rozmowa o macierzyństwie

Rozmowa o macierzyństwie z Romą Gąsiorowską

„Umiem oddać obowiązki i zaufać innym, żeby mieć zaopiekowanie dzieci.”

Rozmowa o macierzyństwie z Romą Gąsiorowską
archiwum rodzinne

A gdyby połączyć w jednej biografii życie aktorki, przedsiębiorczyni, artystki, edukatorki i matki? Taki pomysł wymaga wytyczania własnych ścieżek i organizacji czasu szytej na miarę. Roma Gąsiorowska, mama Klemensa i Jadzi, opowiada o tym, jak wyznacza własne standardy. Które z nich pasowałyby także do twojego życia?

To nie jest opowieść o rezygnacji. Roma Gąsiorowska odrzuca retorykę: chciałabym, ale mam dziecko. Zrobiłabym, ale dopiero kiedy urosną. Nie odkłada siebie i swoich celów na później. Ma jasno określone priorytety – są nimi i dzieci, i jej rozwój. Zbudowała taki model funkcjonowania rodziny, w którym jest możliwie niezależna czasowo i finansowo, w którym może się spełniać i mieć czas całkowicie poświęcony na budowanie relacji z dziećmi.

Ta rozmowa jest dla tych z nas, które – tak jak ja – czują się bardzo zmęczone, których codzienność jest jak gumka naciągnięta do granic wytrzymałości, bo tyle musimy w niej pomieścić. Nie po to, żeby dowiedzieć się, że Roma, znana aktorka i mama dwójki dzieci: 10-letniejgo Klemensa  i 8-letniej Jadzi, robi więcej niż my, bo jeszcze prowadzi szkolenia i jest szefową firmy, tylko po to, żeby zobaczyć, że ułożenie życia całkowicie po swojemu jest możliwe. Że nasz zwykły rytm od-do, dyktowany potrzebami naszych pracodawców, godzinami pracy żłobków i przedszkoli, i tak dalej – jest do zakwestionowania. To może być uwalniające.

 

Powiedziałaś, że jesteś rodzicem działającym ekstremalnie.

Bardzo odpowiedzialnie podchodzę do wychowania dzieci, ale też bardzo lubię twórczo odpowiadać na rzeczywistość. Obserwuję, wsłuchuję się i najpierw szukam takiego miejsca, w którym się czuję zaopiekowana jako rodzic, a moje dzieci są tam bezpieczne i zaopiekowane jako dzieci albo – jeśli takiego miejsca nie znajduję – tworzę je sama. Jeśli chodzi o rozwój emocjonalny czy społeczny moich dzieci, to nie boję się wyznaczania nowych ścieżek. Działam radykalnie i intuicyjnie od lat. Mam bliski kontakt z dziećmi, i to im i ich potrzebom ufam i na nie odpowiadam w pierwszej kolejności. Często, działając poza schematem, ryzykując, twórczo odpowiadając na rzeczywistość poza strefą mojego komfortu, nie działam według schematu i nie mam potrzeby się w nim mieścić ani jako rodzic, ani też nie mam potrzeby, aby moje dzieci mieściły się w schematach. Widzę jak wiele jest dookoła niekorzystnych aspektów rzeczywistości pędzącej w stronę wartości zgubnych i niehumanitarnych i widzę jak wiele możliwości, aby zadziałać pioniersko, świadomie w wielu aspektach, pokazując, że otwarcie na nowe może długoterminowo okazać się dużo bardziej korzystne, niż sztywne trzymanie się ścieżek, które nie są nasze, a podąża za nimi większość. Takim jestem człowiekiem, a zatem i takim rodzicem. Ale wszystko co robię jest bezpieczne dla moich dzieci i w ogromnej uważności na każdy etap ich rozwoju. To przyjemne podążanie za nimi jako obserwator, opiekun, towarzysz i uważny partner w rozwoju, na którego zawsze mogą liczyć. Moje decyzje zawsze w zgodzie z potrzebami dziecka, nie zawsze łatwe dla mnie ostatecznie prowadzą mnie tam, gdzie czuję spokój, bo widzę prawdziwy piękny rozwój i mądre, piękne, dobre dzieci. Przy czym jestem mamą, która nie zapomina o sobie, spełnioną mamą.

Dosyć niestandardowo spędziłaś końcówkę pierwszej ciąży, ciąży z Klemensem.

