Tulenie Dawida

Pośród szkiców i próbek drewna

Co robią dwie architektki, wspólniczki i świeżo upieczone mamy? Przesyłają sobie Uberem projekty wnętrz do akceptacji. Podczas drzemki malucha. To nie żart, a próba optymalizacji pracy z niemowlakiem u boku. O tuleniu nad szkicem domu i projektach dla Facebooka opowie Marta Drzymała.

Mieszkanie Marty, połowy duetu Madama.pl, nie jest przestrzenią, która onieśmiela. Właściwie, dlaczego miałam takie wyobrażenie? Że niby dom architekta musi od progu epatować designem? Owszem, są tu prace Oskara Zięty, są detale i akcesoria, które wskazują, że mieszkańcy mają dobry gust i wyczucie, ale są też porozrzucane zabawki, balony po niedawnych urodzinach dzieci, zimna kawa, której Marta nie zdążyła wypić bo… wiadomo. Uff, czyli proza życia, próba żonglerki między pracą z domu a energicznym roczniakiem. Od razu znajdujemy wspólny język, każda z nas przez ten etap przeszła.

Podziwiam komodę jej autorstwa i od razu pytam, czy szewc przypadkiem nie chadza bez butów. Bo tak się składa, że zaprojektowane przez nią łóżko dla dzieci stoi w piwnicy od pół roku – Marta nie ma czasu, by je złożyć. Brzmi znajomo? Kolejne spotkanie #Tuleniewtula odbywa się dziś pośród pism wnętrzarskich, próbek materiałów i klocków.

*

Ze wspólniczką ze studia Madama poznałyście się na ASP, działacie razem, obie jesteście mamami. Od zawsze stawiałaś na teamwork? Nie każdy umie pracować w duecie.

Tak, poznałyśmy się na studiach, gdzie razem działałyśmy już od samego początku. Te studenckie projekty uzmysłowiły nam, że dobrze nam się wspólnie pracuje. Każda z nas po studiach postawiła na doświadczenie: jedna Hongkong, druga – pracownie warszawskie. Po paru latach stwierdziłyśmy, że podejmiemy próbę działania razem, i tak już jest do dziś. Praca w zespole wymaga wielu kompromisów, ale nasze charaktery pozwalają nam na to, żeby szybko znaleźć dobre rozwiązanie. Kiedy pojawiły się nasze córki (między którymi są 2 miesiące różnicy), miałyśmy spory sprawdzian dla naszego wspólnego działania. Nie było łatwo, ale dałyśmy radę!

Dzielisz swoje zawodowe życie na czas sprzed dziecka i po? Jak się zmienił twój styl pracy?

Chyba każdy dzieli trochę życie „przed” i „po” – zmienia się wszystko, a na pewno wiele. Wcześniej podróżowałyśmy, zbierałyśmy międzynarodowe doświadczenie – mogłyśmy się poświęcić pracy w większym wymiarze czasowym. Teraz mamy trochę ograniczeń, ale też zmieniły się nam się priorytety, mimo że ten zawód to nasza pasja. Mamy szczęście, że obie możemy życie zawodowe realizować w tym, czym się odnajdujemy najlepiej.

Już widzę spotkanie z inwestorem, a na nim architektkę z dzieckiem w nosidle Tula…

Zgadza się – nasze córki często towarzyszą nam na spotkaniach biznesowych czy nadzorach na budowie. Oliwka – starsza siostra Dawida – w szczególności często odwiedzała nasze biuro, bądź jeździła ze mną na realizacje, nawet już jako dwumiesięczniak. Nie było łatwo, ale szybko się dostosowała. Wydaje mi się, że dzięki temu teraz mogłabym z nią zwiedzić cały świat. W każdych warunkach, nie ważne gdzie i nie ważne jak. (śmiech) Dawid częściej „pomaga” mi w projektach, którym mogę poświęcić czas w domu. 

Mam podejrzenie, że dzieci totalnie mobilizują nas do dobrej organizacji czasu.

O tak, poranek to logistyka na najwyższym poziomie. Śniadanie – bez tego nie jestem w stanie ujarzmić tego mojego towarzystwa. Oliwka jest już bardzo samodzielna, więc sama decyduje, w co się ubierze do przedszkola. Pomaga mi też przy ubieraniu Dawida. Biegniemy do przedszkola, a potem – drzemka Dawida. Kiedy on śpi, ja pracuję. Z reguły siedzę gdzieś w kawiarni z laptopem. Dwa razy w tygodniu pojawia się u nas niania, która pomaga mi w opiece nas synek. Ten czas zawsze wykorzystuję na pracę i na wizytę w biurze. Dbam o to, aby dzieci chodziły spać codziennie o tej samej porze – dzięki temu zyskuję czas wieczorem. Wtedy mogę na spokojnie usiąść do projektów i stosu maili.

Też tych ode mnie! Ciekawi mnie, jak się projektuje dla samego siebie. Był projekt pokoju dzieci?

Cóż… projekt powstawał na bieżąco. Tak naprawdę mieliśmy dwa miesiące na przeprowadzkę. Dla siebie ciężko przygotować projekt taki jak otrzymują nasi klienci. Na całe szczęście wykonawcy z którymi współpracujemy, stanęli na wysokości zadania i bez rysunków wykonawczych udało się ustalić wszystkie szczegóły podczas realizacji. 

