Zdrada. Czy to szansa na rozwój? - Ładne Bebe

Zdrada. Czy to szansa na rozwój?

A gdyby spojrzeć na zdradę, stawiając w centrum nie krzywdę, lecz temat ukochania siebie i nauki wyrażania swoich potrzeb?

Boli, wywołuje wyrzuty sumienia, zmusza do przemyślenia tego, co łączy ludzi we wspólnym życiu. Zdrada potrafi sprawić, że zakwestionujemy wszystko, co dotychczas wydawało nam się pewne i stabilne. Kiedy dochodzi do zdrady w związku, w którym są dzieci, sprawa się gmatwa jeszcze bardziej. Co i czy w ogóle odbieramy coś dzieciom, jeśli zdradzamy? Czy strona zdradzona powinna wybaczyć w imię trwałości rodziny?

Bezpowrotnie utracona niewinność, intymność, której nie da się odzyskać, obolałe serce… Lista strat potrafi być dużo dłuższa. Utarło się, że o zdradzie myślimy w kategorii sprawcy i ofiary. Czy można inaczej? I co może pomóc dalej żyć, zarówno osobie zdradzonej, jak i tej, która zdradziła?

Rozmawiam o tym z czterema kobietami. Jako ilustrację do rozmów wybrałam zdjęcia madryckiego fotografa, Rubéna Martína de Lucasa, który jako jeden z tematów swojej twórczości wybiera granice. Jego zdjęcia potrafią być przejmujące. Opowiadają o odsuwaniu się od innych, o potrzebie czegoś tylko swojego, o dążeniu do oddzielenia się. A także o samotności, w której można wrócić do tego, kim się jest, odczuć siebie. To krajobraz emocjonalny bliski zarówno zdradzonym, jak i zdradzającym.

KAROLINA PLICHTA – TERAPEUTKA PAR

Karolina Plichta pracuje w nurcie systemowym, jest autorką webinarów i newslettera o relacjach, a także mamą dwóch małych córeczek. W naszej rozmowie odwołuje się do kultowej książki Esther Perel Kocha, lubi, zdradza, którą możemy polecić jako punkt wyjścia osobom mierzącym się w życiu prywatnym z tematem zdrady. Czy na zdradę można spojrzeć inaczej niż na krzywdę, którą wyrządza się drugiemu człowiekowi i całej rodzinie? Można przynajmniej spróbować.

Zdrada w związku, w którym są dzieci, jest inna niż w przypadku pary bezdzietnej?

Myślę, że to zależy, jaki my nadajemy jej kontekst i znaczenie. Zdarza się, że uważamy, że dzieci także zostały zdradzone, mimo że zdradzający partner mógł być wspaniałym rodzicem. W oczach osoby zdradzonej zdrada pociąga też krzywdę dzieci.

To zdradę można interpretować na różne sposoby?

To jest zawsze indywidualna kwestia. Ja bym chciała to widzieć tak, ale jest to trudna interpretacja dla osób, które zostały zdradzone, nie jako coś, co dzieje się poza związkiem, lecz coś, co dzieje się w nim. Postrzeganie zdrady jako czegoś, co wydarza się poza naszą relacją, sprawia, że osoba zdradzona jest zdradzona. Natomiast jeżeli zdradę widzimy jako element dynamiki relacji, to możemy ją postrzec w sposób otwierający, bardzo uwalniający. A uwolnienia potrzebują obie strony – i zdradzana, i zdradzająca. Dopuścić się zdrady – nawet w języku to brzmi jak dopuszczanie się przestępstwa. Więc zdradzający musi odbyć karę, odpokutować. Ta perspektywa jest tak silna, że już jej nie podważamy. Jest przyjęte, że gdyby nasza przyjaciółka została zdradzona, to pierwsze, co nam przyjdzie do głowy, to powiedzieć: „zostaw go”.

Czyli co, trzeba wybaczać?

Zdradę można wybaczyć i wiele par sobie wybaczyło. To nie oznacza, że trzeba to wydarzenie wymazać z pamięci. Esther Perel powiedziała, że ludzie dzisiaj tworzą więcej niż jedno małżeństwo. Parom, które przychodzą do niej z problemem zdrady, mówi: „Wasze małżeństwo się właśnie skończyło. Czy jesteście gotowi na nowe?”. Zdrada może być traktowana jako przełom w związku. Jest przecież bardzo trudnym doświadczeniem dla osoby, która zdradziła, i dla tej, która została zdradzona. Wymaga w terapii i – w tej danej porze – uszanowania. Może być początkiem pewnego procesu.

