Psychowashing po rodzicielsku

Rodzice jej nienawidzą, bo znalazła jeden prosty trik! Znacie? To przeczytajcie...

Psychowashing po rodzicielsku
Giselle Dekel

Rodzicielstwo chyba nigdy nie było tak bardzo spsychologizowane, jak w dzisiejszych czasach. Style wychowania, rodzaje matkowania, traumy do przepracowania! A w zalewie rodzicielskich rozterek co i rusz, niczym rycerz na białym koniu, pojawia się ekspert z prostą odpowiedzią! Nic, tylko korzystać.

Nie oszukujmy się, smartfon jest najprostszym narzędziem rozrywki, kiedy, wykończone połogiem, karmimy potomstwo lub, zmordowane mijającym dniem, w końcu uśpimy nasze kilkulatki. Z reelsów, storiesów i postów – poza śmiesznymi kotami i psami witającymi żołnierzy wracających z misji – płynie do nas cała masa życiowych mądrości, które powinniśmy praktykować, by zapewnić naszym dzieciom idealne dzieciństwo, a przy tym mieć wspaniały związek i odnosić sukcesy zawodowe. I nagle, zamiast scrollowania memów, niepostrzeżenie fundujemy sobie guilt trip i gonitwę myśli: czy aby na pewno się do tego nadaję?

Nowa stara ja

Transformacja w rodzica to ogromna życiowa zmiana. Poddawane burzy hormonalnej, jaką niesie ze sobą połóg, skrajnemu wykończeniu, często bólowi, bezradności, a do tego ogromnym falom szczęścia i bezwarunkowej miłości, wypływamy na „nieznanego przestwór oceanu” i poznajemy się z zupełnie innej strony. Nic więc dziwnego, że czas, kiedy stajemy się rodzicami, jest jednocześnie momentem wejrzenia w siebie, analizy i przyjrzenia się zupełnie nowym aspektom swojej osobowości – a także tym starym, tylko że w nowym świetle i w nowych okolicznościach.

Trzymając się marynistycznych porównań, poza bacznym wglądem w siebie wystawiamy peryskop ponad powierzchnię i próbujemy się dowiedzieć jak najwięcej o tym, co może czuć i rozumieć nasze dziecko, które jest przecież całkowicie od nas zależne i (co często wydaje się aż nieprawdopodobne) jeszcze bardziej niż my bezradne. Poczucie odpowiedzialności za własne potomstwo i jego przyszły dobrostan psychiczny bywa ogromnym ciężarem.

– Stawanie się rodzicem to zmiana życiowa, w ramach której mniej lub bardziej świadomie konfrontujemy się z tym, że odpowiedzialność leży teraz po naszej stronie – mówi Agnieszka Olchowik, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna i psycholożka. – Bardzo często wracają wówczas myśli, jak to było w relacji z naszymi rodzicami, co chcemy poprawić względem tego, jak nas wychowywano. Czasami próbujemy nadrobić deficyty i tu często wpadamy w pułapki. Na przykład ktoś, kto miał unieważniającą matkę, która nie poświęcała dziecku tyle czasu, ile potrzebowało, może się przeistoczyć, na zasadzie kontrastu, w rodzica nadopiekuńczego. To może być przytłaczające, zarówno dla rodziców, jak i dzieci – podsumowuje ekspertka.

I wtedy zaczynamy szukać wsparcia.

Jak być świadomym rodzicem i nie zwariować

Lektury, poradniki i rodzicielskie poszukiwania same w sobie nie robią z nas ofiar psychowashingu – kto szuka, nie błądzi. Co powinno nas zaniepokoić w psychonarracji wokół rodzicielstwa?

