Avril z Norfolk

bliżej natury już się nie da

Green fingers, polskie tłumaczenie już nie jest takie obrazowe. Mieć smykałkę do roślin, mieć rękę do kwiatów? Jakoś za mało w tym brudnych rąk, plam po soku z łodyg, ziemi za paznokciami. Żyć w zgodzie z naturą to podążać za jej rytmem, być cierpliwym, gdy stroi nam fochy zamiast uraczyć instagramowym bukietem i plonami w ogródku. Avril coś o tym wie, w końcu rzuciła z rodziną miasto na rzecz małej wioski w Norfolk, daleko w północnej Anglii.

Ta mama trójki nie ogląda się na innych, czerpie z natury pełną garścią, wsłuchuje się w nią i żyje według grafiku utkanego przez pogodę, pory roku, przymrozki w szklarni, sezon wysiewu. 

Ciekawi mnie życie mieszczuchów na wsi w Norfolk, roślinne królestwo w szklarni i to, jak dzieciaki wkręciły się w ogrodowe prace. I czy Avril, kupując wiele lat temu 100 starych donic, wiedziała, że przeprowadzi się z miasta i zostanie farmerką?

Lubię te historię o starych donicach. Intuicja podpowiedziała ci by je kupić. Czekały wiele lat, aż oto w tym roku stałaś się lokalną producentką kwiatów. Wszystko dzieje się po coś. To był podświadomy plan, życiowa improwizacja?

Chyba bardziej improwizacja, bo zauważyłam, że jak za bardzo planuję, nic z tego potem nie wychodzi! Miałam w głowie taką wizję nadrzędną – mieszkać na wsi, a reszta jakoś się naturalnie potoczyła. Jako nastolatka nie wyobrażałam sobie siebie tu, na odludziu, ale całe szczęście, że szalone marzenia nastolatki nie wypaliły. Jest nam tu bardzo dobrze. Czego oczekuję od życia dowiedziałam się dopiero po 30-stce, gdy dotarło do mnie że wolę cieszyć się chwilą, a nie ciągle podążać za kolejnym, wielkim celem.

Uważność, tu i teraz. Słowo, które czasem gubimy w naszych zapełnionych atrakcjami grafikach. Tobie otaczająca natura każe zatrzymać się i spojrzeć z uwagą, to twoja broń na smutki i stresy?

Dokładnie tak jest. Mieszkając na wsi twój wzrok przyciąga tak wiele niesamowitych krajobrazów. Przekwitająca czereśnia przypomina ci jak szybko mija czas, że właśnie minął kolejny rok w ogrodzie. Jak tu się naprawdę smucić w obliczu takich widoków? Wszystko nabiera innych proporcji, a wspomnienie złych dni jakoś szybciej się zaciera.

Lubię twoje zdjęcia z lata, twoje ogrodnicze imperium kwiatowe. Zawsze uwielbiałaś grzebać w ziemi?

Dzięki, miło to słyszeć. Wiesz, jestem dziewczyną  miasta, ale mieliśmy piękny ogródek, w którym rządziła moja mama. Przez długi czas nic w nim nie robiłam bo miałam fobię insektów!

Ogród, szklarnia to wielki i dziki plac zabaw. Widzę jak pomagają ci w nim dzieciaki…

Tak, nasze dzieci są cały czas na zewnątrz i cokolwiek robią, są świecie przekonane, że bardzo nam pomagają (śmiech). Codziennie, i oni i my, musimy się uczyć cierpliwości. Bez tego nie ma upraw, no i też uważać by małe stopy nie zniszczyły świeżych sadzonek.

#wildandfreekids to częsty hasztag towarzyszący twoim kadrom. Co najbardziej szalonego zrobiłaś z dzieciakami?

Każdy dzień mogłabym tak podpisać (śmiech), ale chyba najbardziej szaloną rzeczą było zabranie dzieci do Paryża, do mieszkania mojej siostry! Dzieciaki ze wsi w takim mieście. Serio, cieszyłam się, że dotarliśmy cali do domu.

Życie na wsi. Dla mnie, mieszczucha, to fajna destynacja na weekendy. Ale wymaga to charakteru i odwagi, by żyć tu cały rok. Tęsknisz za czymś, co zostawiłaś w metropolii?

Dziś myślę, że to miejskie życie jest dla nas zbyt szybkie i chaotyczne. Zamykasz drzwi od mieszkania i włączasz radar, musisz mieć każdego na oku. Na wsi dzieciaki biegają same, znikają na 20 minut i nie martwisz się ich bezpieczeństwem. To ich teren. Ale jak tak dłużej się zastanowię.. tak, tęsknię za mną w latach młodości, za mną jako kobietą, nie mamą – tym chodzeniem wieczorem do barów, restauracji. To właśnie Instagram, jaki by nie był, pomaga mi pozostać w kontakcie. Muszę tylko pamiętać, że chcąc za bardzo podglądać ten wielki świat, mogę nie zauważyć tego co mam tu, tuż przed sobą.

Macierzyństwo to też histerie, dziki bunt, utrata kontroli, zmęczenie. Co robisz, by naładować baterie, wyciszyć głowę?

Obecnie to sianie, przesadzanie sadzonek. Bardzo powtarzalne czynności, które wymagają skupienia, wyciszenia się, uwagi – sadzonki są tak kruche i delikatne. Hej, w sumie to trochę jak wychowywanie, tylko bez krzyku (śmiech). Mój moment, moja chwila? Szklanka wina gdy wszyscy śpią, spacer z maluchem gdy śpi, a reszta jest w szkole – to chyba na tyle, ale nie mam żalu, bo wiem, że za chwilę dzieci nie będą mnie potrzebować. Pielęgnuję też w sobie poczucie humoru, to zawsze pomaga.

Jako świeżo upieczona farmerka, mama dla kwiatów, powiedz do jakiej rośliny z twojego ogrodu porównasz swoje dzieciaki?

Jeżyny! Ciężko się je zrywa ze względu na kolce, ale jeśli pozwolisz im rosnąć tam gdzie chcą, znaleźć swoją ścieżką dojrzewają i są pyszne: słodkie…no jak dzieci!

Muszę zakończyć rozmowę pytaniem o twój ukochany kwiat.

Ulubiony… jej, to trudne. Muszę wybrać dwa. Pierwszy to lawenda (szczególnie odmiana Hidcote), ten kolor i zapach – kojarzą mi się z latem, z relaksem. To też pierwsza roślina, jaką kupiłam do naszego ogrodu. A druga to czosnek ozdobny. Gdy pierwszy raz go zobaczyłam, uznałam go za wielce tajemniczego osobnika, warzywo z takim kwiatem. Kształt, jego budowa to prawdziwe arcydzieło, strzelisty cud architektury, który dumnie prezentuje się światu i nie przestaje mnie zadziwiać.

No to mamy coś wspólnego! Dziękuje ci za czas, oderwałam cię od pracy. Życzę ciepłej wiosny w ogrodzie!

 

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.