Tak, to był intensywny czas zawodowy, byłam bardzo zajętą aktorką i decyzja o założeniu rodziny była na przekór temu, co dookoła mogłabym usłyszeć jako radę w tymże momencie mojej kariery. Wielu dziwiło się, że podjęłam taki krok, bo byłam tam, gdzie wielu pragnęło by być, a był to krok świadomy i wiedziałam, że na jakiś czas wypadnę z rynku, nie miałam cienia zawahania, bo zawsze stawiałam marzenie o rodzinie na pierwszym miejscu. A dziś wiem, że nie tylko intuicja dobrze mi podpowiedziała, ale, że dobrze wykorzystałam zarówno czas ciąży, jak i późniejszy czas wczesnego dzieciństwa moich dzieci. Propozycje w tamtym czasie mojej kariery były atrakcyjne i decyzja o założeniu rodziny wycinała mnie z tego bycia na fali w bardzo konkretny sposób, bo jako aktorka nie możesz teoretycznie działać w ciąży, tak jak w innych zawodach, ale w moim przypadku było inaczej. Po pierwsze ja miałam przekonanie, że to jest odpowiedni dla mnie czas, żeby zostać mamą, wiedziałam, w jakim momencie życia jestem i dokąd zmierzam. Rozpoczęcie przygody bycia rodzicem było dla mnie kolejnym etapem mojego rozwoju jako kobieta, jako człowiek, własnych ścieżek rozwoju duchowego, kierunków w życiu zawodowym i biznesowym. Jako aktorka pracowałam do ósmego miesiąca ciąży, a w dziewiątym zaczęłam sobie wyznaczać konkretne cele: dokąd zmierzam jeśli chodzi o mój biznes, jeśli chodzi o interdyscyplinarne postrzeganie rzeczywistości, jako artystka, jako człowiek? Jak to połączyć, jak chcę żyć? To dość częste, że w czasie ciąży, jeśli się dobrze poukłada kontakt z sobą samą, ma się moc wyznaczania sobie nowych ścieżek. Niewiele się o tym mówi, ale przecież kobieta ma wtedy niesamowitą moc. Ja wykorzystałam twórczo ten czas, to wtedy pojawił się pomysł, który zaczęłam realizować kiedy Klemens miał pół roku – powstała moja szkoła aktorska AktoRstudio, koncepcja domu produkcyjnego W-arte i kolejnych etapów mojego życia biznesowego, które teraz przez tych 11 już lat konsekwentnie realizuję. Ten krok był trochę ryzykowny, bo kiedy się pojawia dziecko, to cała rzeczywistość jest wywrócona do góry nogami. A ja właśnie wtedy stawiałam pierwsze kroki niezależności biznesowej, budując fundamenty pod miejsce, w którym jestem teraz.

Rodzicielstwo cię motywuje do takiej pracy?

Nie tylko. Myślę, że to moja osobowość, możliwości, umiejętności, dary, talenty, które posiadam. Ale rodzicielstwo to ogromna część mojego jestestwa. Wiem, jak blisko chcę być moich dzieci. I to jest silnym motywem działań, bo wiąże się z tym fakt, że chcę być niezależna finansowo i sama zarządzać swoim czasem. To był mój motor do działania na początku tworzenia biznesu. Przyświecała mi jedna myśl: Chcę organizować czas po swojemu. Aktorstwo to jest zawód, w którym nie tylko niewiele od ciebie zależy, ale też jesteś niewolnikiem terminów, które są ci z góry narzucone, często niestandardowe i nielimitowane. Kiedy byłam w ciąży, oprócz pracy w filmie czy serialu, pracowałam w teatrze na etacie. A taka praca w teatrze, to praca w godzinach 10-14, 18-22, weekendy zajęte, dużo napięcia. Zrezygnowałam z etatu 7 lat temu. Zaryzykowałam, tracąc tzw. ciepłą posadkę, ale nie żałowałam ani razu od tego czasu. Priorytetem dla mnie jest bezpieczny dom i żeby moje dzieci miały mnie więcej. Więc na początku brałam na siebie więcej obowiązków, niż bym w tamtym czasie chciała, ale to spowodowało, że dziś działam bardzo szeroko i niezależnie – dla siebie, moich dzieci, dla innych, realizując przy tym także siebie na wielu polach, spełniając się jako pedagog tworzący własną metodę aktorską od 11 lat, dzieląc się nią w mojej szkole, dokładając swoją cegiełkę do edukacji dzieci i młodzieży i wspierając jej twórczy proces, realizując moje pomysły na tworzenie ART EDUkacji. Początki były związane z pracą z dorosłymi i edukacją stricte aktorską. Później zaczęłam pracować z młodzieżą, tworząc warsztaty kreatywne. Z taką dobrze wypracowaną, sprawdzoną i harmonijną metodą mogłam wreszcie pójść też do dzieci. Bo z dziećmi pracować jest w pewnym sensie trudniej. Trzeba im wprowadzać więcej ćwiczeń czy sfer, w których mają wolność, mieć więcej elastyczności, cierpliwości, działać dużo szerzej i bliżej, czulej.

