mama na świecie

Inuitka w północnej krainie

Josepha z Grenlandii

Inuitka w północnej krainie
Josepha Lauth Thomsen

Nostalgia to jej drugie imię. Z tęsknoty za rodzinną Grenlandią wskrzesza tradycje Inuitów. I trzyma suszone rybie mięso w lodówce. Poznajcie Josephę!

Trzy na minusie i śnieg, taka pogoda panuje w Nuuk, stolicy Grenlandii, gdy piszę te słowa. Niech nie zwiedzie was zimowa rozgrzewka, w tym kraju północy, pokrytym w 81% lodem, w najcieplejszych miesiącach lata temperatura nie wrośnie powyżej dziesięciu stopni. Jeśli wasza fantazja każe wam pomachać do myśliwego w igloo… uprzedzam, że to jeden ze stereotypów, które naprawdę wkurzają dzisiejszych Grenlandczyków. Poznajcie Josephe, czyli dziecko Arktyki, mamę kilkumiesięcznej Sialuk. Jeśli macie słabszy dzień, polecam obejrzeć jej filmiki na IG, ta kobieta zaraża śmiechem i dystansem do samej siebie.

Na co dzień mieszka na jednej z małych wysp duńskich: To jedyna wyspa, której klify przypominają mi te z ukochanej Grenlandii – wspomina Josepha i dodaje, że bardzo brak jej przysmaków dzieciństwa, które chciałaby kiedyś przybliżyć córce. Nie mogę tu na przykład kupić mięsa wieloryba czy foki – oznajmia ze smutkiem.

Jej dress code do pracy? Wielobarwna maska na twarzy i patyk w buzi – fajnie, co? Uaajeerneq to tradycyjny taniec, który ma straszyć i przygotować na różne, też niemiłe, niespodzianki życia. Brzmi ciekawie w kontekście 2020 roku. Trzy kolory: czarny (magia), czerwień (życie, miłość) i biały (kości przodków) – Josepha, do twarzy ci! Taniec i storytelling to jej sposób na ocalenie innuickiej kultury.

Urodziłaś się w Grenlandii, dziś mieszkasz pod Kopenhagą. Prowadzisz profil Faces of Greenland oraz warsztaty tradycyjnego tańca w masce Inua Arctica. Bycie blisko korzeni to twój sposób na tęsknotę?

Obecnie mieszkam na małej wyspie, trzy godziny drogi od Kopenhagi. Wiesz, że to jedyna wysepka Danii, która ma takie wspaniałe klify? Ten widok przypomina mi mój dom. To prawda, odkąd przeprowadziłam się do Danii, staram się pielęgnować niektóre grenlandzkie zwyczaje, na tyle, na ile się tu da. Oczywiście najtrudniej jest z kuchnią – nie kupię w Danii mięsa foki, a jak wiadomo – domowe jedzenie pomaga na tęsknoty. Ha, na szczęście mam zapas suszonej ryby w zamrażarce!

Fajnie, że kawałek twojej ziemi przenosisz tu, na kontynent. Widziałam was w tradycyjnych strojach podczas chrztu Sialuk. To prawda, że kiedyś matki w Grenlandii szyły takie stroje dla każdego dziecka? 

Ten kraj na zawsze pozostanie we mnie, wymyśliłam sobie, że poprzez pracę, czyli warsztaty tradycyjnego tańca, będę bliżej Grenlandii. I fakt, dzięki temu mogłam tam zabrać Thomasa, jeszcze zanim staliśmy się rodzicami. Zakochał się w Grenlandii w minutę, więc nietrudno mi jest przekonać go do zwyczajów wyniesionych z mojego domu.

Czyli nie narzeka na suszoną rybę?

Nie (śmiech). A co do tradycyjnego stroju, dziś już rzadko która mama umie go uszyć. Na szczęście można tego nauczyć się tego na specjalnych kursach.

Widzę zdjęcie z archiwum, a na nim twoja mama w stylowym kombinezonie, ty w nosidełku. Jak wygląda dziś macierzyństwo, jak zmienia się rola ojców?

Hmm, gdy tak porównam tamte czasy i dzisiejsze, posiadanie dzieci obecnie to błogosławieństwo i przekleństwo. Mamy łatwiejszy dostęp do informacji, edukacji na temat metod wychowawczych, choć tak naprawdę jedyną słuszną ścieżką jest po prostu miłość. Pułapka dzisiejszych czasów to wszechobecna presja porównywania się z innymi matkami. Zawsze widzisz inne mamy, te bardziej zadbane czy serwujące maluchowi jedzenie nie ze słoika, a gotowane pół dnia. Jeśli chodzi o ojców – mam szczęście, bo mój był bardzo zaangażowanym tatą dla mnie i rodzeństwa. Thomas to jego kopia, właśnie zamierza iść na urlop tacierzyński.

To popularne w Danii?

Mamy urlop rodzicielski, który można podzielić między mamę i ojca. Szczere mówiąc, nie wiem, jaki odsetek mężczyzn z niego korzysta, ale na pewno nie tak długo jak zamierza Thomas – od lutego do maja. Generalnie macierzyński trwa rok, potem, gdy wracasz do pracy, masz do wyboru małe prywatne żłobki lub większe państwowe.

