książki współpraca reklamowa

Rymujmy na przekór patosowi i powszechnemu zrzędzeniu

Rozmowa z Michałem Rusinkiem i Kasią Huzar-Czub o ich nowej książce „Rodzinne rymowanki”

Rymujmy na przekór patosowi i powszechnemu zrzędzeniu
Monika Dłużniewska

Gdy słynący z dowcipu autor sprzymierza się z pisarką z kręgu literatury rodzicielstwa bliskości, musi powstać wyjątkowa lektura dla dzieci. Ba, nie tylko dla nich, bo dla całej rodziny! Śmiech, inspiracje na obracanie rodzicielskich wpadek w żarty, pomysły na wspólne spędzanie czasu i bardzo aktualne tematy – to wszystko znajdziecie w „Rodzinnych rymowankach”.

Chyba najbardziej przewrotny z pisarzy dziecięcych – Michał Rusinek – publikował już książki o przeklinaniu, tropił językowe tajemnice i uczył  jak profesjonalnie prowadzić spory. Tym razem skupia się na życiu rodzinnym, tworząc uniwersalne wierszyki o codzienności dzieci i rodziców. Kasia Huzar-Czub, współautorka, dodała do książki liryczną perspektywę mamy, a także perspektywę osoby współpracującej z Filharmonią Szczecińską i publikującej  dla dzieci o historii muzyki. Tak powstały „Rodzinne rymowanki”, książka żartobliwa i ciepła, choć momentami nie pozbawiona przekąsu.

Warto, drodzy czytelnicy, wiedzieć, że te pozornie niewinne wierszyki motywują do trzymania poziomu rodzicielskiej erudycji i narzucają pewien wychowawczy standard. By podczas wspólnego czytania „Rodzinnych rymowanek” nie wyjść przed własnymi dziećmi na dyletanta, dobrze byłoby nie tylko regularnie bywać w bibliotece, ale też na książkowych warsztatach oraz orientować się choćby pobieżnie w klasyce współczesnej rzeźby polskiej, wiedzieć co nieco o ofercie Filharmonii, chodzić na wernisaże i zaliczyć w teatrze jakieś przedstawienie baletowe. Na szczęście autorzy oferują też deskę ratunkową: zawsze mamy możliwość swobodnego przejścia do kolejnych rymowanek (w razie uczucia niepewności wywołanego poruszanym w książce tematem), gdzie podejmowane są najzwyczajniejsze w świecie zagadnienia: gotowanie, koty z kurzu czy wizyta w sklepie. Jest więc trochę ambitnie, trochę wesoło, trochę zwyczajnie. Jak to z dziećmi!

W rozmowie z Michałem i Kasią, którzy są nie tylko pisarzami, ale także rodzicami, pomiędzy żartami i opisami procesu twórczego dotknęliśmy całkiem poważnego tematu. Dlaczego warto dzieciom czytać wiersze? Czemu warto uczynić ze śmiechu narzędzie wychowawcze? Co może dać dziecku świadome posługiwanie się słowem? Przeczytajcie.

 

Kasiu, Michale. Oboje jesteście pisarzami o ugruntowanej pozycji, każde z was działa na własne konto i ma swoją osobistą markę. Skąd pomysł na wspólne dzieło?

Michał Rusinek: Pomysł wziął się z chęci sprawdzenia, czy da się coś takiego, jak zbiór wierszyków, napisać w duecie, co akurat ma sens w przypadku podjętej przez nas tematyki. Cel przyświecał nam taki, by napisać je z dwóch perspektyw: kogoś, kto jest mamą w jednej rodzinie i kogoś, kto jest w innej rodzinie tatą.

Kasia Huzar-Czub: Poza tym zaglądamy sobie nawzajem do książek od kilku lat. Mnie bardzo zależało, żeby Michał wtrącał się do moich tekstów, jego rady są dla mnie bardzo cenne. Kiedy niezobowiązujące hasło „a może zróbmy coś razem” zbiegło się z propozycją od wydawnictwa Trefl, skorzystaliśmy z okazji.

