rodzicielstwo

Czym jest empatyczne rodzicielstwo?

Wyjaśnia psycholożka Paulina Pawłowska

Czym jest empatyczne rodzicielstwo?
Jordan Whitt, Unsplash

Codzienność dziecka i rodzica składa się z emocji – często trudnych i niezrozumiałych dla jednej lub obydwu stron. Jak sobie z nimi radzić, nie poddać się oskarżającym myślom i… po prostu być?

„Empatyczny rodzic potrafi słuchać, jest obok. Nie narzuca rozwiązań, ale i nie umniejsza przeżyciom dzieci. Kiedy dziecko zachowuje się w trudny dla dorosłych sposób, rodzice często myślą: »robi nam na złość«, »manipuluje nami«, »wchodzi nam na głowę«. To hasła, które skutecznie utrudniają empatię”, opowiada psycholożka Paulina Pawłowska.

Co dokładnie kryje się pod pojęciem empatii i dlaczego w naszym życiu odgrywa ona tak ważną rolę?

Kiedyś uczono mnie, że empatia to umiejętność współodczuwania, czyli taka sytuacja, kiedy potrafimy poczuć dokładnie to, co czuje druga osoba. A jeszcze lepiej, gdybyśmy obydwoje przeżywali to samo. Dzisiaj empatię rozumiem zupełnie inaczej. Nie muszę czuć tego samego co rodzice, których spotykam podczas moich konsultacji, by okazać im empatię. Empatia to umiejętność porzucenia własnej perspektywy i wejścia w czyjeś buty. Każdy z nas jest inny, różnimy się, a co za tym idzie – w jednej i tej samej sytuacji każdy z nas może czuć i myśleć coś innego. Nie muszę zatem przejść przez rozwód, by dać empatię przyjaciółce, która się rozwodzi. Mogę jednak spróbować sobie wyobrazić, co ona czuje, być obok i… nie doradzać.

Wiele mówi się o empatycznym rodzicielstwie. Czyli jakim?

Empatyczny rodzic potrafi słuchać, jest obok. Nie narzuca rozwiązań, ale i nie umniejsza przeżyciom dzieci. Kiedy dziecko zachowuje się w trudny dla dorosłych sposób, rodzice często myślą: „robi nam na złość”, „manipuluje nami”, „wchodzi nam na głowę”. To hasła, które skutecznie utrudniają empatię. Trudno jest być obok dziecka, akceptować to, co ono czuje, jeśli w jego zachowaniu widzimy złe intencje. A dziecko potrzebuje empatycznych rodziców, którzy zamiast spieszyć z radą, będą obok, gdy jest naprawdę trudno, czyli na przykład gdy ono się złości. Kiedy się boi, potrzebuje od nas usłyszeć: „Boisz się, każdy się czasem boi”, zamiast: „Przecież to nic takiego”. Empatia sprawia, że dzieci chętniej z nami współpracują, bo czują się akceptowane i wysłuchane.

Grunt to uwierzyć, że dzieci mają dobre intencje.

Niektórzy się z nią rodzą, inni muszą się jej nauczyć. Co zrobić, by stać się empatycznym rodzicem?

Grunt to uwierzyć, że dzieci mają dobre intencje. One naprawdę chcą z nami współpracować. To nie są antyspołeczne istoty, które tylko czekają na okazję, by zrobić rodzicom na złość. Nawet w tych trudnych i niekomfortowych sytuacjach musimy się nauczyć dostrzegać dziecko, które ma problem, które sobie z czymś nie radzi. Bo najtrudniej o empatię wtedy, kiedy dziecko się złości. Nic dziwnego, przecież złość jest bardzo zaraźliwa. Co możemy zrobić? Warto popracować nad umiejętnością wyłapywania momentu, kiedy w naszej głowie pojawiają się oskarżające myśli. Zamiast krytykować, potępiać, lepiej postarać się opisać w myślach to, co widzimy. W ten sposób mamy szansę uzyskać cenną perspektywę, która ułatwia empatię.

Co zrobić, by po męczącym dniu znaleźć w sobie empatię dla dziecka?