Zdrada jest początkiem zmiany. Albo się rozstajemy, albo możemy – jak to Pani powiedziała – zacząć nowe małżeństwo.

Do tego nowego możemy dojść w terapii, ja mogę o tym napisać na blogu albo z Panią o tym porozmawiać, natomiast w konkretnym procesie terapeutycznym i w konkretnym życiu konkretnej pary to tak gładko nie idzie, i nie ma prawa pójść. Emocje i wszystko, co się wokół zdrady stało, wymagają pochylenia się nad nimi, przeanalizowania. Osoba zdradzona bardzo często ma potrzebę, której ciężko się dziwić, czegoś w rodzaju wynagrodzenia. Często długo to w sobie nosi i okazuje się, że jest jej to do czegoś potrzebne. Ta rola bycia osobą zdradzoną bywa bardzo długo używana do różnych celów.

Moja przyjaciółka powiedziała: „Nie umiałam wybaczyć partnerowi. Napawa mnie obrzydzeniem. Chciałam wybaczyć, ale gdy go widzę, przepełnia mnie uczucie zawodu i braku zaufania. Może za dużą wagę przywiązywałam do wierności? Skoro nie umiem wybaczyć, to jest coś ze mną nie tak”.

Często zakładamy, że zdrada jest czymś osobiście wymierzonym w nas, przeciw nam. A gdyby spojrzeć na to tak, że zdrada jest problemem wyłącznie osoby, która zdradziła? Wyobraź sobie, że zdrada nie ma z tobą nic wspólnego. Z tobą jako osobą zdradzoną. Bardzo trudno jest przyjąć taką perspektywę, ale gdyby założyć, że tak jest, to jakbyś postrzegała to wtedy? Na zdradę możemy spojrzeć np. jak na próbę uzyskania autonomii w związku. To się często zdarza. Są pary, które są ze sobą „zlane”, mają wysoki poziom bliskości, są jednością. Kiedy nie ma między nimi granic, trudno określić, gdzie kończę się ja, a gdzie zaczynasz się ty. I wówczas bywa, że partner, który bardziej chciałby zadbać o dystans w związku, ucieka się do zdrady. W jego postrzeganiu, pomyśle (nie zawsze świadomym, kontrolowanym, refleksyjnym) zdrada służy uzyskaniu autonomii. Dlatego zdrada jest zdradą. Ona jest ukrywana, nie jest otwartym zakończeniem związku. Osoba zdradzająca nie chce robić czegoś poza związkiem, nie wybiera rozstania. Chce to robić w związku. I to jest właśnie megatrudne do przyjęcia, ale to jest podejście dające rozwiązanie, uwolnienie, dające światło w ciemności tego emocjonalnego trudu .

Znam kobiety, które zdradzają, bo ich partner ich nie syci, nie wspiera. Czyli zdrada może jednak być wymierzona przeciwko osobie, z którą się dzieli życie, ma się dzieci.

Te kobiety zdradzają dla siebie. Coś sobie kompensują. Każda zdrada i każdy proces wynika z innych rzeczy. Każda para ma inne cele. Czasami zdrada nie jest fizyczna, jest emocjonalna. Ważne, żeby pamiętać, że zdrada może nam wyjść na dobre. Może być elementem rozwoju. Sprawa może się nam wydawać bardziej skomplikowana, kiedy są dzieci.

Może, ale nie musi?

Co i czy mówimy dziecku o zdradzie? Bywa tak, że dziecko myśli, że któreś z rodziców robi coś przeciwko rodzinie. Przeciwko jedności rodziny. Krzywdzi drugiego rodzica. Natomiast, i to jest temat z gwiazdką, czy zdradę ujawniać, czy nie? A druga rzecz: jeżeli już się zdecydujemy ujawnić to partnerowi/partnerce, to czy ją ujawnić dzieciom? To są dwie różne decyzje do podjęcia. Moje doświadczenie jest takie, że dzieci jak najbardziej mogą poczuć się zdradzone i że oswojenie sytuacji przychodzi im łatwiej, jeśli rodzice później pozostają w związku. To jest banał, ale tak to wygląda.

