Bez dzieci biło nudą

Tomek Kotrych – tata na desce.

Na śniadanie zabiera dzieciaki na pączka, a właściwie pięć pączków, bo Wanda ma dylemat, co do koloru polewy. Róż czy biel? Na stole lądują babyccino i książka o Peppie. A po dawce energii cała trójka wskakuje na deskę i śmiga do pobliskiego skate shopu. Kolejny tata na horyzoncie, poznajcie Tomka i jego ekipę!

Sam przyznaje, że gdy wspomina czasy bez dzieci, to chyba trochę musiało bić nudą. Marcel i Wanda na pewno bardzo wspaniałomyślnie zadbają o to, by tacie się dziś nie nudziło. I nie tylko dziś. Żywe srebra, prym wiedzie tu Wanda o wyglądzie aniołka. Oboje są w ciągłym ruchu, ale można spokojnie zwalić to na geny. Prawda? Agata, baletnica i współwłaścicielka Kultury Fizycznej oraz Tomek, trener i współzałożyciel Szkoły Deskorolki SK8CREW sportowe zajawki przekazują dzieciakom od kołyski. Tomek, na wszelki wypadek, zawsze ma deskorolkę pod ręką, a cztery kółka i tata to najlepszy mobilny plac zabaw. Przynajmniej dziś, na ulicy Oleandrów. Ale najpierw, tak na sportową rozgrzewkę i wśród kuszącego różu pączków, pytam Tomka z grubej rury – o kucyki Pony. 

 

Dobra, testuję cię, tato. Wymień wszystkie koniki My Little Pony? Dajesz!

Tak myślałem i nawet się nie przygotowałem, znam chyba tylko jednego… to znaczy jedną? Rainbow Dash? Dalej będę strzelał: Sweety, Pink Angel, Purple Star… Ha! No nie znam niestety. Kiedyś nawet próbowałem, ale przyznam, że jest to jedna z niewielu bajek, których nie obejrzałem, nawet jednego odcinka (śmiech).

Spokojnie, niewiele straciłeś! Pamiętasz siebie sprzed czasów rodzicielstwa? Jaki był ten Tomek, bez Peppy, Psich Patroli i resoraków?

Zawsze lubiłem dzieciaki i planowaliśmy je mieć, więc gdzieś tam te resoraki i Psie Patrole były z tyłu głowy. Teraz często sobie z moją Agatą myślimy, co my wtedy robiliśmy, jak ich nie było? Bardzo dużo chodziłem na deskę, ale poza tym – w domu? Wtedy wydawało nam się pewnie, że jest OK, ale jak o tym pomyślę, to trochę musiało bić nudą. Teraz dużo się dzieje i nie wyobrażam sobie powrotu do tamtych czasów. Wiadomo, że bardzo dużo bym dał za to, żeby mieć więcej czasu dla siebie, ale bez tych małych bąbli byłoby mniej kolorowo.

Etap ciąży. Miałeś stracha? Myśli w stylu kurczę, jak to będzie?

To nie był strach, bo wszystko planowaliśmy, więc oswajałem się z tym tematem od dłuższego czasu. To była bardziej ciekawość, niż obawa, czy dam radę. Nikt nie dał przepisu na wychowanie, na to, jak być spoko tatą. Wiedziałem, że wszystko się zmieni, ale byliśmy bardzo zajarani, że będzie małe bobo. Nasze myśli były bardziej pozytywne, niż pełne obaw.

Niektórzy czytają poradniki o byciu rodzicem, inni podpatrują znajomych, a jeszcze inni ufają intuicji. Ale najczęściej i tak jest mały lub większy „reality check”. Było zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością, gdy pojawił się mały Marcel?

Na pewno… Ja niestety jestem trochę z innej beczki, jeżeli chodzi o czytanie poradników albo szukanie w internecie sposobów na wychowanie dziecka. Jakoś ogólnie nie lubię wytycznych i dyktowania reguł, których muszę się trzymać. Trochę miałem i mam wyrzuty sumienia, że nie jestem tak megawczuty jak inni, którzy zagłębiają się w tego typu literaturę, ale staram się czerpać wzór z moich rodziców, którzy moim nieskromnym zdaniem dobrze wychowali naszą trójkę. Staram się działać intuicyjnie i podobnie. Co do wyobrażeń i rzeczywistości to przyznam, że bardziej było to chyba na plus (śmiech). Tyle się nasłuchałem, jak to będzie ciężko, w stylu zapomnij o wyspaniu, zapomnij o kolegach i wyjściach, cały czas będzie ryk i histeria. A tu nagle… OK, nie wysypiałem się, ale bez tragedii, młody był spoko – nie histeryzował, nie miał kolek, chodziliśmy razem na spacery. Przynajmniej nie kojarzę takich sytuacji, a może już zapomniałem? 

O co cię wzbogaciło rodzicielstwo?

