mama w ciąży rodzew2021

Na nic konkretnego się nie nastawiam, jest za to we mnie wielka ciekawość #rodzew2021

Historie tegorocznych przyszłych mam

Na nic konkretnego się nie nastawiam, jest za to we mnie wielka ciekawość #rodzew2021
ARCHIWUM PRYWATNE

Z lękiem, niepewnością, ekscytacją, niecierpliwością. Tak patrzymy na siebie, swoje ciało i na przyszłość, będąc w ciąży. Bohaterki dzisiejszego odcinka cyklu #rodzew2021 przekonują, by przede wszystkim przejść przez ten czas świadomie. Z otwartością na emocje i zmiany.

Ciąża to zmienność na wielu polach. W ciele, w psychice, w relacjach. W naszym spojrzeniu na świat i oczekiwaniach co do niego. Przez te 9 miesięcy przechodzimy taką samą drogę, ale każda na swój sposób. Bohaterki dzisiejszej odsłony cyklu #rodzew2021 z racji ścieżki zawodowej i pasji w szczególny sposób, wyjątkowo uważnie przeżywają ten stan. Marianna czeka na pojawienie się pierwszego dziecka, a w drodze, tak jak na co dzień i w biznesie, krok w krok towarzyszy jej partner. Kasia, położna, po zatrzymaniu się w poczekalni zwanej niepłodnością, oczekuje na powiększenie rodziny – do starszej córki dołączy synek. Katarzyna z niecierpliwością wypatruje daty drugiego porodu, który chce przeżyć z pełną świadomością, tak jak uczy tego kobiety na swoich warsztatach.

MARIANNA GIERSZEWSKA

#prezent

Aktorka, autorka, aktywistka ciałomiłości. Na swoim profilu na Instagramie i podczas prowadzonych kobiecych warsztatów pokazuje, jak kochać siebie i jak tę miłość pokazywać sobie na każdym kroku. Ona tę lekcję już odrobiła, dzięki czemu podczas ciąży z pokorą, wdzięcznością i zachwytem patrzy na wszystkie zmiany.

#pytania

Uważam się za osobę mocno skontaktowaną ze swoim ciałem, więc kiedy zauważyłam zmiany w nastrojach, spóźniającą się o kilka dni miesiączkę, mniej energii, tkliwe i bolesne piersi – wiedziałam, że chodzi o coś więcej. Moja pierwsza myśl po zobaczeniu wyniku na teście? Chyba nie jestem w stanie jej złapać we wspomnieniach. Miłosz, mój mąż, bał się, że żartuję, nie wiedział, czy mówię poważnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy, wyciągnęłam w jego stronę test i zaczęliśmy razem płakać ze szczęścia. Nie to, że zaszklone oczy – normalny, regularny płacz. I tak sobie staliśmy przytuleni. Po chwili zaczęłam zadawać na głos mnóstwo pytań, na które żadne z nas nie znało odpowiedzi. Z całą pewnością jest masa rzeczy, których jeszcze nie wiem, ale jako para mamy jedną, najważniejszą zasadę: zaufaj.

#przygotowania

Poród mamy już w pełni zaplanowany. Z powodu mojej stomii (ileostomia) potrzebowałam dodatkowych badań proktologicznych i chirurgicznych, które kwalifikowałyby mnie do porodu naturalnego. Na szczęście od każdego lekarza mam zielone światło, więc taki jest nasz plan porodu: naturalny, bez znieczulenia. Bardzo bym sobie tego życzyła. Ale oczywiście będziemy działać z tym, co stanie się po drodze. Mam w sobie ogrom zaufania: do siebie, do małego, do Miłosza, do świata, do personelu medycznego. Wszystko będzie dokładnie tak, jak ma być. Jedyne, przy czym pozostajemy twardo, to położna, która będzie ze mną od początku do końca porodu. Kobieta, która zna moje ciało, zna moje przygotowanie do porodu, dba o mój komfort i potrzeby. Przy porodzie bardzo chciałby być także mój mąż. To jest ważne i dla niego, i dla mnie. Miłosz jest moim ogromnym wsparciem – nie tylko teraz, w czasie ciąży, ale w ogóle, w życiu. Prowadzimy razem firmę, mamy masę wspólnych projektów, psy, dom, życie… Taki wspólny poród jest dla nas kolejnym, bardzo naturalnym krokiem. Jak to mówi Miłosz: „Nie wyobrażam sobie, żebyś przez narodziny przechodziła sama. To twój wysiłek, ale wspólne doświadczenie. Jeśli tylko pozwolisz, będę przy tobie od początku do końca”.

