kto by pomyślał, że najlepsze pomysły przychodzą w najbardziej beznadziejnych przypadkach 🙂

    Odpowiedz
  • Anita:

    To wspomnienie choć boli jest wyjątkowe. Jako mama Aniołka, który miał malutkie problemy z serduszkiem zawsze słuchałam i puszczałam razem z starszą córką, Jej braciszkowi „Listen To Your Heart” pełna nadziei iż szczęście nam dopiszę wsłuchując się w Jego bicie serca ( codziennie detektorem razem sprawdzałyśmy serduszko). Mimo iż nie było nam dane usłyszeć pierwszego krzyku ta piosenka na zawsze będzie tylko Jego. Dużo siły sobie życzę i każdej Aniołkowej Mamie

    Odpowiedz
  • Justyna:

    Etap noszenia w chuście i usypiania mojego synka zaczął się gdy miał około miesiąca, akurat był to czas przedświąteczny i tak mi przypasowała do usypiania kolęda ,,Silent Night” z reklamy i ciągniemy ją już 8 miesiąc 😊 Cały czas czujemy świąteczną atmosferę, chociaż na zewnątrz tropiki 😅

    Odpowiedz
  • mama lwie serce:

    Wyję jak szalona, a w sklepie siedzę i nie powinnam. Bo mój syn postanowił dorosnąć, nie być już małym dzidziusiem, co całą dobę przesypia z moim struchlałym oddechem tuż obok. On mi dziś rytm wystukuje grzechotką do muzyki Bartosza Chajdeckiego z filmu „Bogowie”. Trafił z tą muzyką tak miarowo, jak serce w serce, którego bicia gardłowo wyczekiwaliśmy. I jakby nie było, to serce rośnie i w nocy znowu nie śpię, bo szkoda mi to tracić, muzykę rytmu jego małego pukpuk…pukpuk….pukpuk.

    Odpowiedz
  • Dorota:

    Wspomnienie, które zapamiętam, mam nadzieję, na długo, jest wspomnieniem z czasu gdy Córka miała dosłownie kilka tygodni. Rano po obudzeniu miałyśmy już taki rytuał zabawy (przestała być już noworodkiem, który tylko śpi i je). I pewnego dnia włączyłam muzykę, ale nie dziecięcą, a taką, której ja lubię słuchać. Miałam Córeczkę w ramionach, gdy usłyszałam piosenkę, którą bardzo lubię. Zaczęłam śpiewać i w tym momencie zobaczyłam jak Córka zamarła, przestała się wiercić i zaciekawiona wpatrywała się we mnie. To było coś cudownego, nie do opisania. Jej wzrok sprawił, że po prostu się roztopiłam i zakochałam się w Niej jeszcze bardziej (o ile to możliwe 😉) od tamtej pory dużo śpiewamy, a to wspomnienie jest jednym z moich ulubionych.

    Odpowiedz
  • Katarzyna:

    Kocham śpiewać i sama się tego nauczyłam codziennie śpiewając i doskonaląc mój głos 🙂 potem śpiewałam też w chórze. Potrafię śpiewać cały czas mówiąc do moich dzieci, podczas zabawy a nawet ucząc czytania śpiewając różne sylaby (takie wymyślone przeze mnie zabawy 🙂 Piosenki wymyślam tak spontanicznie i razem śpiewamy podkładając tekst pod różne znane melodie lub wymyślamy swoje. Muzyka jest dla mnie takim ukojeniem myśli, emocji i dodaje mi niesamowitej energii do działania. Ale jeśli chodzi o ulubioną kołysankę to najmilej wspominam ‚Dziadku drogi dziadku’ ze starej dobranocki `Piaskowy dziadek’, która często śpiewałam mojej najstarszej córce gdy była jeszcze malutka teraz ma już 8 lat i śpiewamy razem np. Pan księżyc z album „Lulabajki” 🙂

    Odpowiedz
  • Ev.:

