Cudownie mi w kobiecym świecie

Marek o byciu ojcem

3,2,1... wchodzimy na antenę. A może wjeżdżamy na rolkach i to z lodami w ręku? Tabliczki z przekreślonym lodem nikt w radiu nie widział, podobnie jak zakazu wjazdu rozpędzonej ekipy w ochraniaczach. On i bliźniaczki. Bliźniaczki i on. Poznajcie Marka i jego córki!

Lekko rozczochrany, w koszulce Motorhead. Jeśli myślicie, że dziennikarz musi zakładać mundurek do pracy, oznajmiam, iż radio ma szereg zalet nad telewizją, która pucuje, pudruje nosy, wiąże krawaty i przylizuje włosy. Tu panuje pełen freestyle, duża dawka swobody, jedynie lampka ON AIR bezlitośnie zwiastuje wejście na antenę, koniec żartów i chichotów, nawet jeśli do pracy przywędrowały dwie pomocnice z bardzo alternatywną ramówką. Dziś z Markiem, dziennikarzem radiowym z Olsztyna, jesteśmy w nieustannym ruchu: budynek radio, Starówka i lody, rolki w parku – tej wakacyjnej ekipy tak łatwo nikt nie zatrzyma. Proponuję więc wywiad w biegu, nadążacie za mną?

Bardzo się mylę w moim wyobrażeniu zawodu dziennikarza: wiecznie w ruchu, ciekawy ludzi, wolny duch?

Chyba wszystko pasuje! Chociaż wolnego ducha czasem brakuje w codziennym „grafikowym” zabieganiu. Praca dziennikarza to nie tylko ruch, spotkania z ciekawymi ludźmi, elektryzujące tematy i dramatyczne wydarzenia. To również godziny „wysiedziane” przed komputerem ze słuchawkami na uszach. Albo czekanie. Na telefon, maila, odpowiedź, decyzję, spóźniającego się rozmówcę… no, przy tym ostatnim pojawiają się czasem emocje – zwłaszcza gdy w grę wchodzi audycja na żywo (śmiech).

Co pociąga cię w twojej pracy?

Hmm… paradoksalnie wszystko to, co powyżej. A tak na poważnie to chyba mnogość różnorodnych doświadczeń i wyzwań. Po prawie dwudziestu latach pracy w radio nie zajmuję się już tylko „reporterką”. Mam swoją autorską audycję muzyczną, w której gram zdecydowanie ciężko, chropawo i czadowo. Prowadzę też dwie inne audycje autorskie. Jedna to „Obserwatorium nowych technologii” – dyskutujemy w niej o nowinkach technologicznych i ich wpływie na nasz świat. Druga to moje najnowsze dziecko: „Podpatrzone podsłuchane” – opowiadam w niej o ciekawostkach przyrodniczych, o tym, co aktualnie dzieje się w przyrodzie, edukuję proekologicznie i zachęcam do uważnego przyglądania się światu. Swego czasu napisałem i zrealizowałem też cykl słuchowisk opartych na ludowych opowieściach i bajkach. To była superprzygoda. Zwłaszcza praca z aktorami, ponieważ jako dzieciak marzyłem o tym, by zostać reżyserem filmowym (śmiech).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

No właśnie, kończyłeś artystyczny kierunek. Jak trafiłeś do radio?

