tata

Niezłe zdziwienie następuje, gdy wychodzisz z dzieckiem ze szpitala – Oskar z PRO8L3MU o początkach z synem

Tata na Ładne Bebe

Niezłe zdziwienie następuje, gdy wychodzisz z dzieckiem ze szpitala – Oskar z PRO8L3MU o początkach z synem
Archiwum prywatne

„Wiesz, chłopie, jak ja wyobrażam sobie matkę, w PRL-u w latach 80., samotnie wychowującą dziecko i bez wsparcia. To musiał być jakiś hardcore! Nie chcę, żeby to brzmiało wszystko jakoś negatywnie. Strzelę truizmem: uśmiech dziecka wynagradza wszystko. Ale jestem w stanie sobie wyobrazić tę frustrację. Więc szacunek do każdego rodzica. No jakoś nas wychowali, więc też sobie damy radę”.

Oskar Tuszyński to raper tworzący razem z producentem Steezem83 duet hip-hopowy Pro8l3m, jeden z najpopularniejszych projektów na polskim rynku. Mimo dużego sukcesu, dbają o to, aby ich prywatny wizerunek pozostał w cieniu. Wolą przemawiać muzyką i związanymi z nią projektami wizualnymi. Tym bardziej cieszy mnie pozytywna reakcja Oskara na propozycję rozmowy o nowej roli – ojca. Choć nie dzieje się to od razu, w intensywnym okresie przedświątecznym przekładamy wywiad kilkukrotnie, ale kiedy już rozmawiamy pod koniec roku, odbijamy sobie z nawiązką. Oskar okazuje się bardzo otwartym, ekstrawertycznym rozmówcą, co jest dla mnie pewnym zaskoczeniem, w kontekście znanego z mediów, enigmatycznego „imidżu”.

Widać też, że w tacie niemal 5-miesięcznego Augusta (red.: Mamą dziecka i partnerką Oskara jest Ewelina Gralak) wciąż buzują emocje i przemyślenia związane z nową relacją, a także życiowymi zmianami wynikającymi z pojawienia się nowego lokatora i towarzysza zabaw. Bez zbytnich wstępów zaczyna opowiadać o życiu z Augustem, zanim jeszcze przejdziemy do właściwej rozmowy…

*

Mogę tak opowiadać jeszcze bez pytań?

Jasne.

No więc w kwestii ojcostwa to zawsze mi się wydawało, może błędnie – według opinii innych to na pewno błędnie – że im dalej, tym będzie łatwiej. I że najgorszy jest ten pierwszy okres. Natomiast niezłe zdziwienie następuje, gdy w zasadzie trzeciego dnia wychodzisz z potomkiem ze szpitala i jesteś zdany już zupełnie na siebie. Nie masz wiedzy, że musisz o tej godzinie nakarmić, jak to się robi itd. Nie ma żadnych lekcji, które Ci to uświadamiają. Więc bierzesz to dziecko i myślisz: „Jak to, do cholery jasnej, zrobić?”. Oczywiście są książki, media, YouTube…

Szkoły rodzenia…

Myśmy akurat nie uczęszczali, nie było to moim zdaniem konieczne. Możliwe, że jakieś dodatkowe zdolności tam by były do ogarnięcia – w stylu właśnie na przykład opieka w pierwszych dniach po porodzie itd. Podejrzewam, że tak, więc może to ominęliśmy. Natomiast sam poród poszedł dość gładko, choć byłem tylko na jednym, więc ciężko mi to porównać.

W każdym razie pierwsze tygodnie jeszcze są w miarę luźne, bo dziecko w zasadzie jest embrionem, który tylko je, śpi i załatwia potrzeby fizjologiczne. Ale po tych pierwszych dwóch, trzech, czterech tygodniach euforii wchodzisz z tym nowo narodzonym człowiekiem w swoje życie i musicie to jakoś połączyć. Bardzo szybko chcieliśmy wrócić do normalnego funkcjonowania, czyli że Ewelinka idzie do pracy, ja też. Mieliśmy nieocenioną pomoc babci przez pierwszy miesiąc, co jest, chłopie, jakimś mega ułatwieniem. Bez tego nie dalibyśmy chyba rady. Nie wiem, jak to jest w ogóle możliwe bez pomocy osób trzecich.