W przestrzeni zawodowej jesteś świadomą i gotową na wytyczanie nowych ścieżek kobietą. Czym cię zaskoczyło macierzyństwo?

Czułam zawsze podświadomie, że więź z dzieckiem jest magiczna, ale nie spodziewałam się, że będzie to aż takie zalanie miłością. Wiesz, przeszłam dużą ścieżkę swojego rozwoju osobistego, zanim zaszłam w ciążę, dużo przepracowałam i zawsze z pokorą podchodzę do kolejnych wyzwań. Rodzicielstwo to wyzwanie, które jest wielką odpowiedzialnością, z której nigdy się nie możesz wycofać. Kiedy byłam w ciąży, wiedząc, że czeka mnie taka podróż do końca moich dni, chciałam się do tego bardzo przygotować. Czytałam książki z dziedziny psychologii, poznawałam nowe jej nurty. Dziecko bardzo szybko obnaża nasze słabe punkty. Obserwowałam siebie i traktowałam to jako priorytet, aby z pełną odpowiedzialnością świadomie zarządzać swoimi emocjami, nie przerzucać ich na innych. Wspierać świadomie i kochać bezwarunkowo. A to niełatwe, gdy pojawiają się dzieci, dużo nie zależy od ciebie i sporo chaosu dookoła, wtedy wychodzą wszelkie słabości: kiedy się niecierpliwiłam, kiedy na coś miałam mało tolerancji, to natychmiast to przepracowywałam, nie zostawiałam na później. To bardzo owocuje. Rodzicielstwo to może być rodzaj praktyki duchowej, to wymagające, ale możliwe. Otwieranie się na głębszy, wspierający bezwarunkowy kontakt z dzieckiem i budowanie jego poczucia bezpieczeństwa dodaje skrzydeł i nadaje życiu głębszy sens. Jeśli podchodzi się do rodzicielstwa świadomie, to ta ścieżka daje duże pole rozwoju i głębokiego analizowania siebie. I tak transformacja, którą rozpoczęłam dużo wcześniej, dopełnia się dalej w rodzicielstwie. To moja droga. Piękna, pełna miłości.

Jak przepracowujesz to, co uruchamiają w tobie różne sytuacje związane z byciem z dziećmi?

Różnie, zawsze staram się zadbać i o dziecko, i o siebie, ale w pierwszej kolejności zawsze o dziecko. Życie przynosi różne wyzwania. Czasami nie miałam otwartości, gotowości na to, że dziecko przeżywa różne i nieraz trudne emocje. Niecierpliwiłam się, wolałabym, żeby czegoś nie było lub, żeby coś przebiegało inaczej niż przebiegało, ale zawsze traktowałam z pokorą takie sytuacje, jak lekcje i starałam się zaopiekować i zrozumieć wszystkie istoty uczestniczące w zdarzeniu, chroniąc przy tym dzieci. Pamiętam momenty, kiedy czułam, że jestem czymś tak zniecierpliwiona, że mówię poirytowanym głosem. Wtedy wychodziłam do innego pokoju i na przykład tupałam bardzo mocno w podłogę, żeby wywalić z siebie złość. Teraz już tak się nie zdarza. Nauczyłam się cierpliwości. Nie chcę obarczać dzieci swoim stanem, jakikolwiek by nie był, ale ważne jest też, żeby znały moje prawdziwe ja, prawdę o mnie, dlatego niczego nie udaję i jeśli jest mi ciężko czy jestem słaba i płaczę, nie kryję się z tym, a jedynie tłumaczę, że ich to nie dotyczy, żeby nie czuły się obciążone. Uważam, że to ważne, aby dzieci widziały rodziców prawdziwych i czasem słabych, bo ludzie są czasem słabi i taka jest prawda o nas, ale ważne, żeby dzieci w tym odpowiednio zabezpieczyć i wytłumaczyć co się dzieje. Staram się takie komunikaty zawsze dostosować do ich wieku. Teraz już są trochę starsze i kiedy jestem zmęczona i smutna, to nie udaję, że jest inaczej. Mówię: dzisiaj mam gorszy dzień, bo coś tam się wydarzyło. Robię to, żeby dziecko wiedziało, że dorośli mają różnego rodzaju emocje, uczucia i one nie zawsze są łatwe. Ważny jest komunikat: to ciebie nie dotyczy, to dotyczy kogoś innego, bo rozmawiałam z kimś i się zdenerwowałam. To daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Pamiętam takie sytuacje – byłam przed jakimś ważnym spotkaniem, a nagle coś się wydarzyło nie po mojej myśli. Takie momenty nas sprawdzają, sprawdzają nasze bycie w zgodzie ze sobą i w synchronizacji z tym, co się dzieje dookoła. Bycie rodzicem przyspiesza trening bycia uważnym na to, co się dzieje we mnie i czym ja rezonuję na zewnątrz. Dbam o to, żeby w moim wnętrzu był spokój, żeby było poczucie bezpieczeństwa, radość, szczęście, spełnienie. Wtedy z tym rezonuję na zewnątrz. I oczywiście zdarzały mi się momenty wypadnięcia z tego mojego „core’u”. Ważne, żeby przeprosić i żeby to wyczyścić.