Długo się znacie?

Kasia Huzar-Czub: Czy sześć lat to długo? Nie wiem, ale dobrze pamiętam dzień, w którym poznałam Rusinka, bo od zawsze byłam fanką jego twórczości. Pamiętam, że na spotkaniu autorskim rozmawialiśmy o limerykach i że było bardzo miło.

Pierwsze spotkanie było miłe, a jak się razem pracowało? Było wesoło, czy raczej nerwowo?

Kasia Huzar-Czub: Oczywiście, że wesoło! Lubimy swoją pracę. Poza tym oboje potrafimy trzymać własne ego w ryzach i nie obrażamy się na siebie. Wręcz przeciwnie. Doszło już do tego, że kiedy jedynym komentarzem Michała odnośnie mojego tekstu jest słowo: świetnie albo super, robię się podejrzliwa. Może przeczytał zbyt pobieżnie? Może nie chce mu się poprawiać? Lubię, kiedy się czepia. Mam nadzieję, że to działa w obie strony.

Michał Rusinek: Gdyby było nerwowo, to pewnie przerwalibyśmy pisanie i książka, by się nie ukazała. To raczej była zabawa polegająca na przerzucaniu się tekstami i komentowaniu ich nawzajem. Kasia była pierwszą czytelniczką moich wierszyków, a ja pierwszym czytelnikiem jej.

Powiedzcie coś proszę o bohaterach i pomysłach na wiersze. Jak wiele z nich podsunęło Wam życie?

Kasia Huzar-Czub: Wszystkie wierszyki to sytuacje z życia wzięte. Bohaterów wymyślaliśmy tak, by czytelnicy mogli się w tej książce przejrzeć jak w lustrze. Zależało nam też na tym, by nie powielać niefajnych stereotypów. To dlatego Ola marzy o karierze archeolożki, Adaś chodzi na balet, mama ani myśli zejść z trampoliny, a tata sprząta, tańcząc po domu z miotłą. Tego typu przykładów jest w książce więcej.

Michale, czy twoje wierszyki też były inspirowane własnymi doświadczeniami? Czy bohaterowie mają swoje pierwowzory?

Michał Rusinek: I tak, i nie. Oczywiście, sytuacje liryczne są inspirowane sytuacjami realnymi, ale nie jest to „powieść z kluczem”, bo oboje z Kasią staraliśmy się tak je napisać, żeby były uniwersalne, czyli żeby większość rodzin się w nich rozpoznała. Członkowie naszej wymyślonej rodziny mają umiejętność przyglądania się sobie nawzajem – i swojej rodzinie – nieco z ukosa, z przymrużeniem oka. Może takie spojrzenie zainspiruje naszych czytelników?

A skąd wziął się pies Drops i czemu zajmuje tak ważne miejsce w książce?

Michał Rusinek: To oczywiste, że psy są pełnoprawnymi członkami rodziny! Są zresztą o wiele bardziej uspołecznione od kotów – wiem to, jako że kiedyś miałem psa. Więc choć sam mam teraz dwa koty, to zgodziłem się, żeby w książce pojawił się Drops. Pełni on w niej podobną funkcję, jak Snoopy w komiksie Charlesa Schulza – jest, a w każdym razie bywa, ostoją zdrowego rozsądku w rodzinnym pandemonium.

 Kasia Huzar-Czub: Ja uwielbiam psy i koty. Dzielenie domu ze zwierzętami daje mi mnóstwo radości i uczy uważności. Z własnym psem jestem zawsze tu i teraz, bo gdy domaga się pieszczot, rzucam wszystko inne. Rozśmiesza mnie, pociesza w trudnych chwilach. Gdyby nie pies, nie chodziłabym na długie spacery jesienią i zimą, ale mam Mikę, więc muszę. I bardzo dobrze. Nasz książkowy Drops jest fikcyjny, ale uniwersalny.