#ciało

Czuję ogromną wdzięczność, ten czas przyszedł do mnie jako wielki prezent. Jest mi lekko i dobrze. Przyglądam się zmieniającemu się ciału z wdzięcznością i pokorą. Ta ciąża pokazuje mi mądrość ciała każdego dnia. Jestem po dwóch operacjach i od zawsze patrzyłam na ciało jako na niezachwianą prawdę o nas i naszym człowieczeństwie. Bo ciało, ze wszystkimi pięknymi nieperfekcyjnościami, opowiada historię. Najprawdziwszą i najbardziej autentyczną opowieść naszego życia. Teraz na to ciało spojrzałam jeszcze inaczej: dotyka mnie głęboko myśl, że nasz syn zrodził się z momentu miłości, z iskry wzajemnego oddania. Całe doświadczenie ciąży, jakkolwiek pretensjonalnie to nie zabrzmi, jest cudem. Ciało wie dokładnie, co i kiedy zrobić, żeby pomóc mi przygotować się do dnia narodzin małego. Mam takie poczucie, że ono dobrze wie, co robi – najlepsze, co mogę więc robić ja, to po prostu nie przeszkadzać. To wszystko jest większe niż może objąć umysł. Ale jest zaskakujące i, w swojej intuicyjności, wspaniałe. Z ufnością patrzę w przyszłość. Czekam z ekscytacją na pierwsze chwile razem, gdy poczuję małe ciało na swojej skórze, gdy poczuję zapach syna – mam dreszcze na samą myśl o tym! Ten czas wyobrażam sobie jako naukę. Będę pokornym uczniem. Będziemy się poznawać i docierać. Na nic konkretnego się nie nastawiam, jest za to we mnie wielka ciekawość.

KATARZYNA PŁAZA-PIEKARZEWSKA

#zwrotyakcji

Położna Kasia, która z czułością i empatią opowiada o ciąży, porodzie i noworodkach. Jej konto to źródło rzetelnej naukowej wiedzy i dużo historii z życia. Również historii trudnych, w tym o własnym doświadczeniu niepłodności. Kasia z typowym dla siebie optymizmem patrzy w przyszłość i czeka na happy end.

#zaufanie

O tym, że jestem w ciąży, dowiedziałam się od… męża. Ustaliliśmy, że to on odczyta wynik, bo w ostatnim czasie nie miałam szczęścia do testów. Od razu poczuliśmy przypływ wielu emocji. Radość, niedowierzanie, ale też lęk. O rozwijające się dziecko, o nasze życie z dwójką. Myślę, że wszystkie wątpliwości rodzą się po coś. Szukam w głowie rozwiązań, myślę o tym, jak poradzić sobie z niemowlakiem i starszą córką. I liczę na to, że rozwiązania będą do mnie przychodzić w życiu, na bieżąco. Mam nadzieję, że przy tym szukaniu przestrzeni na potrzeby dwójki, starczy też uważności na siebie i męża, a doba ma tylko 24 godziny. Mam w sobie jednak dużo ufności. Myślę, że jedną dużą lekcję przed ciążą dało mi spotkanie z niepłodnością. Leczenie. Pokora przed tym, co ma się wydarzyć. Mimo wszystko pielęgnowałam tę ufność w sobie. A dodatkową lekcją pokory była pandemia. Dużo trudnych decyzji było podejmowanych w takim zaufaniu, że wydarzy się to, co ma się wydarzyć. Myślę, że trudny czas jest taką właśnie lekcją o zaufaniu, że w rezultacie wszystko będzie dobrze.

