Kiedy byłam małym dzieckiem, były dwie rzeczy, których naprawdę zazdrościłam moim rówieśnikom. Pierwsza to było rodzeństwo. A druga to wakacje na wsi u dziadków. Bo czy jest coś lepszego niż pomaganie w gospodarstwie? Dojenie krowy, zbieranie świeżych jajek, podjadanie malin i truskawek prosto z krzaczka, majsterkowanie, pieczenie chleba… Spektakl „Pucio na wsi” przenosi dzieci właśnie do tego świata.
Punktem wyjścia jest dwójka rodzeństwa, która wspólnie czyta książkę „Pucio na wsi” i z każdą kolejną stroną coraz głębiej wchodzi w opowiadaną historię. Dwie rzeczywistości zaczynają się przenikać: z jednej strony obserwujemy wakacyjne przygody Pucia i Misi, z drugiej reakcje i komentarze bohaterów, którzy tę historię „czytają” i w pewnym momencie sami stają się jej częścią. Ta szkatułkowa konstrukcja tworzy naturalny pomost między małym widzem a światem znanym z książki.
Świetnie pomaga w tym scenografia. Jej centralnym punktem jest ogromna, materiałowa wersja książki „Pucio na wsi” , która staje się trochę tłem, a trochę kolejnym bohaterem przedstawienia. To ona otwiera przed widzami kolejne przestrzenie: gospodarstwo, dom babci i dziadka czy dom sąsiada.
A przygód jest całe mnóstwo! Pucio i Misia budują własny domek, ucząc się przy okazji, czym różni się młotek od obcęgów. Zbierają warzywa i owoce, odwiedzają garncarza, poznają krowę Zuzię, która niedługo zostanie mamą. A potem z taką pasją zabierają się za pieczenie chleba, że mogę Wam zagwarantować: po powrocie do domu sami będziecie chcieli upiec bochenek.


U nas się bez tego nie obyło. Szczególnie że pojawiło się lekkie rozczarowanie, że Pucio i Misia swoim chlebem nas nie poczęstowali: „Mamo, ja bardzo chciałam tego chleba spróbować. Przecież mieli go taaak dużo, bo piekli go na festyn!”. No właśnie, festyn.
Cała wieś jest bardzo przejęta zbliżającym się świętem. A jak festyn, to sękacz, a jak sękacz to potrzebne są jajka. I tu okazuje się, że jajka wcale nie biorą się ze sklepu, tylko od kury! Poszukiwania jajek nieznośnej kurki Heleny angażują całą widownię i podczas zabawy w ciepło zimno dzieci pomagają Misi i Puciowi odnaleźć zguby. Takich interaktywnych momentów jest więcej i co ważne, nie sprawiają one wrażenia obowiązkowej „atrakcji dla dzieci”, ale naturalnie wynikają z historii.
Na osobne słowo zasługuje gra aktorska. Aktorów jest zaledwie kilkoro, postaci całe mnóstwo. Przeistaczają się więc niemal w biegu, modulują głosy, tworzą odgłosy zwierząt i całej wsi, animują lalki: Pucio i Misia są tu dużymi lalkami, a pozostali bohaterowie tekturowymi figurami. Szczególnie zapadł mi w pamięć pościg za niesforną kurką Heleną, rozegrany w zwolnionym tempie, prosty, a bardzo efektowny teatralny żart. Całości rytm nadaje autorska muzyka, momentami czerpiąca z ludowych brzmień.


I chyba właśnie tu najlepiej widać, jak dobrze twórcom udało się przełożyć Pucia na język teatru. Książki opierają się przecież na poznawaniu świata poprzez proste pytania, słowa i dźwięki: jak robi kogut? Jak wygląda pomidor? Do czego służy młotek? Spektakl nie próbuje tej prostoty komplikować, pozwala dzieciom odpowiadać, naśladować, szukać, zgadywać i razem z bohaterami odkrywać kolejne rzeczy.
Po spektaklu najbardziej zostało ze mną to, że dla Pucia i Misi podczas tych wakacji właściwie wszystko jest nowe: majsterkowanie, festyn, garncarz, krowa, która będzie miała cielaka, samodzielne pieczenie chleba. „Pucio na wsi” jest czymś więcej niż wycieczką do sielskiego świata gospodarstwa. To prosta, ale piękna opowieść o oswajaniu tego, co nowe i o tym, że zamiast się bać, można podejść bliżej, zapytać, dotknąć, sprawdzić. Pozwolić, żeby ciekawość wygrała ze strachem.
Dla miejskich dzieci ten wiejski świat może być dziś naprawdę egzotyczny. I może właśnie dlatego tak dobrze nadaje się na miejsce pierwszych odkryć. Jak pada ze sceny: „Poznawanie nowych rzeczy to najlepsza przygoda! A jeśli przy okazji można komuś pomóc, to jeszcze lepiej”. Starsza część widowni też dostaje kilka drobnych smaczków. Nawiązania do „Dnia świra” zdecydowanie nie spodziewałam się w „Puciu na wsi”!
Organizatorem spektaklu jest endorfina events. Bilety na przedstawienie kupicie tutaj.
Materiał powstał we współpracy z Teatr Pucio.