To sztuka sama w sobie.

I mamy tu dość spore obciążenia kulturowe. Jeśli jako dorosły człowiek nie mamy przestrzeni na pracę ze sobą i zaopiekowanie się sobą, no to nie jesteśmy w stanie dać pełnej, bezwarunkowej miłości swojemu dziecku. Dlatego ważne jest pewnego rodzaju rozdzielenie: najpierw zadbajmy o siebie, by dzięki temu potem budować prawdziwą, zdrową relację. Mamy w rodzinach wiele usankcjonowanych kulturowo form przemocy: kontrolę, narzucanie duchowości lub jej blokowanie, nadopiekuńczość, zaniedbanie, przerzucanie swoich lęków czy ambicji na dziecko, porównywanie czy warunkowanie miłości, karanie, nagradzanie… Przeraża mnie to, jak czasem słyszę komunikaty rodziców wysyłane w kierunku swoich dzieci i dziwię się, że to wciąż się wydarza, kiedy tak łatwo dostępne są narzędzia rozwoju osobistego pozwalające więcej zrozumieć i więcej przepracować. Zacznijmy po prostu od siebie i pracujmy nad sobą. Zadajmy sobie pytanie kim naprawdę jestem? Powiedzmy sobie świadomie daję sobie prawo do przeżywania życia tak jak chcę. Dzięki temu możemy być spełnieni i szczęśliwi, i podejmować decyzje w empatii do siebie i drugiego człowieka, nawet czasem niezgodne z tym, czego oczekuje rodzina czy społeczeństwo. Za chwilę okazuje się, że wszystko zaczyna się pięknie układać i że zaczynamy rosnąć.

To rozdzielenie, tak potrzebne, żeby dbać o siebie jest trudne, kiedy mamy w domu niemowlę. Ty masz już „duże” dzieci.

Każdy etap dziecka to inny moment, inne wyzwania. Dla mnie teraz to jest moment, w którym mierzę się z tematem edukacji. To mnie uczy brać sprawy w swoje ręce i robić tyle, ile jestem w stanie. Moje dzieci, te piękne istoty, które są bardzo świadome i mają otwarte głowy i serca, są też przez to wrażliwe i strasznie cierpią, gdy widzą krzywdę, niesprawiedliwość i przemoc. Niestety w swoim krótkim stosunkowo życiu często konfrontowały się z okrucieństwem i przez to, że placówki wyglądają tak, jak wyglądają, dzieje się to trochę bez kontroli. To, co mówię nie jest na przekór systemowi, to jest obserwacja dotycząca kryzysu relacji społecznych w ogóle. Byłam z moimi dziećmi w różnych placówkach i miałam poczucie, że najmniej tam zaopiekowany rejon to inteligencja emocjonalna i relacje społeczne. Dzieci często zastępują – naśladując zachowania dorosłych – relacje albo gadżetami, albo rywalizując mocno ze sobą. Dużo jest też dzieci wycofanych, nieśmiałych, bojących się wchodzić w nowe sytuacje, nowe wyzwania. I teraz to, co włożyłam jako rodzic w opiekę, wychowanie, troskę, uważność, z jednej strony w dzieciach procentuje, ale z drugiej strony powoduje, że dużo więcej widzą. Wiedzą, że ktoś mógłby się zachować inaczej, ale postąpił agresywnie, konfrontacyjnie, krzywdząc. I nie rozumieją: dlaczego? Takich sytuacji było wiele, dlatego wzięłam spawy w swoje ręce i wzięłam Jadzię do edukacji domowej.

