Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Wyjść poza emotikony

Bilety na Międzynarodowy Festiwal Filmowy Kino Dzieci już kupione? Teraz o czymś dla nas, dorosłych. Kino Dzieci o wychowaniu to cykl wydarzeń dla dorosłych odbiorców festiwalu. Czekają nas warsztaty, wykłady i oprowadzenie po wystawie, a wszystko to skupione wokół emocji.

Wybieramy się między innymi na wykład Wojciecha Eichelbergera Emocje – jak o nich rozmawiać z dziećmi? Wykład będzie miał miejsce w najbliższy piątek, 20.09 o 17.30 w warszawskim Kinie Muranów. A tymczasem dziś rozmawiamy z Wojciechem Eichelbergerem o tym, jak uczyć się rozumieć emocje swoje i dzieci.

 

Poradniki radzą: pozwólmy dzieciom się złościć, przeżywać frustrację. Lecz w praktyce wielu emocji dziecka, i czasem też swoich, nie umiemy rozpoznać, albo rozpoznajemy je z opóźnionym zapłonem. A spektrum emocji też jest szersze, niż to, o którym piszą poradniki. Przyjemność, miłość, smutek, zawstydzenie. O, wstyd jest taką emocją, której w standardowym pakiecie z poradników i kolorowych magazynów nie ma.

Ten pakiet jest jeszcze większy. A w kolorowych magazynach na ogół nie mówi się o trudnych uczuciach. Raczej o tych pozytywnych, bo wtedy magazyn się lepiej sprzedaje. Repertuar, nazywanie, rozpoznawanie i komunikowanie uczuć, to ważny i powszechny problem wśród dorosłych. Więc musi być trudno z dziećmi rozmawiać o emocjach, skoro sami rodzice niewiele wiedzą o swoich emocjach i mają własny asortyment rozpoznawalnych uczuć raczej ubogi, ograniczony do tych „standardowych” z pani przykładu. W poważnym artykule ostatnio czytałem, że świat komunikacji obrazkowej, w którym żyjemy i który zaczyna dominować, grozi tym, że nasza wrażliwość emocjonalna i paleta emocji będą ubożeć, a skończy się na tym, że będziemy rozpoznawać tylko te emocje, które możemy wyrazić emotikonami. A w końcu ograniczymy się do dwóch najbardziej rozpowszechnionych znaków emocjonalnych, czyli: „lubię” i „nie lubię”. Już teraz wielu, szczególnie młodych ludzi, ogranicza swoją ekspresję emocjonalną do „fajnie” albo „niefajnie”. Podobnie jest z zapożyczonymi słowami „hejt” i „hejtować”, które są wyrazem uogólnionego, negatywnego stosunku do jakiejś osoby lub grupy osób, a właściwie nic nie znaczy i zwalnia nas z odpowiedzialności za generowanie i wyrażanie tego typu uczuć. Z pewnością wielu hejtującym trudniej byłoby hejtować, gdyby pod „hate” podstawili na przykład: pogarda, poniżanie, szydzenie, szkodzenie, obrażanie, ranienie itp. Więc żeby porozmawiać z dziećmi o emocjach, trzeba w pierwszej kolejności samemu w miarę rozpoznawać swoje emocje i umieć je nazywać. A w drugiej kolejności jakoś nimi zarządzać.

Ale jak zarządzać? Zdarza mi się nakrzyczeć na dziecko i później powiedzieć: Ojej, przepraszam, byłam zła. Rzadziej mam refleks, by nazwać to konkretniej: Przepraszam, że nakrzyczałam na ciebie. Byłam zła, bo tak naprawdę czułam się bezsilna.

To byłoby wspaniale, bo dokładnie tak jest, że otwarta agresja, jaką jest krzyk, a tym bardziej rękoczyn, to z reguły przykrywka bezsilności, bezradności. Nie wiem co robić, nie wiem, jak sobie poradzić z sytuacją, więc przykrywam to gniewem, szczególnie wtedy, gdy mam do czynienia z kimś słabszym, takim jak np. dziecko. Bo gdybyśmy mieli do czynienia z kimś silniejszym, np. z szefem, lub sami byśmy byli dzieckiem w takiej sytuacji, wtedy przeżywalibyśmy bezradność wprost, czyli pokazalibyśmy płacz, rozpacz albo wycofanie się, milczenie…

Albo później – w formie dokuczania młodszemu rodzeństwu?

Na przykład, lub przywalenie misiowi, kotkowi czy psu – aby odreagować swoje upokorzenie na jeszcze słabszych. To tzw. mechanizm fali: wcześniej pobici biją później słabszych od siebie.

