COODOtwórczynie

Rozmowa z Karoliną Wiśniowską

Sophie, zwana czule Sofką, wkrótce skończy półtora roku, a już teraz mogłaby dawać lekcje z uważności i zwalniania życiowego tempa. Posłuchajcie, jakie wnioski z Zosiowych lekcji na temat życia w rytmie slow wyniosła jej mama, mieszkająca w Bristolu fotografka Karolina Wiśniowska.

Karolina jest piątą cud-dziewczyną, która wzięła udział we współtworzonym z marką Coodo projekcie COODOtwórczynie. Jej szczerość i zgoda na to, co przynosi los, ale też wielka pasja, która doprasza się o uwagę i ją dostaje, znakomicie wpisują się w przyświecające cyklowi idee. A chodzi nam o podążanie własną ścieżką, działania instynktowne i zgodne z naturalnym rytmem, bez niepotrzebnego przyspieszania. Wiadomo, że to jest postawa trudna do wypracowania i pełna wyzwań, trzeba w nią włożyć wysiłek, cierpliwość i czas, ale gra jest warta świeczki. Bo kiedy się sobie baczniej przyglądamy, patrząc nie tylko z wierzchu, ale także pod podszewkę, więcej rozumiemy i skuteczniej rozprawiamy się z chaosem, a wtedy łatwiej iść przed świat. Posłuchajcie opowieści Karoliny o trudnych macierzyńskich początkach, wsparciu ukochanego chłopaka i miłości do dziecka, która nie musi wybuchać od razu, a może rodzić się wolniutko.

*

Jak często masz poczucie, że jesteś w niedoczasie?

Prawie codziennie.

 

I mówisz to tak spokojnie?

Bo uznaję, że to naturalna kolej rzeczy z bobasem po pachą. O dziwo, w ciągu dnia jestem w stanie zrobić więcej, niż gdy Sophie jeszcze z nami nie było. Muszę czasami się wyłączyć na kilka minut i wracam ze zdwojoną siłą. Oczywiście, nie zawsze mi się to udaje. Są dni, kiedy po prostu składam broń, bo nie sposób dawać z siebie stu procent przez cały czas.

 

 

Na co najbardziej brakuje ci teraz czasu? 

Tęsknię za wieczorami. Nie mam na myśli szalonego życia towarzyskiego, a zwykłe spacery przy zmierzchu, zwłaszcza latem. Dawało mi to dużego kopa do działania i po prostu relaksowało. Poza tym uwielbiam tę porę dnia, towarzyszące jej światło.

A na co masz teraz więcej czasu? 

Na pracę nad sobą. Nigdy nie zwracałam większej uwagi na swój charakter, chciałabym jednak być dobrym przykładem dla Sofki. Przyglądam się swoim działaniom i reakcjom znacznie częściej niż kiedyś.

Jak się organizujesz na co dzień, żeby na wszystko starczyło czasu? 

Mam to szczęście, że mój chłopak pracuje z domu. Wspieramy się wzajemnie, żeby było łatwiej. Jeśli dużo się dzieje, to po prostu planuję wszystko dzień wcześniej. Uwielbiam robić listy! Mam do tego nawet specjalny zeszyt (śmiech). Ustalam, co jest priorytetem i nie narzucam sobie rzeczy niemożliwych. Czasami po prostu nie da się zmieścić wszystkiego w danym czasie, więc daję sobie to pozwolenie, żeby odpuścić.

Jestem też bardzo uparta, więc zdarza mi się stanąć na głowie, jeśli bardzo czegoś chcę. Z bólem głowy, piachem w oczach, ale zrobię. Grunt, żeby Sofka zaliczyła drzemkę. Wtedy wszystko jest prostsze!

Czy potrzebowałaś większej przerwy po urodzeniu Sofki, czy od razu czułaś potrzebę, żeby wrócić do pracy?

Przed porodem myślałam, że zacznę działać od razu. Potem pojawiła się Sofka i dała mi do zrozumienia, że muszę wrzucić na luz. Przez dwa miesiące starałam się przyzwyczaić do zupełnie nowej sytuacji, potem zaczęłam przyjmować nowe zlecenia. Powolutku. Bardzo się bałam, że wypadnę z biegu, a macierzyństwo pochłonie mnie totalnie – czy będę tego chciała, czy nie. Walczyłam ze sobą w myślach, bo bardzo zależało mi na tym, żeby pozostać sobą i wciąż mieć swój fotograficzny świat. Karmię Sophie piersią, a mała przez długi czas nie chciała przyjąć mojego mleka z butelki. Gdy w końcu wzięłam się za zdjęcia, mój chłopak musiał być ze mną i czaić się z Sofką za rogiem, w razie gdyby była głodna.

 

Napisałaś na swoim koncie na Instagramie, że potrzebowałaś kilku miesięcy po porodzie, żeby zbudować mocną więź z Sophie. Opowiesz o tym?

