tata

O ucieczce w niepowagę czyli o ojcostwie z Piotrem Polakiem

Tata na Ładne Bebe

O ucieczce w niepowagę czyli o ojcostwie z Piotrem Polakiem
Piotr Polak

W tych poważnych czasach aż prosi się o odrobinę niepowagi. Wygłup. Żart słowny. Umiejętność to arcyważna i deficytowa. Piotr Polak z synem chowają się za klockami. I mają się dobrze.

Aktor teatralny i filmowy, znacie go być może z desek Nowego Teatru w Warszawie. Oglądam jego krótkie filmiki zapisane na Instagramie. Gumowa kaczka dryfująca w wannie w rytm piosenki Boba Dylana. Konsumpcja frytki, parada otwieranych parasolek, klip Radiohead z synem w roli głównej, gagi zza teatralnych kulis, układanie Lego – filmiki, które ktoś nazwie wygłupem, a ktoś inny ważnym zapisem pozornie błahych chwil. Mówią wiele o aktorze Nowego Teatru, Piotrku Polaku, o jego żywiole, przyjaźniach, relacji z synem. Docieram do filmu Corona, zapisków z uziemienia – nuda przekuta na filmik z synem w roli głównej. Kto też tak miał? Będzie niezła pamiątka z tych dziwnych czasów.

Nie chcę rozdrapywać tego tematu w sobie, bo to wtedy psuje całą zabawę. Ale rzeczywiście jest trochę tak, że im jest gorzej, tym bardziej szukam ujścia w niepowadze, albo w robieniu czegoś głupiego – przyznaje Piotrek, mój mailowy rozmówca w kolejnym spotkanie z cyklu #tata.

Masz tak, że im trudniejsze czasy, tym bardziej walczysz z nimi żartem? Jak patrzę na liczbę memów w sieci, które są bardziej w punkt niż artykuły o polityce na dwie strony, myślę, że to niezła broń.

To jest najmocniejsza broń. Może jedyna skuteczna. W Stanach Zjednoczonych co roku przeprowadzają badania, którzy widzowie są najbardziej doinformowani i zorientowani na to, co się dzieje w kraju i na świecie. Ze wszystkimi dużymi stacjami informacyjnymi zawsze wygrywają wieczorne programy satyryczne, które nie muszą traktować poważnie każdej durnej wypowiedzi jakiegoś polityka, tylko natychmiast to wyśmiewają i nazywają po imieniu. I robią to świetnie. Polacy są ewidentnie genialni w memach. Właściwie nawet nie Polacy, ale młodzi ludzie w naszym kraju. Te memy mają podobną funkcje jak satyrycy. Obśmiewając, trafniej nazywają problem. To jest wspaniałe. Rety, mógłbym o tym mówić strasznie długo, bo bardzo mnie kręci ten temat. W serialu Studio 60, napisanym przez wspaniałego Aarona Sorkina, pada takie zdanie „Jezus musiał być śmieszny, skoro aż tylu ludzi go słuchało”. To prawda.

Kiedy myślę o wygłupach chłopaków, automatycznie ląduję w podstawówce. Mistrzostwo w kombinatorkach. Jakim byłeś dzieciakiem? I nie mówię tu oczywiście o stopniach. 

Chyba byłem strasznie grzeczny. Nie wiem. Lata 80. były dla mnie wspaniałe. W domu miałem cudowny chaos. Tata był wtedy rajdowcem samochodowym, i to był trochę osobny mikroświat. Rajdowcy – wtedy, z mojej perspektywy wysokości blatu stołu – to były same świry. Na pewno gdzieś mnie tym zarazili, ale tak raczej na grzecznie. Wiem, że lubiłem z siebie robić matoła, wariata i sprawdzać, jak daleko mogę przesunąć granice. To też w sumie był sposób na unikanie groźniejszych konfrontacji z innego rodzaju matołami w szkole (śmiech).

„Zostaniesz tatą, spoważniejesz” – mówili ci tak? Albo: „zobaczysz, świat się zmieni, nic nie będzie takie samo”. Jak cię zmieniło ojcostwo?

Dużo mi mówili, i czasem bardzo mądrze, ale okazało się, że to nie miało żadnego znaczenia. To jest jedna z tych rzeczy w życiu, której się prostu nie da wytłumaczyć czy opowiedzieć, ale czujesz, że dodaje ci 100 punktów do doświadczenia. Daje do zrozumienia, że jeszcze nic nie wiesz. Odkąd ten mały stwór się pojawił, zmieniło się strasznie dużo, a najlepsze jest to, że cały czas się zmienia.

Miałeś zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością? Spontan i intuicja czy wertowanie książek poradnikowych?

Pierwsze, co odkryłem, to że strasznie dużo wcześniej spałem. Okazało się, że można dużo więcej zrobić w ciągu dnia. Ale tak serio, wziąłem kilka książek, poradników do ręki i poczułem, że to nie dla mnie. Wolałem swoją intuicję, która, okazało się, jest całkiem niezła. Odkąd urodził się syn, strasznie dużo z nim gadałem. To znaczy ja mówiłem. Bardzo szczerze. O wszystkim. O tym, co teraz robię, co czuję, o czym myślę, o nim. A on słuchał. Przy nim mi się paszcza nie zamykała. Pokochałem taką relacje, to jest niesamowicie przyjemne. 8 lat później nadal to robię, tylko że tematy się ciagle zmieniają. Aśka, mama Kaja, też ma podobne podejście i myślę, że to ładnie owocuje.

