Tu się czyta

Tu się czyta vol. 8

Książkowe wybory Magdy i Niny

Tu się czyta vol. 8
Angelika Paruboczy

Bez chęci, bez bakcyla, nie ma przyjemności. Stosując presję i oczekując od dziecka postawy czytelnika miesiąca, kiedy ono samo woli bawić się klockami, czynimy więcej złego niż dobrego. Niech samo poprosi, by mu poczytać, może nawet niech za czytaniem zatęskni. A my słuchajmy uważnie, nie ciśnieniując. O tym i nie tylko przeczytacie w najnowszej odsłonie naszego cyklu o książkach.

Tu się czyta, odcinek ósmy. Jego bohaterkami są Magda Kostyszyn, założycielka bloga Chujowa Pani Domu i jej córka, 3,5-letnia Nina. Nina ma do książek stosunek ambiwalentny – raz sięga po nie łapczywie, tak jak mama, a innym razem postępuje zupełnie na odwrót. I to też jest w porządku. Dziewczyny opowiedzą o książkach, które zrobiły na nich ostatnio największe wrażenie. Bo wybrać trzy topowe pozycje ever, spośród bogatych zasobów ich biblioteczki, jest zadaniem karkołomnym, a może nawet niemożliwym. W ten oto sposób w poniższym zestawieniu znalazły się książki ważkie, huczące od kontrowersji, rozkładające zjawiska na czynniki pierwsze, także te bolesne. Ale są też książki lekkie, łatwe i przyjemne, malowniczo zilustrowane, dające błogą, niczym niezmąconą przyjemność. Posłuchajcie, jak zajmująco Magda o nich opowiada.

O CZYTANIU 

Nie mamy specjalnych rytuałów czytelniczych. Nina często widzi mnie z książką, więc dość naturalnie od czasu do czasu mnie naśladuje, siadając u siebie w pokoju i oglądając swoje książki. Ale nie powiedziałabym, że czytanie jest jej ulubionym zajęciem – w tym momencie zdecydowanie bardziej woli zabawę lalkami, klockami, plasteliną. Absolutnie nie czuję potrzeby, by ją zmuszać do czytania lub słuchania książek, raczej przyglądam się jej wnikliwie i reaguję na jej aktualne potrzeby. Wiem, jak sporo się mówi, żeby czytać dziecku od najmłodszych lat, dodałabym do tego jednak zdanie: NIC NA SIŁĘ. Moja córka do niedawna nie była praktycznie w ogóle zainteresowana książkami, a ja wcale nie miałam z tym problemu. Chciałabym, żebyśmy nie dały się presji robienia tego samego, co inne mamy na Instagramie, ale słuchały swoich dzieci (a jeśli akurat nie wydzierają się wniebogłosy, jest to całkiem proste). U nas w domu czytamy sobie wspólnie wtedy, kiedy mamy na to ochotę, czyli całkiem nieregularnie. Przed snem raczej opowiadamy sobie bajki z głowy, niż sięgamy po czytanki, albo rozmawiamy o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia. Bywa też tak, że nie rozprawiamy o niczym, bo w ciuchach i bez kąpieli (!!!) padamy prosto do łóżek. Chciałabym oczywiście, żeby moja córka złapała w przyszłości bakcyla do czytania, bo według mnie to jedna z najpiękniejszych czynności, jaką możemy w swoim krótkim życiu realizować, ale jeśli nie będzie zapaloną czytelniczką, tak jak ja, to nic się nie stanie.

WYBORY NINY

„Nusia i wilki” to absolutnie najulubieńsza książka mojej córki. To opowieść o dziewczynce, która boi się właściwie wszystkiego – strach ją oblatuje na myśl o tym, że ma wejść w kałużę, pogłaskać psa, przeskoczyć dół, a która – za sprawą przypadku – zostaje na noc w lesie. Zupełnie sama. No, może nie tak zupełnie, okazuje się bowiem, że trafia na terytorium wilków. Dziewczynka bez oporów zaprzyjaźnia się ze zwierzętami, bawiąc się z nimi i traktując je jak równe sobie. Wilki odwzajemniają przyjaźń i pomagając odnaleźć dziewczynce drogę do domu. Podoba mi się to, w jaki sposób przedstawiony jest tu temat odwagi oraz relacji ze zwierzętami. Cieszę się, że wilki zostały pokazane jako dobre, przyjazne człowiekowi zwierzęta – na ogół ich temat podejmowany zostaje w złowrogim kontekście.