W rodzinie możemy mieć zatem zjawisko fali przez pokolenia!

Tak, ta fala idzie przez pokolenia, zdecydowanie. Trans-generacyjna fala występuje w wielu systemach rodzinnych. Są takie, które konsekwentnie od pokoleń, nieświadomie, uprawiają mechanizm fali i nikt nie zamierza tego zatrzymać. Zdobycie się na taką refleksję, nazwanie tego zjawiska i podjęcie próby zmiany to akt mądrości i odwagi.

Rozumiem, że refleksja jest pierwszym krokiem ku zarządzaniu emocjami. Ale co to w ogóle znaczy?

To znaczy, że mam kontrolę nad swoimi emocjami jako dorosły człowiek. To nie znaczy, że wypieram te emocje czy gdzieś je upycham w podświadomości czy zaprzeczam im, lecz zdaję sobie z nich sprawę, potrafię ją nazwać, czuję jej energię, ale jednocześnie potrafię ją w sobie pomieścić. Dzięki temu sam/sama decyduję, czy ją wyrażam w tym momencie, czy nie, i w jakiej formie ją wyrażam. Mogę jej również w ogóle nie wyrazić, jeśli podejmę taką świadomą decyzję. To jest trudne dla dorosłych, więc tym bardziej nie należy tego oczekiwać od dzieci. Ale dzieci mogą się tego szybko nauczyć, pod warunkiem, że my, rodzice czy opiekunowie sami potrafimy tak robić. Wtedy będziemy dla naszych dzieci w przedmiocie inteligencja emocjonalna wzorem godnym naśladowania.

 

 

W praktyce uczymy się tego zazwyczaj dopiero, kiedy się pojawiają dzieci i widzimy, że trudno jest być rodzicem.

Rodzicielstwo to doskonała okazja do przeżywania uzasadnionej pokory wobec własnych kompetencji emocjonalnych. Wszyscy twierdzimy, że kochamy nasze dzieci, ale to nie może pozostać pustą deklaracją. Więc na czym w praktyce polega miłość do dziecka, jak ma się przejawiać? Nie ma w tej sprawie idealnych rozwiązań, wzorców czy odpowiedzi. Dlatego mówi się, że pierwsze dzieci na ogół mają najtrudniej, bo rodzice się na nich uczą i sami dojrzewają do swojej nowej roli. Właściwie prawie się nie zdarza, żeby ktoś w momencie, gdy pojawia się jego pierwsze dziecko, był w pełni przygotowanym do swojej roli, świadomym rodzicem. Często uczymy się bycia rodzicami jeszcze na wnukach, wyciągając po drodze wnioski z niepowodzeń w relacjach z własnymi dziećmi. Dlatego naczelną tezą mojej książki Jak wychować szczęśliwe dzieci?  jest coś, co brzmi prosto, ale jest w realizacji trudne, czyli: jeśli chcemy wychować szczęśliwe dzieci, to musimy sami być choć trochę szczęśliwi. Czyli poukładani wewnętrznie, świadomi, w znacznym stopniu zdolni do zarządzania własnymi emocjami i własnym życiem. Rodzi się dziecko, wkraczamy na ścieżkę samorozwoju. Wrócę do tej sytuacji, w której pani się uniosła i nakrzyczała na dziecko.

Jak porozmawiać z nim o tym, co się wydarzyło?

Niewielu rodziców potrafi, w momencie, gdy emocje opadną, przyznać się do tego, że popełniło błąd – szczególnie wobec własnych dzieci – i powiedzieć np: Przepraszam, uniosłam się, nie zachowałam się tak, jakbym chciała się zachować.

Jest jakaś granica wieku, w którym taki komunikat możemy dziecku przekazać?

Wiek dziecka nie ma znaczenia. Dziecko, jeśli nie usłyszy, to poczuje, że żałujemy swojego zachowania. Słowa mogą pomóc, ale to odbywa się jeszcze wcześniej, zanim dziecko jest zdolne do rozumienia słów i pojęć. Emocje i nastrój widać w oczach, wyrazie twarzy, w postawie, w oddechu, w mowie ciała. Skrucha i przeproszenie dziecka są w takich sytuacjach bezcenne. Moja matka domagała się przeprosin ją za, to że doprowadziłem ją do wybuchu gniewu. To bardzo częsta postawa, która nie dość że upokarza dziecko, to uczy je nie brania odpowiedzialności za utratę kontroli nad emocjami.

 

Patrz, do czego mnie doprowadzasz.

