stokke

Dojrzałam do odpuszczania samej sobie

Ładne Bebe i Stokke z wizytą u Marzeny ze studio Motane

Dojrzałam do odpuszczania samej sobie
Joanna Kępa

Dużo wyciągniętych rąk do przytulania, dużo policzków wystawionych do pocałunków. Ślady mokrych stóp, tych małych i dużych, zostawione w kuchni, plus rozrzucone bluzki – od pajacyków po T-shirty nastolatki.

Nie ma czegoś takiego jak nadpodaż miłości, najwyżej niedobór wolnego czasu dla rodziców. W tym domu mieszkają Marzena z Michałem i ich dzieci: Milena (17 lat), Marysia (15 lat), Magda (11 lat), Mika (6 lat) i najmłodszy Miron. M jak miłość? Na stole w koszyku leżą kłębki włóczek, w tym domu powstają filcowe cuda pod znakiem studio Motane – praca rzemieślnicza, która wymaga skupienia i ciszy. Marzena uśmiecha się porozumiewawczo. No tak, ciszy… Razem z marką Stokke zapraszamy was na kolejną rozmowę o ważnych punktach w macierzyństwie. O perfekcjonizmie, który bywa wadą, o chaosie twórczym i szukaniu czasu dla siebie – dziś bardzo rodzinne i gwarne wydanie.

Bliskość. Czym jest dla ciebie? Mając piątkę dzieci, można odczuć jej nadmiar? 

Fizyczna czy emocjonalna? Pierwsza w postaci tulenia, miziania czy też buziaków dotyczy u nas przede wszystkim najmłodszych pociech (no dobra, męża też!) i tej jest faktycznie czasami dużo. Ale ja to bardzo lubię, uwielbiam nosić dzieci, każde z nich miało swoje pierwsze miesiące, a nawet lata w chuście u mamy, co zapewniało bliskość maluszkowi, ale też umożliwiało wykonywanie mamowych zadań lub spędzanie równocześnie czasu ze starszym dzieckiem. Specjalistą od uwielbianego w domu miziania po małych nóżkach, rączkach i pleckach jest Pan Tata, więc zaspokajanie tej potrzeby spada na niego.

Bliskość to też po prostu nasza empatia, uważność. Nie wszystkie moje dzieci lubią się tulić, zwłaszcza nastolatki, i myślę, że dla nich bardziej liczy się nasza obecność i zrozumienie. 

Czas. Czas przy każdym kolejnym dziecku się kurczy. Masz patent na czas tylko dla siebie lub tylko dla związku? 

Przypomniałaś mi o latach, kiedy na świecie były tylko dwie najstarsze córki – pamiętam mój plan na czas z każdą osobno. Ponieważ zawsze byłam sobie sama szefem, miałam tę możliwość, by zorganizować 2 dni w tygodniu na czas z każdą z nich. To był bardzo krótki moment życia (śmiech). W chwili obecnej, od wielu już lat, dzieje się to samoczynnie, chwytamy chwile razem, np. przy okazji odwożenia którejś córki do szkoły czy na wspólnych zakupach. Mamy wtedy chwilę na rozmowę tylko ze sobą.

Gorzej jest z czasem tylko dla związku. Przed ostatnim porodem i pandemią udawało nam się organizować spotkania, np. w restauracji mieszczącej się blisko szkoły muzycznej córki, podczas oczekiwania na koniec jej zajęć. Pędziłam, by ją odwieźć, najmłodszą córkę przejmowała babcia, a mąż w tym czasie dojeżdżał z pracy i mieliśmy dla siebie czasem całą godzinę!

Relaks. Częsty to gość w twoim codziennym słowniku? Jak ładujesz baterie? 

Relaks… a co to? (śmiech). Mógłby być teoretycznie w toalecie, ale wtedy uruchamia się zazwyczaj potrzeba bliskości u najmłodszych dzieci! No, może jak uda się wypić ciepłą kawę, to już jest relaks, albo jak porozmawiam z ukochaną siostrą telefonicznie (to już wręcz rozpusta). Baterie ładuję nocami, gdy dom śpi, a ja mogę popracować w ciszy i spokoju, czasami w towarzystwie dobrego filmu.

Perfekcjonizm. Wada czy wartość?

Wada! Ponoć na niego cierpię, tak donosi mi siostra i znajomi. Ale chyba u mnie perfekcjonizm dotyczy tylko mojej małej produkcji w studio Motane czy też zdjęć na potrzeby studia. Dążę do doskonałości, co nie przekłada się ani na lepsze życie, ani na lepsze zarobki. Każdemu pomysłowi poświęcam się za bardzo, a najczęściej są to plany, które nie ujrzały światła dziennego i zostały wykonane tylko raz. Często ten perfekcjonizm odchorowuję. Ale poza pracą jestem Panią Chaos! Mam całą listę niedokończonych zadań, remontów, pomysłów na życie i planów na twórczy czas z dziećmi…

Praca. Czym jest dla ciebie. Pasją, odskocznią? Może momentem skupienia z niemowlakiem na pokładzie?