Pomówmy chwilę o wyjawianiu zdrady partnerowi/partnerce.

Zanim to zrobimy, zastanówmy się. Po co chcę ujawnić zdradę? Może po to, żebym już dłużej nie musiał/musiała gryźć się ze swoimi wyrzutami sumienia i żebym mógł/mogła przerzucić napięcie na drugą osobę. Wciągnąć ją w ten ból, proces, w tę sytuację. Czy na pewno chcę w swój problem mieszać jeszcze tę osobę, z którą jestem? Często osoby, które przyznają się do zdrady, uznają, że to jest już koniec tematu. Już się przyznałem/przyznałam, jestem szczery/szczera, chcę z Tobą być lub wrócić do Ciebie. A dla osoby, która została zdradzona, historia zaczyna się dopiero od tego momentu. Ktoś zdradza kogoś jakiś czas albo kiedyś zdradził i się z tym długo gryzie, i ta osoba już od wtedy za to pokutuje. Tymczasem ktoś, kto został zdradzony, zazwyczaj ma potrzebę, żeby od teraz ta druga osoba przeszła proces wynagradzania zdrady. Chce być świadkiem cierpienia osoby, która zdradziła. To nie są miłe procesy.

Sytuacja się komplikuje, jeśli o zdradzie poinformowane zostają dzieci.

Nierzadko wściekły rodzic mówi dzieciom, że wszyscy – cała rodzina – zostali zdradzeni przez tego rodzica. Dobrze jest zadać pytanie o to, jaki jest zakres włączania dzieci w to, co dzieje się między nami. To para ustala indywidualnie. Jeśli ujawnienie dzieje się poza świadomym procesem, w złości, z tym nic już nie zrobimy. Trzeba to przyjąć na klatę. Trudno jest poradzić rodzicom, czy powinni o zdradzie informować dzieci, bo to zależy od tylu czynników: specyficznej sytuacji, od rodziny, od tego, czy w ogóle rodzina rozmawia ze sobą otwarcie o problemach. Nie mówię, żeby włączać dzieci w to, co dzieje się między rodzicami, ale jest zupełnie inaczej, kiedy komunikacja w rodzinie jest otwarta, szczera, wspierająca, empatyczna, i wtedy, kiedy rodzice mówią coś w stylu: „Wiecie, mamy problemy. Możemy się kłócić”. W rodzinach, gdzie granice są pozamykane i komunikacja jest zamknięta, gdzie nie ma przepływu informacji zarówno między członkami rodziny, jak i na zewnątrz, taka informacja o zdradzie czy kłopotach rodziców będzie dla dziecka dużo trudniejsza do zniesienia. W takiej rodzinie jest dużo napięcia z powodu tego, że się nie rozmawia o problemach.

Załóżmy, że para próbuje terapii, zaczyna budować swój nowy związek czy nowe małżeństwo. Jak wygląda ten czas?

Trzeba bardzo dokładnie ze sobą porozmawiać. Jeśli para jest w terapii, mają wyznaczoną przestrzeń na to, żeby uzgodnić to, co się między nimi teraz wydarzy nowego, ale też – co to oznacza, że temat zdrady uznają za zamknięty. Czy to znaczy, że mają o tym nie rozmawiać? Nie znam takiej pary, która by się w ten sposób umówiła. Warto zadać sobie pytanie, po czym poznamy, że ten temat został jakoś poukładany? Często pada odpowiedź, że „będziemy mogli o tym swobodnie rozmawiać”. To nie jest temat, który ma już absolutnie nie wzbudzać emocji, tylko to jest temat, który nie jest między nami tabu. Tabu rodzi napięcie. Każda para decyduje, czym jest dla nich otwartość w poruszaniu tematu minionej zdrady. Czy to oznacza, że jak mi się coś przypomni, mogę ci o tym w bezpieczny sposób powiedzieć? Bezpieczny, czyli jaki? Oznaczający, że ona czy on nie powie: „Dlaczego znów do tego wracasz? Przerabialiśmy to. To jest temat zamknięty. Wszystko psujesz między nami” itd.

