Jak to jest być dziadkiem?

Rozmowa z okazji Dnia Dziadka

„Dziadek ma prawo kochać oraz obowiązek jeszcze bardziej kochać”. Z okazji Dnia Dziadka mamy dla was rozmowę z superdziadkiem, autorem tych słów.

Zbigniew Bobrowski jest tatą fotografki, oboistki i autorki bloga Życie Be, Eli Bednarek oraz dziadkiem Miłosza, Kuby i Mikołaja. Zawsze byłam ciekawa, jak to jest być dziadkiem, jakie emocje towarzyszą spoglądaniu doświadczonego człowieka i ojca na dzieci swoich dzieci. Ile w tym spoglądaniu jest lęku, a ile bezkresnej radości? Co chce się tym nowym ludziom w rodzinie pokazać, przed czym ustrzec i do czego zachęcić? Pan Zbigniew mówi o tym zajmująco i warto posłuchać jego mądrych słów choćby z tego względu, że zbliża się Dzień Dziadka. Nie śmiem ani chwili dłużej opóźniać waszego spotkania z jego czułym sercem i żwawym umysłem.

*

DZIADEK JEST OD KOCHANIA

Jak to jest być dziadkiem?

Jest to bardzo ważny etap w moim życiu. Najpierw byłem chłopcem, potem młodzieńcem. Zakładając rodzinę, stałem się mężem i ojcem, a teraz do tego doszło bycie dziadkiem. Każdy etap ma swoje prawa i obowiązki. Dziadek ma prawo kochać oraz obowiązek jeszcze bardziej kochać. Te prawa i obowiązki bardzo uszczęśliwiają dziadka i mam nadzieję, że choć odrobinkę wnuki. Bycie dziadkiem to wielka duma i odpowiedzialność, a przede wszystkim nieograniczona radość i miłość. Jest to okres obserwacji rozwoju oraz kontynuowanie budowania tradycji i dobrej pamięci kolejnego pokolenia.

I rozpieszczania.

Staram się, aby w tej roli nie przesadzać z nadmiarem rozpieszczania. Wykorzystuję czas spędzony z wnukami na wypracowanie relacji pozbawionych błędów, które popełniłem w czasie wychowywania własnych dzieci.

 

DELIKATNOŚĆ I MĘSTWO

Ze zdjęć Eli wybija się pańska opiekuńczość, ale i hart ducha. Cechy miękkie i twarde. Co trzeba zrobić, by osiągnąć w tej materii równowagę i by móc jak najwięcej z siebie dać wnukom?

Dla mnie opiekuńczość i hart ducha nierozerwalnie łączą się ze sobą, obie te cechy stanowią podstawę bycia dobrym dziadkiem lub rodzicem. Postawa opiekuńcza wymaga odwagi, dynamiki i męstwa. Trzeba oczywiście dbać, aby proporcje obu tych cech nie zostały zachwiane, ale do tego potrzebna jest jeszcze uważność, która według mnie jest jedną z najważniejszych cech. Uważność na drugiego człowieka, a w przypadku wnuków – małego bezbronnego człowieka, pozwala dostrzegać prawdziwe jego potrzeby i wskazywać drogę ich osiągania bez konieczności wyręczania i generowania potrzeb wyimaginowanych.

Jaki jest pański autorski sposób na rozweselenie smutnego dziecka? Taki, co zawsze działa?

Trudno mówić o jakimś autorskim sposobie, ale mam jeden niezawodny. Jest to pokazanie rzeczywistości w innym wymiarze. Zauważyłem, że wyobraźnia u dzieci stanowi bardzo istotną przestrzeń, w której dzieci ubóstwiają przebywać. I gdy smutek lub nuda zagoszczą na twarzach wnuków, próbuję dostać się do ich świata wyobraźni, dostarczając nowych zaskakujących elementów. To działa również na mnie. Mając okazję uruchomić swoją dziecięcą wyobraźnię, czuję się szczęśliwy. Choć wszyscy wiemy, że realnie jest inaczej, to wykreowane przez nas sytuacje dostarczają wielu pozytywnych emocji i świetnie się bawimy, np. lecąc na Marsa.

KIEDY ZOSTAŁEM DZIADKIEM

Czy pamięta pan swoją reakcję na wieść, że zostanie pan dziadkiem? Jakie myśli kotłują się wtedy w głowie? 

Oczywiście, takich chwil się nie zapomina. Byłem bardzo szczęśliwy, przecież powstało nowe życie, to jest największe święto w rodzinie. Oczywiście pojawiają się obawy, aby ciąża oraz poród przebiegły prawidłowo, ale te obawy nie są w stanie przyćmić radości. Z tego, co pamiętam, to zaczyna się oczywiście snuć wizje, jaki będzie ten wnuk, no i jak ma mieć na imię – dyskusje na ten temat potrafią trwać bardzo długo i angażują się w nie wszyscy członkowie rodziny, choć rodzice i tak decydują.

Jak wspomina pan swoje relacje z babciami i dziadkami? Czy miał pan dobry przykład?

Z dziadkami miałem stosunkowo słaby kontakt, ale za to z babcią było cudownie. Babcia miała genialne pomysły, np. chodziliśmy na parowozownię lub jeździliśmy tramwajem wkoło Wrocławia, albo spędzaliśmy czas na lotnisku aeroklubu i marzyliśmy o lataniu, jak to babcia mówiła: aeroplanem. Tak spędzaliśmy całe dnie, a po powrocie do domu robiła mi wspaniały kogel-mogel.

A jak najchętniej spędza pan czas z wnukami?

Najchętniej aktywnie na świeżym powietrzu, w kontakcie z naturą, np. wędrując po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej lub jeżdżąc na rowerach. Niedługo jedziemy z najstarszym wnukiem w góry, gdzie będzie się uczył jeździć na nartach. Ale również bardzo lubimy chodzić do teatru lalkowego na sztuki dla dzieci. Szalenie lubię obserwować żywe reakcje widowni w czasie spektaklu, sam się też często rozczulam nad losami bohaterów.

Dziękuję za rozmowę.

*

Zbigniew Bobrowski – pracuje w dużej korporacji. Z wykształcenia inżynier energetyk. Jego wielką pasją jest poznawanie świata, jego różnorodności i piękna. Z tym wiąże się także zamiłowanie do fotografii. Kocha aktywne formy wypoczynku: żeglarstwo, narty i rower. Bardzo chce pokazać wnukom, jak fajnie można spędzać czas, realizując swoje pasje i marzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.