Ciasto marchewkowe dobre na wszystko

rodzinne gotowanie z Diogra

Czasem tak niewiele potrzeba, by polubić wietrzny jesienny dzień. Przepis jest prosty, a jego składniki to: dzień wolny od pracy, dobra kawa, fajne towarzystwo i ciepłe ciasto z piekarnika.

Biegnę z metra, trzymając czapkę i robiąc dobrą minę do tej jesiennej scenerii. Tak, jesień to ja lubię. Ale w słońcu i w parku. Albo na zdjęciach. Wizja kawy i czegoś słodkiego działa jednak dopingująco w maratonie przez zebrę. Jestem! A gdy w drzwiach otwiera mi Ania, której uśmiech dosłownie nie schodzi z twarzy, to wiem, że to będzie dobry poranek. Do kompletu dwójka sous-chefs: dziewięcioletnia Kalina i trzyletni Kazio, którzy stworzą za chwilę zgrany duet obieraczy marchewek.

 

Dziś gotujemy na kilka rąk i zdrowo, czyli jak zawsze z mąką orkiszową Diogra powstającej w rodzinnej firmie, która nadzoruje cały proces produkcji, od małego ziarenka do gotowego produktu. Z paczką pod pachą wkraczam do kuchni i od razu zachwycam się mnóstwem pamiątek rodzinnych. Tu stara karafka, tam radio… Ręcznie pisane menu z wesela pradziadków dumnie wisi na ścianie, a Ania dodaje, że ma wiele pamiątek jeszcze w piwnicy. A gdzie masz klucz? To może ja tak na chwilkę…

Do roboty, do marchewek i cynamonu wzywa sous-chef, wręczając książkę pełną fajnych inspiracji przepisowych dla dzieci. „Leniwy Pieróg, czyli wege kuchnia dla dzieci (i nie tylko!) Agaty Dobrowolskiej to skarbnica prostych wegetariańskich przepisów dla małych kucharzy. Na co dzień Ania i dzieci lubią potrawy mięsne, ale są otwarci na wszelkie kulinarne eksploracje, a sezonowe warzywa i owoce to polski skarb, więc taka książka nie raz dostarcza im pomysłów na proste dania. Tytułowe leniwe pierogi, piernik z fasoli, babeczki z cukinii czy kaszotto z pieczarkami to tylko niektóre z nich. Przepisy zaserwowane w bardzo wysmakowanej szacie graficznej, aż chce się gotować z dziećmi. Na sernik cytrynowy z rabarbarem musimy poczekać, leśny budyń z malinami też zapisany w kolejce, ale marchew, ta pospolita marchew, zimy się nie boi i możemy przyrządzić ją na wiele sposobów. To co? Ciasto marchewkowe?

 

 

Ciasto marchewkowe, brzmi jak plan idealny, ale my właśnie rozmawiamy o… monetach. – Ha, pracuję w Mennicy Polskiej, w marketingu. Wymyślam ciekawe monety na równie ciekawe okoliczności – opowiada Ania. – Wiesz, że w Mennicy Polskiej powstała pierwsza na świecie moneta w kształcie kuli, walca i piramidy? – pyta. Ja o monetach nic nie wiem, za to całkiem sprawnie je wydaję. Ania z wykształcenia jest człowiekiem od kreatywnego myślenia i twórczego rozwiązywania problemów, jak sama to definiuje. Pracowała w TVP Kultura w redakcji oprawy i promocji. A gotować to ona umie! Jej popisowe danie?

– Uwielbiam gotować i bardzo mnie to relaksuje. Późnymi wieczorami, kiedy pobawię się z dziećmi, odrobię lekcję z córką, położę oboje spać, staję w kuchni nad garami. Kopytka to dla mnie 15 minut roboty, mięso czy zupy robię w trymiga. Mam to w genach, po mamie. Lubię szybkie gotowanie, co nie znaczy, że nie smaczne. Nie zamawiam jedzenia do domu, chociaż nie ukrywam, że lubię wyjść do knajpy i raczyć podniebienie czymś, co ugotował ktoś inny!

– Uwielbiam robić i jeść śledzie, a wszyscy moi znajomi uwielbiają jeść moje śledzie! – śmieje się Ania. – Kiedy zbliżają się święta, zarówno Bożego Narodzenia, jak Wielkanoc, pieczołowicie przygotowuję około sześciu rodzajów tych tłustych ryb: śledź w jabłku i śmietanie, po cygańsku, w cebuli i cytrynie z szafranem, w sosach musztardowych i wiele innych… Każdy ze znajomych ma swojego ulubionego. Najstarsi fani dostają słoik w prezencie.

Styl gotowania Ani? No właśnie, radosna improwizacja czy podział ról jak w orkiestrze? – Gotuję szybko i raczej codziennie coś innego. W sobotę na bazarze kupuję warzywa, z których gotuję wywar na cały tydzień. Na tym rosole robię każdą zupę w tygodniu: kalafiorowa? Proszę bardzo. Pomidorówka? A jakże, mam przetwory z pomidorów, które porobiłam w sierpniu.