Żal wraca.

Nie chodzi o to, żeby on zniknął z życia, tylko żeby temu życiu wytworzyć nową jakość, coś nowego, innego. Budujemy teraz nowy związek, bo poradzenie sobie z problemem w małżeństwie nie służy temu, żeby rozkminiać na wszystkie sposoby, co się stało, po co i dlaczego, ale temu, żeby zwrócić się w kierunku tego, co jest nowe, dobre, co jest zasobem. W taki sposób uzdrawia się relację.

Osoby z niskim lub chwiejnym poczuciem wartości będą miały podwójnie trudno w procesie ozdrowieńczym.

Zdecydowanie. Je to dotknie osobiście. Ale w momencie, kiedy spojrzymy na problem zdrady jako na problem osoby, która zdradza, to to jest szokująca perspektywa. A gdybym miała przyjąć, że to w ogóle mnie nie dotyczy? Proszę zobaczyć, jakie są tego konsekwencje: nie mogę zdrady partnera użyć przeciwko niemu, nie mogę się postawić w roli tzw. ofiary (nie lubię tego słowa). Nie mogę tym grać, nie mogę partnera przywoływać do siebie przez ten temat. Ja wiem, że to jest wywrotne i trudne, ale to naprawdę może mieć uwalniającą moc jako coś, co się wydarzyło poza mną.

Chociaż konsekwencje mogą być bardzo przykre. Może pojawić się dziecko pozamałżeńskie, więc kwestia finansowa może się skomplikować. Są choroby przenoszone drogą płciową.

Jasne. Tu wkraczamy na temat dojrzałości i procesów tzw. zróżnicowania występujących w danych osobach: na ile mogę podejść do tego elastycznie, dojrzale. Czy wiem, gdzie jest mój zakres odpowiedzialności? To nie musi we mnie uderzać, co nie oznacza, że nie może mi być przykro. Przecież może być w tej sytuacji tak, że chcę iść na terapię, że chcę separacji, ale to może nie mieć nic wspólnego ze mną i z poczuciem mojej własnej wartości oraz z tym, w jaki sposób ja siebie obdarzam miłością.

Dziękuję za rozmowę.

MONIKA PRYŚKO, AUTORKA BLOGA TEKSTUALNA I EBOOKA „ROZWÓD NA SPOKOJNIE”

Zdrada krzywdzi każdą ze stron. Rozumiem porywy serca, moment, gdy człowiek przestaje myśleć o całym świecie, ale warto przed rozpoczęciem nowej relacji zakończyć obecną, choćby ze zwykłego szacunku do drugiego człowieka. Byłam osobą zdradzoną i to była nie tylko zdrada ze strony męża, ale też bliskiej mi na tamten czas kobiety, czyli zdrada podwójna. Warto zwrócić uwagę na odmienne zachowanie żony czy męża, na nieobecność, drobne kłamstwa… Jeśli jest w nas uczucie, że coś nie gra, to prawdopodobnie tak właśnie jest. Coś nie gra.

Myślę, że największym problemem w związku jest brak rozmowy. Od braku rozmowy wszystko się zaczyna, bo za tym idzie brak zrozumienia, brak zaspokojenia własnych potrzeb, uczucie samotności, obojętności. A wystarczyłoby usiąść przy stole i szczerze powiedzieć o swoich potrzebach. Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale na pewno jest to lepsze rozwiązanie, niż oszukiwanie siebie nawzajem i nadwyrężanie swojej rodziny.

Jak żyć po zdradzie? Najlepiej na kobiece poczucie własnej wartości działają sukcesy. I nie myślę tutaj o fajerwerkach, nagrodach liczonych w dziesiątkach tysięcy czy milionowym kontrakcie. Chodzi o codzienne, małe sukcesy, jak samodzielnie zorganizowany remont, przemeblowanie, przeprowadzka do nowego mieszkania, a także pochwała w pracy, awans, zapisanie się na kurs, na który nie chciało nam się zapisać od miesięcy. Na pewno nie polecam inwestować na szybko w nowy związek, by sztucznie się dowartościować. Ten proces nas nie ominie, prędzej czy później każda zdradzona kobieta będzie musiała stanąć twarzą w twarz z tym doświadczeniem, przeżyć, zrozumieć i przepracować. To się samo nie zadzieje. Są pary, które są razem mimo zdrady jednej ze stron. Ale czuję, że gdy w związku brakuje tak fundamentalnego szacunku, sprawa jest oczywista, czas się rozejść.

