in vitro szorty w Ładne Bebe

„Macierzyństwo nie musi być zależne od związku”, czyli o in vitro dla solo mam

Rozmowa z samodzielną mamą z wyboru, która znalazła pomoc za granicą

„Macierzyństwo nie musi być zależne od związku”, czyli o in vitro dla solo mam
archiwum Ładne Bebe

Dania, Belgia, Francja, Niemcy, Holandia – to kilka z listy państw europejskich, które umożliwiają zapłodnienie in vitro singielkom. W Polsce taki zabieg jest wciąż nielegalny, dlatego samotne Polki planujące macierzyństwo, a wśród nich także bohaterka tego tekstu, szukają wsparcia za granicą. I je znajdują.

Do niedawna w Polsce funkcjonował Narodowy Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, realizowany ze środków Ministerstwa Zdrowia. Na jego realizację  w latach 2013–2016 przeznaczono 250 mln zł, a na świat przyszło 22 000 dzieci. Zaraz po dojściu do władzy partii Prawo i Sprawiedliwość, zrezygnowano z programu. W myśl ustawy z 29 listopada 2023 r., nowelizującej ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, minister zdrowia opracuje i wdroży pierwszy program oraz rozpocznie jego realizację od dnia 1 czerwca 2024 roku.

Nikt jednak ani wtedy, ani obecnie nie myśli w tym kontekście o solo mamach, czyli single mom by choice (w skrócie: smbc). Widać jak na dłoni, że dostępność in vitro dla samodzielnych mam nie jest i nigdy nie była istotnym tematem w debacie publicznej w Polsce. Nasza bohaterka, która poprosiła o anonimowość, jest naukowczynią, kuratorką sztuki i mamą 1,5-rocznej dziewczynki. To w Danii, gdzie 16% rodzących się dzieci to potomstwo solo mam z wyboru, poddała się zapłodnieniu in vitro.

Co spowodowało, że zostałaś solo mamą z wyboru?

Odkąd pamiętam, zawsze wyobrażałam sobie przyszłość z dziećmi. Ale kolejne związki kończyły się i dzieci się nie pojawiały. Któregoś dnia siedziałam z moją przyjaciółką i skarżyłam się, pytając: „Dlaczego ja nie mogę być mamą?”. A ona śmiertelnie poważnie powiedziała: „Ależ możesz być mamą. Pytanie, czy musisz mieć do tego ojca dziecka”.

A musisz?

No właśnie nie muszę. Ale minęło jeszcze wiele miesięcy, zanim stało się dla mnie jasne, że możliwe jest macierzyństwo jako coś osobnego, niezależnego od związku. U mnie instynkt macierzyński zawsze był niezależny od tego, czy z kimś jestem, czy nie. Mając 37 lat, pomyślałam, że właściwy mężczyzna pojawi się być może za 10 lat, ale na dziecko nie mogę przecież tyle czekać.

Co zrobiłaś?

Zaczęłam działać. Spotkałam się ze znajomą, która była jedyną znaną mi osobą, która samodzielnie poddała się in vitro. Spotkanie z nią dało mi dużo siły i nadziei i napełniona nimi poszłam do ginekolożki. W gabinecie usłyszałam, że in vitro dla samodzielnych mam w Polsce jest nielegalne. Pamiętam, że przepłakałam całą drogę do domu.

Aż trudno uwierzyć.

W tak ostentacyjny przejaw dyskryminacji i to w kraju, w którym rządząca wówczas partia grzmi, że trzeba rodzić dzieci na potęgę! A ja chciałam urodzić dziecko, byłam zdrowa i gotowa, ale prawo nie było po mojej stronie. Nie mogłam samodzielnie zdecydować o najbezpieczniejszym i najbardziej uczciwym w mojej sytuacji zajściu w ciążę. Dlatego zaczęłam szukać za granicą. Znalazłam. Umówiłam się. I na dwa dni przed wyjazdem zarządzono lockdown.

Ile czekałaś?

Dwa lata. To nie był łatwy czas, ale dzisiaj jestem mamą najcudowniejszej dziewczynki na świecie! I jestem superszczęśliwa. To była najlepsza decyzja mojego życia.

Jak zdobywałaś informacje o dostępności i warunkach in vitro dla solo mam? 

Nie poddawałam się. Gdy już zdecydowałam się na klinikę i dostałam recepty na stymulację do in vitro, musiałam wykupić pełnopłatne leki, bo nie przysługiwała mi refundacja. Pani w aptece aż 2 razy sprawdziła, czy wszystko się zgadza, gdy na rachunku było 5 000 zł.

