Rodzinny Budapeszt

weekend nad Dunajem

Najbliższe kilka minut spędzicie z nami nad Dunajem, który leniwie meandruje przez kilka krajów, by wpaść w objęcia Morza Czarnego. Będzie bograsz, będzie langosz i wygrzewanie się w łaźni. Już wiecie, dokąd was zabieram, oto rodzinny Budapeszt!

Przez stare mosty z zapierającym dech widokiem, przez staromiejskie uliczki, znad pachnącego wędzoną papryką talerza. Poprowadzi was po Budapeszcie drużyna podróżników, czyli Czworonas, którzy zbyt długo na miejscu nigdy nie zagrzeją. Do stolicy Węgier wybrali się dość spontanicznie, licząc, że dawka koloru i słońca wniesie energię w początek słotnej jesieni. I nie mylili się, spójrzcie na ich relację i krótki, rodzinny wypad na południe. Może to dobra inspiracja przedmajówkowa? Oddaję głos Karolinie!

 

*

DOKĄD 

Przygnębiający weekend – Święto Zmarłych. Za oknem zimno, bez najmniejszej perspektywy na choćby promyk słońca. Wystarczyło jedno porozumiewawcze spojrzenie i już wiedzieliśmy, że czas się pakować, że weekend wystarczy na kolejną przygodę. Tym razem sprawa była bardzo spontaniczna, nie było zatem przygotowań, planowania trasy. Była za to wielka dawka radości, że za kilka godzin, na chwilę zaznamy nowej kultury. Pewne było jedno – musi być to miejsce, do którego dotrzemy stosunkowo szybko i to samochodem. Budżet rodzinny mógłby nie dźwignąć biletów lotniczych z dnia na dzień, w obie strony, dla 4 osób.

*

MIESZKANIE

Budapeszcie, nadchodzimy! Uzbrojeni w książeczki i kolorowanki, spakowani na szybko, ruszyliśmy w drogę na podbój węgierskiej stolicy. Obowiązkowym przystankiem był obiad w Czechach. Rodzice Jacka od początków naszej znajomości zarażali nas pasją i entuzjazmem do tego niepozornego sąsiada. Oczywiste zatem było, że na obiad wszyscy jedzą smażony syr z tatarską omacką. Noclegu dla naszej rodzinki szukaliśmy w samochodzie, w drodze do Budapesztu, za pośrednictwem stron booking.com i Airbnb. Szybko udało się znaleźć coś za przystępną cenę w dobrej lokalizacji. Osiem i pół godziny później i 900 km dalej – jesteśmy. Żeby jednak nie było tak kolorowo, na miejscu okazało się, że nastąpiła pomyłka i wybrane przez nas i opłacone mieszkanie jest już zajęte. Nic nie dzieje się chyba bez przyczyny, bo chwile potem wrzuciliśmy nasze bagaże do jeszcze piękniejszego, tańszego i lepiej ulokowanego mieszkania. Na miejsce docieramy późnym wieczorem i już czujemy niezwykłą atmosferę tego miasta. Naszym oczom ukazuje się prawie pływający po Dunaju, podświetlony ciepłym światłem Parlament. Jest niesamowity i zdecydowanie zapiera dech. Całe miasto nocą wygląda jak wyciągnięte z bajki. Mnóstwo starej architektury i pięknych mostów, a wszystko otulone światłem.

*

TRANSPORT

Ciekawi nowych wrażeń rozpoczynamy dzień. Wita nas przepiękne słońce i 20 stopni Celsjusza. Czego chcieć więcej w listopadowy poranek? Miasto wyraźnie podzielone jest na dwie części z przepływającą przez środek rzeką Dunaj. Wschodni brzeg to Buda a zachodni – Pest. W latach 70. XIX wieku obie części połączyły się w jedną. Stąd też nazwa miasta BUDAPEST. Budapeszt posiada 4 linie metra, autobusy, tramwaje, wypożyczalnie rowerowe, także każdy bez problemu znajdzie najbardziej komfortowy dla siebie środek transportu. My europejskie miasta z zasady staramy się przemierzać pieszo, by lepiej je poznać.