Czego nie lubisz w przestrzeniach dla dzieci, a co zawsze się sprawdza?

Przede wszystkim ilości bodźców – staram się to ograniczać. Staram się również aby zabawki były pochowane, miały swoje miejsce. Stosujemy zasadę, że schowane na jakiś czas później jest prawie jak nowe! I mniej znaczy więcej.

Kawa, otwarty laptop. Pogadajmy o inspiracjach do pracy. Podróże, zwiedzanie miast, magazyny, Pinterest?

Dla nas przede wszystkim „iskrą” do pomysłu jest rozmowa z drugą osobą. Poznanie oczekiwań, zwyczajów i życia – to najważniejszy początek. Podczas rozmowy zawsze już nam w głowie kreuje się przestrzeń, rozwiązania jakie byśmy mogły zaproponować. Na takie pomysły wpływają przede wszystkim podróże i ludzie.

Ale widzę kilka branżowych pism, próbki materiałów, jak kamień z Islandii, który totalnie zafascynował Dawida…

Tak, to rekwizyt z jednego ze spotkań.

Co cię zachwyciło ostatnio?

Zachwycają mnie projekty Marcela Wandersa. Przestrzenie jakie projektuje wyglądają jak z bajki. Nietuzinkowe, zawsze oryginalne i z niesamowitym rozmachem. Projekty dla nas nieco utopijne, ale mam nadzieję, że i kiedyś uda nam się zrealizować projekt o podobnym rozmachu.

Dzwoni inwestor i prosi was o projekt pierwszego biura Facebooka w Warszawie. Czułaś presję? Wnętrza publiczne to duże wyzwanie. Musicie pomyśleć o setkach zupełnie różnych ludzi, które się w nim znajdą. 

Czułyśmy presję, to był bardzo ważny projekt. Znalazłyśmy się w idealnym momencie i czasie. Nie każdy ma taką możliwość aby zaprojektować ich biuro. Projektowanie każdego biura rozpoczyna się zawsze analizą przestrzeni, charakterystyką pracy itd. W takich przestrzeniach funkcjonalność jest najważniejsza. Ale estetyka to aspekt który jest równie ważny, ludzie spędzają tam dużą część czasu. Ważne by nie odczuwali szybko zmęczenia, aby mieli miejsce gdzie mogą odpocząć, znaleźć chwile prywatności.

Przestrzeń publiczna może wpłynąć na nasze samopoczucie? Myślę tu o poczekalni lekarskiej, czy gabinecie dentystycznym. Chyba milej jest cierpieć i denerwować się wśród ładnych wnętrz. 

Oczywiście! Stres, dyskomfort spowodowany hałasem dobiegającym z gabinetu ? Hm…tego staramy się uniknąć, a w szczególności kiedy gabinety również odwiedzają Ci najmłodsi. Oni panikują najszybciej. Staram się, aby miejsca były o wiele przyjemniejsze w wyglądzie, kojarzyły się ze spokojem. Wprowadzamy materiały naturalne, ciepłe w odczuciu wizualnym, jak też zieleń, kwiaty który dbają o jakość powietrza ale i również o poczucie naszego spokoju.

Z którego projektu jesteś najbardziej dumna?

Nie ma jednego takiego projektu, każdy to zupełnie inne wyzwanie. Najbardziej lubię te, które stawiały nam poprzeczkę bardzo wysoko. Biura, gabinety czy sklepy. Przy użyteczności publicznej projekt powstaje o wiele szybciej, mamy o wiele mniej czasu. Jest to duże wyzwanie aby sprostać oczekiwaniom i zaprojektować przestrzeń tak, aby wszystkie osoby które tam pracują czuły się dobrze. 

Masz poczucie, że w domu postawiłaś wnętrzarsko kropkę nad i, czy raczej ciągle coś jeszcze po głowie chodzi?

Chodzi chodzi! Łóżko dzieci które udało mi się zaprojektować i zrealizować czeka w piwnicy, to wiesz. Nie mieliśmy kiedy go złożyć. Wymaga to większej ilości czasu, której ostatnio nie mamy. Wisi jeszcze kilka kabli, ale staram się ich nie widzieć (śmiech). Nie mam kiedy poszukać lamp, które powinny tam zawisnąć. Tu gniazdka nie zamontowane, tu uchwyty czekają w szufladzie…

Gniazdka nie uciekną, kiedyś je zamontujecie! Na koniec sytuacja marzeń: inwestor daje zupełnie wolną rękę i grube miliony: co powstanie?

Hotel! To chyba byłoby spełnienie marzeń mojej wspólniczki! Tak, hotel to przestrzeń w której można puścić wodze fantazji.

No to tego wam życzę!

*

Zmykam, Dawid kołysany w Tuli w leniwce szykuje się do drzemki. Do roboty!

Marta tuli Dawida w nosidełku Toddler Just Hanging.

*

Marta Drzymała – współzałożycielka pracowni Madama i absolwentka studiów magisterskich w ASP w Warszawie na Wydziale Architektury Wnętrz. Ukończyła również studia podyplomowe w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, Design Management.

Materiał powstał we współpracy z marką Tula.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.