Wydaje mi się, że można się dogadać po zdradzie, jeśli była ona czysto fizyczna. Znamy z książek czy filmów sceny, w której na przykład pijany mężczyzna spędza noc z nowo poznaną kobietą i rano nawet nie pamięta jej imienia. Myślę, że taką zdradę łatwiej przeżyć – nie miała ona nic wspólnego z intymnością, bliskością, powierzaniem sobie sekretów, planowaniem wspólnej przyszłości.

Nie wyobrażam sobie, bym mogła zdradzić mojego ukochanego. Znam wagę naszego związku, nauczyłam się też mówić o swoich uczuciach i potrzebach, dlatego nie muszę szukać tego, czego mi potrzeba, u innych mężczyzn. Poza tym częsta zmiana partnerów wiązałaby się z naruszeniem poczucia bezpieczeństwa mojej córki. Dopuszczam do siebie myśl, że mogłabym zostać z kimś mimo zdrady. Wymagałoby to ode mnie sporej pokory, a także postawy, że mój ukochany zdradził, bo mu czegoś zabrakło, byłam nieuważna, może za bardzo skupiona na sobie. Jeśli faktycznie by tak było, a mój partner byłby ze mną szczery – przemyślałabym to.

ANGELIKA RĘKOWSKA, FOTOGRAFKA I INFLUENCERKA

Gdy kiedyś nie układało mi się w związku, moja przyjaciółka powiedziała, że powinnam znaleźć sobie kogoś do przyjemności. Jednak czując miłość do ówczesnego partnera, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym to zrobić. Ale może zdrada pomoże nam docenić naszą drugą połowę? Albo uzmysłowić sobie, że związek nie ma jednak szans na przetrwanie. Myślę, że zawsze powinniśmy iść w stronę, w którą kierują nas intuicja i serce.

Dziś znam więcej tych, którzy zdradzają, niż tych, którzy nie. Stanowczą większość stanowią mężczyźni. Zazwyczaj bierze się to z braku satysfakcjonującego seksu w ich związkach. Kobiety zdradzają rzadziej z braku czasu. Mężczyźni zawsze mieli wiele powodów do wyjścia z domu. Praca, koledzy czy siłownia… Kobiety zdradzają, jeśli ich mężczyźni o nie nie dbają, nie myślą, czy mają orgazm, co lubią w łóżku.

Byłam po dwóch stronach tego lustra. Jeśli w związku nie ma szczerej rozmowy, dochodzi do konfliktów. A najszybciej człowiek ucieka w emocje z innym człowiekiem. Zdradzonej osobie potrzeba czasu i tylko on pomaga nam złagodzić ból. A najszybciej nas oczyści… też zdrada. Mnie do zdradzenia doprowadzić może tylko to, że sama zostałam zdradzona. I wiem, że mogłabym zdradę wybaczyć.

JOANNA PACHLA, AUTORKA BLOGA O ZWIĄZKACH, RODZINIE I FAJNYM ŻYCIU

Zdrada nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. I absolutnie nie obchodzą mnie tu te wszystkie teorie o tym, jak to zdrada uzdrawia związek i jak może być powiewem świeżości. Jeśli mam samochód, który kocham, tylko ostatnio zaczął szwankować, to idę z nim do mechanika, a nie rozwalam go najpierw na pierwszej lepszej latarni. A tym mniej więcej jest zdrada dla związku. Ba, to nawet nie jest zderzenie z latarnią, a z czołgiem.

Warto też powiedzieć, że zdrada bywa wyniszczająca dla wszystkich stron. Sama mam znajomą, która pozwoliła sobie na bycie tą drugą przez 11 lat. Jej „partner” zdążył w tak zwanym międzyczasie zaręczyć się z inną kobietą, wziąć z nią ślub i doczekać się dwójki dzieci. I jednocześnie przez cały ten czas zapewniać, że on już, już zaraz się z nią rozejdzie. 11 lat! I na nią żadne argumenty nigdy nie działały. Bo on przecież obiecał i już. Tylko prędzej okaże się, że Ziemia faktycznie jest płaska i leży sobie podtrzymywana w kosmosie przez trzy wielkie słonie stojące na żółwiu, niż ci wszyscy obiecujący rzeczywiście zostawią swoje żony. Nie zostawią, bo nie chcą, nie muszą, nie opłaca im się to. Bo mają fajne, poukładane życia, a seks na boku to jak wygrana w totka. Facet, który zdradza, chce jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. I kochanka mu na to pozwala.