Kolejną książką, którą wałkujemy na okrągło, jest „Wszystkie psy Eli” Catariny Kruusval. To bardzo ładnie wydana opowiastka o dziewczynce, która bardzo chce mieć psa, ale nie chcą zgodzić się na niego rodzice. Ela próbuje swoich sił jako opiekunka zwierzaków, co rusz „pożyczając” czworonogi od znajomych, sąsiadów oraz przyjaciół rodziny, zastanawiając się, jak dałaby na imię konkretnemu pupilowi, gdyby należał do niej. Zakończenie jest bardzo pozytywne – Ela dostaje od taty własnego szczeniaka i staje się najszczęśliwszą dziewczynką na świecie.

And last but not least: seria książek o Albercie Albertsonie Gunilli Bergström. Obie uwielbiamy opowieści o Albercie i jego przygodach. Pierwsza trafiła do nas część pt. „Albercie, ty złodzieju” o tym, jak łatwo posądzić innych niesprawiedliwie o złe zamiary, nie mając pojęcia, jakie może nieść to ze sobą konsekwencję. W książkach o Albercie pojawia się już sporo tekstu, ale kwestie napisane są tak, że czyta się to szybko, a całość jest zrozumiała nawet dla małego dziecka. To, co najbardziej mi się w tych książkach podoba, to umiejętność przekazania życiowych prawd, opisanie trudnych, codziennych sytuacji językiem dostosowanym do umiejętności poznawczych dziecka. Nina uwielbia Alberta. W Szwecji, gdzie spędziliśmy w tym roku wakacje, jego miniaturki, podobizny i figurki widywaliśmy co rusz.

KSIĄŻKI MAGDALENY 

Opowiem o trzech książkach, które ostatnio zrobiły na mnie wrażenie. Czytam całkiem dużo, więc trudno byłoby mi wskazać trzy ulubione pozycje.

Po pierwsze, „Bezmatek” Miry Marcinów, przewspaniała książka o bardzo smutnej tematyce – żałobie po matce. Marcinów wzrusza, śmieszy, skłania do refleksji, a przy tym robi to tak, że człowiek umiera z zazdrości, że sam nie potrafi tak świetnie pisać. Od kiedy skończyłam tę lekturę, polecam ją wszystkim znajomym. Genialne pióro, ważny temat, niekonwencjonalna forma. Wróżę tej pozycji kilka dobrych nagród literackich, jak nic! I ten cytat: „Ulegać matce, zaprzyjaźniać się z matką – to słaby interes. Umrze przed nami. Zostawi, zrani, odejdzie”.

Drugi tytuł, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, to „Dobry wilk” Larsa Berge’a. Jest to reportaż o wypadku w szwedzkim zoo, w którym jedna z opiekunek zostaje śmiertelnie raniona przez stado wilków. Autor opowiada historię nieszczęśliwego wypadku, dociekając, czy był to właśnie wypadek, czy sytuacja, której nie można było uniknąć. W samym tekście skupia się jednak nie tylko na wydarzeniach z Kolmården, ale przybliża czytelnikowi historię gatunku wilka, jego wizerunek w mediach, dając niesamowicie intrygujący obraz zależności pomiędzy człowiekiem a przyrodą. Według mnie tę książkę trzeba po prostu przeczytać!

I jako ostatnią wymieniłabym „Macochę” Petry Hůlovej. Z czeską literaturą mam styczność niewielką, dlatego cieszę się, że wiosną trafiła do mnie powieść niesamowitej czeskiej pisarki współczesnej. „Macocha” to prawdziwa uczta językowa. Tej książki nie czyta się dla treści, ale dla samych słów, zdań, metafor, porównań. To, jak Hůlová mówi o macierzyństwie i kobiecości, owijając codzienność każdej z nas w zwoje sarkazmu i ironii, zasługuje na najwyższą z pochwał!

Dodaj komentarz