Okiem Olgi, mamy Tadka

O tym, jak być mamą alergika

Podrażniona skóra, a na niej bolesne zmiany, nieustanny katar, nebulizacje i niemal bez przerwy chore uszy... Alergia u maluszka to trudność, z którą styka się wiele z nas. Styka się i często jest wobec niej bezradna – bo alergię można zdiagnozować dzięki testom IgE, ale określić listę alergenów już trudno. Dzieci rosną, zmieniają się. Raz uczula jedno, raz drugie, czasem reakcja przychodzi po wielu dniach od styczności z alergenem... Swoimi sposobami dzieli się z nami Olga i Tadek.

Z tą dwójką czujemy się redakcyjnie niemal spokrewnione. Olga Świątecka to siostra naszej ulubionej fotografki, Ewy Przedpełskiej – i również przyjaźni się z aparatem. Jej synek mierzy się z różnymi trudnościami: atopia, pokrzywki, wysypki, zaczerwienienia pokarmowe… Na szczęście nie ma astmy, w którą często przechodzą uczulenia.

Olga powiedziała nam ciekawą rzecz: – ponieważ w badaniach nie udało nam się jeszcze potwierdzić ani wykluczyć konkretnych alergenów, więc nasza nauka siebie nawzajem nie różni się szczególnie od tego, co robi większość zaangażowanych rodziców. Codzienność to dużo obserwacji, prób i błędów, trochę podejmowania ryzyka. Mały funkcjonuje swobodnie, po prostu z jego środowiska pojedynczo, pod okiem alergologa, eliminujemy „podejrzane” produkty.

Co wspiera ich na co dzień? Zobaczcie:

*
ORGANICZNE TKANINY

W naszym domu jest dużo natury, ale nie wszystkie rośliny mogą tu swobodnie pylić (apsik!). Przytulność i zdrowie dają nam więc tkaniny, które wkładamy na siebie i którymi owijamy się bycząc w łóżku, czy leżąc na podłodze i budując tory. Pościel, ubrania, pledy, koce, poduchy – też nie w przesadnej liczbie, by nie zbierać kurzu. Stawiamy na to, co z pewnego źródła i co dobrze oddycha – organiczną bawełnę, lyocell czy len. Dzięki temu, skóra Tadka nie jest dodatkowo podrażniana potem i sztucznymi barwnikami. Tyczy się to zarówno ubrań, jak i pościeli, pod którą u Tadzika leży materac z naturalnego lateksu i kokosa. Pranie to nasza codzienność, a wyższa jakość tekstyliów oznacza, że możemy prać do upadłego, korzystać z ubrań starszaków w rodzinie i nie musimy ich mieć zbyt dużo. Bodziaki Dear Eco prędzej potraciłyby swoje bezniklowe napy, niż nas jako konsumentów;). Bawełna organiczna PIMA jest idealna dla zaczerwienionej, suchej, a niekiedy i pękającej skóry. Ubranka Dear Eco są miękkie, trwałe i proste, więc pasują do wszystkiego, np. jednolitego COODO. Ważne jest też to, co my mamy na sobie – bo dwulatek to mały koala.

 

*
WEŁNA MERINO

Z doświadczenia wiemy już, że Tadzik nie jest uczulony na lanolinę, dlatego w domu i w podróży (jak prawdziwi #merinofreaks) korzystamy na potęgę z wełny merino. I to przez cały rok – latem i zimą, co ułatwia nam fakt, że najczęściej bielizna wełniana jest jednobarwna (można zlać się z tłem lasu i śpiwora) lub pięknie zdobiona (nic tylko nosić). Polskie Paterns z ręcznie projektowanymi wzorami to nasze ulubione ciuchy w szafie Tadka. Wełna to jednak białko, więc choć może uczulać, u nas ma odwrotny efekt – cieniutka, chłonąca wodę i utrzymująca temperaturę tkanina z naturalnymi właściwościami bakteriobójczymi przynosiła ulgę skórze Tadka nawet w najtrudniejszym wysypkowym okresie.

*
SPRAWDZONA PIELĘGNACJA

Emolienty, kremy i emulsje to nasz chleb powszedni, a raczej kawior – bo w ilości w jakiej korzystamy, słono nas kosztowało sprawdzanie i szukanie garstki marek, którym teraz ufamy. Kluczowa w wyborze była pewność składu i wydajność. W przypadku kremów, często zależało nam na tym, by były prawdziwie natłuszczające – a więc np. na bazie olejów lub cholesterolu. Cała linia z nagietkiem Weleda ładnie podsusza podrażnienia i działa regenerująco w kontakcie ze słońcem. Emolium i Mediderm to również stali goście w naszej łazience, bo mają linie przeznaczone dla osób z AZS. W podróży zawsze musimy mieć kosmetyki dla Tadka. Organiczna Alphanova jeździ z nami w trasy, bo oprócz naturalnego składu, ma też wygodny dozownik.