A Klemens?

Tu jesteśmy w procesie, pewnie się uda od kolejnego semestru. On jest trochę starszy, ma inne potrzeby, ale pracujemy nad tym, żeby wszystko poukładać z korzyścią dla nich. Wcześniej próbowaliśmy różnych rozwiązań. Ale wyzwaniem nie jest sama metoda, tylko to, że niestety w większości placówek dzieci nie potrafią się komunikować bez przemocy. We wczesnym wieku zaczynają mówić podniesionym tonem, mówią do siebie słowa krzywdzące, bez poczucia, że to jest nie w porządku. Ciężko jest budować poczucie bezpieczeństwa w tych relacjach. Później patrzymy na statystyki: dzieci w wieku dwunastu, trzynastu lat izolują od siebie, zapadają na depresję, bulimię, anoreksję, inne formy autodestrukcyjnej anomalii, popełniają samobójstwa. I nie ma wielu miejsc, gdzie można by się skierować po pomoc. Mam możliwość stworzyć swoim dzieciom dobre środowisko, bez tej całej traumy, bez wykluczeń i niezrozumienia. Mam na to wpływ, dlatego to robię.

Dajesz swoim dzieciom konkretne narzędzia.

Moja córka potrafi odejść od zabawy, kiedy potrzebuje zrobić coś dla siebie albo zabawa jej nie odpowiada, bo jest w niej element rywalizacji, nauczyła się tego, że ma w sobie bezpieczne miejsce, świadomie wprowadzam mindfullnes i zarządzanie czasem i energią do wychowania dzieci, aby mogły uczyć się świadomie o sobie decydować, oczywiście bezpiecznie dla nich i uwzględniając autodyscyplinę i wypracowując wewnętrzną motywację. Jak wiele byśmy mogli zdziałać w społeczeństwie, gdyby każde dziecko umiało tak sobie radzić? Obserwuję fajną siłę, sprawczość u dzieci, które są tak prowadzone. Kiedy moja córka pojechała na pierwsze kolonie, była w stanie powiedzieć pani, że nie będzie uczestniczyła w zabawie, w której wszyscy rywalizują między sobą o to, kto jest najlepszy, bo nie lubi tego rodzaju zabaw. Pani to uszanowała i wszyscy byli z tym ok. Ona potrafiła to wypowiedzieć. Mamy narzędzia, które dają siłę i ułatwiają też nawiązywanie nowych relacji.

Jaka jest wasza relacja, teraz, kiedy są starsi?

Rozwój moich dzieci jest teraz tak dynamiczny, że podstawową rzeczą, o którą dbam, jest – mieć z nimi kontakt, rozmawiać, być na bieżąco, codziennie. Mam okresy kiedy dużo pracuję, ale jestem cały czas na bieżąco, w kontakcie na Facetime czy telefonicznym, żeby czuli, że uczestniczę w ich życiu. Jestem na ważnych wydarzeniach, staram się nie rozmawiać przez telefon w domu i nie przenosić do domu pracy, a jeśli muszę, to umawiam się z nimi ile to potrwa i jestem konsekwentna. Obserwuję moje dzieci i czasem widzę ich słabsze momenty, kiedy są przebodźcowane albo następuje jakiś kolejny skok rozwojowy. Wtedy próbuję wyciszyć dziecko, porozmawiać z nim i – zadając pytania – pomóc poukładać emocje. Nie chcę tego przegapić, nie cisnę, nie nalegam, odpuszczam, zawsze jestem otwarta na rozmowę i zmianę planów pod potrzeby dzieci, cieszę się z nimi z ich sukcesów i pokonuję z nimi lęki. Może dlatego, że jestem aktorką, nie boję się emocji, wiem, że to jest jakaś energia, która przez nas przepływa i tyle… Powszechne jest w relacjach, że jest się trochę w masce, udając, że nic się nie dzieje. Jeśli rodzic tak funkcjonuje, to skąd dziecko ma się nauczyć radzić sobie z emocjami? My mamy swoje sposoby i każdy ma prawo czuć to, co czuje i myśleć to, co myśli, inni nawet jeśli to dla nich niewygodne, rozumieją. Uczymy się czym są emocje, napięcia, lęki, zrzucamy napięcia w różny sposób, np. poprzez taniec, bawimy się w ten sposób, że włączamy muzykę i tańczymy sobie, każdy tak jak ma ochotę. To jest nasz rytuał.