Też miewam takie przemyślenia.

No serio, nabrałem wielkiego szacunku dla roli rodziców i dziadków, nie tylko naszych, ale ogólnie. Ja jednak startuję z pozycji dosyć uprzywilejowanej. Nie mam problemów finansowych, nie mam etatowej pracy, do której muszę pójść. Umówmy się, spotkanie mogę zawsze odwołać, jak sam się mogłeś przekonać. (śmiech) Raczej nie robię tego, ale można. Moja partnerka również działa freelancersko. A i tak doświadczamy pewnego rodzaju problemów macierzyństwa… Ale wiesz, chłopie, jak ja wyobrażam sobie matkę, w PRL-u w latach 80., samotnie wychowującą dziecko i bez wsparcia. To musiał być jakiś hardcore!

Nie chcę, żeby to brzmiało wszystko jakoś negatywnie. Strzelę truizmem: uśmiech dziecka wynagradza wszystko. Ale jestem w stanie sobie wyobrazić tę frustrację. Więc szacunek do każdego rodzica. No jakoś nas wychowali, więc też sobie damy radę. Mój ojciec był samotnym rodzicem i mnie wychował, mnie i moją siostrę. Ale wracając – ja mam względnie łatwo. Zwłaszcza że teraz mamy też panią do opieki, która przychodzi na 8 godzin. Bo nie wyobrażam sobie puścić 6-miesięcznego dziecka do żłobka. Generalnie jestem na tak, ale nie teraz. Tam by musiały być chyba dwie opiekunki na każde dziecko. W tym wieku ja to sobie wyobrażam trochę jak matrix: dzieci leżą w tych kojcach, pani gdzieś tam przejdzie, ten płacze, tamten płacze, z drugiego końca gdzieś tam jeszcze ktoś wyje…

Jakieś jeszcze przemyślenia z pierwszych miesięcy na polu walki?

Gdzieś w okolicy końca pierwszego miesiąca wydaje mi się był najtrudniejszy okres. Nie mieliśmy jeszcze tego rytmu, budziliśmy się w nocy oboje, co powodowało, że oboje rano byliśmy zmęczeni. Nie poznaliśmy się jeszcze z nim nawzajem, nie wiedzieliśmy, jak to regulować, jak zarządzać swoim czasem. Chodziliśmy niewyspani, czasami wkurzeni, zniecierpliwieni, z pretensjami do siebie nawzajem o brak umiejętności reagowania na tak bezwarunkowy odruch jak płacz dziecka. Oczywiście reagowaliśmy poprawnie, ale pojawiał się taki moralny wyrzut, że to Cię męczy czy irytuje.

Z biegiem czasu trochę się uregulowało. I teraz, po czterech miesiącach, mamy ten rytm dnia, to najważniejsze. Ewelina karmi w nocy, ja go przejmuję o szóstej, jak wstaję. Najfajniejsze jest to, że on już kuma, co to jest noc. Wiadomo, trzeba go z dwa razy nakarmić, przewinąć. Ale generalnie on tylko je i śpi, na te 11 godzin jest względny spokój. Natomiast wstaje punktualnie o 6 rano, jak w zegarku.

Tak, to jest niesamowite, u nas też tak było, tylko bardziej koło 5:20…

Najlepsze jest to, że od razu wiesz, że to już nie jest pobudka nocna typu płacze, dostaje jedzenie, przewijka i śpi dalej. Ta pobudka poranna to jest inna sytuacja: wstaję, taki trochę jeszcze zaspany po nocy, jeszcze by się przydała z godzinka snu, patrzę na niego, a on już na pełnym uśmiechu: „Hej, ja już zacząłem dzień!”. I już go nie przekonasz, że jeszcze pół godziny. 

I trzeba się zwlec.