To subtelna forma przemocy i wyrzekania się odpowiedzialności. Dorosła osoba nie jest w stanie się przyznać, że to do niej należało kontrolowanie własnego zachowania.

Na ulicy często słyszę: Nie maż się, nie drzyj się, jak długo będziesz jeszcze płakać? Trudno jest wytrzymać płacz dziecka i mu w tym towarzyszyć. Dorosły najpierw przyjmuje marudzenie ze zrozumieniem, ale szybko traci cierpliwość.

Płacz dziecka nie ciągnie się w nieskończoność, pod warunkiem, że dziecko odczuje, że powód płaczu jest zrozumiały dla rodziców i potrafią z dzieckiem współodczuwać. Ale tu znowu pojawia się ten sam problem. Jeśli nie jestem w stanie zaakceptować własnych emocji i pozwolić im się wewnętrznie dopełniać i ewentualnie wyrażać, to dziecku też na to nie pozwolę. Jeśli nie mam kontaktu ze swoimi trudnymi emocjami, a dziecko je właśnie demonstruje, to będzie mnie to niepokoić i denerwować. Bo płacz czy jakaś inna ekspresja dziecka zapewne dotyka u mnie tego, do czego nie chcę się zbliżyć. Więc nie mogę się otworzyć na ból mojego dziecka, na jego rozpacz, czy gniew albo jego radość, czułość czy miłość, jeśli te uczucia są dla mnie samego z jakiegoś powodu niedostępne, zakazane.

Co mogę zrobić w momencie, kiedy czuję, że narasta we mnie taka irytacja?

Szybko zadać sobie bezcenne w tych okolicznościach pytanie: czego to dotyka we mnie? Dlaczego tak alergicznie reaguję na tę emocję dziecka, na jego emocjonalne zachowanie? Dlaczego mi tak trudno przyjąć jego gniew albo smutek, albo rozpacz, albo ból, albo radość i czułość? Że ma tyle energii i tyle radości z życia? Dlaczego powtarzam w takich sytuacjach uspokój się? W jakich okolicznościach moi rodzice mówili mi uspokój się? Jakie uczucia były przez nich niemile widziane?

 

Przestań na chwilę czuć, bo to, co się z tobą dzieje, mnie przerasta.

Szczera interwencja mogłaby brzmieć np.: Uspokój się, bo jest mi za trudno z tym, co przeżywasz i wyrażasz. Ale dziecko musiałoby mieć wtedy przynajmniej 14 lat. Znacznie łatwiej to przychodzi rodzicom, gdy wykonali wcześniej jakąś pracę nad uwarunkowaniami wyniesionymi z ich dzieciństwa. Wtedy, gdy dziecko biegnie do nas zrozpaczone, bo rozcięło sobie kolano, będziemy zdolni otworzyć się na uczucia dziecka i własne zarazem. Otwieramy się na emocje dziecka. Przytulamy je bez intencji uspokojenia go jak najprędzej czy odwrócenia jego uwagi. Bo wiemy, że najważniejsze jest, by jego proces emocjonalny się dopełnił. Więc bierzemy dziecko w ramiona i mówimy mu: Och, jak boli, jak boli i współodczuwamy z tym bólem przez chwilę. To nie tylko właściwa, ale i najszybsza droga uspokojenia dziecka.

Mamy taką skłonność, żeby podsuwać dzieciom rozwiązania: Walnął cię łopatką w łeb? Też go walnij. Albo: Więcej się z nim nie baw. Rozumiem, że też nie o to chodzi?

Dziecko przychodzi po współodczuwanie, czyli niewerbalny i/lub werbalny przekaz taki jak Wiem, co czujesz i przeżywam z tobą twój ból/radość/smutek… itp. To jest najważniejszy komunikat dla dziecka. Ono nie potrzebuje w takiej chwili naszych rad, wymądrzania się, sentencji życiowych, a szczególnie gniewu. A najbardziej je boli zdziwienie, drwina i umniejszanie znaczenia tego, co się stało. Ono zapyta: Co ja mam zrobić z tym Jasiem, który mi ciągle wali po głowie? Wtedy warto zapytać: A co byś chciał zrobić? Nie dawać gotowych rozwiązań, tylko uczyć, że można je znaleźć w sobie. A jeśli dziecko powie na przykład: Ja też chcę go walnąć po głowie, wtedy wchodzimy w dyskusję. A jesteś pewien, że to najlepsze rozwiązanie? A do czego to doprowadzi? Warto znaleźć na to czas i gotowość do rozmowy.