Po ukończeniu studiów okazało się, że rynek pracy nie czeka na mnie z utęsknieniem i otwartymi rękami. Pani w zatrudniaku stwierdziła: „A wie pan, że nigdy nie mieliśmy ofert pracy dla takiej osoby?”. Pracowałem trochę jako plastyk w małej agencji reklamowej, ale z tej pracy „wygryzł” mnie… ploter! Więc już na tym etapie stałem się ofiarą postępu! Potem próbowałem swoich sił m.in. jako agent ubezpieczeniowy (kiepski), ochroniarz (bez komentarza), kierownik akwizycji (dramat), aż w końcu wylądowałem za biurkiem jako specjalista do spraw marketingu (traaaagedia). Tak nazywała się oficjalnie ta funkcja, ale bardziej właściwa byłaby „chłopiec do bicia”. Nie rozwinę tematu, ale to barwna historia (śmiech). W każdym razie nienawidziłem tej pracy, a mój szef mnie. Ponieważ nie mogłem wymyślić nic innego, wbiłem się w garnitur i zapukałem do drzwi gabinetu Piotrka Bałtroczyka, będącego wtedy zastępcą szefa rozgłośni radiowej, w której pracuję do dzisiaj. Piotr na mój widok zapytał uprzejmie: „ A ty coś się tak odp…ł jak szczur na otwarcie kanału?!”. Na to wspomnienie do dzisiaj duszę się ze śmiechu, ponieważ jedną z zalet pracy radiowca jest to, że może sobie pozwolić na zdecydowanie bardziej nieformalny strój niż np. dziennikarz TV.

Ty i dwie, przepraszam, trzy urocze dziewczyny. Jak ci w tym kobiecym świecie?

Cudownie! Chociaż nie zawsze różowo. Bywam nerwowy, ale za to mam ogromny dystans do siebie. W ogóle uważam, że kobiety są na ogół ciekawszym towarzystwem dla faceta (śmiech). Inna sprawa, że przez swoje wykształcenie i zainteresowania mam chyba nieco inną wrażliwość niż większość facetów. Wydaje mi się, że mam w sobie sporo pierwiastka kobiecego. Proszę nie mylić ze zniewieścieniem! Drewna narąbię, bramę zespawam, kafelki położę, posłucham Slayera…

I chętnie pogadasz…

Tak, uwielbiam z moimi dziewczynami rozmawiać o muzyce, filmach, życiu.

Bliźniaczki, z jednej planety czy z zupełnie różnych? Opowiedz, jakie są twoje córki.

Toooootalnie różne planety, ale orbitujące cholernie blisko siebie. Fizycznie kompletnie różne, a psychicznie jeszcze bardziej. Najlepiej to pokazać na przykładzie ich gustów muzycznych. Od zawsze puszczałem im bardzo zróżnicowaną muzykę. Zanim nauczyły się mówić, tylko obserwowałem ich reakcje, a później zaczęliśmy o muzyce rozmawiać. Nigdy niczego im nie sugerowałem, raczej pytałem o zdanie. Obie lubią bluesrockowe granie, ale im dalej, tym ich gusta się rozjeżdżają. Na playliście jednej jest Adele, Sia i generalnie dobry alternatywny pop, a na drugiej? Hmm… kiedyś przyszła do mnie i powiedziała, że ona lubi kotki, a słyszała, że jest taki zespół „co nazywa się Pantera” i zapytała, czy może go posłuchać. Zaśmiałem się i puściłem, pewny, że się skrzywi. Tymczasem jej twarz rozpromieniła się szczęściem! Tak więc z pokoju córek dobiegają zróżnicowane dźwięki – od Adele przez Pearl Jam, AC/DC, Motorhead do Vadera. Jest moc!

Ale macie wesoło! Robicie coś razem, wiesz – coś w stylu „gdy mama nie widzi”?

Jak zdradzę, to przestanie to być sekret, nie? Kama, mama dziewczyn, tańczy w zespole tańca nowoczesnego. Są tam różne grupy wiekowe. Najstarsza to... „Dinozaury”, banda naprawdę świetnych babek w wieku 40+ (czasem 40+++, za co jeszcze większy szacun). „Dinusie” – jak je pieszczotliwie nazywamy – trenują w piątkowe wieczory. Więc mamy wolną chatę i wylegujemy się, oglądając filmy i jedząc niezdrowe rzeczy. Czasem uda nam się zatrzeć ślady, a czasem ktoś się wygada („Mamooo, a myśmy z tatą chipsy jadłyyyyyy”). Czasem trening mamy się wydłuża, a ja mam wieczorną audycję, więc zabieram dzieciaki do pracy. Czasem biorą śpiwory i chipsy, a czasem pomagają mi wybierać muzykę do audycji, a nawet ją poprowadzić. Uwielbiają to! Bardzo lubimy też jeździć razem na rolkach i pływać kajakami. Obie wiosłują już jak stare wygi i jestem z tego bardzo dumny. Kolejnym rytuałem jest gra w „głupiego Jasia” na trampolinie. Tego nie da się opowiedzieć – to trzeba zobaczyć. 