Czasami proszę Ewelinkę: „Kotku, mogę dzisiaj jednak trochę pospać?”, jeśli ona miała lepszą nockę, bardziej się wyspała, miała mniej na głowie itp. Ale przeważnie ja go biorę do 9, kiedy przychodzi pani opiekunka. Te trzy godziny to jest nasz czas. Dość pozytywny, bo August po nocy jest przeważnie bardzo wesoły. Karmię go, potem on sobie siedzi w bujaczku, a ja mu opowiadam, co robię, jak przygotowuję śniadanie. Teraz już coraz więcej kuma, ogarnia, czym są ręce, łapie się za siurka, przekłada gryzak z ręki do ręki… Mocno czekam na jego umiejętność obracania się na brzuch. Jest duży, więc może nie przyjść mu to łatwo.

No, w każdym razie pani przychodzi o 9 i ma go na 8 godzin. Jest naprawdę superkochana. Wieczór dzielimy między siebie. Choć powiem Ci, że ja bardzo lubię, jak jesteśmy wszyscy razem…

Dobra, to może już zadaj jakieś pytanie. (śmiech)

Na większość dotyczących tego, jak wyglądają początki taty Oskara, sam już odpowiedziałeś.

Jesteś dosyć późnym tatą, tak jak ja. Jak to oceniasz? Z jednej strony można dojrzeć do tacierzyństwa, o ile to kiedykolwiek jest w ogóle możliwe. Z drugiej – kondycyjne człowiek szybciej się męczy. Powiem Ci, że myślę sobie ostatnio, że jakbym miał 10 lat mniej, to sprawniej by mi przychodziło to łażenie na czworaka. (śmiech)

Wydaje mi się, że z tym późnym tacierzyństwem to kwestia indywidualna bardzo. Ja się akurat cieszę, że to jest teraz. Ale też się cieszę, że nie później. Po pierwsze samemu dziecka nie zrobisz. (śmiech) A różnie wyglądały moje relacje. Poza tym, teraz jestem w komfortowym momencie. Nie tylko finansowo. Żyję mniej lekkodusznie i frywolnie niż 10 lat temu. Ten kontrast życia przed i po narodzinach dziecka jest i tak spory, a u mnie dziesięć lat temu to byłaby przepaść. Musiałbym się naprawdę mega zmienić i skorygować swoje tory, żeby nadążyć za tym, co muszę zrobić, żeby być ojcem. Plus wtedy mocniej poświęcałem się pewnym rzeczom zawodowo-towarzyskim i różnym hobby, które gdzieś tam na boku miałem i mam. I pewnie oddalenie ich od siebie byłoby wtedy trudne. A dzisiaj nie musiałem tego sobie jakoś tłumaczyć. To się po prostu stało naturalnie.

Natomiast to, co zobaczyłem przez 4 miesiące, skłania mnie do wniosku, że jakbym chciał mieć dwójkę czy trójkę, to za rok albo maksymalnie dwa. Później już nie wiem, czy by mi się chciało przechodzić przez to jeszcze raz. Za dwa lata będę 40-letnim gościem, swoje już wybiegałem, za chwilę nie będę już miał tej energii.

Zwłaszcza jeśli nie chcesz być ojcem nieobecnym, typu: wracasz z pracy, pocałuj tatę w czółko i nara. Chcę być równoprawnym partnerem, choć i tak wiadomo, że Ewelina ma na głowie więcej.

Twoja partnerka Ewelina, która jest stylistką, mówiła w którymś z wywiadów, że chciałaby pokazać, że można to wszystko pogodzić, życie rodzinne, jaranie się modą, podróżowanie itd. To było chyba jeszcze w ciąży. Jak to wygląda z perspektywy 4 miesięcy? Udaje się czy musieliście skorygować plany?

Udaje się, ale bez pomocy osób trzecich – czyli babci, którą kocham, dziadka, kochanej pani opiekunki – to by było na teraz niemożliwe.

Mówiąc wprost – albo stać Cię, masz możliwości, żeby ktoś przy dziecku pomógł, albo musisz zmienić plany. Jak masz opiekunkę lub pomoc rodziny na pełny etat, babcia przychodzi jako wsparcie Ciebie i Twojego wychowania, to możesz sobie pozwolić na życie zawodowe bez zmian. Jeśli tego nie masz, to głęboko się zastanów, czy będziesz w stanie to połączyć na oczekiwanym przez siebie poziomie. Moja praca nie jest interwałowa, że mogę przez 30 minut coś porobić. Przez 30 minut to możesz sobie kopać dół i potem przerwać. Ja potrzebuję dłuższej, często nieokreślonej do końca ilości czasu, na przykład na napisanie tekstu.

