
Siadamy we dwie, każda z nas ma lekki strach w oczach. Po to właśnie siadamy, żeby się go pozbyć. Słowa, już dawno ułożone w głowie, gubią się spontanicznie. I dobrze, bo rozmowa to nie wyuczony monolog. Szukamy punktów wspólnych, parzy nas wątpliwość, czy dobrze się rozumiemy. Do różnic początkowo podchodzimy nieufnie, to normalne w sytuacji, kiedy nie masz pewności, czy będą karmić, czy zabierać. Rozbrojenie ładunku to rozbrojenie strachu. Już nie musimy się siebie bać. Każda wie, kim jest w tym układzie. Właściwie wiedziałyśmy to od początku, same dokonałyśmy wyborów. Jednak słowa wypowiedziane wprowadzają spokój. Różne pozycje wyjściowe, kompetencje i możliwości tworzą ład. Zrozumiany i przyjęty, wszystkim da poczucie bezpieczeństwa. Wymieniamy się numerami telefonów. Nie dlatego, by w przyszłości ucinać pogawędki, choć i tego nie można wykluczyć – wszak życie pisze najciekawsze scenariusze. Zapisuję w telefonie jej numer, bo podzielę się z nią moimi dziećmi. Bo chcę, by wiedziała, że będę jej wsparciem, kiedy będzie go potrzebowała. I chcę wiedzieć, że będzie ich opiekunką i przyjaciółką. Nie dlatego, że to wpisuje się w jej rolę, ale dlatego, że za chwilę spotka kogoś wyjątkowego, kogoś komu chce się dawać świat w najlepszej wersji. Dwoje dobrych ludzi. Moje dzieci. Dzieci jej faceta.

Mam w głowie to spotkanie. Mam w głowie taki porządek świata, w którym jest ono oczywistością. Wierzę, że kiedy przyjdzie ten moment, obie poczujemy, co trzeba zrobić, żeby nie zasadzić się na siebie z niechęcią. Intuicyjnie czuję, że między nami, kobietami, jest potrzeba zaistnienia, wymiany, która stawia fundamenty. Tak chcę wypuścić moje dzieci dalej w świat. Ufając, że kolejna osoba w ich życiu będzie ważnym i dobrym człowiekiem, dającym im coś, czego nie mogłyby dostać ode mnie. Uczę się tego o sobie. Od siebie. I od nich.
Kilka dni temu moja pięcioletnia córka, żegnając się ze mną przed weekendem, powiedziała z uśmiechem: Dobrych dni z chłopakiem, którego tak lubisz. Szczerze, bez strachu, że cokolwiek straci. Wypuściła mnie w świat.
