Miałam dość ciężki i długi poród. Gdy Sophie w końcu pojawiła się na świecie i dostałam ją w ramiona, byłam kompletnie wykończona i nie miałam siły jej utrzymać. Nie płakała, patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczkami, a ja myślałam tylko o tym, że ma nos po Tomie i że jej zupełnie nie znam. Nie czułam żadnej powalającej miłości i bardzo się z tego powodu obwiniałam. Hormony też pewnie robiły swoje. Po przyjściu do domu zaczęłyśmy na spokojnie siebie poznawać. Były wzloty i upadki, ja bardzo chciałam zachować część swojej przestrzeni, a Sofka nie umiała się zdecydować, czy chce mi tę przestrzeń pozostawić, czy nie. Dałyśmy radę, miłość powoli zaczęła kiełkować. Widocznie wolała zjawić się bez przytupu.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Jak sobie radzisz w Bristolu, masz oparcie albo pomoc przy opiece nad dzieckiem?

Mój chłopak jest najlepszy. Fantastycznie sprawdza się w roli ojca i nie wiem, co bym bez niego zrobiła! To on jest tym cierpliwym w naszym związku i chwała mu za to. Poza tym, jak to tata, rozbawia Sofkę do łez. Zwykle radzimy sobie sami, więc jestem szczęściarą, że na niego trafiłam. Co prawda rodzice Toma mieszkają godzinę drogi od nas, ale od urodzenia Sophie jeszcze nie mieliśmy okazji wybrać się gdzieś tylko we dwoje. Wierzę, że nastąpi to wkrótce!

Oczywiście bardzo żałuję, że Sofka będzie dorastać bez częstych wizyt moich rodziców. Bardzo za nimi tęsknię, no i fajnie byłoby mieć dodatkową pomoc.

 

Czy miewasz chęć, żeby wrócić do Polski?

Chętka na Polskę czasami przychodzi. Jest to po części mój dom, tam się wychowałam, jestem przywiązana do wielu ludzi i miejsc. Ale póki co, jest mi dobrze tu, gdzie jestem. Bristol to fajne miejsce, bardzo różnorodne. Dużo się dzieje, również dla dzieci: teatr, warsztaty, festiwale itp. Lasy niedaleko, niezły dojazd do morza czy gór.

 

To jest twój ulubiony sposób na złapanie oddechu? Podróż?

Tak. W każdy weekend staramy się wybyć poza Bristol, poznawać okoliczną przyrodę, miasta czy wioski. Mieszkamy blisko Cotswolds, jest to teren wzgórz wypełniony starymi, uroczymi, angielskimi miasteczkami. Mam czasami wrażenie, że cofnęłam się w czasie. Wrzucamy Sofkę w nosidło i wędrujemy. Czuję się wtedy bardzo spełniona i nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.

 

 

A jak sobie radzisz w domowych warunkach? Po co sięgasz, kiedy potrzebujesz resetu?

Na co dzień jest to kubek czegoś gorącego i 10 minut dla siebie. To nie jest tak, że po tym czasie jestem jak nowonarodzona, ale przynajmniej nie mam już ochoty wysyłać nikogo na księżyc.

 

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie albo w pojedynkę?

Nie jestem fanką robienia czegoś sama ze sobą. Samotne spacery czy wypad do kina nie są dla mnie. Lubię dzielić się wrażeniami z kimś na bieżąco. Natomiast codziennie staram się zrobić coś dla siebie. Małe rzeczy, typu czytanie książki, kąpiel, oglądanie serialu czy filmu. Myślę, że jest to potrzebne, żeby nie zwariować. Ostatnio wzięłam się też za jogę. Nie mam czasu chodzić na zajęcia, ale na szczęście jest YouTube. Staram się być codziennie na macie, nawet 10 minut, bo zauważyłam, że bardzo dobrze to na mnie wpływa.

 

Lubisz mieć dużo na głowie?

Lubię znaleźć balans. Gubię się, gdy mam za dużo na głowie, ale czuję pustkę, gdy jest tego za mało.

 

 

A co pozwala ci znaleźć balans?

Rodzina jest moją ostoją. Jeśli nie potrafię czegoś w sobie odnaleźć, to wiem, że mogę na nich liczyć. Rodzina zawsze była dla mnie ważna, ale wydaje mi się, że nabiera to nowego wymiaru, gdy samemu ma się dzieci. Moje siostry to wspaniałe kobiety. Fajnie mieć takie girl power na wyciągniecie (wirtualnej) ręki, a ja coraz bardziej to doceniam.

Dobra relacja z bliskimi dziewczynami, jak to wzmacnia!

Dokładnie, dodałabym jeszcze raz przyrodę. Wypad do lasu czy nad morze i kilka porządnych wdechów pozwalają mi się uspokoić i przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest ważne. Uczą, że ja tę równowagę mam gdzieś w sobie, tylko czasami w natłoku obowiązków czy problemów, gdzieś się ona gubi.

Dziękuję ci za piękne zdjęcia i rozmowę. Trzymam za was kciuki!

*

Sophie bardzo do twarzy w rurkach, prążkowanym body, grafitowej bluzie, wrzosowej sukience, pudrowym rampersie i body z krótkim rękawem.

*

Zdjęcia: Karolina Wiśniowska i jej chłopak Tom 

Rozmawiała: Dominika Janik

*

Karolina Wiśniowska

Fotografka, mama 15-miesięcznej Sophie, od 3 lat mieszka w Bristolu. Ukończyła Szkołę Policealną na kierunku Fototechnik. Dwa lata temu wybrała pracę freelancera i odtąd fotografuje kobiety oraz rejestruje swoje podróże. Entuzjastka porządku w domu i makówek przyrządzanych przez jej tatę.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.