rozwój dziecka

O sztuce (nie)chwalenia

i o pozytywnym wzmacnianiu

O sztuce (nie)chwalenia
Polixeni Papapetrou

Jakiś czas temu postanowiłam zrobić w domu i w przedszkolu (moim miejscu pracy) jeden dzień bez chwalenia. Bez pięknie zjadłeś, bez ale się szybko ubrałaś. Zrobiłam to w celach badawczych. Warto było! Dziś o tym, czy i jak chwalić.

Chwalenie ma zły PR. Podobnie jak pruski system wychowania, oparty m.in. na nagradzaniu i strofowaniu, chwalenie jest krytykowane przez alternatywne systemy pedagogiczne. Maria Montessori pisała, że jest ono wręcz sprzeczne z naturą dziecka. Z drugiej strony nasze pokolenie uwielbia chwalić swoje dzieci. Jesteśmy uważni, kochający, nastawieni do dzieci entuzjastycznie. Widzimy te wszystkie kroki milowe w rozwoju i tak bardzo chcemy wspierać w dzieciach ich pewność siebie i poczucie własnej wartości. Więc chwalimy. Obłożyłam się książkami o chwaleniu i rozpoczęłam swój domowy eksperyment. Wnioski zebrałam w pigułce.

Jako ilustrację do tekstu wykorzystałam zdjęcia nieżyjącej już australijskiej fotografki Polixeni Papapetrou, na zachętę – abyśmy mieli odwagę odrzucić chwalenie i tym samym pozwolić dzieciom być bardziej sobą.

CHWALENIE MAMY WE KRWI

Spontaniczny zachwyt rodzica nad dzieckiem często sprowadza się właśnie do pochwały. Zdarzają się takie rysunki, które mnie wbijają w krzesło. Widzę te kolory, kształty, to przeżycie i szepczę jak ślicznie… Albo kiedy widzę zaspane pysie moich dzieci, z porannymi rumieńcami, potargane czuprynki, wzdycham, że są tacy piękni. Entuzjazm rodzica, jego rozkochanie w dziecku wyrażają się właśnie w takich komplementach. Są naturalne, trudno zakładać sobie w tych momentach kaganiec. Ale jest też drugi rodzaj chwalenia, który krąży w naszym DNA. Ten z kolei zaszczepiono nam w naszym dzieciństwie. To chwalenie, które ma swój cel, to chwalenie po coś. I ono ma swoje przykre dla dziecka skutki.

CHWALENIE JAKO NAGRODA

Pięknie posprzątałeś biurko. Podzieliłaś się zabawką z koleżanką, brawo! Brzmi znajomo, prawda? Nie wiem, jak u was, ale te pochwały to moja codzienność. Jednak warto próbować zastąpić je inną postawą wychowawczą. Bo na przeciwległym biegunie pochwały-nagrody jest krytyka-kara. Rodzic, który chwali w nagrodę, będzie miał również tendencję, by te zachowania, które mu się nie podobają – krytykować. Zazwyczaj krytyka i pochwała wyrywają się nam równie bezrefleksyjnie. A chwalenie w nagrodę uzależnia dzieci. Powoduje, że działają po to, aby sprostać naszym, dorosłych osądom. Jeśli wydaje się nam, że chwaląc dziecko, pozytywnie je wzmacniamy, jest prawdopodobne, że krytykując je, niechcący miażdżymy jego samopoczucie. Co to za bałagan!?, Jak ty się zachowujesz? – wyrywa się nam w chwilach irytacji, a dziecko w środku się kuli. To tak, jak z ocenami w szkole. Nauczyciele – zamiast omawiać z dzieckiem jego pracę, wskazywać na sukcesy i na obszary do podciągnięcia, co wspiera dziecko w rozwoju – dają mu cyferkę, która albo miażdży, albo pozwala odetchnąć z tymczasową ulgą.

Co zamiast?

Mój domowy program badawczy był ćwiczeniem się z alternatywnych dla chwalenia dróg przekazywania dzieciom tego, co uważam za właściwe. To wyrwało mnie z utartych dróg postępowania. Dobrze jest mieć posprzątane biurko, bo tak jest ładniej, wygodniej, etc... (musiałam się dobrze zastanowić, czemu mi na tym porządku tak zależy, a zależy). Dziecko, które sprząta nie po to, by zasłużyć na pochwałę, jest dzieckiem wolnym, które siłę do działania czerpie ze swojej wewnętrznej motywacji. I owszem, na efekty takiej rozmowy trzeba czekać dłużej, ale i porządek na biurku jest dużo trwalszy.