Pasją i odskocznią – dopóki tworzę to, na co mam ochotę, i wtedy, kiedy mi pasuje. Praca z narzuconym zadaniem i terminem bardzo mnie stresuje, choć satysfakcja – jeśli podołam – jest bardzo przyjemna. Z dużą rodziną praca na zamówienie jest dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem – często ktoś jest chory, wypadają nieplanowane zdarzenia. Klienci zagraniczni mają większe zrozumienie dla takich sytuacji, u nas bywa z tym różnie. Co oczywiście rozumiem, nikt nie chce czekać w nieskończoność na swoje zamówienie. Dlatego od kilku już lat pracuję tylko w swoim tempie, ze swoimi pomysłami, i sprzedaję tylko gotowe produkty. W swojej firmie wszystko robię sama: od pomysłu, przez realizację, zdjęcia, kontakt z klientem. Często zaczynam odpowiadać na maila jednego dnia, a kończę dopiero dwa dni później. Tak jak mówisz, filcowanie, zwłaszcza na sucho (igłą) wymaga skupienia i dlatego najłatwiej pracuje mi się nocą, gdy w domu jest cisza i nikt mnie nie odciąga co chwilę od pracy. Przed pojawieniem się Mirona, kiedy dzieci chodziły do szkoły, pracowałam też w ciągu dnia. Bywały dni, gdy najmłodsza córka nie szła do przedszkola, a ja, by móc dokończyć zamówienie, pozwalałam jej skorzystać z mojego telefonu i spora część moich klientów otrzymała wiadomość z linkiem do bajki na YouTube (śmiech).

Teraz, przy maluszku, w domu skupiam się głównie na nim, cieszę się każdą chwilą z nim, bo wiem, jak to jest ulotne. W głowie oczywiście buduję już plan działań na potem. Sukcesem będzie, jak uda mi się w ciągu kilku miesięcy stworzyć choć prototypy, by powrócić w nowej odsłonie – ale nie wcześniej niż po roczku synka. Mam plan na nowy produkt – taki, który pozwoli mi podzielić się etapem produkcji z kimś innym i zaspokoić większą część odbiorców produktów studia Motane.

Odpuszczanie. Wyobrażam sobie, że kompromis i odpuszczanie czy elastyczność to nieodzowne elementy bycia mamą piątki? 

Pierwszą córkę, Milenkę, rodziłam, mając 22 lata. Bardzo na nią czekałam, marzyłam, by zostać mamą! Oczywiście miałam swój plan na „najlepszą mamę” pod słońcem. Córka miała od razu swój pokój, a ja całe noce spędzałam w fotelu, usypiając ją, by od razu nauczyła się spać w swoim łóżeczku. Byłam tak zawzięta, że w pierwszym roku Mileny przerobiłam wszystkie możliwe koncepcje łóżka, od klasycznego, przez rozkładaną kanapę, po materac na ziemi, by tylko nie przyzwyczaić jej do łóżka rodziców. Tak też przez pierwszy rok byłam skrajnie niewyspaną, ale niepoddającą się matką dziecka śpiącego tylko na rękach (ale w swoim pokoju). Obecnie piąte dziecko śpi w dostawce do naszego łóżka i ani myślę o zmianach! Żyjemy tak, by każdemu było przede wszystkim wygodnie! Pierwsze dziecko zweryfikowało dość mocno postrzeganie przeze mnie macierzyństwa i moje koncepcje wychowawcze – z każdym kolejnym dzieckiem odpuszczałam coraz bardziej. Najwięcej czasu zajęło mi jednak dojrzenie do odpuszczania samej sobie!

Teraz pozwalam sobie na gorsze dni, na niezrealizowanie całej długiej listy zadań w zaplanowanym czasie. Pozwalam sobie być niewyspaną, a przez to i w gorszym humorze. Pozwalam sobie wyjść z psem na spacer w piżamie (w tym miejscu dziękuję Oli Żebrowskiej za jej piżamy F&H, sąsiedzi się nie orientują!). Ostatnio też coraz częściej odpuszczam stanie przy garach, zwłaszcza że tego nie lubię i godzę się z tym, że moje dzieci poznają smaki kuchni okolicznych restauracji czy pizzerii.

Mamy na pokładzie córę w edukacji domowej z jej własnego wyboru, córkę – człowieka orkiestrę, która co chwilę rozpoczyna grę na kolejnym instrumencie. Mamy też księżniczkę/baletnicę/Elsę, która lubi dzielić się tym ze światem w widoczny sposób, dlatego można mnie spotkać np. w podróży pociągiem z małą Elsą w jej pełnym stroju. Jest też córa, która lubi poznawać świat, i mocno testuje naszą wytrzymałość i granice. Mamy  jednego rodzynka i już czekamy na to, co on dla nas planuje na tej wspólnej drodze. I to wszystko jest OK i takie, jak ma być. Myślę, że nie obciążam dzieci swoimi oczekiwaniami względem nich (nie mam takich), bo najważniejsze jest dla mnie to, by dzieci żyły tak, jak same tego chcą, by były szczęśliwe i się spełniały. W pełni odpuszczam to, co myślą o tym inni.

