kuchnia rodzinne gotowanie

Brioszki z jabłkiem na drugie śniadanie

Rodzinne gotowanie

Brioszki z jabłkiem na drugie śniadanie
Magdalena Rączka

Chcemy żyć w harmonii z naszą dzielnicą i dostarczać ciepły chleb – tak o sobie opowiada Ola. Nie dodaje przez skromność, że po ten chleb z ulicy Cystersów ustawiają się kolejki. O grafiku piekarza i rodzica, o babci Zosi i smaku chleba – dziś z Krakowa!

Możemy mieć różne kulinarne miłości, a nawet mnożyć spory, czy placki ziemniaczane to na słodko czy słono, czy leniwe z cukrem, czy obowiązkowo z bułką tartą. Ale co do jednego zgadzamy się wszyscy, oczywiście, jeśli jemy gluten. Kawałek domowego chleba z chrupiącą, lekko ciepłą skórką, trochę masła… Ja dam się pokroić. Dobrze, że wywiad z Olą, która z takim wypiekiem czeka w piekarni Świeżo Upieczona w Krakowie, powstaje na odległość. Ola spełniła swoje marzenie, które zakiełkowało, gdy była dzieckiem – otworzyła własną piekarnię i dziś piecze dla nas, z dzieckiem na ręku. Co powiecie na brioszkę z jabłkami, idealną do szkolnej lanczówki? Taką znajdziecie w dzisiejszej odsłonie Rodzinnego gotowania!

Niech żyje gluten! Czy wypieki to twój comfort food?

Zdecydowanie tak. Szczególnie lubię ciepłą kromkę chleba posmarowaną masłem i posypaną solą. Pierwszy gryz automatycznie przenosi mnie do dzieciństwa, a dokładnie do kuchni, w której to moja babcia Zosia (Babciu – bardzo dziękuję za całą wiedzę) przygotowywała wszelkie frykasy. Pieczenie i gotowanie to moja pasja, zasiana za młodu właśnie przez Babcię, z którą spędziłam mnóstwo godzin w kuchni. Gdy piekę i gotuję, czuję, że jestem w odpowiednim miejscu, daję z siebie wszystko i zawsze robię to z pasją i miłością. Bardzo się cieszę, widząc, że później komuś smakuje to, co zrobiłam własnymi rękami. 

Podczas wiosennej kwarantanny wielu z nas zadebiutowało, piekąc chleby. Fala bochenków zalała IG, wróciliśmy do naszych bezpiecznych wspomnień z dzieciństwa. Masz swoją hipotezę, skąd ten chlebowy renesans?

Bardzo mnie to ucieszyło, że ludzie zaczęli piec chleby. Jestem pewna, że pomogło to w przetrwaniu tych niepewnych dla nas chwil. Tak jak wspomniałaś, chleb – a szczególnie upieczony w domu – wzbudza pozytywne uczucia, wspomnienia, tworzy rodzinną atmosferę, a to daje poczucie bezpieczeństwa. Tworzenie czegoś od zera daje także poczucie kontroli, a każdy z reguły ma w domu mąkę, wodę i sól, więc chleb stał się naszą nadzieją na lepsze jutro.

Twoja droga do własnej piekarni to małe, ale konsekwentne kroki. Blog Smaczliwka, praktyki, podczas których zdobywałaś doświadczenie, technologia żywności… Uparcie dążysz do celu.

Jak to mówią, każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Blog Smaczliwka był moim zeszytem na przepisy, który to karta po kartce, dzień po dniu, sukcesywnie wypełniałam, a którym chciałam się podzielić z ludźmi. To był długi proces, ale bardzo satysfakcjonujący. Dostawałam wiele pytań dotyczących przepisów, wiele fajnych i pozytywnych e-maili. Ludzie pisali, że im smakowało lub pytali, dlaczego coś nie wychodzi, mimo tego, że robią wszystko jak w przepisie. To było i jest ogromnie budujące. Cieszę się, że mogę się czymś podzielić i pomóc.

Myślę, że trochę też jestem typem upartej osoby. Gdyby nie to, nigdy nie nauczyłabym się piec chleba. Moje pierwsze bochenki były kompletnie nieudane, wręcz niejadalne. Potraktowałam to jednak jako wyzwanie. Przeczytałam tony książek, polskich i zagranicznych. Skończyłam również studia kierunkowe jako technolog żywności. Odbyłam praktyki w Warszawie i Krakowie. Cały proces nauki pieczenia chleba trwał około 7 lat i teraz wiem, że nigdy się nie zakończy. Praca z ciastem chlebowym jest bardzo dynamiczna, za każdym razem uczysz się czegoś nowego, za każdym razem coś wychodzi inaczej. To pięknie uczy pokory, ale daje też dużą satysfakcję z samego procesu tworzenia.

I proszę, marzenia się spełniają.

Tak, otwarcie piekarni było moim wielkim marzeniem. Pewnego dnia znaleźliśmy z mężem idealny lokal i powiedzieliśmy – raz kozie śmierć. Jak nie teraz, to kiedy? To był bardzo trudny i skomplikowany proces. Zainwestowaliśmy w tę piekarnię całe oszczędności naszego życia. Do tego odbijaliśmy się od ścian różnych instytucji, wypełniając masę dokumentów, czy to dotyczących prądu, położenia kabli, czy odnośnie przepisów sanitarnych. Nie przespaliśmy wiele nocy, martwiąc się o różne rzeczy, a na domiar tego przyszedł koronawirus.

Zabójczy dla wielu knajp i kawiarni.

