Tulenie Róży

Rozmowa z Pauliną Wojdygą

Wyjść z dwójką małych dzieci zimą łatwo nie jest. Ale siedzieć ciągle w domu też nie. Może więc jedno w chustę, drugie za rękę i na spotkanie z wielką sztuką? Muzeum Narodowe zaprasza!

Dziś wycieczka niecodzienna, Paulina i jej córki: Liliana (19  miesięcy) i miesięczna Róża ruszyły na salony. To debiut Róży w Muzeum Narodowym. Dzięki chuście, Liliana bywała tu z mamą nie raz. Teraz czas na nowy porządek. Młodsza utulona, starsza ciekawa wszystkiego, a Muzeum, jak zawsze gościnne. Nie bójcie się tych poważnych przestrzeni, znajdziecie tu spokój nawet na karmienie, z widokiem niecodziennie pięknym. Tulenie w Tuli wśród obrazów Chełmońskiego, Gieymskiego i innych wybitnych malarzy? Paulina, po pedagogice małego dziecka, jest czuła na sytuacje, które mogą rozwijać jej dzieci. Oczywiście nie chodzi tu o edukacje artystyczną, ale o bycie, oglądanie i rozmawianie, choćby o tym, na którym obrazie jest koń, a na którym bocian. Zobaczcie.

*

Udaje ci się nieczęsta, fantastyczna rzecz, przez macierzyństwo spełniasz się również zawodowo. Opowiedz o tym proszę.

Studiowałam pedagogikę małego dziecka i od początku pracowałam w zawodzie – najpierw jako nauczyciel muzyki, następnie nauczyciel przedszkolny. Praca z dziećmi to moja pasja, teraz spełniam ją na moich własnych maluchach, co daje mi podwójną dawkę satysfakcji. Wieczorami przygotowuję się na następne dni, zupełnie tak, jak przygotowywałam się do zajęć z moją klasą. Szukam ciekawych aktywności, materiałów, miejsc do odwiedzenia. Zdobywam doświadczenie w nieco innym wymiarze, ale myślę, że poznanie perspektywy rodzica, to dla nauczyciela bardzo ważny krok.

Liliana ma ponad półtora roku, co lubicie robić dopasowując się do jej etapu rozwoju?

Jest to etap intensywnego rozwoju mowy, dlatego przede wszystkim rozmawiamy, czytamy książki, śpiewamy piosenki. Lilia jest wyjątkowo wrażliwa na muzykę, ma dużo instrumentów, na których gramy i tańczymy do ich dźwięków. Ma też świetnie rozwiniętą motorykę małą, dlatego zabawy wymagające precyzji, a także malowanie, zajmują ją na dłuższą chwilę i sprawiają najwięcej przyjemności.

Jak ją zajmujesz, kiedy musisz np. nakarmić Różę?

Priorytetem dla mnie jest odwrócić jej uwagę od tego, że mama fizycznie jest teraz bardziej zajęta siostrą. Daję wtedy Liliance to, co mogę, czyli rozmowę. Wszystko komentuję, odpowiadam na pytania, podpowiadam jaką zabawką możemy się teraz bawić. Przy karmieniu najczęściej czytamy książki. Nie przestałam karmić Liliany piersią, więc jeśli jest w gorszym humorze i poczuje zazdrość, zawsze może przytulić się do drugiej piersi.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jak uważasz, zabawki to potrzeba dorosłych, czy dzieci? Twoje dziewczyny mają ich dużo?

Myślę, że to potrzeba obustronna i nie ma w tym nic dziwnego – w końcu obie strony się nimi wspólnie bawią. Uważam, że są one bardzo ważne, ale pomoc, a nie przeszkodę w rozwoju dziecka będą stanowić tylko pod warunkiem, że zostaną dobrane w staranny, przemyślany sposób. Dzięki temu można kupić zdecydowanie mniej a lepiej. U nas genialnie sprawdza się również wyeksponowanie zabawek na półkach. Mamy ich kilka, na każdej są po trzy zabawki i koniec. Więcej ich być nie może, bo zwyczajnie się nie mieszczą.

Jak miasto wychodzi wam naprzeciw? Dokąd chodzicie na ciekawe zajęcie?