#poczekalnia

Od zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. Musiałam jednak zatrzymać się w poczekalni zwanej niepłodnością. Gdy pojawiła się na świecie córeczka, niemal od razu chcieliśmy ponownie zostać rodzicami. Niestety nie było to łatwe – kolejne dziecko się nie pojawiło. Jak odchowałam trochę córeczkę, to uznałam, że skupię się na zawodowym aspekcie i takim zawodowym rokiem miał być 2020, zresztą zaczął się bardzo owocnie. Dużo rzeczy realizowałam i w Internecie, i pracując w szpitalu. Później zamieszała bardzo pandemia. Zmieniła wiele w codzienności i organizacji życia, której dopiero się uczyłam. W trakcie pandemii podjęłam też decyzję o skupieniu się na swoim zdrowiu. I z perspektywy widzę, jak ważne było to, aby wybrać priorytety. Czułam, że czeka na nas jeszcze dziecko. Były różne zwroty w tej historii. Wakacje dały powiew normalności, a ja powoli wracałam do dawnego życia. Pomimo tego przeczucia – starałam się nie skupiać na tej kwestii, nie podporządkowywać jej życia. Czasami pary zmagające się z niepłodnością „zatrzymują się w życiu”, ich „życie traci sens”. To jest bardzo trudny moment i warto otworzyć się wtedy na pomoc. Znaleźć osobę, która może być wsparciem, np. też starającą się o dziecko lub psychoterapeutę. Bądź lekarza, który pokieruje w tym, co robić, i przygotuje plan działania. Mnie na początku bardzo pomagały książki poruszające temat niepłodności. Życzę wszystkim parom pragnącym dziecka, by ich marzenie się spełniło. Dla nas nieoczekiwanie rok 2020 zakończył się szczęśliwie, bo pod sercem zamieszkała mała osóbka, na którą długo czekaliśmy.

#wswoimrytmie

Mam nadzieję, że mąż będzie mógł być przy mnie w czasie porodu. Bardzo chcemy przeżyć to razem. Natomiast jest jeszcze starsza córka, która potrzebuje opieki. Przez zmiany w szpitalach i ogólną sytuację plany na wielu płaszczyznach się komplikują. Nie mamy jednego, skrupulatnie przygotowanego planu. Raczej układamy sobie w głowie różne scenariusze, uwzględniając to, że jest pandemia i że już jesteśmy rodzicami. Staram się zostawić taką przestrzeń na to, że wszystko dzieje się swoim rytmem. Skupiam się na tu i teraz, z zaskoczeniem patrzę na samą siebie – z pierwszej ciąży nie pamiętam takiej senności. Miałam też zupełnie inne zachcianki – teraz zamiast soku grejpfrutowego wybieram ciepłe kakao. Ze wzruszeniem obserwuję, jak córka staje się starszą siostrą. W pierwszych dniach po informacji o ciąży chodziła wszędzie z lalą-bobasem i dopytywała, kiedy pojawi się dzidziuś. Przed każdą moją wizytą u lekarza pyta, czy wrócę z dzidziusiem. Jest teraz bardzo troskliwa. Jak złapał nas deszcz i po powrocie do domu zdjęłam przemoczoną sukienkę, przyniosła chustkę i okryła mój brzuszek, by jej rodzeństwo nie zmarzło.

KATARZYNA STEFANIA ZALEWSKA

#wizjanarodzin

Historię pierwszego porodu Kasi możecie przeczytać tutaj. Jak będzie tym razem? Jako prowadząca warsztaty dla ciężarnych i mama z doświadczeniem porodu bardzo świadomie patrzy na swój stan i kreuje wizję drugiego porodu. Rodzisz tak, jak się kochasz – mówi i przekonuje do tego inne rodzące.