Przy refundacji odpada to jedno bardzo znaczące zero.

W dodatku w sytuacji, gdy leki są refundowane, koszty dzielone są na dwie osoby w związku, a samodzielne matki muszą je pokryć same, z jednej pensji. Zresztą, podobnie jak i wszystkie inne późniejsze wydatki, gdy dziecko już jest na świecie. Nie skarżę się, bo wiedziałam, na co się piszę, ale z ciekawością czytam o rozwiązaniach w innych krajach. W Szwecji samotny rodzic może wziąć niepełny wymiar pracy, jeśli pracuje na etacie, bez straty na wysokości wynagrodzenia. Różnicę dopłaca tamtejszy ZUS. To świetne rozwiązanie dla samodzielnych rodziców, bo nasze gospodarstwa domowe są relatywnie najdroższe i najtrudniejsze do utrzymania. Nie ma drugiej osoby, która po pracy wyskoczy po zakupy.

Odbierze z przedszkola, kiedy dziecko gorączkuje.

Albo zaopiekuje się dzieckiem podczas wyjazdu służbowego drugiego z rodziców. Bez zatrudnienia niani nie byłabym w stanie pracować – mamy tylko 2 dni płatnej opieki nad dziećmi w ciągu całego roku. Dwa dni! Poza tym w Polsce nadal pokutuje stereotyp smętnej samotnej matki, mimo że wiele badań dowodzi, że zarówno dzieci wychowywane przez rodziców po rozstaniu, jak i dzieci samodzielnych mam są bardzo szczęśliwe.

Jak się czujesz jako solo mama w Polsce?

Boli mnie za każdym razem, jak widzę kartę wielkiej rodziny, bo to taki sygnał, że wielodzietnym rodzinom warto pomagać, choćby odciążać je w wydatkach na dzieci, a samotnym rodzicom nie warto, niech sobie sami radzą. W muzeach, galeriach, kinach, bilet rodzinny dotyczy co najmniej trzech osób. W tym rozumieniu tematu samodzielna mama z dzieckiem nie jest rodziną. Podobnie jest w hotelach – samodzielny rodzic z dzieckiem płaci tyle samo, co para z dzieckiem.

Denerwuje mnie, że w Polsce realizując swoje macierzyństwo, czuję się jak wojowniczka. Kiedy podczas urlopu macierzyńskiego spędziłam miesiąc w Danii, nikogo tam nie dziwiło, że samotnie wychowuję dziecko.

Powiedz jeszcze, gdzie smbc mogą szukać wsparcia i pomocy?

Dobre pytanie. Ja szukałam wśród znajomych. Ważne było dla mnie to, że mogłam się spotkać z osobą, która tego doświadczyła. Sama spotykam się z kobietami, które rozważają samodzielne macierzyństwo i wciąż ich przybywa.

W sieci jest sporo danych, ale wiele z nich jest nieadekwatnych w naszym kontekście. Przygotowując się mentalnie do tej decyzji, czytałam opowieści matek z Danii, Wielkiej Brytanii, Stanów czy Australii. Szukałam też takich wątków w filmach czy serialach. Mało tego jest! Za mało!

Polecam też książkę Karoliny Domagalskiej „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro”. Jedną z bohaterek jest samotna matka z wyboru. Pamiętam, że czytałam ten rozdział, jadąc pociągiem, i bardzo płakałam. Bardzo mnie wzruszało, że już ktoś to zrobił przede mną i że nie jestem z tym sama. W Danii pierwsze dziecko smbc urodziło się w 1980 roku! Bardzo mnie ucieszyło też, że jest już nazwa na ten mój model macierzyństwa – lubię o sobie mówić solo mama albo solo mama z wyboru. To jednak robi różnicę. Daje mi więcej sprawczości.

Czego mogę ci życzyć?

Chciałabym normalizacji tematu solo mam w Polsce. Dlatego zdecydowałam się o tym głośno mówić. Mam nadzieję, że gdy moja córka dorośnie, temat nie będzie już tak szokujący i niszowy, a ona będzie mogła czuć się zupełnie normalnie.

Dla zainteresowanych tematem polecamy dwie publikacje poszerzające pole widzenia macierzyństwa solo mam z wyboru: Cup of Jo i Wysokie Obcasy.

Ważne informacje dotyczące bieżących kwestii związanych z rodzicielstwem znajdziecie w kategorii SZORTY.

Dodaj komentarz