Grafik. Spontan czy macie domowe grafiki i reguły nawigacji w logistyce dnia?

Oj, to mój bardzo słaby punkt, nie mam kalendarza, wszystko przechowuję w głowie, plan pojawia się często na ostatnią chwilę. Takie moje ćwiczenie szarych komórek. Zazwyczaj wszystko się udaje i przyznam, że jestem niedocenionym w domu mistrzem organizacji spontanicznej. Elastyczność to podstawa przy tak dużej rodzinie i nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak bardzo pokreślony byłby taki grafik czy kalendarz.

Potrafię idealnie wykorzystać każde dane kilka minut, przemieszczam się wtedy po domu jak błyskawica, szykując obiad, śniadaniówki, wstawiając pranie itd. Jestem w stanie ogarnąć familię rano w pół godzinny, by zdążyć do szkoły. Mój patent to nie zostawiać bałaganu w kuchni na noc. Nim pójdę spać, kuchnia musi być przygotowana na szybki i intensywny poranek. Drugi patent to nastawiać trzy budziki z różnicą kilku minut – większa szansa, że któryś mnie dobudzi. To wszystko działa, dopóki mój małżonek jest w delegacji i jestem sama. Kiedy jest w domu, cały plan się sypie, włącza mi się tryb chill i chyba myślę, że on wykona wszystko za mnie.

Partner. Jak się dzielicie, co jest dla was wsparciem?

Hmm… to trudny temat, bo mąż ma taką pracę, że jest nieregularnie w domu. Często jest kilka dni w delegacjach, czasem dłuższych, i przez to nauczyłam się sama zarządzać dniem, sama podejmować codzienne decyzje wychowawcze. Są tygodnie, gdy Michał jest na miejscu, i wtedy okazuje się, że tych różnic w podejściu do wielu spraw jest sporo. Kiedy jest w domu, dzielimy się obowiązkami, mąż przejmuje wożenie dziewczyn popołudniami lub poranne odwożenie do szkoły. Ale nim sobie to poukładamy, on znów wyjeżdża i muszę wrócić to trybu „ja sama”.

Złość. Jak sobie radzisz z trudnymi emocjami, gdy macierzyństwo cię przytłacza?

Ze swoimi emocjami czy z trudnymi emocjami dzieci? Po pierwsze pozwalam na to, by były. Nie czarujmy się, nie ma ludzi doskonałych, nie ma ludzi, których nic nie wyprowadzi z równowagi. Każdy może mieć gorszy dzień, być przemęczony czy przytłoczony nadmiarem obowiązków. Mnie też to spotyka i pozwalam na to – to jest OK. Nie mam już ciśnienia na bycie zawsze supermamą czy superżoną. Staram się tylko jak mogę nie przejmować błahostkami.

Strach. Czy czegoś się boisz w macierzyństwie? Przed czym chciałabyś ochronić dzieci?

Staram się o tym nie myśleć, gdyż mam dar czarnowidztwa, i gdy tylko zaczynam, to boję się tak bardzo, że utrudnia mi to funkcjonowanie tu i teraz. Ale oczywiście boję się – chyba najbardziej chorób i złych ludzi, których moje dzieci mogą spotkać na swej drodze.

Przyszłość: co jest najcenniejszym kapitałem na przyszłość dla waszych dzieci?

Myślę, że to, że maja siebie nawzajem, i samodzielność, którą wynosi się z dużej rodziny.

Szczęście: jesteś najszczęśliwsza gdy… moje dzieci są szczęśliwe!

ladnebebe i stokke z wizytą

*

Dużo tu mądrości doświadczonej mamy i kobiety – czerpię z tej rozmowy garściami. Każdy ma swoją definicję bycia superwoman, a czasem wątpi, nie dowierza, że nią jest. Ja nie mam wątpliwości, że Marzena ma w szafie swój magiczny płaszcz, a wy?

Na sesji pojawiły się produkty marki Stokke, które służą i niemowlakom i nastolatkom, i są zaprojektowane tak, by zbliżać do siebie rodzinę. Krzesełka Tripp Trapp rosną razem z dzieckiem, mają też wymienne kolorowe poduszki. Przy niemowlaku świetnie się sprawdzi zestaw dla noworodka Tripp Trapp Newborn Set, a codzienna kąpiel w przenośnej, składanej wanience Flexi Bath z antypoślizgowym dnem zaangażuje całą rodzinę do zabawy z maluchem.

Materiał powstał we współpracy z marką Stokke.

Dodaj komentarz