Kamper, ćwiczenie jogi, gotowanie, biwak… Czy książka powstawała w czasie pandemii? Mam wrażenie, że część poruszonych w „Rodzinnych rymowankach” tematów oscyluje wokół zjawisk, które są ostatnio bardzo na czasie, bo z jednej strony jest mowa o dronach, z drugiej o drożyźnie. Jaki tu był zamysł literacki?

Kasia Huzar-Czub: Książka powstawała w trakcie pandemii, ale latem, kiedy nie obowiązywały maski i poluzowano obostrzenia. Jasne, zależało nam na tym, by książka była na czasie. Chcieliśmy napisać współczesne wierszyki o tym, co spotyka rodzinę w domu i poza domem przez cały rok. Pisaliśmy je równocześnie, dzieląc się tytułami czy porami roku, żeby nie dublować tematów.

Michał Rusinek: Ja dodam, że z niepokojem obserwujemy, jak aktualny stał się motyw drożyzny. Nie mamy ani ambicji, ani kompetencji Wernyhory. Proszę więc nam nie wmawiać, że myśmy to wszystko przewidzieli! To przypadek! (śmiech).

Kasiu, twoja twórczość kojarzy z zagadnieniami muzycznymi. Jak opisałabyś związek między rymowaniem a muzyką?

Rymy to rytm, a rytm to muzyka, która jest w moim życiu bardzo ważna. Piszę i tłumaczę książki, ale i współpracuję ze szczecińską Filharmonią oraz pracownią muzyczną Akukulele. Michał twierdzi, że osoby z dobrym słuchem muzycznym rymują lepiej od nieumuzykalnionych twórców. Myślę, że ta teoria ma sens! Formę rymowanki wybraliśmy, bo oboje ją bardzo lubimy. Rymowanie to świetna zabawa. A my lubimy się bawić przy pracy.

Michał, zauważyłam, że w książce pojawia się wyrażenie „na dworze” zamiast małopolskiego „na polu”, a przecież ty jesteś z Krakowa. O co chodzi?

O, gratuluję spostrzegawczości! Przyznam się po cichu, proszę nie mów nikomu, zwłaszcza w Krakowie, że nie lubię akurat tego krakaueryzmu. Najchętniej wychodziłbym „na zewnątrz”. Poza tym „na dworze” wydaje mi się określeniem bardziej powszechnym niż „na polu”. Stąd taka decyzja, żeby książka była bardziej uniwersalna, a nie lokalna.

Dobrze, nie odpowiedziałeś jeszcze dlaczego lubisz rymowanki. Czy ten gatunek literacki nie jest troszkę, za przeproszeniem, z lamusa? Dzieci w klasie mojego syna zawsze mówią, że najbardziej lubią komiksy…

Nie umiem pisać komiksów, nie mówiąc już o ich rysowaniu. Nie bardzo wychodzą mi też opowiadania. Odnoszę wrażenie, że młodsze dzieci najbardziej lubią właśnie krótkie wierszyki. Tak było, kiedy byłem mały i kiedy moje dzieci były małe. I tak pewnie jest nadal, bo właśnie wierszyki cieszą się sporą popularnością. Na komiksy, opowiadania i powieści przychodzi czas nieco później, kiedy już łaknie się wciągających fabuł. Ale w wierszykach też sporo można opowiedzieć o świecie i relacjach międzyludzkich.

To było podchwytliwe pytanie, bo prawdę mówiąc mam wrażenie, że to nie komiksy są teraz cenione, tylko rymowanki właśnie. Nowoczesna logopedia i pedagogika bliskości się nimi zachwycają. Zgadzacie się z tym?