Jest tak, że czasem nie wiesz, co powiedzieć?

Są takie momenty, że rzeczywiście nie wiem, co zrobić. Smierć zwierzaka, pierwsze spotkanie z przemocą rówieśników, pierwsza rozmowa o seksie. Wtedy rzeczywiście wcześniej sprawdzam, googluję, pytam różnych znajomych rodziców. Próbuję szukać jak najwiecej różnych źródeł, żeby potem łatwiej znaleźć swój sposób. Jedyne, czego się trzymam, to żeby nie ściemniać. Nie oszukiwać. Jeżeli czuję, że na jakieś tematy jest jeszcze za wcześnie, to mówię mu to. A drugie, co jest trochę trudniejsze, próbuję mu nie wrzucać swojego poglądu. Nazywam rzeczy na ile się da obiektywnie, żeby on sam spróbował je ocenić. To nie jest do końca wykonalne, no ale próbuję. 

Jak patrzę czasem na wygłupy wariackie mojego męża z synem, myślę, że wreszcie nie musi udawać, że chce się porozbijać autami po pokoju czy budować Lego. Syn wyzwala w tobie duże dziecko?

Wydaje mi się, że gdyby na świecie nie było polityki, pieniądza, religii, narodów męskości, kobiecości, dumy i wszystkich innych dużych wymyślonych słów, to człowiek nareszcie mógłby się zająć tym, czym chce najbardziej, czyli układaniem swoich klocków. Serio. Jak dorastamy, to i tak cały czas uciekamy do zabawek. Dzieci nam o tym po prostu przypominają.

Skoro z zabawy nie powinno się wyrastać, jakie macie wspólne zajawki, co lubicie razem robić?

Oj, różnie. Próbowałem go wkręcać w różne rzeczy. Część przyjął, część odrzucił, a potem zaproponował swoje. Śmieszne to było, jak bardzo staraliśmy się z Aśką na przykład uciekać od pistoletów, strzelb itd. Nie da się. Nie wiem, skąd to wyłazi w dziecku, ale każda miotła to była strzelba. No to już skoro tak, to tak. Budujemy forty i się „deNERFujemy” Nerfami. Najbardziej się cieszę, że udało mi się go zarazić miłością do muzyki. Przechodzimy przez historię rocka, zwracam mu uwagę na solówki, instrumenty. Sam sobie tym oczywiście sprawiam ogromną przyjemność. A już najbardziej się wkręcił w tworzenie składanek. Wymyśla kolejność i zgrywamy na płytę. Czekanie w podskokach na to, aż się wypali, jest wspaniałe. W ogóle w teraźniejszym tempie świata czekanie na cokolwiek jest czymś strasznie ważnym dla dzieciaka.

Zrobiłeś film z lockdownu – to był wasz sposób na oswojenie tematu COVIDA czy sposób na domową nudę?

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czym ten COVID będzie. Zrobiliśmy to drugiego dnia kwarantanny. Robię mnóstwo małych filmików i też pokazuję Kajowi, jak można korzystać twórczo z telefonu. Kiedy na wakacjach mijaliśmy jakąś śmieszną nazwę miasteczka, to się zatrzymywaliśmy pod znakiem i komentowaliśmy to jakoś dowcipnie. A w tym wypadku siedzielismy sami zamknięci w domu, trochę w strachu i niepewności, czym ta kwarantanna jest i będzie, i zaczęliśmy się zastanawiać, jak te uczucia przekręcić na coś pozytywnego.

To chciałabym zakończyć na pozytywną nutę, zapytać o plany zawodowe, ale czy jest o czym rozmawiać na dziś?

Jest trochę dziwnie. Byliśmy w trakcie prób do nowego spektaklu Warlikowskiego na podstawie „Odysei”. Plan jest taki, że mamy do tego wrócić w lutym, ale tak naprawdę każdy kolejny miesiąc jest pod znakiem zapytania i już nauczyłem się nie planować za daleko w przód. Abstrakcyjne trochę. Zagraliśmy spektakle dla 25% publiczności albo w transferze, ale tak się nie da na dłuższą metę. Teatr nie może funkcjonować bez ludzi. Czuć pustkę. Świat filmowy też działa, ale w zwolnionym tempie. Jestem teraz w serialu, który zapowiada się wspaniale, ale wisi nad nami ta niepewność, czy uda nam się skończyć na czas.

Łatwo nie jest.

Łatwo nie jest, ale na szczęście mam Kaja i zabawki.

 

Piotr Polak – ur. 1980 r., aktor teatralny i filmowy. Od 2012 r. gra w zespole Nowego Teatru w Warszawie. Tata 8-letniego Kaja.

Dodaj komentarz