    Pierwsze, żywe muzyczne wspomnienie z udziałem mojego syna to oczywiście ryk powodowany pierwszym spotkaniem ze światem (jego) oraz pierwszym spotkaniem z nim (mój). Ja oczywiście z zachwytu nad jego pięknem, on z nieco mniejszego zachwytu nad pięknem świata zewnętrznego. Od tego czasu, tj. blisko 11 tygodni muzykowanie towarzyszy nam codziennie, z czego zadowolony jest zarówno syn, jak i ja (zabawiam w końcu i edukuję dziecko, w związku z czym kierowane do mnie komendy typu „ścisz to” a raczej „ścisz się” w końcu nie mają racji bytu!). Staram się, żeby było ładnie, prorozwojowo, różnorodnie, wesoło, rytmicznie, pomelodiowo, a tymczasem… któregoś dnia w akcie desperacji, po nieudanych próbach uciszenia rozwrzeszczanego jegomościa w samochodzie, zakrzyknęłam niczym dzika kobieta puszczy w połączeniu z Tarzanem (rozumiecie, niedoczas, nieogolone nogi…) „OOOOEEEEOOOOOOOOO!!!!111jeden”, spoglądam do fotelika, a on… śpi. Wniosek: w muzykowaniu najważniejsze są szczere, niepohamowane i autentyczne emocje :))

    Odpowiedz
  • Klaudia:

    Moja córka Klara urodziła się w Szwajcarii, ale bardzo ważne dla mnie jest, aby nauczyła się polskiego języka i poznała polską kulturę. My nie jesteśmy zbyt muzykalni i dlatego Klara rzadko miała styczność z muzyką, do momentu kiedy zauważyłam, że moje śpiewanie do niej „Kotków dwóch” kiedy jest u mnie w nosidełku za każdym razem ją uspokajało! Stało się to dla nas rytuałem i ważnym elementem łączącym nas z Polską i z muzyką!

    Odpowiedz
  • Anna:

    U nas może bez wyrafinowania, ale skutecznie. Kiedy najmłodszy synek drze się podczas jazdy samochodem, cała rodzina odruchowo śpiewa „jadą, jadą misie” i dziecko się uspokaja. Może repertuar nie najwyższych lotów, ale taki sobie upodobał. Polecam;-)

    Odpowiedz
  • izzi:

    Najlepiej zapamiętałam wieczorny, plenerowy koncert Raz Dwa Trzy, na który wybrałam się z 3,5-letnią wówczas córką. Wierzyłyśmy, że zagrają naszą codzienną wieczorną „Kołysankę dla Okruszka” – już tylko ta nadzieja trzymała znudzoną po pierwszej godzinie (świetnego, skądinąd) koncertu córeczkę podczas jego drugiej godziny.
    Niestety, zespół nie zdecydował się na wykonanie tego numeru, a córeczka wspomina to z żalem do dzisiaj, gdy tylko zaczynam jej nucić tą piosenkę.

    Odpowiedz
  • Dorota:

    Zrelaksowana ja, muzyka i pierwsze ruchy naszego JÓZKA 😀
    P.S. prosimy trzymajcie za nas kciuki – termin dokładnie za miesiąc 🙂

    Odpowiedz
  • Edzioszka:

    Nienawidziłam tańca, bo miałam ruchy jak słoń w składzie porcelany. Na własnym weselu mało tańczyłam, mając wymówkę że jestem w ciąży. I tak po około dwóch latach, stałam się mamą bliźniaków. Gdy skończyli oni po dwa latka przejawiali predyspozycję do tańca. Jako, że mąż całymi dniami pracował to sama się nimi opiekowałam, a że nikt nie patrzył, to tańczyłam z nimi w rytm piosenki „estrella- la fiesta loca” . I tak pewnego razu wieczorem, oboje zastrajkowali, że nie pójdą spać dopóki im nie zatańczę do tej piosenki. Oczywiście mąż wiedząć, że nie znoszę tańczyć – próbowałam mnie wymigać. Synowie twardo obstawiali, że mam to zrobić tłumacząć „Mama tańczy gdy nie patrzysz”. No cóż… zatańczyłam a oni śpiewali pojedyńcze słowa. Tego dnia otworzyłam się na nowo. Dzieci dzięki muzyce i tańcowi nauczyły mnie cierpliwości i odwagi, przełamywania własnego strachu i lęku a także doskonalenia samej siebie. Od tamtej pory muzyka towarzyszy nam na co dzień, przed samym snem tańczymy, choć ostatnio zamiast pląsającej samby tańczymy „krakowiaka” – taka mala zajawka dzieci. Dowiedziałam się wczoraj, że jestem w ciąży, po roku nieudanych prób, udało się! Gdybym wygrała takie nosidełko, to nie dość, że byłoby muzyką dla moich oczu to jeszczze pomogłoby mi w najtrudniejszych momentach. Bo miłość i rodzina to największe skarby!
    A muzyka? pozwala przetrwać w dżunglii indiańskiej werwy dzieciacków i się odprężyc!

