Przyłapany na wakacjach

Bart Pogoda w poszukiwaniu rodzinnego relaksu

Wiedziałam, że złapię go gdzieś między samochodem a samolotem. Między granicami, a może nad chmurami, pochylonego nad klawiaturą. I że będzie w biegu. Kilka lat temu opowiedział magazynowi „Fathers” o ojcostwie, snując rozważania na kilku stronach. A dziś? Mówi, że wie, że nic nie wie.

Bart Pogoda mówi obrazem, waży słowa, nie daje się wciągać w gawędziarstwo. W miesiącu, w którym rządzi u nas relaks, rozmawiam z osobą, która na relaks czasu ma niewiele. Zawód reżysera, fotografa, a do tego bycie ojcem dwójki dość skutecznie wymazuje ze słownika czasownik nudzić się. A jednak śląc maile gdzieś w przestworza, okazuje się, że właśnie łapię Barta w pierwszym dniu rodzinnych chorwackich wakacji. I nie, nie kręci tam reklamy, lecz nurkuje z dzieciakami w basenie. Nie dziwi mnie więc, że o ojcostwie woli opowiadać poprzez zdjęcia swoje i Silvii, niż snuć opowieści.

Może czas sprowadza do parteru wyobrażenia, konfrontuje je z codziennością i zamiast porad i teorii na temat bycia ojcem mamy przed sobą wielką niewiadomą? Nie programujemy, nie tworzymy planów, storyboardów na życie, jak w kręconych filmach. Wyznanie Barta, że nic nie wie o ojcostwie nie jest tu kokieterią, a szczerą konstatacją, która nie wywołuje ani żalu, ani niepokoju. Zakłócę im ten spokój na basenie, mam tylko kilka pytań…

Bart, czym jest dla ciebie relaks? 

Teraz relaks to spanie i książki albo wędrowanie (w mieście lub w lesie). Myślę, że to się nie zmieniło od wielu lat i chyba już tak pozostanie. Tylko, że teraz mam o wiele mniej czasu na chill. Mam też wrażenie, że siedzą we mnie dwie osoby: leniuszek i pracoholik – bardzo lubię pracować, ale nie odmawiam sobie wielu godzin snu, gdy tylko mam taką możliwość.

Dzielisz swój czas na pracę i dom czy to są naczynia powiązane?

Pracuję w domu – mam swoją pracownię. Wychodzę do pracy na zdjęcia i 70% są to wyjazdy z Warszawy. Cieżko jest w domu pracować, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie teraz innego układu.

A jak w takim układzie wyłuskać klasyczny relaks?

Na wyjeździe jest zawsze ruch, chaos, czasem trochę nerwów – najgorsze są wielogodzinne loty przez ocean albo do Azji – przerabialiśmy to wielokrotnie i z dzieciakami nie jest łatwo. Potem w trakcie wyjazdu są rzeczywiście jakieś niewielkie fragmenty luzu, ale generalnie po dłuższym wyjeździe mam ochotę pojechać na… „prawdziwe” wakacje (śmiech).

Czyli jakie?

No właśnie teraz jestem na prawdziwych wakacjach, na których nie chce mi się odpowiadać na pytania do wywiadu, bo naprawdę się relaksuję. Czytam, pływam, wczoraj byliśmy na samotnej randce – po latach, bo w końcu dziadkowie zabrali nam dzieci!

Sorry, ale wrócę do tematu pracy. Za chwilę o niej zapomnisz, obiecuję. Wyjazdy to rozstania. Jak sobie z tym radzisz? Coś zyskujesz, coś tracisz?

Zgadza się –  jak wcześniej wspomniałem, praca to przede wszystkim wyjazdy. Wiem, co tracę – jest to możliwość bycia non stop z dzieciakami i żoną – aczkolwiek są to wyjazdy krótkie, maksymalnie tygodniowe. Potem jest powrót i od nowa docieranie się i wbijanie w atmosferę i rytm domu – dopasowanie się do ich cyklu działań. Jest to ciężkie i konfliktowe, czasem męczące.

Rytm domu. Mówisz o rytuałach, rutynie?

Nie mam rytuałów, nie mamy rytmu – sytuacja jest płynna, trochę poddana temu, co akurat jest na tapecie. Nasze dzieci nie chodzą do szkoły, my lubimy wyjeżdżać, myślimy o edukacji domowej. Rytmem może są śniadania – robię im ulubione naleśniki z dżemem, razem idziemy na rowery albo na plac zabaw. Zwykłe życie!

Macie z Silvią patent, żeby mimo wszystko znaleźć czas tylko dla siebie?

Bardzo mi przykro. Wobec Silvii szczególnie. Nie mamy na to żadnego patentu. Niestety. Może się niedługo uda.

Planujesz rodzinny wyjazd z detoksem od maili i telefonu?

Tak, mam nadzieję, że przez cały wrzesień 2019 r. w Japonii uda mi się taki stan uzyskać…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wasze kadry sugerują, że na wyjazdach nie macie turystycznego zewu odhaczania atrakcji z listy. 

Nie ma co gonić z zegarkiem w ręku. Uwielbiam smakować miejsca bezsensownie. Beztrosko. Bez przewodnika, ram. Choć Silvia chyba jeszcze bardziej jest w tym wyluzowana – kiedy ja mam swoje zrywy, aby robić, chodzić, działać – ona mnie stopuje. Take it easy.

Wspomnień macie mnóstwo, ale co przychodzi ci do głowy, gdy pytam o waszą idealną pocztówkę z wakacji?

Plaże w Nowej Zelandii, włóczenie się bezsensownie po wyspach w Tajlandii, zwiedzanie miejscówek na tuk tuku. Bardzo często spędzamy czas w drodze z dziećmi i oprócz tego, że nie ma tam żadnego relaksu, to wiem jedno – nie zamieniłbym tego za nic na świecie.

Czym rożni się twoja relacja z córką od tej z synem?

Leo uwielbia Rage Against the Machine, a Gaia lody czekoladowe. Poza tym są non stop razem – prawie wcale nie zdarza mi się być z nimi osobno. Kiedy jestem z dziećmi, to z obydwojgiem naraz.

Jak dzieciaki doświadczają waszych podróży? 

Byliśmy na paru kontynentach i w wielu krajach – jednakże jest to podróżowanie mało „hardkorowe” – staramy się dzieciakom zapewnić w miarę wygodne warunki. Jeżeli świat za 15-20 lat będzie jeszcze istniał, to pewnie pojadą go zwiedzać sami, na swoich warunkach – na takich, na jakie będzie je wtedy stać. Teraz my zabieramy ich w świat. Nie pokazujemy im tego świata, po prostu tam są. Nie wiem, co z tego zapamiętają – może coś zostanie w podświadomości!

Wróćmy do ciebie. Masz wrażenie, że przy drugim dziecku ojcostwo jest inne, dojrzalsze?

Kiedy zostałem ojcem, zgłosili się do mnie twórcy magazyn „Fathers” (który uwielbiam), żeby zrobić wywiad. Wtedy wyrzuciłem z siebie masę mądrych zdań, a teraz wiem, że nic nie wiem. Po 6 latach.

I jak ci z tą niewiedzą? Niepokój, ulga?

Nie wiem, zapytaj mnie za 10 lat!

Obiecuję! Zmykam z eteru i nie zakłócam wakacji. Nawet jeśli nie zawsze będzie to słownikowy relaks, bawcie się na całego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.