No właśnie, à propos tekstów. Muzycznie i tekstowo, np. na albumach „Art Brut” i „Art  Brut 2” często odwołujecie się do lat 80., 90. Co miałeś Ty, czego nie będzie miał August? I w drugą stronę: w czym jego dzieciństwo, za chwilę młodość, będą inne, może lepsze? Pomińmy na razie kwestię, że świat robi się coraz bardziej nieprzewidywalny.

Pierwsza nasuwająca mi się odpowiedź jest dość klasyczna, nikogo nie zaskoczę, jak powiem, że my żyliśmy bardziej podwórkowo-osiedlowo. I bynajmniej nie chodzi o siedzenie na ławkach i picie browarów. Ale też wydaje mi się, odnosząc do aktualnego momentu, że dziecko tak do drugiego roku życia niespecjalnie odczuje jakieś różnice. No OK, mamy elektroniczną nianię, której zresztą nie używamy, nie wiem, po co ją kupiliśmy w ogóle. Ja i tak go słyszę z drugiego pokoju.

My używamy, można wcześniej zobaczyć i wychwycić, że się kręci, że zaraz będzie pobudka.

No to jest może argument, bo wtedy możesz nie dopuścić do tego, żeby wpadł w rozpacz. I schodkowo szybciej wrócić – przez płacz, marudzenie, kręcenie się – do stanu wyjściowego.

Oczywiście medialno-elektroniczny świat wokół się zmienił. Ale wydaje mi się, że przy odpowiedniej dozie rodzicielskiego rozsądku i świadomości, czym jest wychowanie dziecka, nie powinno być znaczących różnic. To, że dzisiejszy świat pcha do pędu, do robienia, do niesiedzenia, nie oznacza, że musisz to robić. Możesz po prostu usiąść i nie biec.

Dla mnie ci, którzy wychowują dzieci dobrze, to są cierpliwi goście, którzy opiekując się dzieckiem, są tam tylko dla niego. Kiedy wracają do domu i przejmują dziecko, zmieniają swoje życie na ten czas. Zmieniają samych siebie, nie mają z tyłu głowy, że mogliby teraz pograć na komputerze. I ta zmiana jest teraz tak samo potrzebna jak wtedy, w latach 80.

Gdyby stworzyć obraz „podmiotu lirycznego” Waszych tekstów, to jest to koleś, który często żyje na krawędzi i nie bierze jeńców. Jak myślisz, jakim byłby ojcem?

Myślę, że takim jak ja jestem. Większość numerów opowiadam w pierwszej osobie, ale jest to oczywiście jakaś kreacja, rola, w którą się wcielam. Nie miałbym przecież problemu opowiedzieć jakiś numer, wcielając się w rolę dziewczyny – kwestia wyobraźni i odpowiedniego napisania tego.

Oczywiście ten mój bohater to jest gość, który robi rzeczy niekoniecznie przyjęte jako normalne, nie wszystkie decyzje, które podejmuje są dobre, ale wiesz… człowiek, który żyje na krawędzi niekoniecznie musi być zły. A nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że nawet ludzie robiący złe rzeczy, nie są bezwzględnie źli i mogą być dobrym rodzicem. Choć oczywiście nie usprawiedliwiam tu czynienia krzywdy.

A hipotetycznie zaprosiłbyś w przyszłości Augusta na Wasz koncert?

Oczywiście, że bym zaprosił. Natomiast wiesz, to jest tak jak z filmami dla dorosłych. Jeśli ma posłuchać mojej muzyki po 15 czy 16 roku życia, to jak najbardziej spoko. Słuchaj, ja uważam, że to jest dobra muzyka. To, co robię, jest kozackie, więc dlaczego mam mu coś kozackiego odbierać? Chcę go kierować w stronę dobrej, kozackiej muzyki, a nie w stronę jakiegoś ścierwa.