#niewiadome

Dwie kreski zobaczyłam pod koniec 6-tygodniowej podróży do Brazylii. Byłam bardzo zaskoczona i pełna strachu. Moja córeczka miała wtedy 1,5 roku. Ja wreszcie zaczynałam czuć, że robi dla mnie trochę przestrzeni, że mogę mieć więcej miejsca na siebie w innym aspekcie niż macierzyństwo. A tu bum – ciąża! W tamtym momencie świat mi się na chwilę zawalił. Potrzebowałam nieco czasu, by przetransformować te emocje w akceptację i zaufanie. Michał jest od początku bardzo poruszony i podekscytowany. Szczególnie tym, że będzie miał syna, ponieważ ma już dwie córki. Fascynuje mnie, że tym razem czekamy na chłopca. Zupełnie nie umiem sobie wyobrazić, jak to będzie mieć syna. Zwyczajnie nie mogę się doczekać, aż go poznam, czuję, że otwiera się zupełnie nowa sfera doznań. Z drugiej jednak strony, zakradają się jakieś straszki o ilość obowiązków, która nas czeka w naszym i tak już gęsto zaludnionym życiu rodziny patchworkowej… Najbardziej boję się nieprzespanych nocy. Brak snu budzi moją wewnętrzną jędzę… To jeden z niewielu kawałków, których w sobie nie lubię.

#wiedza

Już w pierwszej ciąży tematyka okołoporodowa bardzo mnie fascynowała. Jakaś część mnie czuła, że uczę się tego wszystkiego nie tylko dla siebie. Po urodzeniu Inki zaczęłam robić pierwsze kręgi o porodach domowych i lotosowych, ale dopiero druga ciąża pozwoliła mi otworzyć się na szersze działania w tej dziedzinie. Zaczęłam współtworzyć wydarzenia z innymi kobietami (doule, położne, kobiety które rodziły w domu) i pracować indywidualnie z ciężarnymi. Druga ciąża odpaliła we mnie ogromne poczucie misji. Zaczęłam tworzyć warsztaty •ART OF CREATION• świadoma wizja narodzin, dedykowane wszystkim przyszłym mamom otwartym na pogłębianie wiedzy okołoporodowej. Mocno wierzę, że pokój na świecie zaczyna się w porodzie, działam więc aktywnie, aby zmieniać i transformować wizje porodu, poszerzać świadomość w tym temacie.

#ekstatycznyporód

Tak jak poprzednim razem, oczywiste dla mnie jest, że rodzić będę w domu, przy wspierającej obecności mojego partnera i położnej. Przy pierwszym porodzie najważniejsza była dla mnie obecność Michała. Teraz czuję, że równie mocno potrzebuję kobiecego wsparcia, rozważam zaproszenie douli. Dużą uważność przykładam do zaaranżowania domowej przestrzeni. Widzę poród jako bardzo intymne doświadczenie, przygotowuję się do niego jak do wymarzonego seksu. Świece, piękny zapach, spokojna muzyka. Ważnym elementem jest woda, chcę urodzić w wannie lub basenie porodowym. Przy drugim porodzie mogę jeszcze bardziej świadomie podejść do przygotowań, bo już nieco wiem o tym, jak być może, ale też jak być nie musi… Coraz bardziej otwieram się na kreowanie wizji ekstatycznego porodu, coraz głębiej rozumiem, że jest to dostępne dla każdej, która zechce spróbować. Wszystko, czego uczę się na ten temat, wskazuje, że marzenie o takim porodzie wymaga bardzo dokładnego przygotowania na każdym poziomie: od fizycznego, przez emocjonalny, aż po duchowy. Dokładam więc wszelkich starań, by dbać o wszystkie te sfery. Moje ciało ma jednak pamięć bólu z pierwszego porodu, zdaję sobie sprawę, że teraz może się to powtórzyć. Czuję, że jeśli jest cień szansy na poród orgazmiczny, zrobię wszystko, by choć spróbować… W myśl zasady: jeżeli nie szukasz innych opcji, po prostu ich nie masz.

Jak jest u was – udaje się, mimo wielu niewiadomych, przejść przez czas ciąży świadomie? Jakie emocje w sobie macie?

Inne historie przyszłych mam znajdziecie tutaj i tu.

Dodaj komentarz