Nabrałem większego luzu! Kiedyś byłem mocno nieśmiały, czegoś nie robiłem, bo bałem się tego, co ktoś powie. Odkąd są dzieciaki, mam to centralnie w nosie i co najlepsze, bardzo mi to pasuje. Pamiętam, że sam byłem w szoku: idę sobie z Marcelkiem i śpiewam przy ludziach jakieś piosenki z bajek, które lubił albo klasycznie, jak to rodzic, biadolę jakimś dziecięcym slangiem i nawet się nie czerwienię! Do tego radość z małych chwil – to jest to, co zacząłem dostrzegać i doceniać. Przychodzi do Ciebie synek albo córka i dają sami z siebie buziaka i przytulasa, albo rano niewyspany patrzysz na ich uśmiechy –  nie ma szans, żebyś miał słaby początek dnia, nie ma takiej opcji. Doceniasz takie chwile, a wiem że dla tych, którzy nie mają dzieci, to są nawet niezauważalne rzeczy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

A za czym tęsknisz?

To nad czym najbardziej ubolewam, to czas. Z tym trochę nie mogę się pogodzić. Staram się walczyć, ale to walka z wiatrakami. Cały czas jeżdżę na desce i to jest moja miłość od ponad 25 lat. To, że nie mogę codziennie albo nawet kilka razy w tygodniu iść na deskę, bardzo mnie męczy psychicznie. Mam nadzieję, że mój młody zajara się deskorolką i z nim będę razem spędzać czas. Wandziuśka też dorośnie i będzie mogła się bawić obok miejscówki albo skateparku. Takie zwykłe sprawy, jak samotne wyjście gdzieś z moją Agatą, to też wyzwanie, kiedyś nad tym się nie zastanawiałem. Teraz jest ostra kombinacja. Są też tego plusy, człowiek bardziej gospodaruje tym czasem i wykorzystuje każdą wolną chwilę – albo ją marnotrawi na leżenie na kanapie, co też jest spoko (śmiech).

Co lubicie razem robić? Bo zajawka sportowa to już chyba pewniak…

Kiedyś tematem przewodnim były fury, jeździliśmy kilka razy w tygodniu po salonach samochodowych i wsiadaliśmy do aut. Marcel udawał, że prowadzi albo jechaliśmy na pusty parking, gdzie mógł pokierować na kolanach. Z Marcelem zawsze lubiłem spontaniczne wypady. Wsiadaliśmy i jechaliśmy w różne miejsca, jakieś place zabaw na drugim końcu Warszawy albo oglądać samoloty czy sportowe akcje. Na początku za bardzo chyba chciałem, żeby jeździł na desce i trochę się zniechęcił, więc staram się teraz nie cisnąć, żeby jeździł. Wiem, że jara się hulajnogą i rowerem, bo to mu wychodzi i może sobie poszaleć. Wspólne wypady z rodzinką na rowerowo–deskorolkowy spacer – uwielbiam! Wandzia dołączyła do ekipy i teraz robimy to razem, najbardziej lubię nasz freestyle latem.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jest coś, na co pozwalasz tylko ty, nie Agata? Taki wasz teren?

Hmm… dużo robimy w tajemnicy (śmiech). Chyba oboje na dużo pozwalamy dzieciakom, moja działka to akcje akrobatyczne albo wchodzenie na wysokości. O, albo słodkości podczas wyjść, oczywiście: pssst…

Ćwiczysz w szkółce dzieciaki. Czy każdy maluch może jeździć na desce?

Tak, dwa lata temu założyliśmy wraz z moimi wieloletnimi przyjaciółmi Szkołę Deskorolki SK8CREW. Na początku nie było wytycznych co do wieku, mieliśmy mieszane grupy i sprawdzaliśmy sami na sobie jak to zadziała. Teraz z perspektywy czasu ustaliliśmy sobie minimalny wiek dziecka – 6 lat. Zajęcia z grupami dzieciaków poniżej 6 lat trochę przypominały przedszkole i mało to miało wspólnego z samą deskorolką. Wiem po moim synu, że młodsze dzieciaki nie potrafią się skupić aż tak długo, dużo rzeczy w skateparku je rozprasza. Ja z racji tego, że sam mam dzieciaki prowadzę indywidualnie zajęcia z młodszymi dziećmi – mam taką ekipę: Jadzię i Bartka którzy mają 4 i 5 lat. Jadzia naprawdę daje radę, ma super stanie na desce i przede wszystkim ma zajawkę więc wiek nie gra roli. Nie jestem fanem wrzucania na deskę dwulatków, by zrobić z nich w przyszłości mistrza świata i pokazywać go na YouTube. Ale jeżeli dziecko chce i garnie się do tego to czemu nie, trzeba tylko zadbać o jego bezpieczeństwo i pokazać mu co robić, a czego nie żeby nie nabrało złych nawyków. Moja Wandzia garnie się do deski, cały czas próbuje sama gdzieś ją brać, a ma dopiero 2 latka. Kochana jest, bierze moją mini deseczkę fingerboarda, kładzie pod stopę i mówi tak jak tata. Kto wie, może będzie wpadać do mnie na zajęcia?

Jak na razie duet roznosi sklep, pora na spacer po okolicy! Dziękuje Wam za bardzo słodki poranek.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Tomek Kotrych o sobie: Jestem tatą Marcela i Wandzi. Pracuję w branży sportowej, a na desce jeżdżę od ponad 25 lat. Od dwóch lat prowadzę z dwójką przyjaciół szkółkę deskorolkową SK8CREW dla dzieci, młodzieży, a także tych po 30-stce.

Dziękujemy restauracji MOD oraz sklepowi SH Store za pomoc w realizacji sesji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.