*

NASZE ZACHWYTY

WĘGIERSKI PARLAMENT. Nocą zrobił na nas naprawdę duże wrażenie, czas zobaczyć to cudo w świetle dziennym. Budynek parlamentu w Budapeszcie to jeden z symboli stolicy Węgier i całego kraju. Położony nad Dunajem w dzielnicy Peszt, jest jednym z największych gmachów parlamentów narodowych na świecie. Przy budowie pracowało 1000 osób, zużyto 40 kilogramów złota, pół miliona kamieni szlachetnych i 40 milionów cegieł. A my możemy śmiało powiedzieć, że jego styl w dzień prezentuje się równie pięknie co nocą, a ogrom nabiera innego wymiaru.

 

ŁAŹNIE GELLERT. Każdego dnia ze 123 budapesztańskich źródeł termalnych wypływa 70 mln litrów gorącej wody. Grzechem byłoby nie skorzystać z tych naturalnych dobrodziejstw. Znane w całym mieście Łaźnie Gellert’a, otulone ciepłą, białą parą mieszczą się niedaleko mostu Wolności. Musimy przyznać, że mimo dość sporej ilości turystów, wszyscy są bardzo mili i obdarzają się wzajemnie ciepłym uśmiechem i życzliwością, nie przepychając się nerwowo. Łaźnie Gellert’a to kompleks ukryty w zjawiskowym secesyjnym budynku. Łączy w sumie 10 basenów wewnętrznych i 2 zewnętrzne pod gołym niebem. Temperatura wody w zależności od basenu waha się pomiędzy 20, a 40 stopniami Celsjusza.

MOST WOLNOŚCI. Przepiękny w formie, łańcuchowy, zielony most to pierwsze stałe połączenie leżących po przeciwległych stronach rzeki Budy i Pestu. Bo obu stronach pilnują go duże, betonowe lwy. Był odbudowany jako pierwszy, spośród zniszczonych podczas II Wojny Światowej most. Z tego też powodu nazwano go Mostem Wolności. Jest także najkrótszym mostem w Budapeszcie.

BUDAVARI SIKLO. Przechodząc spacerkiem przez Most Wolności szybko znajdujemy się przy kolejnej atrakcji na naszej mapie. Kolejka na stromym wzgórzu Budy, gdzie usytuowany jest zamek królewski. Kolejka jest rekonstrukcją tej oryginalnej, która została zbudowana dla obsługi zamku, by nie musieli się codziennie wspinać. Małe, urokliwe wagoniki suną po torach, tym samym ukazując zjawiskową panoramę całego miasta. Schodząc na dół wzdłuż kolejki można zatrzymać się na 3 poziomach i obejrzeć widok z innej wysokości. Na wzgórzu Zamek Królewski, nie muszę już pisać, że piękny, bo to oczywiste. Cała zabudowa tego miasta ma w sobie coś magicznego, co przenosi nas na chwilę w inny świat. Mamy dużo szczęścia, bo trafiamy akurat na zmianę warty żołnierzy pilnujących Zamku, wszystko z rozmachem więc dziewczynki stoją bez ruchu, jak zahipnotyzowane i przyglądają się uważnie panom w zielonych mundurach.

 

BASZTA RYBAKA. Pogoda dopisuje, świeci wciąż piękne słonko, zatem ruszamy na dalszy ciąg naszego spaceru. Nieopodal zamku królewskiego, ok 20 minut piechotą, przemykając przez małe uliczki wzgórza zamkowego, znajduje się Baszta Rybacka. Widzimy ją już z daleka i jesteśmy oczarowani. Jej romański charakter robi na nas piorunujące wrażenie. Biały kościół z tysiącem zdobień, w całości pokryty jest kolorowymi ceramicznymi płytkami na dachu, które tworzą piękny wzór. Wszystko otoczone równie pięknym białym „murem” z łukami z którego rozciąga się wspaniały widok na parlament, wyspę Małgorzaty oraz historyczną część Pesztu znajdującą się po drugiej stronie Dunaju. Ludzi jest tu całe mnóstwo, lokalny grajek przygrywa na skrzypcach, staruszka sprzedaje ręcznie robione na szydełku serwetki, jest nawet para młoda, która w tej pięknej scenerii robi sobie ślubny plener. Mimo tłoku staramy się jednak całym sobą poczuć klimat i zdecydowanie nam się udaje.