    Odpowiedz
  • krzymka:

    Styczeń 2019 rok, moją ptaszynę koi dźwięk z filmu:
    https://www.youtube.com/watch?list=PLUfQKh4B37ntP90JOah_1GIfQOECfYTf4&v=bo_efYhYU2A
    wsłuchuje się w każdą nutę, więc odtwarzam ten fragment tak często, że pewnie sąsiedzi myślą, że ja nie dzieciata i impreza bardzo music u mnie non stop. A ja ten kawałek nie potrafiłam zamienić na nic innego, bo protest i bunt na horyzoncie. Dobrze, że również przy tym moje zmysły zostały maksymalnie zaspokojone… ujęcia, ale przede wszystkim muzyka, choć… nawet i zmarszczki Bradleya Coopera oraz język ciała jest tu dla mnie genialny. I w tej muzyce takie piękne zdanie: że muzyka to nic innego niż te same wciąż oktawy. Kończysz i zaczynasz od nowa. I każdy z muzyków posługujący się tymi samymi „narzędziami” może pokazać jak on widzi swoje…
    Może tak jest ze wszystkim. Z alfabetem, który ma ograniczoną ilość znaków, a każdy z nas może pokazać jak te słowa widzi. Każdy z nas ma te same produkty a zupełnie inne ciasto upiecze… Narzędzia każdy z nas może posiadać te same. Ale pewnie tylko od nas zależy jak je ułożymy, połączymy, wykorzystamy.
    Muzyka tego filmu porwała mnie bez reszty i zachwyciła w całości, tak jak moją konkretną córkę. Choć moja przyjaciółka stwierdziła, że sam film, to jest najgorszy jaki w życiu widziała. No bywa i tak. 🙂

    Odpowiedz
  • TataZuzi:

    Urodziła się jesienią, MAŁY WOJOWNIK tak dzielnie walczyła
    już w inkubatorze słuchając MOZARTA jakoś się „kokosiła” !
    Każdego dnia , każdej godziny muzyka osładzala jej życie
    by pierwsze miesiące po porodzie mogła przeżyć należycie !
    I tak przez dni, miesiące , przez pierwszy rok słuchała Mozarta brzmienia
    i nagle nadszzedł dzien, gdzie spełniły się nasze marzenia !
    Mała, stanęła na dywanie i zanuciła utwór bezbłędnie
    nasze miny musiały wyglądać wtedy obłędnie !
    Jak się okazało, doskonale każdą nutkę pamiętała
    i od tamtej pory na naukę muzyki chadzała !
    Dziś? choć malutka to uwielbia grać na fortepianie
    i wielkie marzenia ma ona w planie !
    I TO NIEPRAWDOPODOBNE, może nie uwierzycie
    ale do prababci w śpiączce śpiewała MOZARTA skrycie!
    Pewnego dnia podczas śpiewu, prababcia rękę uniosła
    chwila to była magiczna, jakby podniosła !
    Tego dnia odmieniło się życie, miesiąc później prababcia była z nami
    już nie była w śpiączce, a rozmawiała z nami !
    Czy to przypadek? nie wiem, ale ciarki mam na ciele
    dlatego dziś też opowiedzieć Wam się to ośmiele !

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.