Bardzo lubimy spotkania „Mamy w Muzeum Narodowym”, chodziłyśmy też na “oprowadzanie w nosidłach” po wystawach Centrum Sztuki Współczesnej, oraz na organizowane tam Smykowizje. Cała nasza rodzina zakochana jest również w Smykofoniach, czyli koncertach dla dzieci odbywających się w siedzibie Orkiestry Sinfonia Varsovia, oraz koncertach Klasyka dzieciom, granych w kinie Iluzjon. Oferta kulturalna Warszawy jest naprawdę przebogata, a jeszcze wiele przed nami, gdyż większość zajęć dedykowana jest dzieciom od 3 lat wzwyż.

Jak czujesz się w przestrzeniach muzealnych, galeryjnych z małymi dziećmi? 

Naprawdę dobrze, choć nigdy jeszcze nie byłam z córkami tak bez okazji, zawsze w ramach spotkań dedykowanych rodzinom. Wtedy zawsze czuję się z moimi dziećmi bardzo mile widziana.

Chodzicie już na jakieś zajęcia dedykowany dzieciom, czy to jeszcze za wcześnie? Od jakiego momentu widziałabyś sens?

Przygodę z zajęciami dla dzieci polecałabym zacząć od Gordonek. Moja Lili je uwielbia. Dedykowane są dzieciom już od 3 miesiąca życia i widzę po mojej starszej, że naprawdę ma to sens. Czekam z niecierpliwością, aż Róża skończy swój „4 trymestr”, wtedy zajęcia te znów będą naszym stałym punktem tygodnia.

Wiem, że starszą córkę motałaś w chuście i dzięki temu mogłaś pozwolić sobie na wiele aktywności dedykowanych dla mam z dziećmi.

Tak, nosiłam Lilę do momentu, gdy zaszłam w drugą ciążę, miała wtedy 9 miesięcy. Potem źle się czułam, więc musiałam trochę odpuścić i motanie i większość aktywności.

Kilka tygodni temu, do waszej rodziny dołączyła Róża, chusta była dla ciebie oczywistym wyborem?

Tak, jeszcze w ciąży planowałam, że będę ją motać, aby zapewnić jej bliskość, a jednocześnie móc bawić się z Lilą.

Jak Róża czuje się w chuście? Widzisz jakieś różnice między dziewczynkami w tej kwestii?

Dla Róży chusta jest wybawieniem od kolek. Po sekundzie od zamotania odpływa w błogostanie i mogłaby tak spędzić cały dzień. Lila początkowo stawiała opór, musiałyśmy obie się tego nauczyć, co zajęło nam kilka miesięcy.

Tata dziewczyn też chodzi z chustą?

Nie, tata się zraził brakiem współpracy ze strony Lili. Ale wtedy nie mieliśmy chusty kółkowej, więc zamotanie było dużo trudniejsze, może teraz znów spróbuje.

Liliana nie miałaby ochoty, patrząc teraz na siostrę, znowu być maleńka i wskoczyć na tulenie?

Lili potrzebuje teraz dużo atencji i czułości, dostaje ją, ale nie poprzez chustowanie. Boję się, że jak sobie uświadomi, że też mogłaby być w chuście noszona, to nie pozwoli mi nosić siostry, bo właśnie będzie chciała wskoczyć na jej miejsce.

Jak wam się udał dzisiejszy wypad do Muzeum? 

Było super! A trochę się stresowałam, bo to moje pierwsze wyjście z dwójką dzieci. Ale obie były tak grzeczne, że już nie mogę się doczekać kolejnych takich wypadów. A was cudownie było poznać!

Nam też było bardzo miło! Dziękuję. 

 

Paulina wybrała Chustę kółkową Keene Rose

Dziękujemy Muzeum Narodowemu w Warszawie za miłe przyjęcie. 

*

 

Paulina o sobie: Nauczycielka wychowania przedszkolnego, aktualnie na urlopie macierzyńskim. Żona Tomka, mama dwóch kwiatuszków: 1,5-rocznej Liliany i miesięcznej Róży. Pasjonatka edukacji muzycznej i kulturalnej. Dla rozrywki prowadzę profil na Instagramie @proste.historyjki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.