Sama nigdy nie pozwoliłabym sobie na zdradę. Nie mam problemu z kończeniem nieudanych związków. Trochę z lojalności i poczucia przyzwoitości, a trochę też z lenistwa i egoizmu. Mnie się naprawdę nie chce brać na siebie tego poczucia winy, tych wszystkich wyrzutów sumienia. Poza tym mam jedną prostą zasadę: skoro nie chciałabym zostać zdradzona, to i sama nie zdradzam. Bo zdrada to nie jest coś, co nam się przydarza. Zdrada to wynik świadomej decyzji. Nie da się tak potknąć, żeby wylądować w łóżku u kolegi z pracy. Tak samo, jak nie da się wyjść z kolegami do klubu i niechcący uprawiać seks w toalecie. To nie są przypadki, tylko nasze świadome działania. To my dajemy sobie to przyzwolenie na romans, to my świadomie niszczymy cudzy związek, małżeństwo, rodzinę.

A wspierać osoby zdradzane można na wiele sposobów: czasem będzie to zrobienie kubka kakao i długa rozmowa, innym razem wspólne milczenie. Czasem popilnowanie dzieci, a czasem pomoc w znalezieniu prawnika, który ogarnie sprawy związane z rozwodem. Najważniejsze to być. Bo w zdradzie najdotkliwsza jest nie tylko sama zdrada, ale także ta dojmująca samotność, z którą nagle człowiek się zderza. A jeśli już zostaniemy zdradzone, to nie ma sensu zmieniać się w Wonder Woman i samotnie się z tym mierzyć – najlepiej pójść na psychoterapię. Przyjaciele czy bliscy to czasem zbyt mało.

Oczywiście, związek po zdradzie może trwać dalej. Ba, są ludzie, którzy twierdzą, że po niej jest nawet lepszy! Tutaj mocno polecam książkę „Kocha, lubi, zdradza” Esther Perel, która rzuca na ten temat zupełnie nowe spojrzenie. Tylko dla mnie to trochę rozważania z kategorii: „czy da się żyć bez ręki”? Pewnie, że się da, tylko czy chcemy sprawdzać to akurat na sobie? Często dostaję od moich czytelniczek pytanie, czy powinny wybaczyć. I odpowiedź brzmi zawsze tak samo: a czy w ogóle chcesz? Bo my wciąż mamy zakodowane, że coś się powinno. Powinno się trwać w nieudanym małżeństwie. Powinno się być razem dla dobra dzieci. Powinno się robić wszystko, żeby do rozwodu nie doszło, bo co ludzie powiedzą, a babcia Halinka to jak nic dostanie zawału. A guzik tam. Jedyne, co się powinno, to zadbać o siebie. I – jeśli są – to przede wszystkim o dzieci. Jeśli więc ktoś pyta mnie, czy związek po zdradzie może trwać dalej, to ja odwracam pytanie: a czy chcesz, żeby trwał? Bo w teorii to pewnie, że może. Ale w praktyce rzadko kiedy odpowiedź brzmi „chcę”.

Pytasz, czy sama mogłabym wybaczyć zdradę. Nieważne, czy bym mogła. Ważne, że bym nie chciała.

 

1-2.jpg2-1.jpg3-1.jpg5.jpg6-1.jpg7-2.jpg8.jpg9.jpg1-3.jpg3-2.jpg4-1.jpg5-1.jpg6-2.jpg8-1.jpg9-1.jpgangelika-r1.jpgangelikar2.jpgIMG_20210824_180432male_ladnebebe.jpgtekstualna_200253646_543072203732556_8768831892321493139_n.jpg12-2.jpgKarolina-1.jpgJoanna-Pachla-foto-1-1-poziom-scaled.jpgkarolina-3.jpg