Jesienne hity: mistrzowskie curry i napój mocy

Rodzinne gotowanie z Oh Meal!

Na stół wjeżdżają zupy, dania jednogarnkowe, wszelkie rozgrzewacze i witaminowe bomby. Proszę Państwa, na salony wkroczyła jesień i wcale nie kojarzy się tylko z dynią w kuchni. Dziś Żaneta z Oh Meal rozwiewa mity kulinarne i serwuje trzy zdrowe wegańskie przepisy. Kto głodny?

Podglądanie jej konta skutkuje natychmiastowym biegiem na bazarek, by czule dotykać jabłka, napawać się artystycznym printem przekrojonej czerwonej kapusty, wąchać cytrusy i przesypywać między palcami orzechy. Może zmrużycie lekko oczy w obliczu tego barwnego korowodu na Instagramie i nawet będąc umiarkowanym zwolennikiem roślinnej kuchni, przyznacie, że nudy w naturze nie ma. Jest różnorodność i jest smak, i to w kuchni alergików! Zanim więc przejdziemy do rodzinnego gotowania i trzech hitów na jesień, czyli curry, migdałowej tarty i zielonego napoju mocy, pogadamy trochę o mitach, alergiach i weganizmie.

 

Żaneta, zacznijmy od tego, że twój IG nieźle rozprawia się z mitami. Maluch nie je mięsa od urodzenia. I żyje. Po drugie liczba przepisów, różnorodność i wygląd dań burzy przekonanie, że kuchnia wegańska i bezglutenowa jest nudna.

Dziękuję, to bardzo miłe! Oczywiście, że można. Leon ma prawie 2 lata i to prawda, nie je mięsa od urodzenia. W jego diecie nie ma również glutenu, nabiału, jaj, soi oraz niektórych orzechów. Rezygnacja z produktów zwierzęcych to nasz wybór. Z pozostałych – konieczność, ponieważ Leon odziedziczył po mnie alergie pokarmowe. Ja również mam je od urodzenia. Zatem w naszym domu panuje dieta roślinna. Na takiej diecie jest też mój mąż Maciek, który podobnie jak ja wychował się w domu wegetariańskim. Na weganizm przeszedł razem ze mną, gdy 6 lat temu okazało się, że poza glutenem, mam alergię na nabiał i jajka. Stąd było to dla nas naturalne, że nasz syn również będzie na takiej diecie. Nie musiałam się specjalnie do tego przygotowywać. Wiedza, którą wyniosłam z domu, książki, badania i wykłady dały mi bazę, dzięki której wiedziałam, jak przygotowywać roślinne posiłki, żeby nic w nich nie zabrakło. Wiedziałam, jak uzupełniać żelazo, wapń czy magnez, jedząc odpowiednie warzywa, kasze czy orzechy. Wszyscy regularnie się badamy, a nasz synek jest pod kontrolą lekarza, który bardzo nas wspiera w drodze, którą wybraliśmy. A więc tak, jest to możliwe!

Czujesz trochę misję inspirowania kulinarnego?

Trochę tak. Myślą przewodnią Oh Meal jest: any oatmeal can become an oh-meal, czyli każda owsianka może stać się oh-sianką. Czasami zdrowe, roślinne jedzenie kojarzy nam się z beznamiętną zieloną papką i brązowym, twardym ryżem. Cieszę się, że powoli ta świadomość się zmienia i chcę mieć w tym swój udział. Moją misją jednak nie jest zmienianie świata, walka na argumenty i udowadnianie czegokolwiek. Ja po prostu dzielę się tym, czym sama żyję i tym, co się u mnie sprawdza codziennie. Pokazuję, że wszystko jest możliwe. Można mieć alergie i jeść różnorodnie, pysznie i bez wyrzeczeń. Można wychowywać malucha bez mięsa i nabiału. Wykorzystując jedynie rośliny, można przygotowywać przepyszne, pełnowartościowe posiłki, nieziemskie desery, proste i szybkie lunche do pracy. A wszystko bez poczucia ograniczenia czy właśnie nudy. 

 

Rozprawiasz się też z mitem Matki-Nocami-Nad-Garem-Stojącej. Gotujesz w godzinę lunch i obiad na drugi dzień…

Podzieliłabym bloga na dwie części: stronę główną, gdzie można znaleźć dopieszczone przepisy, z kolorowymi, pięknymi kadrami, oraz stories, gdzie pokazuję moje gotowanie od kuchni (śmiech). Tam znajdziecie proste i szybkie dania, które przygotowuję codziennie wieczorem na dzień kolejny. Robię śniadanie i lunch dla siebie do pracy, śniadanie, lunch i podwieczorek dla Leona oraz obiad dla nas wszystkich. Tak, czasami wszystko zamyka się w jednej godzinie!