Kasia Huzar-Czub: Jak najbardziej. Sama propaguję rodzicielstwo bliskości i mówię o nim podczas zajęć, które prowadzę dla dzieci w różnych grupach wiekowych (od sześciu miesięcy do pięciu lat – przyp. red.). Nic nie sprawdza się na warsztatach lepiej od rymowanych, rytmicznych tekstów i muzyki. Dzieci błyskawicznie je zapamiętują i świetnie się przy nich bawią.

Michał Rusinek: Ja bym powiedział, że słowo w wierszyku i słowo w komiksie czy powieści mają inną wagę. Albo inaczej nieco inny aspekt słowa jest ważny w różnych gatunkach literatury. W tych epickich słowo jest nośnikiem akcji, nadaje jej tempo. W poezji – pozwala lepiej poczuć swoje brzmienie, dać się zauważyć, odczuć. Jestem przekonany, że właśnie wierszyki pozwalają zwrócić uwagę dzieci na materialność słowa. Właśnie dzięki wierszykom słowo daje się zauważyć. A umiejętność dostrzegania materialności słowa przydaje się w dorosłym życiu. Wierzę, że ktoś, kto ma świadomość języka jako pewnej struktury, nie da się zmanipulować na przykład populistom i będzie mądrzej głosował w wyborach. Nie wspominając już o umiejętnościach komunikacyjnych i lepszej umiejętności wyrażenia samego czy samej siebie.

Hmmm, poważnie się zrobiło z tym populizmem. W waszej książce jest jednak dużo śmiechu. Jakim narzędziem wychowawczym czy rodzicielskim jest waszym zdaniem żart i śmiech?

Kasia Huzar-Czub: Najlepszym. Nie wyobrażam sobie życia bez tzw. głupawek z moimi córkami. Dystans do siebie, do codzienności i wspólny śmiech zbliżają nas do siebie najskuteczniej i najprzyjemniej.

Michał Rusinek: Wydaje mi się, że oboje z Kasią mamy poczucie humoru, nawet dość podobne. I podobny do niego stosunek: humor pozwala nam z dystansem patrzeć na to, co nam się w życiu wydarza. Miewa też funkcję terapeutyczną, ale i pozwala zbudować wspólnotę – na przekór patosowi i powszechnemu zrzędzeniu. No i wreszcie może być nośnikiem bardzo poważnych treści psychologicznych i pedagogicznych. A humor językowy – robi to, o czym już mówiłem: pozwala nam „zobaczyć” słowo.

Działać na przekór powszechnemu zrzędzeniu – to mi się podoba, i niech będzie to najlepszą reklamą waszych „Rodzinnych rymowanek”. Dziękuję za rozmowę!

*

Michał Rusinek – pochodzący z Krakowa pisarz, literaturoznawca, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor i tłumacz kilkudziesięciu książek dla dzieci i dorosłych. W latach 1996-2012 był sekretarzem Wisławy Szymborskiej obecnie prezesuje fundacji jej imienia. Tłumaczył na język polski m.in. „Nowe przygody Kubusia Puchatka” i „Paddingtona”. Jest autorem wielu książek dla dzieci, m.in. „Jak przekręcać i przeklinać. Poradnik dla dzieci”, „Pypcie na języku”, „Kefir w Kairze. Rymowany przewodnik po miastach świata”. Twórca słuchowisk radiowych i piosenek. Tata Natalii i Jakuba.

Kasia Huzar-Czub: autorka książek dla dzieci, tłumaczka z języka angielskiego, mama dwóch córek. Związana ze Szczecinem i Filharmonią im. Mieczysława Karłowicza. Jest autorką bestsellerowych „Wierszyków na dobranoc” na podstawie których powstały piosenki w aranżacji na ukulele oraz serii baśniowych książek o muzyce, rymowanych książek o słynnych polskich muzykach (wyd. małe PWM), a także „Wierszyków logopedycznych” (wyd. Natuli).

*

Materiał powstał we współpracy z wydawnictwem Trefl.

Dodaj komentarz