rozmowa o macierzyństwie

Nie mam dzieci, bo tak wybrałam

Kobiecy wielogłos

Nie mam dzieci, bo tak wybrałam
archiwa prywatne

Na Ładne Bebe od lat przyglądamy się macierzyństwu z każdej strony. Rezygnacja z niego też jest takim kawałkiem, który chcemy poznać. Świadoma bezdzietność to jego istotna część. Dlaczego kobiety rezygnują z bycia mamą?

Wśród redaktorek Ładne Bebe jako jedyna nie mam dzieci i choć temat rodziny i macierzyństwa mnie fascynuje, nie mam potrzeby zgłębiać go z własnej perspektywy, nie łaknę tego doświadczenia. Coraz częściej obserwuję też, że te bardzo i te trochę bliskie mi osoby również nie planują zostać rodzicami. Trzydziestkę świętowaliśmy kilka lat temu, ale zupełnie nie słyszymy tykania mitycznego zegara biologicznego. Postanowiłam zapytać kilka młodych kobiet, dlaczego zdecydowały się nie zostać mamami. Co nimi kieruje? Czy ta decyzja to synonim egoizmu? A może przeciwnie – to wyraz troski? Czy bycie antynatalistką to zbrodnia przeciw ewolucji i społeczeństwu? Relacje moich bohaterek ułożyłam w formie wielogłosu, byście dojrzeli, że często się przeplatają. Uzupełniam go komentarzem Joanny Frejus – psycholożki zajmującej się wsparciem kobiet w okresie okołoporodowym: kobiet w ciąży i mam małych dzieci, kobiet z doświadczeniem poronienia i tych decydujących się na aborcję. Niechaj słowa terapeutki będę wstępem: Coraz więcej kobiet decyduje się nie rodzić dzieci z jednego, bardzo ważnego powodu. Bo może.

WYBIERAM NIEZALEŻNOŚĆ

Złośliwi nazywają świadomą bezdzietność wygodnictwem, a nawet egoizmem. Społeczeństwo z jednej strony przyjmuje fakt, że zostajemy rodzicami dużo później niż 30 lat temu, albo w ogóle z niego rezygnujemy, ale komentarze dotyczące rzekomo niezabezpieczonej przyszłości wciąż się pojawiają: Czasem słyszę, że będę żałować swojej decyzji, że kto mi poda tę słynną szklankę wody na starość, że to niedojrzałe czy egoistyczne. Zawsze wtedy podkreślam, że to moje życie i moje świadome wybory, a nie fanaberia, dodając, że nie oceniam cudzych, więc nie życzę sobie, aby oceniano moje. W zasadzie nie muszę się z tego tłumaczyć, ale jeśli mam energię, to staram się to robić, aby coś się zmieniło w powszechnym myśleniu – opowiada Paulina Klepacz, dziennikarka i edukatorka seksualna, współzałożycielka magazynu G’rls ROOM. Trzymając się słownikowej definicji egoizmu: „postawa życiowa nacechowana dbałością, wyłącznie lub przede wszystkim, o własne (bądź osób najbliższych) dobro”, możemy traktować wybór kobiet jako wyraz dbałości o siebie. Sabina Mejer, zajmująca się marketingiem i PR-em, od niedawna prowadząca z mężem agroturystykę w Kotlinie Kłodzkiej, tak wyjaśnia swoją decyzję: Czuję, że mój wybór jest pokierowany trochę kwestią samolubną. Bardzo lubię swoje życie, codzienność, do której tak bardzo się przyzwyczaiłam, przygody, podróże, niezależność. Czuję, że taka mała istota, wobec której musiałabym wszystko przearanżować, stanowiłaby dla mnie zbyt duże wyzwanie. Z drugiej strony, podobno posiadanie dzieci i strach przed samotnością na starość to właśnie samolubność…

Słowa Sabiny i Pauliny potwierdza psycholożka Joanna Frejus: Wiele współczesnych kobiet decyduje się, bardzo świadomie, postawić swoje potrzeby, swoją własną niezależność na pierwszym miejscu. Obserwują doświadczenia innych mam w ich otoczeniu, znają opowieści swoich matek i babek, mają świadomość, że zostanie matką powoduje pewne ograniczenia, zamyka drogę do niektórych możliwości – i dodaje: I już słyszę ten protekcjonalny (najczęściej męski) głos, mówiący „Ale przecież tyle możliwości otwiera!”. Być może. Ale nie każda osoba musi mieć potrzebę i ochotę, żeby tego próbować. Idąc dalej tym tropem, niezależność związana z wyborem o niebyciu mamą to także poczucie wolności: Wierzę, oczywiście, że dzieci są ich największą miłością, ale często rozmawiam z mamami, od których ewidentnie wyczuwam minizazdrość, że jestem po prostu WOLNA – mówi Sabina Mejer.

