Tulenie w tula

Tulenie Emila

Rozmowa z Michaliną i Grzegorzem Czekańskimi z Tajnych Kompletów

Tulenie Emila
Angelika Paruboczy

Mają w domu ponad 2 tysiące książek. Czy to dużo? Jeśli ich zapytam, pewnie powiedzą, że zawsze się znajdzie miejsce na kolejne. Michalina, Grzegorz i Emil – najmłodszy członek ekipy Tajnych Kompletów, kierunek: Wrocław!

Spotykamy się z wrocławskimi entuzjastami książek i od progu wiemy, że to miejsce tworzone przez ludzi z pasją do kultury przez wielkie K. Oprócz prowadzenia dwóch księgarń ze staranną selekcją potrafią magicznie wydłużyć dobę i znaleźć czas na organizację projektów edukacyjnych i festiwali oraz na działalność wydawniczą. Między półkami w chowanego bawi się z nami mały Emil, bynajmniej nie ze Smallandii, choć energią spokojnie dorównuje bohaterowi ze Skandynawii. Gdy pytam ich o kryzys czytelnictwa, Grzegorz odpowiada bez wahania: człowiek jako taki jest gatunkiem zagrożonym, i być może panaceum na takie poczucie zagrożenia jest literatura? Jeśli tak, to bardzo odpowiada nam taka kuracja. W ramach kolejnego spotkania #tulenie w tula wertujemy książki i czytamy. Czytamy i tulimy.

Jeśli książki traktować jako przyjaciół, zastanawiam się, czy macie takie tytuły, które traktujecie z wyjątkową czułością?

Michalina: Dla mnie książka-przyjaciel to po pierwsze taka, z którą mam dobre wspomnienia z dzieciństwa, np. „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz czy seria o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego. Nie mogę się też doczekać, kiedy zrobimy z Emilem regaty na liściach sałaty z „Kuchni pełnej cudów” Marii Terlikowskiej. Dziś ich lektura niekoniecznie mnie zachwyca, ale potrafi przypomnieć ten stan sprzed kilkunastu lat. Po drugie bardzo ważne są tytuły, które dokonały jakiegoś przewrotu w moim życiu, np. „Historia sztuki w zarysie” Karola Estreichera, „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa czy powieści Borisa Viana. Dużo, dużo by wymieniać (śmiech).

Grzegorz: Proza Białoszewskiego ma w sobie taką czułość, którą miło się rewanżuje w wielokrotnych lekturach. Kiedyś na takiej zasadzie czytałem Witkacego, w ciągłych nawrotach.

Wiem, że nie będzie łatwo, ale wybierzcie 5 tytułów, które zabralibyście na bezludną wyspę.

M: „Palomar” Italo Calvino, 3 tomy „Antologii polskiego reportażu XX wieku” pod red. Mariusza Szczygła, serię o Harrym Potterze J. K. Rowling, „Dekameron” Bocaccia, powieści Leopolda Buczkowskiego.

G: „Odwrócone światło” Tymoteusza Karpowicza, parę tomów Arystotelesa, zbiorówkę „Tragedii” albo „Komedii” Szekspira, któryś z wczesnych tomików Konrada Góry. No i „Życie. Instrukcja obsługi” Georges’a Pereca. O, tak.

Jaka droga was tu przywiodła, skąd w was potrzeba, by założyć księgarnię i wydawnictwo?

G: Trzeba zacząć od tego, że jesteśmy tylko częścią kolektywu Tajnych Kompletów. Najpierw w 2009 r. z Karolem Pęcherzem i Jackiem Bierutem założyliśmy fundację, która miała działać z literackimi projektami edukacyjnymi i wydawać książki, zwłaszcza dolnośląskich autorów. Nie przypuszczaliśmy, że rok później, bez żadnych oszczędności i zaplecza, na wrocławskim Rynku otworzymy księgarnię o wyselekcjonowanym księgozbiorze wraz z kawiarnią, a jednocześnie mały niezależny dom kultury. Dzięki zgranemu zespołowi, niesłabnącemu zaangażowaniu i kupie szczęścia – działamy do dziś. Mając jednocześnie kolejne szalone pomysły. Warto też pamiętać o drugich Tajnych Kompletach w kinie Nowe Horyzonty, które na podobnej zasadzie specjalizują się w sztukach wizualnych i filmach.

Homo legens, czytelnik, to gatunek zagrożony?

M: Nie, nie, nie! Ja tu żadnego zagrożenia nie widzę. Księgarnia to takie kółko wzajemnej adoracji, przychodzą do nas ludzie, którzy czytają bardzo dużo, więc trudno myśleć o wyginięciu gatunku czytelniczego, skoro osób stroniących od książek zna się zaledwie garstkę.

G: Książki rządzą, wspaniale się uzupełniając z innymi dobrami kultury, których nośniki (np. winyl) też jakiś czas temu wydawały się skazane na zagładę. Człowiek jako taki jest gatunkiem zagrożonym, i być może panaceum na takie poczucie zagrożenia jest literatura? (śmiech).

Spotykamy się w księgarni, specjalnie podkreślacie, że to nie sklep z książkami. 