Powrót do pracy i proszę, jesteś mistrzem organizacji swojego czasu.

Wróciłam do pracy dwa miesiące temu. Bardzo się bałam tego powrotu – z kilku powodów. Jednym z nich była świadomość tego, jak zorganizowana będę musiała być w przygotowaniach posiłków, w obliczu tego, że ani ja, ani Leon nie możemy zjeść „na mieście”. Przygotowania zaczęłam… dwa tygodnie wcześniej. Wszystko zaplanowałam, rozpisałam, zrobiłam odpowiednie zakupy online i w dużych marketach. I udało się! Udaje się codziennie. Tym, jak można sobie ułatwiać życie, przygotowując posiłki do pracy czy dla dzieci, dzielę się właśnie na stories na Instagramie.

A gotujesz od zawsze. Kiedy miałaś 9 lat, zrobiłaś swoją pierwszą pomidorówkę. Wyczuwam w tym mamę, która pozwalała ci eksperymentować.

Moja mama dawała mi całkowitą wolność w kuchni, pozwalała bawić się i eksperymentować. Lubiłam odgrywać rolę kucharza w programie kulinarnym. Wsypywałam składniki do osobnych miseczek i prezentowałam przed „kamerą”, co – krok po kroku – należy zrobić. Dobrze, że nigdy żaden z tych programów nie został faktycznie nagrany, bo widzowie dowiedzieliby się, ze ziemniaki gotuje się bez wody, a por smaży na łyżce herbaty. Gdy miałam 13 lat, zaczęłam regularnie gotować dla całej rodziny. Bardzo to lubiłam, bo mogłam zrobić co mi się podoba, np. naleśniki z brokułami i sosem pomidorowym.

Są smaki, które pamiętasz z dzieciństwa, które powracają jak bumerang?

Z domu najbardziej pamiętam… rety, tyle smaków! Wegetariańskie gołąbki z ryżem i grzybami (do dziś proszę, by mama je przygotowała, gdy jedziemy do niej w odwiedziny). Indyjski ryż z soczewicą. Pulpeciki z twarogu i orzechów włoskich w sosie pomidorowym. Pasta eci-peci (pasta ze słonecznika i siemienia lnianego, którą wymyślili moi rodzice w akademiku). Kaszka kukurydziana z jagodami – bardzo często jedliśmy ją na kolację. Zupa z soczewicy. Pasta z migdałów. Mogłabym tak wymieniać. Mój dom kojarzy mi się z pysznym jedzeniem. Zawsze chciałam gotować choć w połowie tak dobrze jak moja mama. Chyba się udało!

 

 

Rodzice nauczyli cię kisić warzywa, zbierać grzyby. Jak sobie pomyślę, że jako studenci na kuchence w akademiku gotowali roślinnie w czasach, gdy wegetarianizm kojarzył się chyba tylko z pastą jajeczną… Ty szczęściaro!

Jestem ogromnie wdzięczna za dom, w którym się wychowałam. To był wspaniały dar. Wszystko, co robię dziś w mojej kuchni i to, jak dbam o moje zdrowie i stan umysłu, zawdzięczam właśnie moim rodzicom. Wychowałam się w rodzinie wegetariańskiej. W naszym domu panowała wysoka świadomość w kwestiach zdrowia i żywienia. Były to czasy, gdy dieta bezmięsna była tak niepopularna, że ludzie, słysząc, jak jedzą moi rodzice, pukali się w głowę. Rodzice nauczyli mnie nie tylko kisić warzywa, ściągać sok z brzozy, zbierać grzyby, ale również tego, jak naturalnymi metodami wspomagać organizm podczas choroby. Moja mama, córka zielarza, robiła nam ziołowe kąpiele, inhalacje napotne i codziennie rano do mojego 18 roku życia, przynosiła nam zioła do łóżka. Piliśmy je jeszcze przed śniadaniem. Tata robił kompresy, mikstury i kiszonki. Mama zachęcała do picia dużych ilości wody i urządzała konkursy, kto więcej jej wypije. Tata przypominał, jak ważne są pory snu i posiłków i jak radzić sobie ze stresem. Mama biegała, tata grał w tenisa. Ja i mój brat mieliśmy naprawdę dobry przykład. Jeśli miałabym określić jedną najważniejszą rzecz, którą wyniosłam z domu, to byłoby to zrozumienie, że zdrowie człowieka ma trzy wymiary: fizyczny, psychiczny i duchowy, i że każdy z tych elementów jest równie ważny. Zostałam nauczona dbać nie tylko o to, co jem, ale również o to, czym karmię mój umysł i serce. 