Byłbym hipokrytą, serwując swoją muzykę innym ludziom i chowając ją przed własnym dzieckiem.

Powiem Ci szczerze, że nawet czekam już na to, ale to lata jeszcze przed nami. Ja w ogóle bardzo czekam już na jakąkolwiek interakcję z synem. Wzięcie go na basen, na rower… Ale nie tak jak teraz, że mogę go wziąć nad ocean w wózku. Tylko tak, żeby móc wspólnie pójść do wody, skakać na falach…

Wyobrażam sobie już, że zabieram go na wakacje, nie wiem, gdzieś do domku w Zakopanem, razem rąbiemy drewno. Chcę mu to wszystko pokazać. Wiesz, o co chodzi?

No jasne, chyba każdy tata o tym myśli.

To chyba dotyka każdego człowieka, który patrzy na swoje śpiące, piękne dziecko, że myśli: „O Boże, jak ja bym mu chciał już pokazać cały świat”.

Swoją drogą, przypomniałem sobie, jak mega przyjemne jest granie koncertów. Polecam każdemu. Jest niewiele piękniejszych rzeczy na świecie od stania na scenie i słuchania, jak ktoś powtarza Twoje teksty, które napisałeś gdzieś w domu dla siebie. Tak, chciałbym tego doświadczyć z moim synem w przyszłości. Podzielenie się tym będzie tak samo piękne jak podzielenie się basenem, rowerem czy skakaniem na falach.

Fajna odpowiedź, trochę dotyka esencji ojcowskich oczekiwań.

Twoje pytania pozwalają mi też zrozumieć swoje zachowania czy oczekiwania. To też lubię w wywiadach. Jako człowiek niefilozofujący na temat swojego życia na co dzień dzięki tym pytaniom też mogę sobie trochę otworzyć na to oczy.

Cieszę się, że po coś tu jestem. (śmiech) Wspomniałeś o kozackiej muzyce. Puszczasz Augustowi już jakąś muzykę?

Jak najbardziej puszczam. Puszczaliśmy ją już w trakcie ciąży, choć nie wiem, czy to jest prawdą…

…że muzyka już w ciąży ma wpływ na dziecko?

Znasz ten temat? Dokładnie. Oczywiście nie puszczam mu heavy metalu, raczej spokojne rzeczy. Sam rap jest dzisiaj tak szeroką dziedziną, że znajdziesz tam melodyjne ballady i hardcore’owe rzeczy.

Więc tak, słuchamy. Dzisiaj rano z kolei słuchaliśmy Fasolek i wszystkiego co wokół, czyli Kulfon, Pan Tik-Tak i tak dalej. To dobrze wchodzi.

Natomiast jeśli to, co teraz z nim robię, będzie miało jakiś wpływ, to myślę, że August będzie dosyć rozśpiewanym dzieckiem. Bo wiesz, te poranne zabawy z dzieckiem, takim niewerbalnym, to trudniejsze niż zabawa klockami lego. Tam jest jasny cel, jeśli dziecko jest zaangażowane, to masz załatwiony temat na godzinę. Przy 4-miesięczniaku zabawę musisz wymyślić w inny sposób, oczywiście wszystko mu się szybko nudzi, ale po 4 miesiącach już wiem mniej więcej, co go bawi. I dobrze, żeby zabawa była też fajna dla rodzica. A mi sprawia przyjemność chodzenie po domu i śpiewanie bzdur, jakichś totalnych fristajli.

Ha, też to mam. Nie jestem wokalistą, ale też mi się włączyło śpiewanie absurdalnych piosenek non stop.

W tym akurat temacie chyba każdy z nas jest takim samym wokalistą. Często z młodym tak śpiewam i widzę, że robi to też Ewelinka. Zwłaszcza przed lustrem, które jest super przyrządem domowym dla dziecka. Muzyka OK, ale także śpiewanie, chodzenie po domu i nucenie, wymyślanie swoich tekstów. Jakieś gry słowne, a w zasadzie to nawet bardziej emocjonalne niż słowne, bo możesz robić równie dobrze „uhuhuhu”.