Dzieci zabierają się za marchewy, wprawnie obierają warzywa i szukają po szufladach przypraw. – Mam wrażenie, że dzieci coraz chętniej wchodzą w pomoc w kuchni, dlatego też łatwiejsze rzeczy staram się już przerzucać na nie. Kazio świetnie miesza, a Kalina kroi czy pilnuje, żeby coś się nie przypaliło.

Kalina i Kazio to dwa różne żywioły i charaktery, są emocje, jak to u brata i starszej siostry. A kulinarnie, mają podobny smak? – Oboje są dziećmi, które próbują wszystkiego. Teraz Kalina nie je nabiału – na widok jogurtu czy sera białego odwraca głowę. Oboje wciągają jak oszalali wspomniane już śledziki – najlepiej na kolację. Śniadania to jajka na szynce i grzanki – relacjonuje ich mama.

 

Widać, że Ania ma duży sentyment do rodzinnych pamiątek. To menu na ścianie… – To jadłospis z wesela moich pradziadków, Zygmunta i Heleny, z 6 grudnia 1918 roku, wygrzebane po śmierci mojej ukochanej Cioci Krysi z pawlacza jej mieszkania – wyjaśnia Ania. –  To po niej odziedziczyłam szacunek i sentyment do rodzinnych pamiątek. A dziadkowie byli kochający się szczerze do końca życia, tylko pozazdrościć!

Jak to nad kawą i przy jesieni, otwieram temat wspominek. Skoro już sięgamy pamięcią wstecz, pytam, jakie są Ani smaki dzieciństwa, coś, co wspomina dziś z tęsknotą. – Oj, smaki mojego dzieciństwa to najlepsza na świecie kuchnia mojej mamy. Wiem, wiem, każdy tak mówi i dobrze, bo mamy gotują najlepiej. Pamiętam, jak dłonie mamy pachniały zawsze włoszczyzną, kiedy nas przytulała i ten zapach był najpiękniejszy, bo był ciepłem domu. Pamiętam ryby i nóżki w galarecie, które robił mój tato, to niezapomniane smaki dzieciństwa. Wspominam makaron domowej roboty mojej babci. Po jej śmierci nigdy nie jadłam już takiego oraz nie udało mi się takiego zrobić. Może już czasy inne.

A smaki i odkrycia podczas podróży? Czasem coś utknie w pamięci, na próżno tego smaku szukać w Warszawie. Ania przyznaje, że uwielbia kuchnię krajów bałkańskich, różnorodność smaków, łączenie warzyw z mięsem lub rybami. – Cevapcici, pljeskavica – to wszystko w tym kajmaku z pieczonymi paprykami i pomidorami, na ostro podlane odpowiednią ilością wina – rozmarza się. – A melony, które jadłam w Czarnogórze… O matko, na samą myśl o tym jedzeniu już mi ślinka cieknie. 

Kuchenny niezbędnik? – Nie wyobrażam sobie mojej kuchnie bez radia. Uwielbiam słuchać muzyki podczas gotowania czy pieczenia. Polska muzyka rozrywkowa lata  50., 60. – nie zagniesz mnie, znam każdą piosenkę i wykonawcę! – dodaje Ania. No, traktuję to jako wyzwanie na kolejne spotkanie. Czas jednak spojrzeć przez szybkę, bo ciasto pachnie, a pospolita marchewka w towarzystwie mąki, jajek i przypraw zamieniła się w nasze dzisiejsze remedium na jesienne zimno za oknem. A oto przepis!

*

Ciasto marchewkowe

(przepis z książki „Leniwy Pieróg. czyli wege kuchnia dla dzieci (i nie tylko!)”, wydawnictwo Bona)

Składniki:

500 g marchewek

240 g mąki orkiszowej

płaska łyż. sody oczyszczonej

łyżeczka cynamonu

1/4 łyż. imbiru

1/4 łyż. kardamonu

1/4 łyż. gałki muszkatołowej

3 łyżki miodu

4 jajka zerówki

40 ml oleju rzepakowego

2 garście orzechów

2 garście rodzynek

opcjonalnie polewa:

200 g serka waniliowego

garść płatków migdałowych

Marchewki ścieramy na tarce o drobnych oczkach. W misce łączymy mąkę, sodę i przyprawy. Białka ubijamy na sztywną pianę i dodajemy do nich żółtka zmiksowane z olejem i miodem oraz marchewkę. Wszystko mieszamy, dodajemy suche składniki i bakalie, po czym mieszamy jeszcze raz. Masę wlewamy do tortownicy (wyłożonej papierem) i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (z termoobiegiem) na ok. godzinę.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Po przestudzeniu można opcjonalnie udekorować marchewkowe serkiem. My zjadłyśmy ciasto za szybko. A gdy stałam na przystanku w drodze do redakcji, wyszło słońce. Może ta jesień wcale nie jest taka straszna?

rozmawiała: Kasia Karaim

zdjęcia: Kasia Rękawek

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.