stokke

Na jakiś czas tu zakotwiczymy

Ładne Bebe i Stokke z wizytą u Ady

Na jakiś czas tu zakotwiczymy
Aga Stodolska

Lokalni patrioci – domu w górnym Sopocie szukali… 6 lat. Ale gdy już go znaleźli, była to miłość od pierwszego zobaczenia. Remont to niezły test dla związku i cierpliwości, dla tej czwórki wicie nowego gniazda to nie lada przygoda.

Dwie pomagierki, Łucja i Wanda, rozpakowują kartony, bo pomysłów na ich wykorzystanie kilkulatkom nie brakuje. Pociąg czy rakieta? Rodzice, Ada i Filip, mają zapewne inne dylematy, na przykład terminy stolarza czy kolor fug. On – z branży IT, ona – district manager marki bieliźnianej. Styl domu? Bardziej klasyczny zderzony z pomysłami z wnętrzarskich tablic Pinteresta. Najbardziej zauroczył ich dziki ogród, do którego prowadzi wejście z domu. W takich okolicznościach, i ku wielkiemu zaskoczeniu, można w sobie odkryć pasjonata ogrodnictwa i relaksu na trawie, prawda Filip?

Ta czwórka wydeptuje na parkiecie swoje nowe ścieżki, a do naszego kwestionariusza o macierzyństwie, jaki realizujemy z marką Stokke i który podejrzycie w całości tutaj, wkradła się literka alfabetu D. D jak dom.

D jak dom. Masz poczucie, że zakotwiczacie się tu już na dobre? Przywiązujecie się do miejsc czy raczej macie za sobą wiele przeprowadzek? 

Wspólnie to nasza pierwsza przeprowadzka i na pewno planujemy trochę pomieszkać. Czy na stałe, ciężko powiedzieć, bo jeszcze wiele może się zmienić. Sporo podróżujemy i może okaże się, że jest na świecie jeszcze inne miejsce, które pokochamy równie mocno jak Sopot. Chyba jeszcze nie mamy tu ulubionego kąta, nadal jesteśmy w procesie udomowienia, ale podejrzewam, że zostanie nim ogród, bo wszyscy złapaliśmy na niego superzajawkę, a już największą (nieoczekiwanie) Filip!

Inspiracje. Pinterest, magazyny?

W sumie od zawsze lubiłam podglądać, co nowego dzieje się w świecie wnętrzarskim. Chciałam nawet studiować wzornictwo przemysłowe, ale uznałam, że na ASP brak mi wizjonerskiego talentu. Sporo inspiracji na pewno przyniosły nam podróże, oboje lubimy klimatyczne lokalizacje wygrzebane na Airbnb czy Bookingu i one w pewnym sensie pomogły nam ustalić, co wspólnie nam się podoba. Chociaż nie ukrywam, że przy wybieraniu ostatecznych dodatków do naszego mieszkania moja miłość do sztuki współczesnej i modernizmu trochę wygrała z klasycznymi wyborami Filipa. 

Czas. Zastanawiam się, czy macie jakieś patenty, jak zrobić remont (przy dwójce maluchów) i nie rozwieść się…

Remont był niewątpliwie naszym największym związkowym wyzwaniem. Kosztował nas sporo pracy i nerwów, dlatego jeszcze długo nie pomyślimy o kolejnym (śmiech). Cudownych patentów nie mamy. Na pewno pomocne, ale i zgubne, było to, że nie mieliśmy presji szybkiej przeprowadzki. Logistyka wchodziła często na najwyższe poziomy, ale pomoc ze strony dziadków, wspólny czas na małych wakacjach, wygospodarowywanie chwil dla samych siebie i dobra ekipa remontowa to te elementy, które pozwoliły nam nie zwariować.

Macierzyństwo. Pamiętasz siebie sprzed dzieci? Jak i w czym się różni Ada wtedy a dziś?

Hehe… Ada nie różni się zbyt wiele! Ma trochę mniej okazji na spotkania towarzyskie do rana, ale dzięki Filipowi i na to znajdzie się czas. Zasada „szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci” z grubsza sprawdza się w macierzyństwie, dlatego poza bardziej napiętym grafikiem niewiele musiało się zmienić. 

Bliskość. Czym jest dla was?

Chyba dosyć banalnie – wspólnym spędzaniem czasu, jedzeniem, podróżowaniem, wspólnym milczeniem, nawet wspólnymi aferkami. A w dosłownym rozumieniu to naprawdę dużo się przytulamy. Wszyscy!

Zmęczenie. Jak się resetujesz?