A Ty masz swoje pierwsze wspomnienia muzyczne? Może coś z tego, co samplowaliście na „Art Brucie”?

Ja nie mam wspomnień muzycznych związanych z puszczaniem mi muzyki. Chodziłem do szkoły muzycznej, skończyłem pierwszego stopnia szkołę muzyczną na skrzypcach. Więc moim wspomnieniem muzycznym z dzieciństwa jest moje rzępolenie na skrzypcach. Ja, człowieku, byłem w tym dobrym, małym oszustem. Na przykład mam takie wspomnienie, które wyraźnie gdzieś tam się na moim umyśle odbiło. Jak ojciec kazał mi ćwiczyć, to na starego jamnika, na kasetę, nagrywałem jakąś etiudę jeden raz i po prostu potem odtwarzałem. Ojciec nie stał nade mną, tylko siedział za drzwiami, w drugim pokoju. Więc nagrywałem to, przewijałem i robiłem coś innego, czytałem komiks. Gdyby słyszał, że przestaję grać, to pewnie przychodziłby do pokoju i mnie opieprzał. A jak słyszał rzępolenie, to dawał mi spokój na te pół godziny. A te moje treningi to było pół godziny, czterdzieści pięć minut max.

Przyjemności z grania na instrumencie nie miałem. Ale żyję z muzyki, więc może mi to wyszło na dobre.

Teraz pomyślałem, że chyba wyślę Augusta do szkoły muzycznej, wydaje mi się, że to fajna rzecz, fajny skill. Ale nie na siłę. Otwieranie dziecku oczu na różne bodźce, na różne możliwości, a potem dawanie wyboru. To chyba takie priorytetowe zachowanie rozsądnego, rozgarniętego rodzica.

Pełna zgoda. Myślisz, że bycie tatą jakoś zmieni Cię w kontekście Twoich tekstów?

Pytasz, czy zgrzecznieję?

Bardziej czy wątki ojcowskie zaczną się teraz pojawiać w Twoich tekstach na bazie ostatnich doświadczeń?

Na początku, przed porodem Augusta, chciałem podejść trochę pragmatycznie do tematu. Jako że poród, akcja porodowa, kangurowanie, trzymanie na rękach, pierwsze dni – to wszystko dużo emocji. I pomyślałem, że pewnie spoko byłoby to wykorzystać. Że pewnie będę miał tyle emocji, tyle będzie przeze mnie przepływało myśli…

…Mes o oczekiwaniu na potomka nagrał cały koncept album.

Ja też sobie myślałem, że głupio byłoby tego nie wykorzystać, że mnie to najdzie, po prostu odpalę bit – bo ja zawsze piszę przy muzyce – wyleję to na papier. Co ułatwi mi sprawę i np. zdejmie ze mnie jeden czy dwa numery, które chcę zrobić. Nie nastąpiło to w ogóle. Mnóstwo emocji oczywiście przeze mnie przepływało, ale nie zmotywowało mnie to, nie skłoniło, żeby w jakiś sposób o tym napisać.

Czy jest to odpowiedź na Twoje pytanie? Chyba nie. Bo wiesz, ja jednak nie jestem typem pisarza, który pisze pod wpływem emocji. Więc błędnie zakładałem, że te, które najdą mnie w trakcie tej całej porodowej sytuacji, same spowodują, że ja po prostu wyleję swoje rzeczy na papier. Ja jestem typem gościa, który siada i pisze niezależnie od tego, co ma w głowie. Potrafię pisać trochę na żądanie, i tak to robię. Nie, że ręce mi się trzęsą i muszę wyrzucić to z siebie, bo coś stracę.

Czy miałbym coś do napisania na ten konkretny temat? No pewnie tak. Czy tego użyję w jakiś sposób? Teraz jak najbardziej mogę się w to wcielić i na podstawie swoich doświadczeń, przeżyć, rozmów, całej swojej świadomości, którą dzisiaj już mam, będę mógł to wykorzystać. Może się coś takiego pojawić. Ale nie będę tego robił na siłę. Nie trafił mnie piorun w trakcie tego porodu i nie kazał lecieć pisać płyty na ten temat.