Dziś gotujemy jesiennie, sezon na choroby kwitnie. Jakie są twoje patenty na dania wzmacniające odporność?

Mam swoje sposoby. Oczywiście zalicza się do nich kurkuma, imbir i czosnek. Odporność zaczyna się w naszych jelitach, dlatego przede wszystkim dbam o to, co jemy na co dzień, nie tylko w okresie chorobowym. Przede wszystkim codziennie pijemy zioła z przepisu mojego dziadka zielarza. Moja mieszanka zawiera 17 różnych ziół. Często piję chlorellę, która zawiera ogrom substancji odżywczych: witamin (w tym cennej witaminy B12), minerałów, aminokwasów, a do tego oczyszcza organizm z toksyn, uszczelnia ściany jelit i wspomaga odporność. Pojawia się u nas dużo kiszonek – to naturalny probiotyk. Jemy też suszoną i zmieloną na proszek dziką różę – to naturalne i bogate źródło witaminy C, która bardzo dobrze się wchłania. Dodajemy ją np. do szejków. W okresie chorobowym jemy naturalne antybiotyki, takie jak świeża żurawina zmiksowana z czosnkiem i miodem. Świetnie działa też taka mikstura: czosnek, cebula, imbir, cytryna, miód. Wszystko posiekane i odstawione na jakiś czas w słoiku. Trzeba pić małe ilości (ok. ½-1 łyżeczki na raz), bo można odczuć dolegliwości żołądka. Poza dietą staramy się hartować ciało. Maciek zawsze kończy prysznic bardzo zimną wodą. Ja biegam boso po śniegu i czasem morsuję, chociaż brakuje mi w tym zalecanej regularności.

A jak Leon i sezon jesienny? Czy wychowany na takiej bombie witaminowej, choruje?

Leon je bardzo dużo owoców, warzyw, kasz. Obecnie nie ma takiej rzeczy, której by nie lubił. (Ale nie było tak od samego początku). Dostaje też probiotyki i witaminy. Czy choruje? Choruje. W okresie jesienno-zimowym ma regularnie katar i kaszle. Nigdy nie było to nic poważnego, co wymagałoby np. antybiotykoterapii. Zdarzyło mi się pomyśleć kilka razy, że to niesprawiedliwe, że ja tak dbam o jego dietę, a on mimo wszystko choruje. Ale szybko zdałam sobie sprawę, że takie myślenie nigdzie nie prowadzi. Po pierwsze, nie wiem, jaka byłaby jego odporność, gdybym nie przywiązywała wagi do tego, co je. Po drugie, wierzę, że to, co teraz robimy z Maćkiem w kwestii żywienia naszego syna, to inwestycja w przyszłość, budowanie zdrowych nawyków, które kiedyś zaowocują na pewno. A ten czas chorób żłobkowych… no cóż, trzeba przeczekać. Dzieci tak też budują swoją odporność.

 

 

 

*

Dobijamy do portu, czyli serwujemy 3 hity z kuchni. Będzie jesiennie, sezonowo i zdrowo. Co gotujemy?

Orzechowe curry z kalafiorem

Składniki:

1 kalafior
1 papryka
2 duże ziemniaki
1 cebula
2 duże ząbki czosnku
5 cm świeżego imbiru
1 puszka mleka kokosowego
1 puszka cieciorki
1 puszka dobrej jakości pomidorów (bez żadnych przypraw)
1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego
1 łyżeczka kardamonu
3 łyżeczki curry
2 łyżki masła orzechowego
2-2,5 łyżeczki soli
1/2-1 łyżeczki sosu sriracha
kilka łyżek oleju do smażenia
1 łyżka koncentratu pomidorowego
½ łyżeczki miodu (opcjonalnie)

Do dzieła! Kalafior myjemy i dzielimy na małe różyczki, wykładamy na blaszkę do pieczenia nasmarowaną olejem. Pieczemy 20-30 minut w temperaturze 180 stopni, mieszając co jakiś czas. Kalafior nie powinien się przypalić. Ziemniaki gotujemy w łupinkach al dente (ok. 10 minut od zagotowania wody). Na patelni lub dnie niskiego i szerokiego garnka podgrzewamy olej i wrzucamy wszystkie przyprawy oraz przeciśnięte przez praskę imbir i czosnek. Mieszając, podgrzewamy na wolnym ogniu przez ok. 2 minuty. Przyprawy nie mogą się przypalić.

