Ojcostwo? Czarna magia!

Artur i Ignacy na końcu świata

Droga do Łanu Sztuk prowadzi przez tak malowniczy teren, że ma się ochotę zatrzymać samochód i wyłączyć nawigację. Wysiąść i zapatrzyć się w horyzont warmińskich łąk i pagórków, poczuć się jak na końcu świata, udając, że właśnie tu nagle urywa nam się zasięg telefonu. Zimowe hygge? Dziś wypiję niejedną kawę w towarzystwie dwóch fajnych facetów w bardzo klimatycznym domu.

Ostatnio byłam tu latem i dobrze pamiętam jak moje dziecko zgubiło gdzieś sandały bawiąc się w labiryncie, czyli w polu kukurydzy. Dziś podglądam niedzielny poranek Artura, Elizy i Ignacego właściciela najbardziej anielskich loków w okolicy. W pole kukurydzy przez zaspy śniegu się dziś nie wybieram, zdecydowanie wolę zaszyć się w tym ciepłym i przytulnym domu i porozmawiać z Arturem jak to jest być tatą siedmiolatka. U progu słyszę, że ojcostwo to czarna magia, ale ta dwójka nie potrzebuje żadnych magicznych zaklęć i ksiąg, by budować ze sobą wyjątkową relację.

Jesteś projektantem. Mam wrażenie, że równie dobrze odnajdujesz się tworząc projekt w Photoshopie, jak i wycinając pole pokrzyw czy reperując dach. Jak się tu znalazłeś pośród pól i lasów?

W Starym Kawkowie pojawiłem się w 2005 roku, to były świetne czasy dla tej okolicy, przewijało się tu w tamtym czasie mnóstwo ciekawych ludzi, trwał Festiwal Ręką Dzieło i Wioska Teatralna Węgajty. Świetnie się tu czułem. Poznałem wtedy Elizę. Dziś jest tu trochę inaczej, ale dobra energia miejsca nie wygasła, nadal ludzi coś tu przyciąga.

Na co dzień bardzo sobie cenię to, że mogę na chwilę zostawić projektowanie, złapać za łopatę i popracować fizycznie. Kontakt z naturą i prace w gospodarstwie pozwalają odpocząć od pracy graficznej, uwalniają umysł od blokad. Działa to też w drugą stronę, jestem grafikiem od wielu lat, pracuję jako dyrektor artystyczny dla dużych korporacji, co wiąże się z częstymi wyjazdami. Bycie gdzieś pomiędzy pędem, a prostotą życia pozwala mi zachować zdrową równowagę.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ucieczka z wielkiego miasta? Zawsze w duszu wam grała wieś, własny dom?

W naszym przypadku chyba niekoniecznie określa nas ucieczka z miejsca do miejsca, czy nawet samo miejsce. Nasz dom jest taki jaki jest, bo jest Nasz. Myślę, że gdybyśmy mieszkali na poddaszu w Paryżu, to salon wyglądał by podobnie jak ten tu, na wsi. Zaczęliśmy prowadzić agroturystykę w 2006 roku, nie uciekaliśmy z miasta, poznaliśmy się rok wcześniej i mieliśmy wtedy po dwadzieścia kilka lat, nie traktowaliśmy wtedy agroturystyki poważnie, jako młoda para byliśmy skupieni na sobie.

Tworzyliście to miejsce w innych czasach…

Tak, gdy nie było tu internetu, nie mieliśmy komórek, auta a nawet prawa jazdy! Nie mieliśmy nawet pojęcia jak długo będziemy to robić. W międzyczasie mieszkaliśmy trochę w Warszawie, Łodzi, podróżowaliśmy. Wydaje mi się, że to co udało nam się tu stworzyć przez te lata, to miejsce, które dla nas jest domem a dla naszych gości-przyjaciół miejscem wytchnienia. Cieszy nas to, gdy ktoś wraca i czuje się jak u siebie, ma swój ulubiony pokój, fotel, miejsce na werandzie.

Niby 20 minut od Olsztyna, ale czuję się u was trochę jak na końcu świata. To nie tylko ten krajobraz za oknem. Naprawdę macie inny rytm życia. Łatwo jest z piątego biegu, „miastowego” zredukować do jedynki?