G: Oprócz masy organizowanych tu rokrocznie ponad stu wydarzeń (okej, poza rokiem pandemii), staramy się przykładać do oferty i nie mieć tu książek z przypadku. Czyli prowadzić miejsce, którego nie będziemy musieli się wstydzić. Poza specyficznym profilem w naszych obu księgarniach, działalności wydawniczej, realizujemy różne projekty edukacyjne i kulturalne, np. festiwal wrocławskich księgarń i antykwariatów książkowych Wrocławiu, marsz do księgarni!, prowadzimy inicjatywy związane z pamięcią zbiorową mieszkańców Dolnego Śląska, wydajemy eksperymentalny Magazyn Materiałów Literackich „Cegła”, który promuje poezję (np. na maseczkach antysmogowych i antycovidowych). Nasze księgarnie to tak naprawdę jedne z wielu realizowanych naraz różnych działań w obszarze kultury. Wyróżnia nas też pewnie wnętrze, przytulne, acz osobliwe. Chyba mamy też dość specyficzne, często żartobliwe podejście do tzw. klientów (warto nas sprawdzić, he he).

Czekaj, i to wszystko robicie z maluchem u boku. Jak się wam prowadzi rodzinnie biznes?

M: Księgarnia to miejsce prawie idealne na pracę z dzieckiem. Prawie, bo oczywiście z bardzo ruchliwym niespełna dwulatkiem pod opieką nie jest łatwo robić kilka rzeczy naraz. Na szczęście Emil powoli wdraża się w pracę księgarza i często pomaga nam wykonywać różne księgarsko-kawiarniane czynności. Na pewno kiedy jest już za bardzo rozbrykany albo z kolei śpiący, ułatwia nam sprawę noszenie go w nosidle. Bardzo to przyjemne: móc pracować, jednocześnie tuląc dziecko!

G: Emil to niezły gagatek, ale od czego wymyślono kofeinę? Jakoś dajemy radę. Tutaj więcej mógłby powiedzieć Wojtek prowadzący nasze drugie filmowe Tajne Komplety, który ma trzech synków. To jest dopiero osiągnięcie! I test na podzielność uwagi. A wracając do nas, często, gdy brakowało nam rąk, megapomocne okazywało się właśnie nosidło.

Pierwsze wyrzucanie książek z regału przez rączki Emila już macie za sobą. Jakie książki dla dzieci polecacie jako znawcy tematu? 

M: Chociaż wszyscy wieszczą Emilowi karierę mola książkowego, to my nie mamy specjalnych oczekiwań co do jego życia czytelniczego. Tym bardziej, że do niedawna był niestety bardziej zainteresowany zjadaniem książek i wyrywaniem z nich co lepszych stron. Teraz na szczęście to się zmienia i mamy kilka tytułów, które są codziennie oglądane lub czytane. Emil zdecydownie poleca: „Jeden dzień”, „Księgę dźwięków”, „Jesień na ulicy Czereśniowej” i „W domu, w dziczy, na ulicy” z Wydawnictwa Dwie Siostry, „Autochody” z wydawnictwa Zakamarki, serię Państwowego Wydawnictwa Muzycznego „Glissando”, „Ostinato”, „Alikwoty” z ilustracjami Gosi Herby czy wydaną trzydzieści lat temu „Sezam. Encyklopedię obrazkową dla najmłodszych” z Naszej Księgarni.

G: Kurde, te kartonowe, twarde książeczki są chyba najbardziej kaloryczne, skoro każdą z nich w domu mamy nadgryzioną (śmiech).

To się nazywa apetyt na kulturę. Obalacie mit, że z dzieckiem w księgarni się nie da, a od niedawna obalacie mit, że teatr współczesny to czarna magia. Wydaliście „Jak ugryźć teatr współczesny”. No jak?

G: Książka „Jak ugryźć teatr współczesny”, którą wymyślił Tomek Żarnecki, a kapitalnie zilustrowała Gosia Kulik, wypełnia lukę w temacie literatury o teatrze adresowanej dla młodszego odbiorcy. Po prostu brakowało w Polsce książki o historii współczesnego teatru, która przybliżałaby tzw. młodzieży tę dziedzinę sztuki, robiąc to świeżo, dowcipnie i w sposób wysmakowany wizualnie. Z drugiej strony, grono odbiorców nie ogranicza się przecież do młodzieży – spokojnie mogą sięgnąć po nią dorośli. Gosia i Tomek są naszymi dobrymi znajomymi i bywalcami, tym większą radość mieliśmy z wydania tej kapitalnej książki. Jaramy się nią i polecamy wszystkim w polu widzenia.

M: Tym bardziej, że Gosia dostała za ilustracje wyróżnienie na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii! Jesteśmy z niej bardzo dumni. Wiosną mieliśmy lecieć całą ferajną, aby promować ten tytuł we Włoszech, ale z wiadomych przyczyn planów nie udało się zrealizować.

Zostajemy we Wrocławiu. Polecicie wasze ulubione rodzinne miejscówki?

M: Bardzo polecamy warsztaty muzyczne w Narodowym Forum Muzyki oraz spacery po parku przy Teatrze Lalek. Często można nas spotkać również w ogrodzie przy Ossolineum. Polecamy wziąć na wynos przepyszną pizzę z przeciwległego Pieca na Szewskiej i urządzić sobie włoską ucztę na trawie!

Grube, cienkie, ilustrowane – książki tłoczą się na półkach, zapraszając nas do wejścia w ich historię. Brak czasu na czytanie to słaba wymówka w lipcu, ale was chyba specjalnie namawiać nie musimy?

*

Michalina i Grzegorz o sobie: rodzice półtorarocznego Emila i trzynastoletniej Tuli (kundelka przygarniętego ze schroniska). Z wykształcenia poloniści, aktualnie księgarze i twórcy projektów kulturalno-edukacyjnych. Wielbiciele Italii, książek i zapachu kadzidła. Załoganci Tajnych Kompletów.

 

Michalina w sesji używa nosidła Babytula Discover.

Materiał powstał we współpracy z marką Tula.

Dodaj komentarz