 

Masz biznes i jesteś w bardzo dobrym momencie kariery aktorskiej. Masz czas na taniec?

Pomaga mi dobra organizacja czasu i to, że na co dzień jestem gotowa angażować kolejne osoby do pomocy. Pomaga mi fakt, że umiem zorganizować swój czas z dużym wyprzedzeniem i umiem zaryzykować, oddać obowiązki, zaufać i poprowadzić innych, żeby zorganizować swój czas tak, aby być w realizacji swoich celów i mieć zaopiekowane dzieci. Zaobserwowałam, że często kobiety nie ruszają do przodu, bo mówią: „nie mam pieniędzy na nianię”. Kiedy nie masz pieniędzy na nianię, nie możesz zarobić więcej pieniędzy, bo nie masz niani, to jest błędne koło. Więc zaryzykuj jeśli możesz, na jakiś moment, ułóż plan i idź do przodu. Ale też obserwuj swoje życie i siebie i znajduj miejsca, gdzie możesz sobie coś ułatwić, a nie utrudnić. I myślę, że umiejętność rezygnowania jest jednak, mimo wszystko, w tym istotna. Bez wyrzutów sumienia. To jest ważne, kiedy chcemy połączyć życie zawodowe z życiem rodzinnym. W jakimś sensie trzeba iść na kompromis.

Dokonujesz zmian w pracy, inwestujesz pieniądze, nie boisz się zamknąć przedsięwzięcia, z którym ci już nie po drodze. Wnosisz to do domu?

Byłam w różnych sytuacjach, w których można było osiwieć albo stracić włosy. To były zdarzenia radykalnie wywracające moje życie do góry nogami. Ale po pracy wchodzę do domu bez tego zaplecza, bez obciążenia. Mam wypracowany fundament w postaci własnych rytuałów, i jeśli nie ma na nie przestrzeni, przestaję być w harmonii ze sobą. Nie byłabym tak szybka i nie byłabym w stanie tak wielu rzeczy robić, gdybym nie zwalniała co chwilę. Kiedy jestem na czymś skoncentrowana, to potrafię to zrobić bardzo szybko i za chwilę zwolnić radykalnie i przyjrzeć się etapowi na jakim jestem z niebywałą precyzją, zatrzymać się, wsłuchać i uważnie przepracować. Są momenty, kiedy odkładam telefon, social media, publiczne życie i jestem totalnie off, bawię się z dziećmi, idę na spacer, jem jakieś pyszne jedzenie i robię to naprawdę, jestem tu i teraz, nie myślę wtedy o czymś innym. Sprawdziłam na sobie, że bycie tu i teraz otwiera w nas większe możliwości.

Jak się tego uczyłaś?

Lata praktyki medytacji, tai-chi, uważności, praca narzędziami terapeutycznymi, kontemplacja. Pamiętam jak Klemens był mały i miałam program w telewizji. Na plan przyjeżdżała nasza opiekunka, żebym mogła Klemensa nakarmić. To było bardzo stresujące, bo nie zawsze mogłam zejść z planu. Tam Klemens, tu pełne mleka piersi. Nie byłam w stanie zsynchronizować się z moim dzieckiem, siedział z nianią w zamkniętym pomieszczeniu, czekał czy trafię, czy nie z tym mlekiem. Więc stwierdziłam, że w takim razie będę odciągała. To były trudne decyzje: chciałam się zaopiekować dzieckiem, a z drugiej strony chciałam też być skupiona na swojej pracy. Moje dylematy matki na samym początku były powiązane z wyobrażeniem, jakie miałam na swój temat. Wtedy zaczyna się odpuszczanie tego swojego idealnego obrazu i pozwalanie sobie na to, że naprawdę robię tyle, ile daję radę. Wspieranie siebie w tym, a nie katowanie się, bardzo pomaga. Młoda matka słyszy zewsząd co powinna i co jest właściwe dla dziecka, obserwowana, oceniana, jako osoba publiczna szczególnie. Wielokrotnie czułam, że publicznie jestem matką, nie mam miejsca na frustracje, nie ma miejsca na błędy, dużo mniej tolerancji na cokolwiek. Do tego nieregularny tryb pracy, czyli coś, co zdaniem specjalistów działa na niekorzyść dla poczucia bezpieczeństwa dziecka. W tym wszystkim znalazłam własny sposób. Nie wszędzie muszę być, nie mam potrzeby kontrolowania, ufam, mam swoje sposoby, aby dzieci, mimo braku rutyny, czuły się bezpiecznie, swoją drogą nie cierpię rutyny, i dobrze. Ucieszę się jeśli moje dzieci będą miały w swoim życiu jeszcze jakąś inną, fajną inspirującą osobę, w postaci niani, która im da miłość. Warunkiem, żeby to się udało, jest, że ja będę te osoby wspierała w procesie rozwoju dziecka, nie zrzucę na nie odpowiedzialności, ale, że będziemy razem tworzyć… stado. To są bardzo bliskie relacje, to jest taka powiększona rodzina.

