Tulenie w tula

Tulenie Jaśminy

Rozmowa z Emilią Jasińską

Tulenie Jaśminy
Kinga Hołub

Emilia jest producentką filmową – w jej zawodowym życiu było miejsce zarówno na filmy Bollywood, jak i teledyski w Kanadzie. Kiedyś na szóstym biegu, dziś odkrywa, jak fajnie jest z tej autostrady czasem zjechać.

Poznajcie Emilię, kołysaną Jaśminę i jej tatę Kajetana. Choć Emilia kocha Kraków, mieszka w Warszawie i to po krakowsku, bo na ulicy Floriańskiej. Z rodzinnego miasta przejęła też życiowe tempo, wolniej to dziś jej motto, ale nie zawsze tak było. Zaczynamy więc dzień powoli, w mieszkaniu wita nas obecna tu zawsze muzyka. To ten moment poranka, gdy kawowo-muzyczne rytuały biorą górę nad grafikiem dnia i pośpiechem poniedziałku.

Spoglądam z zazdrością na winylową kolekcję Kajtka. Od muzyki dziś nie uciekniemy i dobrze, bo nasze spotkanie w serii #tulenie w tula jest wyjątkowe – towarzyszy pewnej premierze, też osadzonej w muzyce. Z tęsknoty za letnimi festiwalami, które w tym roku się nie wydarzą, i w hołdzie muzyce, która nam tak pięknie umilała lockdowny, powstało nosidełko Tula o nazwie Piosenka. Tylko w kraju nad Wisłą i w limitowanej edycji. Pamiętacie jeszcze takie naszywki na dżinsowych kurtkach?

Dziś będzie o Krakowie, o muzyce, pracy producenta i pracy rąk. Taka nasza poniedziałkowa playlista.

Redukcja biegu z szóstego na pierwszy, bez żadnych kolizji, w swoim tempie. Od produkcji przy bollywoodzkich filmach, po wyplatanie makram. Zacznijmy od początku, skąd to Bollywood?

Mówiąc o początkach, muszę zacząć od tego, że jeszcze za czasów studenckich prowadziłam z przyjaciółmi Teatr Remedium, który działał przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedy do naszej uczelni zgłosili się producenci z Bollywood chcący na kampusie jednego z wydziałów nagrać romantyczny (wiadomo) film, władze uczelni połączyły nas z filmowcami – i takim oto sposobem zaczęliśmy jako teatr pomagać przy produkcji. Głównym zadaniem była koordynacja statystów i tancerzy. Chwilę później pojawiły się kolejne filmy, reklamy, i zanim się nie obejrzałam, zostałam asystentką Anuja, producenta z Indii.

Więcej niż egzotycznie. Co dalej?

Zmęczona specyfiką pracy, postanowiłam pracować na własny rachunek. Współtworzyłam kolektyw filmowy Bubblegum Films. Tworzyliśmy teledyski, krótkie formy filmowe, wideo wizerunkowe. Największą przyjemność, a zarazem twórczą wolność dawały nam filmy tworzone dla modowych brandów. Przez kilka lat pracowałam na wysokich obrotach,  żyłam w wielkim pędzie i chaosie. Dopiero ciąża pozwoliła mi odkryć piękno slow life’u. To był wspaniały okres w moim życiu, bardzo przełomowy. Zaczęłam interesować się bardziej tematem żywienia, jogi, medytacji, bycia tu i teraz.

Zanim o tobie jako mamie, poproszę o Emilię w czasach krakowskiej beztroski studenckiej. Twój Kraków, miejsce, które wspominasz z nostalgią…

Bomba na Placu – kultowe miejsce! W ciągu dnia można było tam wypić kawę i popatrzeć na Plac Szczepański. Wieczorem przekształcało się w bar, a w nocy w klub. All in one. Odbywały się tam koncerty, pokazy filmów, wystawy. Występowali tam cudowni artyści. Mówię o tym miejscu w czasie przeszłym, bo w zeszłym roku Bomba się zamknęła, a w jej miejsce ma powstać hotel. Niestety, ale w Krakowie „liczą się” najbardziej turyści. Niemniej jednak przeżyłam w tym miejscu wspaniałe chwile, masę imprez, urodzin, szalonych tańców do rana. Ale przede wszystkim poznałam tam moją miłość, Kajetana, tatę Jaśminy (śmiech).

Ale zanim się poznaliście, wyruszyłaś na daleką Północ, do Kanady. Ciągle gdzieś cię gnało.

Chciałam się rozwijać, poznawać kultury i nauczyć pracy w produkcji na światowym poziomie. Stąd pomysł na wyjazd do Vancouver, miasta, które nazywane jest Hollywood Północy. Jest to trzecie co do wielkości centrum produkcji filmowej i telewizyjnej w Ameryce. Muszę przyznać, że było ciężko odnaleźć się w tamtejszych realiach. Praca w filmie to przynależność do związku zawodowego. Ja niestety nie mogłam do niego przystąpić, dlatego po pewnym czasie przeniosłam się do Toronto, gdzie rynek niezależnych produkcji działa bardzo prężnie. Pracowałam głównie przy produkcjach teledyskowych i sesjach fotograficznych.

Wróciłaś, bo…?

Nie chciałam przegapić ślubu mojej przyjaciółki. Przyleciałam z jedną walizką i planem, że spotkam się z rodziną i przyjaciółmi, a po 3 tygodniach będę z powrotem po drugiej stronie oceanu. Jednak poznałam Kajtka, zakochałam się i postanowiłam zamieszkać w Warszawie. Kiedyś było mi łatwiej wyobrazić sobie siebie na końcu świata, ale nie w Warszawie. Życie jest bardzo przewrotne (śmiech).