– Często myślimy: jak to dobrze byłoby mieć proste rozwiązania, niechby ktoś nam najzwyczajniej w świecie powiedział, co mamy robić. Zwłaszcza gdy jako młodzi rodzice mierzymy się z całą masą wyzwań, włączając w to niewyspanie i przebodźcowanie, co znacząco obniża nasze możliwości poznawcze i emocjonalne. A przecież, skoro rodzicielstwo ma tak wiele różnych aspektów, to czy jesteśmy w stanie znaleźć prostą odpowiedź? Gdy idę do lekarza z bólem brzucha i on mi mówi: „Dobrze, kładziemy cię na stół i tniemy, zajrzę do jamy brzusznej i sprawdzę, co tam się dzieje”, to wątpimy w jego kompetencje. Proces diagnozy zazwyczaj trwa trochę dłużej. To właśnie szybkie recepty i proste odpowiedzi powinny nas niepokoić – przestrzega Agnieszka Olchowik.

A czy nieustanne przeglądanie się w lustrze własnych lęków, pragnień i ambicji może być powodem przewrażliwienia na swoim punkcie? Czy wszechobecna poppsychoanaliza nie zmienia nas w narcyzów skupionych wyłącznie na własnym doświadczaniu rzeczywistości?

– Trzeba pamiętać o tym, że gdy poszukujemy zrozumienia siebie, to przez filtr selektywnej uwagi, będącej jednym ze zniekształceń poznawczych, możemy także selektywnie wybierać informacje i ekspertów, którzy potwierdzają nasze podejrzenia lub obawy – zauważa Agnieszka Olchowik. – Takie ryzyko nadmiernego koncentrowania się na swoich deficytach może jeszcze bardziej dotyczyć osób mających przekonanie, że są niewystarczające.

Wychowanie plemienne

A może potrzeba psychologizowania w internecie jest po prostu znakiem czasów i zmieniających się relacji międzyludzkich, nową wioską?

– To prawda – odpowiada psycholożka. – Kiedyś młoda mama miała dostęp do wiedzy i doświadczenia starszych kobiet, matki, cioć, babć, znajdowała wsparcie w żywych relacjach. Dziś, gdy częściej zmieniamy miejsce zamieszkania i jesteśmy oddaleni od swoich bliskich o kilkaset kilometrów, trudniej o wsparcie. Ponadto, jeśli mamy złe doświadczenia w relacjach ze swoimi rodzicami, chętniej sięgamy po proste, instagramowe rozwiązania – dodaje ekspertka.

Sieć zapewnia anonimowość – nastawiamy się na odbiór treści bez ryzyka bycia ocenioną i skonfrontowania się z żywymi osobami, zwłaszcza tymi, z którymi jesteśmy w bliskiej, często skomplikowanej relacji.

– Z tym wiąże się wygoda, ale i kolejna trudność. Aby być w relacjach ze swoimi rodzicami, musimy umieć określić swoje granice, powiedzieć, że z czymś się nie zgadzamy, albo poprosić o radę i pomoc, co może być jeszcze trudniejsze i wiązać się z dyskomfortem. Tymczasem w świecie online nie musimy stawiać granic, o swoich porażkach mówimy obcym ludziom, do tego nie twarzą w twarz, lecz zza ekranu – kwituje Agnieszka Olchowik.

Chęć poszerzania wiedzy i uwrażliwianie się na kwestie związane z rodzicielstwem nie jest niczym złym. Tak jak dobry psychoterapeuta – wartościowe treści i influencerzy pomogą nam wzmocnić kompetencje rodzicielskie. Z kolei ofiary psychowashingu będą miały poczucie braku sprawczości i problem z funkcjonowaniem samodzielnie, bez kojącego wsparcia internetowego guru. Psychowashing jest wyjątkowo kuszący właśnie dla rodziców – jako obietnica prostego rozwiązania, które w warunkach zmęczenia i przebodźcowania jest jak zapowiedź zbawienia. Niestety, prorok obiecujący zbawienie najczęściej jest fałszywy.

Agnieszka Olchowik – certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. W trakcie 4-letniej specjalizacji z psychologii klinicznej. Doświadczenie w pracy z pacjentami zdobywała na oddziałach somatycznych Szpitala Solec/Szpitala Południowego, w Oddziale Pediatrycznym Szpitala Bielańskiego oraz stażach w Oddziałach Psychiatrycznych IPIN. Współpracuje ze szkołą Psychoterapii Dialog. Pracuje z kobietami w okresie okołoporodowym oraz zmagającymi się z niepłodnością.

Dodaj komentarz