Niezależność to też często wybór wspólny, podejmowany w związku: Oprócz kwestii ekologicznych i filozoficznych, sporo mamy drobnych osobistych powodów, jak niechęci do ryzykowania zdrowia ciążą i porodem czy radość z bycia we dwójkę i chęć zachowania tej niezależności osobistej i finansowej, jaką daje bezdzietność – mówi o decyzji swojej i męża Kaya Szulczewska, prokobieca aktywistka, działaczka społeczna i artystka.

ŚWIAT TO SŁABE MIEJSCE DO ŻYCIA

Myśl o sprowadzeniu na planetę Ziemia nowego człowieka generuje rozmaite lęki – strach przed bólem, trauma, depresja, obawy związane z poronieniem. Motywy kobiet mają naturę emocjonalną i społeczną – obawiają się braku wsparcia. Kamila Raczyńska-Chomyn – instruktorka rekreacji ruchowej i pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka BeBo Trening Dna Miednicy i doula, którą możecie kojarzyć jako edukatorkę Dobre Ciało, tak opowiada o swoich obawach: Jako kobieta w ciąży lękałabym się braku pomocy systemowej i opieki okołoporodowej. Tego, że gdyby nie znajomości, mieszkanie w Warszawie i bycie osobą uprzywilejowaną finansowo, nie mogłabym liczyć np. na regularną i bezpłatną fizjoterapię uroginekologiczną czy wsparcie laktacyjne. Kamila wspomina także o kwestiach ekonomicznych – Bałabym się o swoją karierę zawodową, o to, że jeśli bym wylądowała z maluszkiem w szpitalu, to najpewniej spałabym na karimacie na podłodze przy jego/jej łóżku, a mój mąż musiałby stać się jedynym żywicielem rodziny. Podobne obawy, spotęgowane troską o swój stan psychofizyczny ma edukatorka seksualna Paulina Klepacz: Znam bardzo dobrze swoje ciało, swój stan zdrowia i przypuszczam, że ciąża i poród byłyby dla mnie dużym obciążeniem. Po prostu się tego boję i nie chcę doświadczać. A jeśli dodamy do tego jeszcze słaby stan opieki okołoporodowej w naszym kraju, brak dostatecznego wsparcia dla matek, plus sytuację z aborcją, to naprawdę dla mnie nie są to warunki zachęcające do rozmnażania się.

Kamila i Paulina zgadzają się też co do kwestii zawodowej – w ich przypadkach: edukacyjnej i wspierającej – której znaczącą częścią jest właśnie decyzja o nieposiadaniu dzieci. Paulina Klepacz wyjaśnia ją tak: Bardzo cenię sobie moją wolność, spełniam się w pracy zawodowej i w różnych aktywnościach poza nią, np. w szerzeniu seksedukacji. Naprawdę dużo się u mnie dzieje, a ja bardzo to lubię i nie chcę nic zmieniać. Z kolei Kamila Raczyńska-Chomyn jako osoba pracująca w dużej bliskości z kobietami, którym towarzyszy w porodach i połogach, może im przekazać swój czas i energię: Nie posiadając dziecka, mam więcej czasu na pracę, która jest koniec końców pracą opiekuńczą/pomocową i wymaga zasobów, jakie dziecko by mi pochłaniało. Zdecydowanie wolę swoje zasoby inwestować tak, żeby móc wesprzeć wiele osób na wielu polach, a nie nawigować ku dorosłości jedną istotę przez kawał mojego życia. Rozmaite obawy przed urodzeniem nowego człowieka dobrze puentują słowa Kai Szulczewskiej: Wcześniej kłóciły się we mnie dwa odczucia, bo z jednej strony lubię dzieci i fantazjowałam o sobie jako mamie w przyszłości, z drugiej – uważałam świat za słabe miejscem do życia. To przekonanie Kai zostało dawno temu przekute w pogląd filozoficzny, o którym przeczytacie w następnym akapicie.

ANTYNATALIZM TO NIE ANTYDZIECIZM

Wiele osób myli antynatalizm z bezdzietnością, a bezdzietni mogą jako jeden z głównych powodów swojej decyzji mieć właśnie niechęć do dzieci – wyjaśnia aktywistka Kaya Szulczewska. Czym w takim razie jest groźnie brzmiący antynatalizm? Kaya tłumaczy: to filozofia przypisująca narodzinom negatywną wartość, nie ze względu na niechęć do dzieci, a na filozoficzne stanowisko, które zakłada, że narodziny czy szerzej – powołanie na świat człowieka niesie ze sobą ogrom cierpienia, zarówno dla tego człowieka, jak i istot, które nieuchronnie będzie ranić czy zadawać im cierpienie, poprzez egzystencję, konsumpcję, zanieczyszczenie środowiska itd. Chodzi tu zatem o aspekt moralny, o którym traktuje m.in. południowoafrykański filozof i naukowiec David Benatar i który zahacza nieco o filozofię pesymizmu. Filozofowie antynatalizmu mają różne spojrzenia na te kwestię, ale łączy je teza, że lepiej się nie urodzić, niż żyć, ryzykując cierpienie swoje i innych.