Na pewno miasto i wieś to inne prędkości, ale nie jestem pewien czy wiejskie życie to redukcja do jedynki. Mamy dosyć mocno wypełniony dzień, nawet poza sezonem. W naszym otoczeniu nie ma aż tylu bodźców co w mieście i to na pewno sprawia, że codzienność jest bardziej „slow”. Ale ilość codziennych obowiązków i odległości do pokonania powoduje, iż dzień na wsi jest równie intensywny co w mieście. To że mamy Łan Sztuk pozwala nam się codziennie zregenerować, tu dużo łatwiej zatrzymać się, popatrzeć w niebo, usiąść i złapać oddech.


Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wasz rytm wyznacza nie tylko grafik sezonu agroturystycznego. Dzień kręci się też wokół waszego syna. Opowiedz o pierwszym spotkaniu z Ignacym, gdy zdałeś sobie sprawę „jestem tatą”!

Byłem przy porodzie, widziałem jak pierwszy raz otwiera oczy i łapie pierwszy oddech. Ja chyba nie do końca odbieram bycie tatą tak jak to jest w dzisiejszych czasach przedstawiane. Poczucie odpowiedzialności za dziecko pojawiło się gdy Eliza jeszcze była w ciąży. W okresie niemowlęcym opiekujesz się zarówno żoną jak i dzieckiem… przez kilka miesięcy chodzisz niewyspany, a gdy mały zaczyna stawiać pierwsze kroki tęsknisz za czasami, kiedy byłeś tylko niewyspany. Szczerze mówiąc, to jestem bardziej kumplem niż ojcem.

Był strach? Niektórzy porównują to do życiowej rewolucji.

Dziś Ignacy ma już siedem lat i szczerze mówiąc nie pamiętam jak wyglądał świat bez niego. Ale strachu nie było, raczej zniecierpliwienie, bo Ignacy urodził się 10 dni po terminie (śmiech).

Szukaliście waszej rodzicielskiej drogi, radziliście się doświadczonych, czy daliście życiu samemu się poukładać i wejść na nowe tory?

Gdy pojawił się Ignacy wszystko poukładało się naturalnie. Oboje z Elizą jesteśmy buntownikami i na pewno w tamtym okresie dostawaliśmy mnóstwo dobrych rad, ale i tak wszystko zawsze robimy po swojemu. Chyba intuicyjnie wybieramy bardzo proste rozwiązania, nie kombinujemy przesadnie. Jak pojawia się problem, to szukamy przyczyny i szybko naprawiamy temat. Nie brzmi to jak super przepis na wychowywanie dziecka, ale w naszym przypadku, to jedna z metod, która się sprawdza.

Odnajdujesz coś z własnego taty w sobie?

Urodziłem się w połowie lat 80. w Rosji, dzieciństwo spędziłem z rodzicami w Soczi, moje wspomnienia z tamtych czasów przypominają kadry z teledysku do Lambady. Mój ojciec był artystą i to on uczył mnie rysować. Rodzice wspierali mnie i pomagali rozwijać talent. Gdy zamieszkaliśmy w Polsce wiele czasu spędziłem z dziadkami, wychowałem się w domu, gdzie spotykały się różne kultury, poglądy i religie. Od małego porozumiewałem się w trzech językach, to na pewno miało duży wpływ na mnie i na to jak wychowuję Ignacego.


Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wasz dom. Pełen przedmiotów z duszą, kolekcji starych aut, przeróżnych znalezisk na targach staroci. Prowadzicie otwarty dom, pełen gości, często waszych przyjaciół. Jak w tym odnajduje się Ignacy?

Ignacy wychowuje się w nietypowym domu, w ciągu roku niewiele jest dni, gdy jesteśmy sami jako rodzina. Na pewno ma to na niego wpływ! Myślę że to, iż spotyka tak wiele osób, w pozytywny sposób rozwija jego charakter. Większość naszych gości przyjeżdża do nas co roku, więc nie są mu obojętni, traktuje ich jak przyjaciół. Bardzo często wchodzi w rolę gospodarza i przejmuję inicjatywę namawiając kogoś na spacer po lesie lub wyjazd nad jezioro. Na pewno brakuje nam tu wielu dobrodziejstw, które oferuje miasto, ale myślę, że Ignacy ma tu magiczne dzieciństwo.

No właśnie, Ignacy ma plac zabaw przed domem, nie musi wyjeżdżać na przysłowiowe sielskie wakacje do babci na wsi, by potaplać się w błocie czy zgubić w polu kukurydzy. Opowiedz, co ostatnio lubicie razem robić w duecie ojciec-syn.

Od zawsze spędzamy wspólnie czas rysując. Chodzimy też do kina na filmy z seri Marvel i oczywiście Star Wars, a co za tym idzie zbieramy figurki. Od zeszłego roku Ignacy czyta komiksy i rysuje znanych mu bohaterów, dzięki czemu czerpie jeszcze większą przyjemność z rysowania i malowania.