Jak wygląda wasz dzień?

Nigdy tak samo. Nie ma rutyny. Zdarza się, że mam jako aktorka projekt, kiedy jestem 3 miesiące poza domem, wracam na chwilę, na dzień, na dwa. To najtrudniejsze dla nas momenty, ale wtedy dzieci mnie odwiedzają, są ze mną, ile się da. Zdarza się, że mam trzy miesiące przerwy w graniu i zajmuję się tylko swoim biznesem, wtedy mam większą elastyczność w planowaniu czasu, dużo podróżujemy wspólnie, budujemy bliskość. Od zeszłego roku różne moje projekty ruszyły na skalę międzynarodową, zaczęłam inwestować w skalowanie aktoRstudio i ART Edukacji. Mam zaplanowany kalendarz z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a jednocześnie każdego dnia może coś się wydarzyć, co zmienia plany. Ale wiele jest w tym życiu uważności i bliskości. Mam już wypracowany swój własny system funkcjonowania tak, aby wszyscy, łącznie ze mną byli zaopiekowani. Nie jestem w tym sama. Mam przy sobie team ludzi zaangażowanych, którzy rozumieją moją specyfikę pracy, rytm w jakim działam. Kiedy zjeżdżam do Warszawy i jestem z dziećmi, to jestem z nimi na full. Wtedy nie ma żadnego spotkania, czasem po prostu biorę dzieci na wieś, na spacery, blisko przyrody, czasem na dalsze podróże.

Macie swój własny rytm.

To decyzja, którą podjęłam na samym początku, kiedy dzieci były małe i z którą się borykałam. No wiesz, społeczeństwo funkcjonujące w takim systemie: pracuje się od-do, placówki opiekuńcze pracują do którejś godziny i jeszcze słyszysz od pedagogów, że dla dziecka najważniejsze są powtarzalność i rytm, w którym ono wie, co się kiedy dzieje, że jest poniedziałek, wtorek, środa, czwartek… A przy moim trybie pracy i przy marzeniach o różnych, intensywnych projektach musiałam znaleźć nasz sposób na to, żeby dzieci nie czuły się nieszczęśliwe, kiedy rytm zostanie zaburzony. Więc spróbowałam nauczyć dzieci takiego rytmu, który się będzie zmieniał, bo tak wygląda moje życie. Zamiast powtarzalności rytmu dnia jest nazywanie: co się dzieje teraz, co było przed chwilą, a co będzie za chwilę, co będzie jutro, pojutrze. Mówię im, tyle ile wiem i co ewentualnie może się zmienić. Zawsze uprzedzam: teraz pojedziesz tam i zrobisz to, a teraz będzie z tobą taka osoba, a jutro pojedziemy tam, a to się będzie zmieniało. I są w ich życiu też stałe elementy: aha, sobota, to mam zajęcia z panem Tomkiem, aha, a czwartek to mam basen. Dla moich dzieci to naturalne, że czasem jestem, a czasem mnie nie ma. Rodzice bywają zazdrośni kiedy dziecko buduje fajną relację z nianią. A ja się cieszę, jeśli niania to jest po prostu bliski człowiek i że moje dziecko może się inspirować innym życiem, może mieć obraz jakiegoś zupełnie inaczej funkcjonującego człowieka.

Czuję, że to, co powiedziałaś, może dodać wielu kobietom odwagi i siły. Opowiedz mi jeszcze proszę o projektach edukacyjnych dla dzieci, które rozwijasz.