Spróbuję umówić się sama ze sobą, że w momencie, w którym dziecko mnie potrzebuje, dam mu chwilę na wyłączność, choćby 2 minuty. Odkładam laptopa czy garnki i cieszę się razem z nim, że za oknem jedzie betoniarka. Ale dlaczego jest to właściwie ważne?

Przecież z własnego doświadczenia wiemy, że jak ktoś dzieli z nami naszą emocję, to mamy z tego podwójną frajdę, prawda? Jeśli jesteśmy w świetnym humorze i ktoś zarezonuje tym samym i zsynchronizuje się, to przeżywamy moment bliskości i zrozumienia. Doświadczamy uwspólnienia.

 

Na jakie emocje trzeba zrobić w domu miejsce, bo można się spodziewać, że świat na te emocje dziecku miejsca nie zrobi?

Czasem na warsztatach zachęcam uczestników, by zrobili listę emocji. No i najczęściej lista emocji negatywnych jest dwa razy dłuższa od tej z pozytywnymi. Nie potrafimy mówić o pozytywnych emocjach. Dlatego zwalczam słowo „fajnie” i pytam: Co się składa na to „fajnie”?

Jak było w przedszkolu? Fajnie.

Możemy dopytać. Powiedz mi więcej, co się składa na to fajnie? Wtedy wzbogacamy język dziecka, zdolność do nazywania emocji, szczególnie pozytywnych, to jest bardzo ważne. Wyobraźmy sobie, że idziemy z kimś na spotkanie i ten ktoś na pożegnanie mówi: Fajnie było. Co to znaczy? Ale jeśli powie: Było inspirująco, było przyjemnie, ciekawie, ciepło, radośnie, to jest zupełnie inny komunikat, prawda?

Czy można dziecku mówić, że się je kocha zbyt często?

„Kocham” jest bardzo ważnym słowem i nie należy go dewaluować. To nie jest jak lajkowanie w sieci. Warto je mówić w kontakcie, patrząc w oczy, trzymając za ręce albo obejmując – żeby to nie było samo, puste słowo.

Bo jeśli chodzi o umiejętność radzenia sobie z emocjami, dużo dzieje się w dotyku.

To obecnie coraz ważniejsza sprawa, bo coraz więcej ludzi ma kłopoty z dotykiem, w związku z obawą przed tzw. złym dotykiem. Zbyt wiele mówi się obecnie o dotyku negatywnie, a prawie w ogóle nie wskazuje się na jego dobroczynne skutki, na dotyk bezinteresowny, miłosny, wspierający, troskliwy, dobry. Troskliwy dotyk ze strony opiekunów w pierwszej fazie dziecka to niezastąpiony skarb na resztę życia, ważniejszy niż jakiekolwiek słowa.

 

A czym właściwie jest tak zwana histeria?

Na histeryzowanie można spojrzeć jako na próbę takiego podkręcenia swoich emocji ponad miarę, które służy temu, żeby zwrócić uwagę rodziców. Mówię, że mnie boli, a słyszę: Przesadzasz. Wtedy pomału, pomału dziecko uczy się naprawdę histeryzować, żeby dać czadu, żeby nie dać się zignorować tego, co czuje. W takich sytuacjach warto zwrócić uwagę na to, czy daliśmy dziecku odpowiednią uwagę, i reagować szybciej, nie ignorować. Nie odrzucać, tylko zainteresować się: Pokaż mi, gdzie cię boli. Bardzo boli? Szczypie? Swędzi? Znowu dajemy lekcję języka dotyczącego odczuć. Dziecko szybko będzie usatysfakcjonowane, jeśli rodzic wysłucha i zrobi swoje czary-mary: Daj, tutaj pocałuję albo Przytulę i zaraz przejdzie.

Dziękuję za tę ważną wskazówkę i za rozmowę. Widzimy się na wykładzie Emocje – jak o nich rozmawiać z dziećmi? w najbliższy piątek, 20.09 o 17.30 w warszawskim Kinie Muranów

*

Wojciech Eichelberger – psycholog, psychoterapeuta i trener. Współtwórca Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, autor i współautor wielu popularnych książek z pogranicza psychologii, antropologii i duchowości. W swoich projektach szkoleniowych i terapeutycznych odwołuje się do koncepcji terapii integralnej, która oprócz psychiki bierze pod uwagę ciało, energię i duchowość człowieka.

*

Wszystkie zdjęcia i ilustracje wykorzystane w artykule to fotosy z filmów prezentowanych na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Kino Dzieci , który odbędzie się w dniach 21.09-29.09 w kinach w całej Polsce.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.