Kiedy dotarło do ciebie, że produkcyjno-filmowy styl życia to maraton i masz ochotę zwolnić, zjechać z autostrady? Pojawienie się Jaśminy?

Zdecydowanie Jaśmina. Ciąża była takim transcendentnym doświadczeniem, który zmienił mnie na zawsze. Nawiązując do twojej metafory drogi, chcę teraz jeździć po polnych drogach, rozglądać się, podziwiać i przeżywać. Mieć otwarte okna i słuchać wiatru. Cieszyć się teraźniejszością.

Stąd te makramy?

Miałam wewnętrzną potrzebę wytwarzania czegoś rękoma. Na początku wyszywałam, lepiłam w glinie. Byłam na cudownych warsztatach tkackich u Marysi z Czułych Tkanek. Jednak to nie było to. Dopiero jak zamówiłam sznurki i rozpoczęłam zabawę z makramami, poczułam, że daje mi to niesamowitą satysfakcję i uczucie ulgi. Taka medytacja w działaniu. Stworzyłam Makramkowo – makramy naścienne i kwietniki, w jego ramach prowadzę też warsztaty online. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się zorganizować warsztaty w pięknych lokacjach. Myślę o miejskich dachach z widokiem na centrum miasta, ale też o dzikich, leśnych przestworzach.

Wyplatanie pomogło ci się wyciszyć. Co ci daje praca rąk?

Kiedy wyplatam makramy, jestem absolutnie niezależna, samowystarczalna i odpowiadam sama za swój projekt. Nigdy wcześniej nie pracowałam w pojedynkę. Zawsze była to praca z ludźmi, zespołowa. Tutaj sama decyduję o projekcie i daje mi to ogromną satysfakcję. Uwielbiam też widzieć w miarę szybko efekt swojej pracy. Ogromnym plusem jest to, że mogę tworzyć i jednocześnie tulić Jaśminę.

Właśnie, tulicie się w premierowym nosidle Tuli Piosenka. Jak wrażenia?

Bliskość jest nam bliska! Będąc w ciąży, przeczytałam książkę Jean Liedloff „W głębi kontinuum”, która uświadomiła mi, że bliskość jest fundamentalną potrzebą dziecka. Tula ułatwia zaspokojenie tej potrzeby. Nosidło zakłada się bezproblemowo i jest wygodne nie tylko dla Jaśminy, ale także dla nas. Do tego ma ładny design i przyjemny materiał.

Opowiedz o waszych winylach. Oprócz makram, muzyka to kolejna pasja w waszym domu.

Naszym codziennym rytuałem jest poranna kawa i muzyka słuchana z winyli. Kajetan jest totalnym zbieraczem. Kolekcjonuje książki, albumy, grafiki, starocie, slajdy i przede wszystkim winyle. Z każdego wyjazdu przywozimy płyty, są one dla nas trochę jak pocztówki. Przywołują emocje i obrazy zapamiętane z podróży.  Oprócz słuchania muzyki dużą frajdę daje nam też wspólny taniec z Jaśminą. Jedną z naszych ulubionych płyt jest „Soothing Songs for Babies” wydana przez Mental Groove Records. Są to archiwalne nagrania kołysanek z całego świata. Przepiękne. Polecamy!

Jedziesz zaraz nad morze. Jaką muzykę usłyszę w waszym samochodzie?

W naszym aucie zawsze gra muzyka – w drodze najchętniej słuchamy starych przebojów. Jako że ostatnio przemierzamy polskie bezdroża, nasza playlista składa się z polskich albumów. Płytą numer 1 w naszej zmieniarce jest kultowa Mira Breakoutu z 1971 roku.

Przejdziemy się? Pokaż mi swoją Pragę.

Praga to nasza ukochana dzielnica. Życie tutaj biegnie znacznie wolniej niż po prawej stronie rzeki. Mieszkamy w Warszawie, ale w krakowskim stylu, bo przy ulicy Floriańskiej. Kochamy tę cześć miasta. Z racji tego, że zachodzą tu procesy gentryfikacji, można spotkać tu bardzo różnych ludzi i bardzo interesujące twarze. Taki miszmasz społeczny. Idealne miejsce dla obserwatorów życia. Z drugiej strony jest to miejsce bliskie natury. Mamy pod nosem Park Praski, który eksplorujemy na szybkich spacerach z Jaśminą. Na te dłuższe zabieramy ją do Parku Skaryszewskiego, gdzie można zapomnieć, że jest się w mieście. Pragę kochamy też za duży wybór lombardów, second handów, sklepów z antykami, jak Look Inside. Zabiorę was do naszych ulubionych. Nasza dzielnica oferuje też masę wydarzeń kulturalnych. Warto śledzić harmonogram imprez Muzeum Warszawskiej Pragi czy przestrzeni artystycznej K105K. Mam wrażenie, że powstają tu ciągle nowe supermiejsca, restauracje czy kawiarnie. Naszym ostatnim odkryciem jest piekarnia Rano, w której kupujemy przepyszny chleb.

*

To była jedna z pierwszych sesji po pandemii, miasto dopiero budziło się do życia. Opowieść Emilii w takt muzyki z winyli przypomniała mi, że plany i nasze wyobrażenia o sobie za 10 lat warto schować czasem na półkę. Czy będąc w Krakowie, Emilia myślała, że zamieszka w Warszawie? Czy jadąc na chwilę z Kanady do stolicy, wiedziała, że zatrzyma ją tu ktoś na zawsze? Tu i teraz. Na to mamy największy wpływ, Emilii z tym slow do twarzy!

 

Emilka w sesji tuli Jaśminę w nowym nosidle Piosenka, które do sklepów trafi już jutro, 14 lipca. To prawdziwy muzyczny rarytas!

 

Materiał powstał we współpracy z marką Tula.

Dodaj komentarz