Córki wchodzą w wiek „i tak wiem lepiej”. Masz jakiś wytrych, klucz do ich świata?

Jeżeli ktoś wymyśli taki wytrych, to powinien Nobla dostać! Moja metoda to rozmawiać. Bez udawania i sztucznego dydaktycznego smrodu. Nie powiem, że partnersko, bo jak twierdzą fachowcy, traktowanie dziecka jak kumpla to nie najlepsza droga, ale traktuję je bardzo poważnie. Słucham opinii, tłumaczeń, żali, ale sam też przyznaję się do błędów. Czasem opowiadam im historie pokazujące, że w ich wieku miałem podobne problemy i nie zawsze najlepiej sobie z nimi radziłem.

A pamiętasz ten moment, gdy dowiedziałeś się, że będziesz tatą dwóch dziewczyn? Pierwsza myśl…

Pierwsza? „Jak to?!”. Chyba podświadomie zakładałem, że to będzie chłopiec i dziewczynka. Zresztą to częste. Wielu ludziom (wbrew logice) wydaje się, że to standardowy „model” bliźniaczy. Za nic w świecie bym się teraz nie zamienił. Chociaż jak się nad tym zastanowię, to dochodzę do wniosku, że czasem wychowuję je trochę po męsku (śmiech). One chcą skakać i tańczyć, a ja męczę je nauką padów i chwytów judo.

Rolki, kajaki – jak nie ma was w domu, znajdę was na spływie. Sport to twój sposób na odreagowanie?

Od zawsze! Wszystkie klasówki z matmy i fizy odreagowywałem na rowerze! Inna sprawa to to, że po prostu lubię kontakt z naturą. Spacer z psem, bieganie, pływanie rower, kajak – zawsze obserwuję ptaki, zwierzęta, rośliny, krajobraz. Niedawno na spacerze w lesie spotkałem… strusia.

Chciałabym zobaczyć twoją minę! Z lasu wróćmy do radia: córki są dziś na antenie, jakie pytanie chciałbyś każdej z nich zadać? A na jakie pytanie na pewno ci nie odpowiedzą?

O kurcze, ale wyzwanie! Daj mi chwilę. One są w takim wieku, że na antenie mogą odmówić odpowiedzi na każde pytanie. Nawet pozornie niewinne. Zresztą robiły mi już takie numery. A jakie chciałbym zadać? Hmm, teraz odpowiem bardzo serio. W radiu często zadaje się błahe, powierzchowne pytania, a rozmawiać z dziećmi na serio wolę „nieoficjalnie” – co chyba oczywiste. Najfajniej rozmawia nam się na spacerach przez pola, na które idziemy tylko we dwójkę. Nie są to częste sytuacje, bo na ogół „gdzie jedna bliźniaczka, tam i druga”. W codziennym życiu brakuje nam trochę okazji do rozmów w cztery oczy. To częste przy bliźniakach – jest pokusa, by traktować je jak zespół, a nie dwie odrębne jednostki. A one tego bardzo potrzebują. Nasze relacje są takie, że i one, i ja możemy zadać każde pytanie. I co ważniejsze – odpowiadamy szczerze. Oby tak pozostało.

No to 3,2,1… wskakujecie na antenę! Dziękuję za spotkanie.

*

Nie wiem, jaka nuta popłynie teraz w eter – Sia czy Pearl Jam, audycja poważna czy wielce niepoważna. Niech stery radiowe przejmie komputer i muzyczna składanka, bo Marek zabiera dziewczyny na kolejną porcję lodów. W końcu wakacje rządzą się swoimi prawami, czyż nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.