rodzinny dom wnętrza

W domu najważniejszy jest stół

Rodzinny dom Marysi Warzybok

W domu najważniejszy jest stół
Kinga Hołub

Czy można zaadaptować mieszkanie, które było projektowane dla kogoś innego? