rodzew2021

Pojawienie się Małego Człowieka będzie prawdziwą rewolucją #rodzew2021

Historie tegorocznych przyszłych mam

Pojawienie się Małego Człowieka będzie prawdziwą rewolucją #rodzew2021
archiwum prywatne

Zostać mamą po raz pierwszy… Jakie to uczucie? Jakie emocje kłębią się w sercu, jakie myśli zajmują głowę w czasie ciąży? Radość, ekcytacja, niedowierzanie, niepewność, lęk. Wybuchowa mieszanka uczuć, do tego zapas życiowych przekonań i pula scenariuszy na przyszłość. Sporo tego, prawda?

Obok technicznych kwestii, jak wybór szpitala i opracowanie planu porodu, kompletowanie wyprawki i zastanawiania się, czy nasz osobowy samochód pomieści cały dobytek niezbędny na podróże z maluchem, są przecież emocje. Niedowierzanie – to zawsze. Niezależnie od tego, czy udało się po wielu próbach, wcześniejszych niepowodzeniach, czy też zaraz po podjęciu decyzji o staraniach. Bo mimo że każda opowieść przyszłej mamy jest nieco inna, pewne elementy ich historii są bardzo zbliżone.

O czasie oczekiwania na pojawienie się dziecka, tych punktach wspólnych, jak i indywidualnych doświadczeniach, rozmawiamy w naszym cyklu #rodzew2021. W tym odcinku spotykamy się z kobietami, które są w tej podróży po raz pierwszy. Paulina miała rozpocząć przygotowania do in vitro, kiedy zaskoczył ją wynik (powtarzanego wielokrotnie) testu ciążowego. Olga ciążę wyśniła sobie podczas wakacji w Hiszpanii i przyjęła te wieści z niedowierzaniem, ale też ze spokojem. Ania, mimo trudnych początków, z nadzieją patrzy w przyszłość. Oto ich historie spisane pod hasłem #rodzew2021!

PAULINA ZAGÓRSKA

#matkafeministka

Macierzyństwo to indywidualny wybór, ale też sytuacja społeczna. Paulina jako aktywistka i, jak sama siebie określa, „feministyczno-lewacki głos” na Instagramie, jest na te kwestie wyjątkowo wyczulona. A zna temat z różnych stron, również w zakresie problemów z płodnością, PCOS (zespół policystycznych jajników) i przygotowań do in vitro.

#lęki

Zaszłam w ciążę w styczniu, w ostatnim cyklu przed rozpoczęciem przygotowań do in vitro – w lutym minąłby wymagany przepisami rok udokumentowanych niepowodzeń z zajściem w ciążę. Nie robiłam sobie większych nadziei, ale wyregulowany lekami okres się spóźniał, więc zrobiłam domowy test, a właściwie to… jakieś 20 domowych testów (śmiech). Bardzo bałam się rozczarowania, więc na drugi dzień zrobiłam test Beta hCG – kiedy okazał się pozytywny, natychmiast umówiłam się do lekarza. Odetchnęłam nieco dopiero, kiedy lekarz potwierdził ciążę (i to, że nie jest pozamaciczna). Pierwsze tygodnie to była z jednej strony ogromna radość, że wreszcie się udało, a z drugiej równie ogromny strach, dosłownie o wszystko. Ten lęk minął dopiero po teście NIPT na końcu pierwszego trymestru. Mam termin na początek października, więc aktualnie najbardziej martwi mnie perspektywa czwartej fali pandemii i zawieszenia porodów rodzinnych. Oboje z mężem jesteśmy zaszczepieni. Mam nadzieję, że jeśli faktycznie pojawią się ograniczenia, to może dzięki certyfikatowi nie będę musiała przechodzić przez to doświadczenie sama. Poza tym mam w sobie chyba klasyczny lęk pt. „nieporadzęsobie” (z porodem, karmieniem piersią, obsługą noworodka). Ale staram się nad tym pracować: pilnie uczęszczamy na zajęcia w szkole rodzenia, konsultujemy się ze znajomymi rodzicami, czytamy poradniki. No i odrobinę przeraża mnie to, że nie mamy na miejscu żadnej rodziny, która mogłaby nas w razie potrzeby nieco wesprzeć czy odciążyć.

#zaskoczenia

Tak naprawdę dopiero od niedawna funkcjonuję jako osoba w ciąży wśród rodziny, znajomych, i, przede wszystkim, we własnej głowie. Bardzo długo praktycznie nie miałam widocznego brzucha, czułam się zupełnie normalnie, nie doskwierały mi żadne typowe ciążowe dolegliwości. Pracowałam, uprawiałam sport, spotykałam się ze znajomymi – jeszcze w lipcu, w 30/31 tygodniu ciąży, śmigałam jak gdyby nigdy nic po Tatrach. Ciąża wręcz zaskoczyła mnie tym, jak dobrze ją znoszę. W głowie miałam obraz nędzy i rozpaczy – spędzę dziewięć miesięcy, wisząc nad toaletą, utyję 40 kg, i nie będę mogła ruszyć ni ręką, ni nogą… Nic z tych rzeczy. Na poziomie psychologicznym – dopadł mnie nesting (zagnieżdżanie – przyp. red.). Jestem potworną bałaganiarą, więc w życiu nie pomyślałabym, że znajdę w sobie takie pokłady zapału do sortowania, układania, szorowania… Podobnie mój mąż, który przeżywa nesting na swój remontowo-budowlano-stolarski sposób. Dopiero od jakichś 3-4 tygodni czuję zmiany: jestem powolniejsza, szybciej się męczę i nie potrafię już wstać bez stękania (śmiech). Nie czuję jednak, żeby moje życie jakoś dramatycznie zmieniło się w związku z samą ciążą – za to jestem przekonana, że to pojawienie się Małego Człowieka będzie prawdziwą rewolucją.

#wybór

Ciąża uświadomiła mi, jak bardzo feminizm odpuścił sobie matki: tak bardzo skupiamy się na stale kwestionowanych prawach reprodukcyjnych, że trochę w tym wszystkim gubi się to, że przecież macierzyństwo to też wybór. Mam wrażenie, że problemy ciężarnych i matek zwyczajnie nieszczególnie kogokolwiek interesują. Na poziomie instytucjonalnym, systemowym, w macierzyństwie (a właściwie w rodzicielstwie) odbijają się najgorsze konsekwencje transformacji ustrojowej i polityka nastawiona na indywidualizm. Dziś opieka nad dzieckiem to prywatna sprawa i prywatny problem, np. pod względem liczby miejsc dostać się do żłobka jest porównywalnie trudno, co dostać się na wydział lekarski! Systematycznie ubywa we wspólnej przestrzeni miejsc dla dzieci i rodziców – dawne osiedlowe place zabaw stają się parkingami, a na nowych osiedlach co najwyżej straszą mikropiaskownice otoczone dwumetrowym płotem. Rodziny są w ten sposób marginalizowane, wykluczane w wersji „soft” – modne staje się reklamowanie restauracji, hoteli, czy wręcz całych osiedli jako miejsc wolnych od dzieci. Boli mnie pogarda, a nawet wrogość wobec kobiet w ciąży i matek – udawanie, że nie widzi się brzucha w komunikacji miejskiej, wykłócanie się o to, kto ma pierwszeństwo w kolejce, czy głupie, momentami wręcz obrzydliwe teksty o tym, że „ciąża to nie choroba”, „rozkładałaś nogi, to masz”, cały ten dyskurs o „madkach”, „wózkowych”, „pińsetplusach”. Niby o tym wiedziałam, ale dopiero własna ciąża uświadomiła mi dobitnie, że kobietom i matkom obrywa się równo, od prawa do lewa – na prawicy jesteś egoistką, która zamiast ku chwale ojczyzny rodzić armię małych Polaków wybiera karierę czy edukację, na lewicy – bo antynatalizm, klimat, przeludnienie. Nie dogodzisz.

OLGA GUZ

#sztukaodpuszczania

Olga uczy innych jogi i dobrego życia, a teraz sama przygotowuję się do nowej roli. Wyczekanej, ale jednocześnie wiążacej się z wieloma niewiadomymi. Niepewność to chyba jedno z imion rodzicielstwa, ktore daje o sobie znać już właśnie na etapie ciąży. Można w związku z tym albo pielęgnować w sobie lęki, albo podejść ze spokojem i zgodą na różne scenariusze – i taką drogę wybrała Olga. Codziennie ucząć się tego, że największą sztuką i prawdziwą transformacją może być nie przywiązywanie się, a puszczanie i odpuszczanie.

#sen

Podczas wakacji w Hiszpanii śniło mi się, że jestem w ciąży. Ze śmiechem opowiedziałam o tym przyjaciółce i dalej korzystałam z uroków wakacji. Można powiedzieć, że należycie pożegnałam się z winem i surowymi rybami. Zaraz po powrocie, przed pracą poszłam na zakupy – płyn do mycia szyb, podłogi, gąbki i… test ciążowy. Test zrobiłam zaraz po skończeniu zajęć online, a potem zaczęłam rozmawiać przez telefon i trochę zapomniałam o tym, że czeka na mnie w łazience. Gdy wróciłam sprawdzić wynik – poczułam szalone emocje! Koniecznie chciałam się tym z kimś podzielić, ale mojego chłopaka nie było jeszcze w Warszawie i zdecydowanie wolałam powiedzieć mu „na żywo” niż przez telefon. W końcu zmobilizowałam przyjaciółkę do oddzwonienia – po wysłaniu jej zdjęcia testu z dwoma kreskami (śmiech). Byłam zaskoczona, w końcu robiłam tych testów już kilka w życiu i nigdy nie widziałam pozytywnego wyniku. Z drugiej strony bardzo tego chciałam. Poczułam radość, ale też przerażenie i strach – wraz ze spełnieniem marzeń nadchodzą gigantyczne zmiany! Początki – to był najtrudniejszy moment. Nie wiedziałam, czy już się cieszyć, czy może lepiej na nic się nie nastawiać, żeby nie być zawiedzioną. Te pierwsze miesiące faktycznie mnie zaskoczyły, bo chociaż dużo myślałam (i czytałam!) wcześniej o ciąży i macierzyństwie, to ten temat wszystkich badań krwi, pierwszych USG i niepokoju, jaki się z tym wiązał, bardzo mnie zaskoczył. Mimo że „stało się”, to wciąż na tych wczesnych etapach jest dużo niepewności i niewiadomych.

#płynąć

Ogromnie chciałam zostać mamą i jestem bardzo ciekawa, jak odnajdę się w tej nowej roli. Z jednej strony mam w sobie sporo spokoju i wydaje mi się, że czekałam na to całe swoje życie, więc sobie poradzę, a z drugiej – czy aby na pewno? Zdecydowanie jest to mieszanka emocji, z przewagą ekscytacji. Ostatnio mam też trochę mętlik w głowie związany z wyprawką i organizowaniem nowej przestrzeni w naszym mieszkaniu, ale mimo braku decyzyjności to zdecydowanie przyjemny czas! Mam wrażenie, że ciąża, a potem macierzyństwo to ciągła nauka odpuszczania, i staram się odbierać tę lekcję sumiennie. Na szczęście moją pracą (i życiową ścieżką) jest joga i to właśnie na macie musiałam zacząć odpuszczać już w pierwszym trymestrze. Chociaż ego i ciało chciało więcej, to starałam się nie robić niczego na siłę. Tłumaczyłam sobie to właśnie tym, że może się okazać, że właśnie największą sztuką będzie się teraz nie przywiązywać i znacznie częściej puszczać. Ostatnio myślę o tym czasie jako o momencie transformacji i zmiany – pozwalam sobie na płynięcie z prądem. Jeszcze będzie czas, żeby znów mocno chwycić za stery.

#scenariusze

Aktualnie boję się połogu. Miałam też kilka miniataków paniki, które wiązały się z tym, że na jakiś czas przestanę pracować i stracę jakąś część kontroli i odpowiedzialności za swoje życie. Przez kilka ostatnich lat układałam sobie życie „pod siebie” i sporo mnie to kosztowało, a teraz przyjdzie mi prosić o pomoc i znów zacząć budować wszystko od nowa. Trochę się boję, a trochę nie mogę się doczekać! Jestem bardzo ciekawa – wszystkiego. Jak będziemy się czuć, jak będzie się nam razem żyło. Jak szybko wrócę do siebie, jak będzie się trzymało i przytulało Maluszka, jak będziemy wspólnie uczyć się nowego funkcjonowania. Trochę się boję, szczególnie tego czasu krótko po porodzie, ale mocno wierzę w to, że i tak wkrótce po będziemy razem wojować świat. Mam tu znów uczucia z początku ciąży: lepiej na nic się nie nastawiać i nie cieszyć na zapas, bo przecież coś może pójść nie tak. Nie lubię tej narracji i mimo że mam w głowie różne scenariusze – bardzo mocno wierzę, że będzie dobrze!

ANIA ZARZYCKA

#wzruszenia

Jako fotografka i po prostu wrażliwa osoba, Ania szczególnie docenia ulotne piękno chwil. Nawet gdy nie każdy dzień ciąży jest pełen ekscytacji i radości – świadomość cudu pod sercem i tego, na co się czeka, daje moc wzruszeń. A ukojenie i poczucie stabilizacji mimo codziennych zawirowań zapewnia wspierający „ten jedyny”. Co za wspaniała wspólna przygoda!

#burza

Początki ciąży nie były łatwe. Ten czas był dla mnie trudny zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po pierwszej euforii i szoku po potwierdzeniu ciąży dopadły mnie typowe dolegliwości – mdłości, senność, gorsze samopoczucie. Mocno odczułam burzę hormonów, byłam w słabszej formie psychicznej, w niektóre dni nie miałam kompletnie na nic ochoty, tylko leżałam w łóżku i płakałam. O ciąży dowiedziałam się pod koniec lutego, było ciemno i zimno, więc to też nie pomagało. Na szczęście mogłam przez cały ten czas liczyć na mojego narzeczonego Maksa. Jest wspaniały, bardzo mnie wspierał psychicznie w ciężkich chwilach, zawsze mogę na niego liczyć i przytulić się, kiedy jest gorzej. Na szczęście na samym początku drugiego trymestru wszelkie dolegliwości przeszły tak samo szybko, jak przyszły, i teraz myślę o córce codziennie i odliczam dni do porodu.

#nowina

Z dnia zrobienia testu pamiętam dużo nerwów. Niby wiedziałam, że to bardzo prawdopodobne, że mogę być w ciąży, było już kilka dni po spodziewanej miesiączce. Mimo to po zrobieniu testu wyszłam z łazienki na 15 minut i bałam się wrócić. Bałam się, że wynik nie będzie taki, jak oczekiwany, i będę zawiedziona. Tego samego wieczoru zrobiłam jeszcze drugi test i już byłam pewna. Maksa nie było w domu, oczekiwałam go jak na szpilkach, żeby podzielić się nowiną. Niestety, miał tego dnia problem z samochodem, musiałam po niego podjechać. Chciałam mu powiedzieć już po drodze, ale był zdenerwowany awarią auta, więc wolałam jednak nie psuć tej wyczekiwanej chwili. Wytrzymałam i powiedziałam mu dopiero w domu. Przez kilka dobrych dni nie mogło do nas dotrzeć, że to naprawdę się dzieje!

#relacje

Jesteśmy już oswojeni z tematem. Jest w nas dużo ekscytacji, ale też niepewności. Mam sporo obaw związanych z przyjściem córeczki na świat, jest to dla mnie zupełnie nowy rozdział w życiu. Ale jestem pewna, że razem sobie poradzimy i nauczymy się żyć nowym rytmem. Uważam, że najważniejsze to mieć wspierającego partnera, i na tyle ile się da – dbać też o relacje z nim. Ciąża wciąż mnie zaskakuje. Szczególnie wyczuwalne ruchy dziecka. Zupełnie się nie spodziewałam takich mocnych doznań, nieraz całkiem bolesnych. Z drugiej strony to niesamowite uczucie nosić pod sercem człowieka, którego się stworzyło z kimś, kogo się bardzo kocha. To zarazem takie ludzkie i normalne, ale też jest to prawdziwy cud! Łatwo się wzruszam i myślenie o tym cudzie mnie rozczula. Podobnie jak myślenie o porodzie. Czekam na te pierwsze sekundy „po”, jak już się poznamy z córeczką, zobaczę jej buzię i poczuję jej ciało na swoim. Nie mogę się też doczekać reakcji mojego Maksa. Myślę, że będzie to jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu.

*

Przyszłe mamy, jesteście tutaj? Jak jest u was – więcej lęku i niewiadomych czy radosnego wypatrywania przyszłości?

Inne historie przyszłych mam znajdziecie tutaj i tu.

Dodaj komentarz