W tym miesiącu dużo mówimy o wsparciu. Czy wsparciem dziecka, tak kochającego wolność i naturę, jest też decyzja o nie wysłaniu go do szkoły w mieście?

Mieszkając w Łodzi mogliśmy bliżej przyjrzeć się różnym metodom edukacji szkolnej i przedszkolnej. W tamtych czasach powstała tam szkoła wolnościowa, było też już kilka placówek wykorzystujących metodę Montessori. Dla mnie edukacja domowa, to głównie nie przeszkadzanie Ignacemu w naturalnym rozwoju i wspieranie go w rozwijaniu pasji. Niech robi w życiu to, co lubi. Dzieci jeśli są w dobrym nastroju same się uczą, wystarczy im nie przeszkadzać. Przykro mi, że szkoła w dzisiejszych czasach nie oferuje niczego, co wzbudziłoby moje zaufanie. Wiem niestety doskonale, jak czuje się zdolne dziecko w szablonowym programie szkolnym.


Wybraliście home schooling. Nie jest to metoda dla leniwych rodziców, wbrew temu co niektórzy myślą. Jak wam się sprawdza?

W naszym przypadku na wybór edukacji domowej złożyło się wiele czynników. Oczywiście pierwszy powód to wspieranie naturalnego rozwoju Ignacego, nie umiałbym odebrać mu tego, co ma na co dzień w domu – wolności. Przez ostatni rok przedszkola interesowaliśmy się jak wygląda poziom i sytuacja w okolicznych szkołach i braliśmy pod uwagę wiele rozwiązań. Ostatecznie postanowiliśmy, że nie wyślemy Ignacego do szkoły. Pozwala nam to dostosować plan związany z nauką do potrzeb Ignacego oraz rytmu w jakim żyjemy, a nie odwrotnie. Muszę dodać, że mam osobisty żal do „szkoły” i nie lubię tej instytucji.

Myślisz, że Ignacy za czymś tęskni? Czy teraz jest wasz czas zimowego spokoju, wytchnienia?

Nasz dom jest otwarty jako agroturystyka sezonowo i faktycznie w okresie wiosenno-letnim dzieje się najwięcej, ale w Łan Sztuk gości mamy cały rok. Odwiedzają nas przyjaciele wraz ze sporą gromadką dzieci, z którymi Ignacy chodził do przedszkola i na zajęcia plastyczne w Łódzkim Muzeum Kinematografii. Poza tymi przyjemnymi momentami, jesień i zima to okres, w którym dużo uwagi poświęcamy gospodarstwu. To czas na remonty w domu, porządki.

Co jest dla ciebie najtrudniejszego w byciu ojcem?

Mam nadzieję, że jestem dla Ignacego najlepszym przyjacielem, ale bycie „ojcem” to dla mnie czarna magia. Chyba najtrudniejsze jest podejmowanie decyzji. Czasem ciężko mi wybrać, co będzie dla niego lepsze, bo sam czuję się dzieckiem. Ale na szczęście tam, gdzie ja się waham, Eliza zawsze wie co zrobić (śmiech).

Tworzycie tu z dalszymi sąsiadami (Kwaśne Jabłko) enklawę rodziców zajmujących się agroturystyką. Organizujecie też pole piknikowe, warsztaty dla dzieci latem. Jakie macie plany na 2019?

Przed naszymi rodzinami duże wyzwanie, pogodzenie prowadzenia agroturystyki i wychowanie dzieci w edukacji domowej. To super, że mamy siebie nawzajem w sąsiedztwie. Bez wzajemnego wsparcia na co dzień byłoby ciężko. Plany na ten rok są proste, chcemy by w Łan Sztuk nasi goście czuli się jak w domu i wypoczęli, a na Piknikowym Polu, żeby zawsze czekał na nich kosz pełen lokalnych produktów. Jeśli coś jest dobre, to nie ma powodu tego zmieniać.

To ja niezmiennie wpraszam się na wiosnę, do zobaczenia!

 

Artur Rosa o sobie: Rysuję od dziecka. Ukończylem Liceum Plastyczne w Olsztynie  na specjalizacji wystawienniczej, oraz reżyserię w Akademie Filmu i Telewizji w Warszawie. Zajmuje się projektowaniem graficznym, pracuje od lat jako dyrektor artystyczny. Na co dzień prowadzimy z Elizą i Ignacym gospodarstwo Łan Sztuk w Starym Kawkowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.