W tym czasie bardzo budująca była postawa naszych sąsiadów z ulicy Cystersów, Fabrycznej i okolic, którzy nas wspierali dobrym słowem, a za które bardzo dziękujemy! Dziś, po prawie czterech miesiącach działania piekarni, dalej się stresuję, jak widzę kolejkę ludzi czekających po nasze wypieki. Wiem, że obdarzają nas dużym kredytem zaufania, przychodząc do nas i wydając swoje ciężko zarobione pieniądze, dlatego też pieczemy z miłością, ale również z najwyższą jakością.

„Praca z ciastem chlebowym jest bardzo dynamiczna, za każdym razem uczysz się czegoś nowego, za każdym razem coś wychodzi inaczej. To pięknie uczy pokory, ale daje też dużą satysfakcję z samego procesu tworzenia”.

 

Masz w rodzinie tradycje związane z pieczeniem chleba?

Wszelkich podstaw kuchni i pieczenia nauczyłam się od Babci Zosi. To ona zaraziła mnie pasją do jedzenia i gotowania. Babcia nie piekła jednak chleba, zaczęłam zgłębiać ten temat samodzielnie, zakochana w bochenkach Elizy z White Plate. Pierwszy chleb upiekłam, mając 20 lat i od tamtej pory moja glutenowa przygoda trwa. 

A potem pojawia się dziecko. Chleb pieczecie w nocy, do tego maluch na pokładzie. Jak ty to organizujesz i czy dużo osób pukało się w głowę, odradzając ci tę drogę?

Ciekawe, że o to pytasz, bo jak sięgam pamięcią, to sceptyków nie brakowało, ale było także wielu ludzi, którzy mocno w nas wierzyli. Kwestia opieki nad naszym synkiem była kluczowa, ale podeszliśmy do tego racjonalnie i znaleźliśmy optymalne rozwiązanie. Mianowicie w nocy Wojciecha ogarnia mąż, bo ja jestem w pracy od 3:00. Około 14:00 zacznę się zbierać do domu, pójdę po synka do żłobka i razem z mężem pójdziemy na plac zabaw, aby razem spędzić czas, a potem zjemy wspólnie obiad. Następnie standardowo zabawa z dzieckiem, kąpanie, kolacja i o 20:00 razem z Wojtkiem idę spać. Pracuję 6 dni w tygodniu (chociaż prawdę mówiąc – 7 dni, w niedzielę piekarnia jest zamknięta, ale muszę przyjść nastawić zaczyny i zrobić ciasto na croissanty, tak aby w poniedziałek móc rozpocząć pełną parą produkcję na wtorek), więc staram się każdą wolną chwilę spędzić z synkiem.

Ośmielmy niepiekących. Zrobicie dziś brioszki na drugie śniadanie.

Wspólnie z moim małym pomocnikiem Wojtusiem upiekliśmy brioszki z jabłkami. Ciasto jest pysznie maślane i lekkie jak puch. Robiąc je, można pozostać na etapie zwykłych maślanych bułeczek, idealnych do domowego dżemu. My jednak poszliśmy krok dalej i nadzialiśmy je podsmażonymi jabłkami.

Składniki:

ciasto:

600 g mąki pszennej
7 g suchych drożdży
pół łyżeczki soli
160 g mleka
2 jajka
60 g drobnego cukru
200 g masła w temperaturze pokojowej

nadzienie:

4-5 jabłek średniej wielkości
2 łyżki masła
pół łyżeczki cynamonu (opcjonalnie)
1-2 łyżki cukru (jeśli mamy bardzo kwaśne jabłka)

kruszonka:

100 g mąki pszennej
szczypta soli
50 g drobnego cukru
50 g masła

Wszystkie składniki na ciasto umieszczamy w misce. Mikserem z końcówką w kształcie haka lub ręcznie (przez około 10 minut) wyrabiamy luźne ciasto. Dobrze wyrobione ciasto powinno być gładkie. Następnie przekładamy je do naoliwionej miski i zostawiamy do podwojenia objętości, czyli na 1-1,5 godziny. W międzyczasie obieramy jabłka, kroimy je w kostkę i podsmażamy na maśle z cynamonem – przez ok. 10 minut, aż lekko zmiękną. Pozostawiamy do ostygnięcia.

Czas na przygotowanie kruszonki. Rozcieramy między palcami masło z mąką, cukrem i solą, do powstania grubych okruchów. Wkładamy do lodówki. Wyrośnięte ciasto drożdżowe dzielimy na 10 równych kawałków i formujemy kuleczki. Jeśli chcemy zrobić zwykłe maślane brioszki bez nadzienia, uformowane kuleczki przekładamy od razu do foremki z zachowaniem odstępów, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy na 30-40 minut do wyrośnięcia. Potem smarujemy je jajkiem, posypujemy kruszonką i pieczemy.

Uformowane przez nas kuleczki pozostawiamy 15 minut na blacie pod ściereczką, a następnie rozwałkowujemy na grubość ok. 1 cm. Na środek kładziemy przygotowane jabłka (1-2 łyżki) i sklejamy. Układamy, zachowując odstępy w formie, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na 30-40 minut. Gotowe bułki smarujemy jajkiem i posypujemy kruszonką. Pieczemy ok. 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, aż się dobrze zarumienią.

*

Hej, śpiochy, pomyślcie dziś czule o piekarzach i pędźcie do piekarni po chleb rzemieślniczy, bo ktoś tej nocy wypiekał go, wkładając w to całe serce!

Dodaj komentarz