Pozostając w temacie, muszę zapytać o twoją historię porodu. Przed ciążą mówiłaś: urodzenie dziecka chyba mnie zabije. Tymczasem oglądam twoją opowieść na YouTube i śmieję się do rozpuku. Widzę kobietę pełną energii, wiary w siebie, ale też żartującą z całej sytuacji. Byłaś przygotowana merytorycznie po zoomowych warsztatach na temat rodzenia bez bólu, a może pomogło ci samo pozytywne nastawienie?

Ja mam taki sposób na życie: co ma być, to będzie. Oczywiście, czasem się na tej myśli poślizgnę. Sam kurs, na którym dowiedziałam się podstaw tego, jak pracuje ciało, bardzo mi pomógł – do tej pory mam w głowie sceny z filmów, czyli w skrócie: kobieta, mokra od potu, która non stop krzyczy. Powtarzałam sobie, czego potrzebuje moje ciało w momencie bólu, i zaczynałam odpowiednio oddychać. Nie uwierzysz, ale kilka godzin po urodzeniu Sialuk powiedziałam, że mogłabym rodzić kolejne dziecko. Nigdy nie czułam takiej energii jak po narodzinach małej, wciąż jestem dumna z tego, co potrafią nasze ciała.

Jak długo zostaje mama w duńskim szpitalu?

Zazwyczaj krótko. Nam pozwolono zostać aż półtora dnia.

Myślałaś o znieczuleniu?

Dla mnie osobiście to nie była opcja, bo nie lubię prosić o znieczulenie, jeśli nie mam wyobrażenia, jak wielki będzie ból… Rodziłam po raz pierwszy. U dentysty na przykład zawsze proszę o znieczulenie! (śmiech). Generalnie Dunki mogą je mieć w szpitalu na żądanie.

Pogadajmy o małżeństwie, tym pełnym napięć, czyli związku Dania-Grenlandia. Czy dzieciaki tu, na kontynencie, uczą się o twojej krainie lodu, czy w mediach mówi się o eksperymentach z 1951 roku, gdy „cywilizowano” grenlandzkie dzieci, zabierając je rodzinom?

To smutne, ale w Danii prawie w ogóle nie uczy się historii Grenlandii. Coś tam czasem się ukaże w telewizji, jest dzień tematyczny w szkole, ale to kropla w morzu. Stąd tak dużo uprzedzeń i stereotypów. Naprawdę negatywnych. Mam nadzieję, że to się zmieni i dzieciaki będą zdobywać większą wiedzę zarówno o Grenlandii, jak i Wyspach Owczych.

Najgłupszy stereotyp jaki słyszałaś? Oprócz przekonania, że mieszkacie tam w igloo i jadacie tylko mięso foki…

Jadamy mięso foki, więc ten nie jest najgorszy. Ale uwaga, często słyszę: „jesteś całkiem ładna jak na Grenlandkę” albo „twój duński jest świetny”. Hej, skoro uczą tego języka w szkole, mamy w Grenlandii duńskich nauczycieli…

No właśnie, podobno brakuje rdzennych nauczycieli, egzaminy musicie zdawać po duńsku. A co robią młodzi Grenlandczycy, by zachować kulturową tożsamość?

Ostatnio dość popularne stały się tradycyjne innuickie tatuaże czy taniec w masce, który zaczęłam tańczyć w 2015 roku. Choć urodziłam się na Grenlandii, mój ojciec był Duńczykiem i gdy byłam mała, inne dzieciaki nazywały mnie Dunką. Taniec to dla mnie próba odzyskania tej części mnie samej, moich korzeni, by nikt mi ich nie zabrał.

Twoje ukochane wspomnienie z dzieciństwa? Za czym tęsknisz najbardziej?

Za przyrodą. Jako dziecko spędzałam całe dnie na zewnątrz, to był mój plac zabaw – bieganie przez łąki z przyjaciółmi, zabawy w lesie, obserwowanie, jak natura się zmienia latem, zimą. Czasem mam takie flashbacki, te obrazy wracają do mnie, gdy patrzę na Sialuk, teraz lepiej też rozumiem własnych rodziców.

Sialuk to po grenlandzku „deszcz”!

Dokładnie!

Dzieciaki mają kontakt z naturą od pierwszego dnia. U nas zastanawiamy się, kiedy i przy jakim mrozie werandować dziecko…

Ha, ha. W Grenlandii jest tak zimno, że nikt się nie zastanawia, po prostu wychodzisz i tyle. Pamiętam, jak byłam mała i któregoś dnia poszłam do szkoły podczas wielkiej burzy śnieżnej. Jak doszłam, okazało się, że szkoła jest zamknięta, ale na szczęście kilku nauczycieli zgarnęło zmarznięte dzieciaki i oglądaliśmy filmy cały dzień. Co to była za radość!

W lutym miałaś jechać na Grenlandię, do pracy i odwiedzić rodzinę, a Thomas miał zacząć tacierzyński. No i news z ostatniej chwili…

Właśnie, ogłoszono, że Grenlandia zamyka się ze względu na mutację wirusa z Anglii. Odwołali loty. Wciąż mam nadzieję, że jakoś nam się uda. To właśnie moje marzenie –  pokazać moją ziemię córce. Mam nadzieję, że Thomas i Sialuk będą jeszcze mogli nacieszyć się przyrodą i jedzeniem Grenlandii, tego sobie życzę!

Trzymam kciuki!

 

*

Przywiązanie do ziemi, do tradycji, do smaków – wzrusza mnie to w opowieści Josephy. Miksowanie tradycji, otwieranie się na inne kultury i historię zamiast utrwalania stereotypów – Dania ma lekcje do odrobienia. My zresztą też!

Dodaj komentarz