W psychologii używamy metafory maseczek tlenowych. Kiedy lecimy samolotem, a w kabinie spada ciśnienie, to zgodnie z instrukcją maseczkę zakładamy najpierw sobie, a dopiero później dziecku. Ta metafora idealnie wpisuje się w codzienne życie z dziećmi. Wiele mówi się o dbaniu o ich potrzeby, traktowaniu ich priorytetowo. Jeśli jednak rodzic nie zadba o siebie, to o empatię jest dużo trudniej. Zaniedbuje odpoczynek, czas na własne pasje, spotkania z przyjaciółmi, rozwój zawodowy czy aktywność fizyczną, a to wszystko sprawia, że częściej odczuwa nieprzyjemne emocje. Do czego to prowadzi? Rodzice są sfrustrowani, mają trudności z zachowaniem spokoju, co kończy się wybuchem złości i krzykiem. Wiem, że trudno jest znaleźć dla siebie dłuższą chwilę, by te własne potrzeby prawdziwie zaspokajać. Warto wtedy wziąć kalendarz i zaplanować dzień, w którym poświęcimy więcej czasu sobie. A jeśli chodzi o codzienność, warto szukać w niej momentów, które podładują baterie. Może to być wypicie ulubionej kawy przed pójściem na plac zabawy czy taniec do ulubionej muzyki. Rodzicom, którzy dbają o swój dobrostan, dużo łatwiej znaleźć w sobie empatię.

Wielu rodziców stara się przychylić dziecku nieba. Spełnia niemalże każde jego życzenie. To dobra droga?

Należy odróżnić potrzeby dzieci od ich zachcianek. Bardzo często za zachowaniem dzieci stoją właśnie niezaspokojone potrzeby. Rodzicielstwo staje się dużo prostsze, kiedy rodzice próbują odgadnąć, o co tak naprawdę chodzi dziecku. Dzieci same nie mają kompetencji, by nazywać swoje potrzeby. Jednak mimo to instynktownie znajdują strategie na ich zaspokojenie. One najczęściej nie są najlepszym wyborem. Najprostszym przykładem są słodycze. Czasami, gdy organizm dziecka potrzebuje odpoczynku, ono prosi o coś słodkiego, bo instynktownie wie, że jest to zastrzyk energii. To jednak na nas, rodzicach, spoczywa odpowiedzialność, by się zorientować, że w rzeczywistości potrzebuje drzemki czy chwili relaksu.

Jak zatem odnaleźć równowagę pomiędzy empatią a czymś, co mogłabym porównać do rozpieszczania?

Obok rodzicielstwa bliskości, opartego na relacji empatycznej, narosło wiele mitów. To właśnie przez nie rodzice wpadają w skrajności, na przykład robią wszystko, by dziecko nie odczuwało nieprzyjemnych emocji, jak złość czy smutek. To sytuacja, w której dzieci decydują niemalże o wszystkim. Nie myją zębów, jeśli nie mają ochoty. Na obiad jedzą słodycze, bo tak zdecydowały. Każdy rodzic wie, czym może się skończyć sprzeciw, zabronienie. W sytuacji, o której wspominam, rodzice nie odmawiają dzieciom, bo się boją, że one się zezłoszczą, zasmucą. Niestety, ten sposób wychowania niesie za sobą spore ryzyko. Przede wszystkim – kwestia odpowiedzialności. Dzieci nie mają umiejętności, by oceniać, co jest dla nich dobre, a co złe. Uczą się, na czym polega świat, obserwując rodziców i słuchając tego, co do nich mówią. Nie mają jeszcze na tyle rozwiniętego mózgu, by przewidywać konsekwencje swoich decyzji i dźwigać na barkach ciężar odpowiedzialności za podjęte przez siebie decyzje. Emocjonalnie nie są na to gotowe. I choć niby nie lubią, kiedy to rodzice podejmują decyzje, w rzeczywistości tego potrzebują.

Z drugiej strony taka próba ochrony przed nieprzyjemnymi emocjami sprawia, że dzieci nie uczą się, jak sobie z nimi radzić. Nie mają ku temu okazji, bo przecież rodzice robią wszystko, by te nieprzyjemne emocje się nie pojawiały albo trwały maksymalnie jak najkrócej. Zawsze powtarzam, że dawanie dzieciom wyboru to pułapka, ponieważ one nie mają kompetencji, by decydować o wszystkim. Dzieci potrzebują rodziców, którzy potrafią wyznaczać swoje granice i ustalać pewne zasady. Jeśli rodzice nie odmawiają dziecku, bo boją się konsekwencji w postaci złości dziecka, to sygnał alarmowy, który powinien skłonić do przemyśleń. Rodzice mogą zmieniać zdanie, ale nie z obawy przed emocjami dziecka, a na przykład w wyniku dialogu.

Dodaj komentarz