BUDAPEST EYE. Kiedy zaczyna się ściemniać warto zobaczyć, Sziget Eye – diabelski młyn. Liczy 65 m wysokości i uznawany jest za największy tego typu w Europie. Rozświetlony wygląda uroczo. Nie decydujemy się jednak na przejażdżkę i widok z góry. W końcu mieliśmy już dziś okazję zobaczyć piękną panoramę, a czasu na dalsze atrakcje mamy niewiele.

*

KUCHNIA

Kuchnia węgierska to smaki, które zdecydowanie podpasują polskiemu podniebieniu. Położenie Węgier i panujący tu klimat, daje im łatwy dostęp do słodkowodnych ryb i dobre warunki do uprawy warzyw. Dużo tu pieczonej i wędzonej papryki, mięsa, cebuli i pomidorów. Do najbardziej znanych potraw zalicza się bogracz, treściwy gulasz z mięsem wołowym, langosz, czyli drożdżowy placek smażony w głębokim tłuszczu, posypany na wierzchu startym serem, szynką i śmietaną, lub halaszle – zupa rybna z dodatkiem papryki i pomidorów podawana z chlebem.

Na deser decydujemy się na lody i Kurtosze, czyli cieplutkie ciasto owijane dookoła specjalnego kija, posypywane cukrem, cynamonem i orzechami. Zniknęły tak szybko, że nie zdążyliśmy uwiecznić ich na zdjęciu. Musicie uwierzyć nam na słowo – PYCHA.

*

BUDAPESZT NOCĄ

Chłoniemy tętniące życiem miasto późnym wieczorem. Spotykamy po drodze zespół instrumentów dętych, który na środku wielkiego placu przygrywa popowe covery. Wszędzie tłumy turystów i lokalnych mieszkańców. Udaje nam się trafić na maping na murach Bazyliki św. Jana. Tak na marginesie musimy wam zdradzić, że jesteśmy bardzo dumni z naszych dziewczynek. Cały dzień pokonują drogę pieszo, bo nie mamy ze sobą ani wózka, ani nosidła. Oczywiście zdarzają się chwile: mamooo na rączki, ale powiedzmy sobie to prosto w oczy i tak wykazują się wielką wytrwałością, a takie przytulanki to sama przyjemność.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

NASZE RADY

Jeśli lubicie zwiedzanie w stylu slow, przeznaczcie na to miasto więcej niż weekend. Jest naprawdę piękne i na pewno, po głębszym przygotowaniu, można zobaczyć jeszcze więcej ciekawych zakamarków. Niektórych atrakcji nie udało nam się zobaczyć z tytułu weekendu, dlatego warto sprawdzić wcześniej w jakie dni i w jakich godzinach są czynne miejsca, które będą na naszej liście „must see”, np. Great Market Hall360 rooftop bar, czy nocleg w Brodyland.

*

CZEGO SIĘ NAUCZYLIŚMY

Po raz kolejny najważniejszym wnioskiem jest motto: w rodzinie siła. Każdy wspólny spacer, wycieczka do europejskiego miasta, czy na drugi koniec świata uświadamia nam, jak bardzo lubimy być razem. Jak miło jest żyć ze świadomością, że to wielkie szczęście mieć możliwość zwiedzania świata i pokazywania go swoim dzieciom na swój sposób.

*

 BYE BYE BUDAPESZT

Nasza przygoda dobiega końca. Czas wracać do domu i odliczać dni do kolejnej wycieczki. Jemy szybkie śniadanie i idziemy na ostatni, krótki spacer mostem Małgorzaty. Do zobaczenia Budapeszt. Jesteś piękny i na pewno to nie nasze ostatnie odwiedziny.

Macie ochotę na spacer po Budapeszcie? Wiosną jest tam przepięknie.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.