Kroimy paprykę w grubą kostkę, a cebulę w grube ćwierćtalarki. Oba warzywa wrzucamy do aromatycznej mieszanki na patelni. Zwiększamy temperaturę i smażymy, aż nieco zmiękną (możemy dodać odrobinę wody). Następnie dodajemy upieczony już kalafior. Ziemniaki schładzamy pod zimną wodą, obieramy ze skórki, kroimy na średnią kostkę i dodajemy do reszty, solimy. Teraz czas na mleko kokosowe, pomidory z puszki, masło orzechowe, cieciorkę, koncentrat i sos sriracha. Mieszając wszystko, doprowadzając do wrzenia, po czym zmniejszamy moc i gotujemy jeszcze przez 10 minut. Jeśli całość okaże się za kwaśna (dużo zależy od rodzaju pomidorów), dodajmy trochę miodu. 

To danie na pewno was rozgrzeje! Można podawać je tradycyjnie z ryżem jaśminowym lub basmati albo z chlebkiem naan. Ale również z ugotowaną na sypko kaszą jaglaną.

 

*

A skoro mowa o kaszy… oto drugi przepis, podobno codziennie ktoś ciebie o niego prosi!

Migdałowa tarta z kremem jaglanym i truskawkami

Składniki:

kruchy spód
100 g wiórków kokosowych
120 g migdałów
 1 łyżka kakao
50 g margaryny roślinnej/oleju kokosowego
 3 łaskie łyżki ksylitolu lub innego słodzika

masa jaglana
100 g suchej kaszy jaglanej (porządnie przepłukanej wodą)
1 puszka mleka kokosowego + ¾  puszki wody (używamy tej samej puszki)
40 g ksylitolu
1-2 łyżki margaryny/masła
kilka kropel olejku wanilinowego lub laska wanilii
 mrożone truskawki

polewa czekoladowa
100 g gorzkiej czekolady
 ksylitol/syrop klonowy, wg uznania
 łyżka margaryny roślinnej lub oleju koksowego

Kaszę jaglaną płuczemy na sitku pod strumieniem gorącej wody i gotujemy do miękkości na mleku kokosowym z ¾  puszki wody, ksylitolem i ekstraktem wanilinowym. Pozostawiamy w garnku do wchłonięcia całego płynu. Studzimy. W tym czasie możemy przygotować ciasto. Wiórki i migdały mielimy na mąkę w blenderze/termomiksie/młynku i mieszamy z pozostałymi składnikami. Natłuszczoną formę na tartę wykładamy okruchami ciasta (należy rozprowadzić je po całej powierzchni i dokładnie uklepać – można wyrównać spód za pomocą płaskiego dna szklanki). Przestudzoną kaszę miksujemy bardzo dokładnie w blenderze wysokoobrotowym razem z margaryną/olejem. Wylewamy na spód (nieupieczony) masę jaglaną. Na wierzchu układamy blisko siebie mrożone truskawki, lekko wciskając je w masę. Całość pieczemy 30-40 minuty.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej wraz z margaryną/olejem i ksylitolem. Polewę rozprowadzamy dokładnie po wierzchu ciasta. Gdy czekolada już zastygnie, można udekorować ciasto wiórkami kokosowymi lub płatkami migdałów. Przed podaniem należy je schłodzić w lodówce przez 1-1,5 godziny. Wtedy będzie się dobrze kroić.

 

*

A na koniec wasza tajna broń, czyli zielony napój mocy! Jak mówi wegemama: Dokładnie. Pijemy go w okresie jesienno-zimowym. To prawdziwa bomba witamin i doskonały sposób na poranne przebudzenie. Taki zdrowy szot. 

Zielony napój mocy

Składniki:

1 banan
1 pęczek pietruszki
1 duża garść jarmużu/szpinaku
sok z ½-1 cytryny
½ pomarańczy
1 kawałek imbiru (ok. 2 cm)
1 łyżeczka miodu (opcjonalnie)

Wszystko porządnie miksujemy. Jeśli macie blender o słabszej mocy, wybierzcie szpinak zamiast jarmużu. Do niego potrzeba bardzo wysokich i mocnych obrotów, żeby sok nie był włóknisty.

*

Bardzo dziękujemy ci za kulinarne inspiracje. Od samego patrzenia czujemy się zdrowiej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.