CHWALENIE A MOTYWACJA

Bycie często chwalonym utrudnia szukanie siły do działania w sobie. Łatwo nam się uzależnić od komplementów, od błysku w oku zachwyconej nami osoby. Chwalenie powszednieje, i wtedy pojawia się poczucie pustki. Tego uczucia doświadczają tak samo dzieci, jak i dorośli (np. kiedy wychodzą ze stanu zakochania). Na szczęście jako rodzice możemy w naszych dzieciach wzmacniać ich wewnętrzne poczucie siły i zmotywowania już od najmłodszych lat. Umiejętność czerpania motywacji w sobie to skarb na całe życie. Gdy nie robimy czegoś dla pochwały, przykładamy do tego bezinteresowną ciekawość. Tak rodzą się w człowieku pasje. Na przekór temu staje tradycyjna szkoła z systemem ocen. Psze pani, to zadanie jest na ocenę? Jeśli nie jest, to uczyć się przestaje być warto.

Co zamiast?

Kiedy dziecko opowiada nam coś o sobie z zadowoleniem (strzeliłam dziś trzy gole!), zapytajmy, czy jest z siebie dumne. Ma powody, by być. Niech będzie! Niech się tym cieszy. Możemy dać dobry przykład i pokazać, że my też umiemy być dumni sami z siebie (jestem dumna, że udało mi się w końcu podrzucić naleśnika na patelni i przekonać koleżankę z pracy do mojego pomysłu). Można też przejść przez szkołę podstawową, nie chwaląc dziecka za dobre oceny i nie nakłaniając go do popraw. Przypominać mu, że sprawdziany są oceną, którą nauczyciel wystawia niejako sam sobie i swoim zdolnościom pedagogicznym. Zdarzyło mi się na ten temat pokłócić z niejednym nauczycielem. Było warto.

CHWALENIE – MANIPULOWANIE

Jak ci pięknie wychodzi picie z kubeczka, jak pięknie odłożyłaś buty – rzucam wtedy, kiedy zależy mi, żeby wzmocnić w dziecku jakieś zachowanie, które mi odpowiada. To się wydaje tak absolutnie naturalne jako metoda wychowawcza. Dzieci potrzebują naszej akceptacji, więc ten sposób często działa. A łatwo wpaść w pułapkę tej metody. I jest nią właśnie manipulowanie dzieckiem, żeby osiągnąć cel. Przykład z mojego domu? Rozładuj zmywarkę, tak pięknie to robisz. Przykład, którego się wstydzę? Zaśpiewaj cioci piosenkę, niech zobaczy, jaki masz talent. Takie lukrowanie jest po prostu nie fair.

Co zamiast?

Miłość i akceptacja należą się naszym dzieciom bezwarunkowo. Nawet jeśli po powrocie z pracy zastanę zmywarkę nietkniętą, a ciocia odejdzie z kwitkiem, przekonana, że to dziecko niczego w przedszkolu się nie uczy. Zamiast pochwały pozostaje nam zawsze… tradycyjna, grzeczna prośba. Prośba tym się rożni od rozkazu, że może być nieskuteczna. Wychowujemy sobie nie dzieci-sługów, lecz przyszłych wolnych obywateli i obywatelki. O czym poniżej.

CHWALENIE TO SPRAWOWANIE WŁADZY

Czy dzieci was chwalą? Małe dzieci tego nie robią, dla nich jesteśmy po prostu warci uwagi i ciekawi. Na każdą czynność dorosłego patrzą bez oceniania. Chciałabym się tego od nich uczyć, to podstawa partnerstwa. W swojej pracy w przedszkolu zobaczyłam, że chwaleniu towarzyszy ton dydaktyczny. Stawiamy siebie na piedestale, niczym sędziów, i z tej pozycji wygłaszamy opinie. Takie chwalenie prac czy zachowań to wtłaczanie dziecka w rolę podwładnego, który ma spełniać nasze oczekiwania. I znowu – zamiast wzmacniać, wychowujemy dzieci do życia w społeczeństwie zhierarchizowanym, z gotowymi rolami i zadaniami do wypełnienia.

Co zamiast?