Jeśli ten pogląd wydaje wam się okrutny, Kaya wyjaśnia: To rozważanie nie dotyczy już istniejącego życia, antynataliści nie są więc za dzieciobójstwem, morderstwem czy samobójstwem, jak niektórzy sugerują, a rozważają czysto potencjalny byt kontra potencjalny niebyt. Antynatalizm nie jest też praktyką bezdzietności, znam rodziców małych dzieci, którzy patrząc na swoje pociechy i ich cierpienie doszli do tej filozofii. Znam rodziców, którzy dochowali swoje dzieci i z dystansu starszego pokolenia patrzą na to wszystko, rozumiejąc, że brak wnucząt, wcale nie jest taki zły, jak powtarzają im koleżanki z klubu seniora. Reasumując: kluczowe w tej filozofii jest przypisanie negatywnej wartości powoływaniu nowych żyć, a nie samemu życiu. Bazą antynatalizmu nie jest też nienawiść do dzieci. A co z nastawieniem do samych matek? Do kobiecych wyborów o rezygnacji z macierzyństwa? Kaya wyjaśnia: Antynatalizm nie jest też dokuczaniem kobietom w ciąży czy mamom małych dzieci. Zdarza się, że antynataliści są mizoginami, dokuczają matkom, ale to mizoginia, a nie antynatalizm. Antykobiece zachowania nie są podstawą tego nurtu filozoficznego, ale niestety mogą przytrafić się bez względu na liczbę potomstwa czy wyznawaną filozofię życia. Żyjąc w patriarchacie, ludzie często nieświadomie powielają mizoginię, zakładając na nią różne maski. 

WYBIERAM BEZDZIETNOŚĆ, BO DBAM O PLANETĘ

Coraz częściej rezygnacja z macierzyństwa czy ojcostwa jest łączona z kryzysem klimatycznym. Bank Światowy ocenia, że jedna osoba wytwarza średnio emisję 5 ton dwutlenku węgla rocznie, Amerykanie – trzy razy tyle. Na portalu Crazynauka.pl czytam, że badania Guardiana wykazują, iż posiadanie jednego dziecka mniej zapobiega emisji około 58 ton dwutlenku węgla rocznie. Ślad węglowy to jedno, ale na świecie jest nas po prostu za dużo – prawie 8 miliardów ludzi, podczas gdy Matka Ziemia może utrzymać jakieś 1,5 miliarda. O niszczeniu planety i o tragicznej wizji jej przyszłości opowiada z czułością i smutkiem sir David Attenborough. Motywacja antynatalizmu jest dziś też coraz częściej związana z dbałością o planetę, upraszczając: nie chcę sprowadzać na ten przeludniony świat kolejnych osób. Wbrew pozorom, może ona być też wyrazem ogromnej troski: nie chcę sprowadzać dziecka na świat, o którym nie wiemy, jak będzie wyglądał za kilkadziesiąt lat – wyjaśnia psycholożka Joanna Frejus. Każda z moich rozmówczyń odniosła się wyraźnie do tej kwestii. Kamila mówi o swoich obawach: Bałabym się, że musiałabym patrzeć, jak moje dziecko rośnie i dojrzewa na planecie, która ledwo zipie przez nasz gatunek i dodaje: uważam, że sprowadzanie na świat nowych ludzi w dobie kryzysu klimatycznego i migracyjnego jest co najmniej niewłaściwe. Jest nas za dużo na kuli ziemskiej, nasz gatunek rozpanoszył się i będziemy ponosić konsekwencje naszych egoistycznych działań. O przeludnieniu jako jednym z głównych motywów opowiada też Sabina Mejer: Współczesnym, największym zagrożeniem dla świata są ludzie i to, co wyrządzamy naszym ciągłym, niepohamowanym rozpychaniem się Planecie. Jest nas po prostu za dużo! Jaką przyszłość mamy dać dzieciom w świecie, który naprawdę zaraz przestanie istnieć w takiej formie, jaką znamy dziś?

