Zdaje się, że znalazłam wreszcie swoją ulubioną nadmorską miejscowość. Jest nią Ustka – która łączy w sobie klimat kurortu w stylu Ciechocinka z pozostałościami niemieckiej architektury oraz plażą z piaskiem niczym mąka ziemniaczana. Takim, który szeleści pod stopami.

Dookoła piękne trasy rowerowe, klify, lasy, jeśli chcesz uniknąć nadmorskiego oczopląsu w postaci straganów z mydłem i powidłem (lub raczej z modnymi w tym sezonie masełkami i innymi gniotkami z Chin), to możesz.
Ustka zainwestowała w podwodna sztuczną rafę, ulokowaną jakieś 200 metrów od wchodniego brzegu. Składa się z progów podwodnych, narzutów z wielkich kamieni oraz specjalnych betonowych modułów (tzw. betonowych durszlaków) zatopionych na głębokości kilku metrów. Dzięki tej bardzo kosztownej konstrukcji plaża pozostaje szeroka i bardziej bezpieczna, ponieważ fale rozbijają się i tracą energię na kamiennej barierze pod wodą, zanim dotrą do brzegu. Tym samym na plaży falowanie jest znacznie mniejsze.


Jeśli chodzi o wycieczki rowerowe – polecamy wybrac się na gofry do Orzechowa, w porze przed zachodem słońca. Zachód słońca nad klifami – 10/10! Gofry w budce na końcu świata własnoręcznie robione przez pana, kótry kocha swoją pracę i to miejsce na ziemi – 11/10.
W Ustce zobaczyć można dawną osadę rybacką, czyli domy o konstrukcji szachulcowej – białe domy poprzecinane ciemnymi belkami. Od ponad dwustu lat Ustka pełni też rolę uzdrowiska, w czasach międzywojennych miejscowość funkcjonowała pod nazwą „Ostseebad Stolpmünde”, co potwierdziło jej status jako nadmorskiego uzdrowiska. Powstały nowe pensjonaty, hotele i wille, które przyciągały coraz więcej gości.

Warto zwrócić uwagę na przepiękną i unikalną mozaiką ceramiczną mozaikę na budynku Sanatorium „Radość”. Zaprojektowana pod koniec lat 70. XX wieku przez Irenę Zahorską. To wyjątkowy zabytek sztuki PRL-u stworzony w duchu upcyklingu z odpadów fabrycznych.

A jeśli już mowa o Irenach, to do Ustki uwielbiała przyjeżdżać Irena Kwiatkowska, co upamiętniono ławeczką z jej podobizną.
Znalazłam też idealny nadmorski ośrodek – Forest Family Resort, ulokowany dosłownie 150 metrów od plaży, zejście boczne nr 20, nieoblegane, z dala od głośnej muzyki i dmuchańców.


To miejsce w sam raz na rodzinny kilkupokoleniowy wypad – babcie, dziadkowie i rodzice mogą korzystać z zabiegów balneologicznych i strefy SPA w ośrodku wypoczynkowo-leczniczym Pomorze, a dzieci mają pełną infrastrukturę w należącym do tego samego kompleksu oddalonym od ulicy (i serio jedną ścieżką na plaże w pięć minut) Foreście. Jest tu kort tenisowy, prywatny fragment wydmy z pięknymi koszami plażowymi, wielki plac zabaw z tyrolką a w środku – Funlandia, wenwnętrzy plac zabaw ze wszystkim, co dzieci lubią najbardziej – miejscem do wspinania, zakopywania w kulkach, zabaw w pogotowie i kuchnię.




A propos kuchni – tej prawdziwej – jedzenie serwowane w ośrodku jest świetnej jakości, zbilansowane, śródziemnomorskie, sporo ryb, warzyw, owoców i jak powiedziała moja siedmioletnia córka – czego dusza zapragnie.
Dodam jeszcze, że miejsce prowadzą bardzo mili młodzi ludzie, Agnieszka i Mateusz, którzy wkładają w nie dużo serca i pomysłów. I to czuć – obsługa jest miła, bo lubi swoją pracę, a goście życzliwi i co tu wiele mówić – wracają co roku. My też zamierzamy.
Materiał powstał we współpracy z Forest Family Resort.