Razem z Wioskami, bliskościowymi miejscami opieki dla dzieci, stworzyłam warsztaty kreatywności, które są dostępne zarówno dla rodziców i dla pedagogów. To gotowe scenariusze zabaw, z moją instrukcją video, które prowadzą do wspólnego stworzenia wydarzenia: spektaklu, filmu czy innej formy.
Poprzez tworzenie takiego projektu uczymy się jakie zawody towarzyszą wspólnemu procesowi twórczemu. Dziecko podczas tych warsztatów może być aktorem, ale przecież też gospodarzem, szatniarzem, PR-owcem, grafikiem, który zrobi plakat. Pokazujemy różne formy wyrazu, które są bliskie osobowości dziecka, w otwartości i wolności. Poprzez takie działania można uczyć dzieci rozumienia siebie, stawiania swoich granic, rozumienia swoich emocji, wyrażania siebie.

Jest również projekt świetlicy przeznaczony dla dzieci w edukacji domowej. To jest opieka w ciągu dnia, od 8 do 14, poniedziałek – piątek, która ma wspierać dzieci w budowaniu relacji społecznych z rówieśnikami. I tam również realizuję elementy ART EDUkacji, mojego autorskiego programu. Poprzez narzędzia, których zwykle używają artyści w procesie tworzenia, wspiera się poczucie własnej wartości dzieci, a korzystamy tu z ich naturalnej kreatywności i takich form wyrazu, które są im bliskie. Pracujemy, nazywając swoje emocje, poprzez różnego rodzaju wypowiedzi artystyczne. ART EDUkacja wykorzystuje m.in.: kreatywne opowiadanie historii, myślenie projektowe, biznesowe, przedsiębiorczość. To wszystko się przydaje w edukacji domowej, z tego też korzysta Jadzia. Świetlica to nie jest miejsce przechodzenia przez obowiązek edukacji, to miejsce wspierania tego procesu. To moja odpowiedź na to, jak nie izolować dziecka, przechodząc w tryb edukacji domowej i jak otwierać je na relacje z innymi, którzy są gotowi razem budować świat pełen wartości, w porozumieniu bez przemocy, bliski ideom rodzicielstwa bliskości.

 

Czym jest Art Edukacja?

Wykorzystuję tu metody pracy z aktorami. AktoRstudio istnieje już 11 lat, tam stworzyłam i sprawdziłam narzędzia, które nie tyle mają wypracowywać w dziecku jakieś umiejętności artystyczne, tylko raczej takie, którymi pracuje twórca, które uczą myślenia projektowego, biznesowego, zarządzania czasem i swoimi emocjami, pracą w grupie. To naprawdę powoduje, że budujemy kompetencje liderów przyszłości. Kreatorzy, wizjonerzy czy naukowcy to ludzie, którzy myślą w taki sposób, w jaki myśli twórca. Przez najbliższy rok chcę Art Edukację rozwijać i zmienić w bardzo duży projekt. Mam nadzieję, że to będzie rewolucjonizujące dla rynku oświaty. Ta przestrzeń w Polsce jest do zaopiekowania, a ja mam dużo dodania w tej kwestii.

Trzymam za to kciuki i dziękuję ci za rozmowę.

Za możliwość przeprowadzenia rozmowy dziękuję Paulinie Rożenek z The Village.

Roma Gąsiorowska – aktorka teatralna, filmowa, telewizyjna, life-coach , mentorka, mówca motywacyjny, reżyserka, producent, menagerka kultury, założycielka szkoły aktorskiej AktoRstudio Stworzyła i propaguje swoją własną filozofię życia Slow Fast Life opartą na balansie i uważności we wszystkich aspektach ludzkiego życia. Właścicielka, pomysłodawczyni i dyrektor artystyczny W-arte! Dom Produkcyjny, który zajmuje się art.-brandingiem, oraz obsługą i budowaniem marek osobistych i wizerunku. Pomysłodawczyny akcji społecznej przeMOC obudź w sobie MOC. Wraz z Sylwią Stano napisała książkę „Całe szczęście jestem kobietą„. Prowadzi kanał Youtube: myway.romagasiorowska, na którym w niekonwencjonalny sposób popularyzuje narzędzia rozwoju osobistego. Założyła Świetlicę Edu Art, gdzie wspierany jest rozwój dzieci w edukacji domowej właśnie przy użyciu tej metody.

 

 

Dodaj komentarz