Wszystkie rozmówczynie traktują ten temat dwojako: myśląc o dobru Matki Ziemi i trosce o sprowadzanemu na świat człowiekowi. Sabinie i Kamili wtóruje Paulina: Rzeczywistość, w której żyjemy, nie jest przyjazna, stoimy u progu katastrofy klimatycznej. Nie chciałabym skazywać mojego potomstwa na życie w złych warunkach i pogarszać jego istnieniem stanu Ziemi. Powstają już oficjalne grupy zrzeszające osoby świadomie rezygnujące z rodzenia dzieci, jak BirthStrike, na Instagramie pojawił się też #birthstrike – to wyraz lęku przed klimatycznym armagedonem. Nieposiadanie dzieci nie jest już kwestią tabu, nie jest też pejoratywnie rozumianym egoizmem, ba – można o nim mówić w kategoriach altruizmu. Kaya Szulewska argumentuje: Nie chcę tworzyć nowego konsumenta, nawet gdyby potencjalnie miał wynaleźć sposób na rozkładanie plastiku czy samochody zasilane wodą. Tutaj, gdzie żyjemy, naprawdę konsumpcja jest nieuchronna i w moim odczuciu wybór bezdzietności jest wyborem ekologicznym. 

Młode kobiety zupełnie serio traktują temat kryzysu klimatycznego w kontekście powiększania się liczby ludzi, na który mają – cząstkowy indywidualnie, ale zbiorczo ogromny – wpływ. Kaya Szulczewska pyta: Czy miałabym powiedzieć dziecku „Sprowadziłam cię na świat, bo byłam ciekawa, czy będziesz mieć oczy zielone po mamie, czy niebieskie po tacie, a na katastrofę klimatyczną zamknij te piękne oczy i idź dalej”.

NIEMAMA KONTRA RESZTA ŚWIATA

Jak na decyzję moich bohaterek reagują ich bliscy: przyjaciele, znajomi i rodzina? Chyba mam olbrzymie szczęście, ale jakoś przypadkowo w moim życiu ułożyło się tak, że większość moich bliskich znajomych również nie ma dzieci z wyboru. Mam też bardzo, bardzo wspierającego męża, który akceptuje moją decyzję i póki co jesteśmy bardzo szczęśliwi w dwójkę – mówi Sabina Mejer. Ciekawa jest też perspektywa rodziców, szczególnie w przypadku Pauliny Klepacz, która nie ma rodzeństwa: Moi rodzice są pogodzeni z tym, że nie będą mieć wnucząt – choć chcieliby – tym bardziej że jestem jedynaczką. Mają swoje pasje i aktywności po pracy, są w bliskim kontakcie z dzieciakami z naszej rodziny, więc nie narzekają. Dla nich najważniejsze jest to, żebym była szczęśliwa, więc wspierają mnie w moich wyborach, za co jestem im bardzo wdzięczna. Z podobnym wsparciem od bliskich spotyka się Kaya Szulewska, która od kilku lat otwarcie mówi o swojej bezdzietności, także publicznie – na Instagramowym koncie @kayaszu. Bardziej kontrowersyjne są reakcje, z którymi spotyka się online: Jeśli są jakieś uwagi, jakieś docinki, to najczęściej od nieznajomych w internecie, którzy radzą mi się zabić albo piszą, że będę żałować. W rodzinie już każdy pogodził się z naszą decyzją. Mąż zrobił kilka lat temu wazektomię, o czym też bez ogródek mówimy, więc decyzja wydaje się na tyle dobrze przemyślana i nieuchronna, że ludziom odechciało się nas nagabywać o dzieci.

Nurtujące jest też, jak kobiety, które nie chcą mieć dzieci, oceniają mamy – czy ich niechęć do posiadania potomstwa przekłada się na negatywny odbiór macierzyństwa? Kaya uważa, że nie można wrzucać wszystkich decyzji do jednego worka. Według niej egoistami są rodzice, którzy decydują się na dzieci z egoistycznych powodów, reszty stara się nie oceniać, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi nie zastanawia się nad pobudkami, kierując się na przykład presją społeczną. Bierze też pod uwagę kwestie religijne czy aksjologiczne – rodziców, którzy danie światu nowego człowieka traktują altruistycznie. Kamila odpowiada z perspektywy osoby towarzyszącej kobietom podczas porodu i połogu: Uważam, że nie powinno się rodzić więcej ludzi, ale jeśli ktoś podejmuje decyzję o zastaniu rodzicem, to ja zrobię, co w mojej mocy, żeby to doświadczenie było dobre i godne. Żeby poród i połóg nie był traumą, żeby doświadczenie poronienia nie zostawiło po sobie zespołu stresu pourazowego i żeby każda rodząca osoba czuła, że nie idzie w ten żywioł sama.

*

Wiemy, że Ładne Bebe czytają też kobiety, które nie są (jeszcze) mamami. Cieszy nas to, że do nas zaglądacie! Czy wśród was są osoby, które świadomie zrezygnowały z macierzyństwa? Pokażcie się, dajcie znać, co wami kieruje – chętnie się temu przyjrzymy.

Dodaj komentarz