Nie jestem typem samotnika, więc czas dla siebie najczęściej organizuję w towarzystwie. Lubię wieczorny wypad z dziewczynami albo szybki weekendowy wyjazd. Samotnie lubię chyba tylko jeździć autem i śpiewać (OK, bardziej wyć!), ale na to mam trochę czasu w pracy, bo sporo jeżdżę. Resetuję się też na ciekawej wystawie, w kinie czy teatrze.  

Pasja. Filip hula po falach i lata dronem. Masz swoją odskocznię?

Takiej stałej pasji jak Filip nie mam. Cały czas szukam, lubię próbować nowych rzeczy. Ale jestem też bardzo niecierpliwa, więc powiedzmy, że naturalnego pasjo-talentu nadal poszukuję. Za to na wakacjach zawsze wynajdę jakąś galerię albo muzeum sztuki współczesnej, żeby zaciągnąć tam wszystkich domowników (śmiech). 

Grafik. Jesteś typem „witaj spontan” czy lubisz mieć rytuały w domowej logistyce?

To jest bardzo trudne pytanie, bo jestem… spontaniczną pedantką – tak chyba mogę się nazwać! W przyjemnościach jestem spontaniczna i na nic nie trzeba mnie długo namawiać, nawet na zmianę dużo wcześniej poczynionych planów. Za to w codziennym grafiku, zarówno rodzinnym jak i pracowniczym, nie znoszę zmian, chociaż często mnie spotykają. Mam pracę, w której zmiany są na porządku dziennym, a w domu – samych fanów spontanu. Jak tu żyć? (śmiech). W codziennej logistyce nie wyobrażam sobie życia bez telefonicznego kalendarza, w którym codziennie coś przesuwam na jutro, pojutrze, popopojutrze… 

Perfekcjonizm. Wada czy wartość?

Mówiąc szczerze, nie znam szczęśliwych perfekcjonistów. Z moim perfekcjonizmem na szczęście często wygrywa lenistwo.

Złość. Jak sobie radzisz z trudnymi emocjami, gdy macierzyństwo cię przytłacza?

Wychodzę… 

Zazdrość. Dwie córki jak krople wody czy dwie planety?

Dziewczyny są zazdrosne, ale w taki zupełnie normalny, naturalny sposób, tzn. muszą mieć to samo, zwłaszcza Lu. Z kolei Wanda bardzo upomina się o czułość, nie można pogłaskać Lu bez natychmiastowego głaskania Wandy. Nie są do siebie szczególnie podobne. Na tę chwilę Wanda po tacie jest raczej spokojna, w typie księżniczki, a Lu to diabeł, po mnie – nerwuska z cała masą siniaków i guzów (śmiech). Mimo tych różnic bardzo się kochają i pójdą za sobą w ogień – niech tylko jedna zobaczy, że ktoś chce skrzywdzić drugą!

Marzenia. Twoje i innych domowników to…?

Takie najbardziej aktualne to definitywne zakończenie pandemii, żebyśmy znów bez żadnych ograniczeń mogli żyć, jeść, podróżować.

Miejsce. Wasze trzy ulubione rodzinne family-friendly miejsca w Trójmieście?

Szczerze mówiąc, ostatnio trochę mniej bywaliśmy w typowych, rodzinnych lokalach z wiadomych powodów. Jeżeli miałabym polecić coś nastawionego na dzieci, z wieloma atrakcjami dla maluchów, to będę wspierać lokalne inicjatywy: DziKawkę i Mini Świat Sopot. Dla nas miejsca family-friendly to takie, gdzie każdy członek rodziny znajdzie coś atrakcyjnego dla siebie. Idealnym scenariuszem na wolny czas jest wspólna wycieczka z przyjaciółmi na jedną z plaż poza miastem (nie zdradzę gdzie!). Dzieci mają piach, Filip pływanie, a ja towarzystwo. Po wszystkim – obiad w sprawdzonej restauracji, i nic więcej nie potrzeba. 

*

Nowy początek, nowe cztery kąty – na moje oko szybko się stąd ta ekipa nie ruszy. Pewnie jeszcze długo rządzić będą farby, kartony i pukający kurierzy. Zadomowianie się ma swój urok!

Ada i Filip do sesji wybrali krzesełka Tripp Trapp, czyli klasyk od Stokke, który rośnie z dzieckiem i idealnie pasuje do wnętrz w klimacie scandi. A do tego zestaw podróżny na wakacje: wodoodporny plecak JetKids, oraz nowe wcielenie walizek, które ułatwią każdy wyjazd – walizka do jeżdżenia, ciągnięcia i noszenia!

 

Materiał powstał we współpracy z marką Stokke.

 

Dodaj komentarz