Pielęgnacja tyczy się także w dużej mierze ochrony skóry Tadka w styczności z powierzchniami, które wymagają czyszczenia detergentami. W naszym domu nie ma takich mebli wolnostojących, pod które nie da się wjechać mopem. I w tym przypadku, u nas mniej, znaczy więcej. Wybieramy środki czystości pewne i bezpieczne dla środowiska, a więc i dla dzieci. Mój ulubieniec to płyn uniwersalny Yope, bo jest… uniwersalny. Przecieram nim blat kuchenny kilka razy dziennie, potrafi zetrzeć ślady rączek z okna, obiad z krzesełka i mazak z czoła. A pozostałe środki czystości idą w ruch bardziej okazjonalnie i na stałe stoją zamknięte w szafce z kluczem w tajnym pomieszczeniu gospodarczym.

*
DOBRO W KUCHNI

Nie chowamy Tadka pod kloszem. Długo uczył się, żeby nie jeść piasku garściami, pies mu stopę lizał pierwszego dnia po wyjściu ze szpitala, przymykaliśmy oko na podwórkowe wymiany bidonów i podążaliśmy za mądrymi radami (np. nie wprowadzać nowych produktów do diety, bezpośrednio po szczepieniu, by nie wywołać reakcji obronnej). A mimo to u Tadka występują reakcje na pokarmy. My nie jesteśmy alergikami, więc jak to? Staramy się całej rodzinie ułatwiać codzienność – jesteśmy rygorystyczni tam, gdzie mamy jasność, że kontakt szkodzi Tadkowi (białko krowie, pomidory, kiwi, barwniki). Stawiamy więc na roślinne zamienniki mleka, pijemy głównie wodę i stosujemy najprostszą zasadę: wiem, co jem. Na początku zmagaliśmy się z tym, bo przecież jak to bez jogurtu, bez sera, bez cytrusów, owsianka na wodzie spoko, ale jajecznica bez masła?! Z pomocą przyszła seria kaszek i liofilizowanych owoców Czary Mamy, którą testowaliśmy już w sierpniu w podróży rowerowej po Norwegii i które Tadek wtedy pokochał. To naturalne drobne kasze z wszystkich możliwych zbóż, które gotuje się tylko 3 minuty i łączy z dowolnie dobranym sproszkowanym niebem w gębie. Owocowy pyłek nie dość, że smaczny, to jeszcze w pracy na luzie uchodzi za róż i cień, jeśli Mały za mocno przytuli się na do widzenia.

 

*
ZABAWA BLISKO NATURY

Nie jesteśmy święci, mamy w szafce gadającego krokodyla, pudło Duplo, a nawet 3 świecące auta na baterie. Ale zasadniczo na wakacje jedzie z nami tylko piłka, a zabawki, którymi się otaczamy w domu (w dużej mierze drewniane) są bliskie idei dbania o planetę i trwalsze od plastiku. Łatwo opłukać je z kurzu lub przetrzeć chusteczkami. Dużo korzystamy z wody (też w duchu zrównoważonego rozwoju). Woda zamiast chemii najlepiej sprawdzała nam się przy higienie Tadka już od dnia narodzin. Poza domem, w torbie, schowku samochodu, wózku – mamy WaterWipes, po których nic się nie klei i których skład rozumiem. Wiele mokrych chusteczek jest perfumowanych i buzia Tadka potrafiła z brudnej zmienić się po nich w czerwoną. A WaterWipes to woda i ekstrakt z grapefruita – ja to kupuję. Z wody korzystamy także kreatywnie: farby i mazaki na bazie wody to lepsze rozwiązanie dla alergika. Dodasz do niej sody oczyszczonej i gotowa naturalna masa, fajniejsza niż modelina. Przydaje się też przy zabawie w wannie.

 

*
NA PRZEKÓR ROZTOCZOM I UTARTYM SCHEMATOM

Nie separujemy synka na wszelki wypadek. Zrezygnowaliśmy z pomysłu posiadania wykładzin, ale nie wyobrażam sobie w domu braku kanapy czy hasania po nietapicerowanym łóżku z dwulatkiem, który jest taką torpedą, że potrafi rozbić czoło o własne kolano. Unikamy sterylnych warunków, bo one mogą sprzyjać rozwojowi alergii. Często jesteśmy przecież poza domem i nasza kontrola ogranicza się niemal wyłącznie do diety. Więc choć nie mamy na półkach pluszaków, książki, które nie są stale w użytku – leżą, królują drewniane klocki – to Tadek chyba jeszcze nie zauważył, że coś jest inaczej, a naszym najbliższym nie musimy się zapowiadać z wizytą, by wytarli kurze w zamrażalniku. Od kiedy T. jest na świecie, mamy swoje patenty: odkurzacz odkurza, gdy nas nie ma (codziennie), temperatura w naszym mieszkaniu to około 22 stopnie – i nie cieplej (roztocza lubią ciepełko) – a zimą mrozimy materace na balkonie. W pokoju Tadka, gdzie często bawimy się na podłodze wylądował jednak w końcu tkany na płasko, a więc łatwy w codziennym odkurzaniu, wełniany dywan.

Na koniec Olga przyznała, że nie ma przepisu idealnego na dom alergika (bo każde dziecko reaguje inaczej na kontakt z alergenami): – Obecne atopie to cecha Tadka. Ma też blond włosy i śmieje się z moich żartów. Zakładam, że ze wszystkich powyższych wyrośnie najpóźniej w okresie dojrzewania.