Praktykujemy mądrą sztukę dziękowania dziecku, tak jak dziękuje się przyjacielowi, kiedy nam pomoże. Tak można dziecku przekazać, że to, co zrobiło, jest dla nas ważne, że to doceniamy. Możemy podziękować za to, że zrobiło coś na naszą prośbę, i za to, co zrobiło samo, spontanicznie (np. odniosło szklankę do kuchni). Już nie mówię synkowi: Pięknie posprzątałeś łazienkę – lecz: Łazienka lśni tak, że z radością wezmę kąpiel.

CHWALENIE MAŁEGO ARTYSTY

W książce Alfiego Kohna Wychowanie bez kar i nagród jest taki przykład: pewna mama odebrała chłopca z zajęć plastycznych. Zobaczyła jego pracę i wygłosiła standardowy pean pochwalny. Tymczasem przedszkolak podszedł do Alfiego. Podoba ci się twoja praca? – zapytał nauczyciel. Nie bardzo – odpowiedział chłopiec i wytłumaczył, co chciałby jeszcze poprawić, dokleić i dorysować. To cudowne, kiedy możemy przyglądać się dziecku w procesie wyrażania siebie poprzez pracę artystyczną. Ona nie musi być ani ładna, ani brzydka, ani bogata, ani minimalistyczna. Każda jest dobra. Każdy taniec, każdy ruch, każdy śpiew są prawdziwe, bliskie jego wnętrzu. Chwalenie więc zupełnie mija się z celem. Możemy popatrzeć na pracę, opisać ją (o, narysowałeś kreski), nazwać kolory, zapytać o nią, ale nigdy ją oceniać. Ocena zabija w małym dziecku kreatywność, blokuje proces myślenia nad swoją pracą i sugeruje, że jest jakaś poprawność, do której należy dążyć. Muszę przyznać, że z tego powodu nie znoszę niektórych zajęć z rytmiki, tańca z układami dla dzieci. Ich ruchy kostnieją, bezpowrotnie nabierają sztuczności.

Co zamiast?

Kiedy dziecko przychodzi z rysunkiem, możemy zadać mu kilka pytań, poobserwować z nim to, co jest na kartce. Ale czasami dzieci przynoszą rysunki jak prezenciki, jak wiadomości z tego, jak się czują, czymś się aktualnie zajmują i wcale nie musimy ich komentować. Najczęściej wystarczy popatrzenie na rysunek i powiedzenie ciepło: dziękuję. Kiedy czytam szkolne wypracowanie mojej córki, staram się wyłapać i zauważyć na głos coś, co mnie w nim uderzyło – pomysłowe zakończenie czy jakieś niebanalne zdanie.

SZTUKA CHWALENIA – LEVEL MASTER

Nagle zrozumiałam, jak fatalnie idzie mi chwalenie dorosłych wokół mnie. Że te wszystkie Ładnie wyglądasz są kiepskie. Wartościują, oceniają, a także – nie zostają na dłużej w sercu komplementowanej osoby. Odwyk od chwalenia uczy uważności. Zaczęłam zauważać drobiazgi: Ale ciekawy punkt widzenia albo Ten szal pięknie wydobywa kolor twoich oczu są prawdziwe, więc je wyrażam. Przy tym nie są oceną osoby, lecz zaobserwowaniem jakiejś jej cechy, zachowania.

NA KONIEC: DZIECKO NIE MUSI BYĆ IDEALNE

Nasze współczesne, czasem niemal maniakalne chwalenie dzieci wynika po trosze z olbrzymich oczekiwań, jakie nakłada na nie współczesna kultura. Powinny być piękne, zdolne i mówić po angielsku. A dzieci są różne. I umówmy się – tym wymaganiom nie sprostają. Będą wyglądać po swojemu, będą uczyć się tego, co je interesuje, i w swoim niepowtarzalnym tempie. Na nieperfekcyjność warto zrobić dziecku miejsce już na starcie. Nie musimy chwalić kupy w nocniku, tego, że dziecko uczy się pić z kubka i tysięcznego rysunku, na którym jest znowu ten sam kotek, rakieta i tęcza. Jeśli odetchniemy, razem z nami odetchnie i dziecko.

LEKTURY

Wychowanie bez nagród i kar, Alfie Kohn
Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, Adele Faber, Elaine Mazlish

*

Maria Bator – kocha, jak się ją chwali i komplementuje. Stała autorka na Ładne Bebe, nauczycielka przedszkolna, studentka pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej, a także kursu dedykowanego przedszkolankom waldorfskim. Mama dwójki nastoletnich dzieci. Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tu.

Dodaj komentarz