Natomiast fajne w muzyce jest to, że jest ona swego rodzaju pamiętnikiem. Więc powodem stworzenia tekstu ojcowskiego może być taka czysta ludzka chęć pochwalenia się, duma z bycia ojcem. Czekasz na to sporą część swojego życia, a nawet jak nie czekasz, to przeżywasz. Duma, która się pojawia w Twoim życiu po tym, jak dziecko się rodzi, jest niesamowita. Jesteś dumnym ojcem, możesz się pochwalić, w dobrym znaczeniu tego słowa. Nie chełpić się, po prostu oznajmić całemu światu: „Jestem ojcem”. Kozackie to jest. Będę w tym dobry, będę się starał, będę teraz zapieprzał i tak dalej. Więc piszesz kawałek i wykrzykujesz przez ten megafon muzyczny: „Jestem ojcem, patrzcie na to wszyscy. I gratulujcie”. Bardzo rozumiem taką chęć podzielenia się tym wydarzeniem z resztą świata.

Gdybyś miał Augustowi, z dedykacją na całe życie, polecić jeden album, jeden kawałek, niekoniecznie rapowy, to masz coś takiego? Albo jesteś w stanie wymyślić? 

Podejrzewam, że takich albumów jest dużo. Ogólnie w muzyce, jaka powstała dotychczas. Pewnie są to jakieś klasyczne rzeczy, ta część muzyki na której nie znam się specjalnie.

Ale OK, gdybym miał polecić Augustowi jeden album… To raczej nie poleciłbym mu go z własnej woli. Ale gdybym musiał, bo topór spadnie mi na łeb, to byłby to „Skandal” Molesty. Jest to płyta, na której ja się wychowałem i która nauczyła mnie rzeczy, z których jestem dumny. Zresztą do dzisiaj znam ją na pamięć. Wartości, które ona wpaja są ponadczasowe. Jest to oczywiście kontrowersyjna rzecz, brutalna. Na dzisiejsze realia może być mocno surowa. Odrapana, brudna i pijana. Najarana i zadymiona. Ale jak obrać to z tych warstw brudu, to w środku zostają dobre wartości. Jeśli ktoś potrafi tego słuchać. Oczywiście to jest płyta dla dorosłych słuchaczy albo dla doroślejszych. Więc na za jakiś czas poleciłbym ją Augustowi. Wychowałem się na tym, niczego złego mnie nie nauczyło.

*

Oskar Tuszyński, lub po prostu Oskar – raper, razem z producentem i didżejem Steezem83 (Piotr Szulc) tworzą Pro8l3m, jeden z najpopularniejszych projektów na polskiej scenie hip-hopowej. Oskar rozpoznawalny jest przez charakterystyczny styl rapowania oraz rozbudowane teksty, czasem surowe i „uliczne”, czasem dystopijne, opowiadające o futurystycznych wizjach. Partner stylistki Eweliny Gralak. Od sierpnia 2022 roku tata Augusta.

Zespół Pro8l3m szeroką rozpoznawalność zyskał w 2014 r. dzięki mixtape’owi „Art Brut”, koncept albumowi, na którym samplowali fragmenty hitów polskiej muzyki lat 70. i 80. Ważną rolę w wydawnictwach duetu odgrywa twórczość wizualna, poczynając od teledysków po cyfrową symulację z elementami VR towarzyszącą premierze albumu „Widmo”. Ostatnie jak dotąd wydawnictwo Pro8l3mu to „Fight Club” z 2021, z gościnnym udziałem m.in. Brodki, Dawida Podsiadły czy Vito Bambino.

Wojtek Terpiłowski – domowy myśliciel, biegacz, kolekcjoner winyli, miłośnik owsianki. W przeszłości m.in. dziennikarz muzyczny, aktualnie kieruje marketingiem w jednym z klubów sportowych. Hurtowo pochłania wszystko, co da się przeczytać. W niekończącym się procesie tworzenia debiutu pisarskiego. Zafascynowany medytacją i jej okolicami. Tata dziewięciomiesięcznego Janka.

Dodaj komentarz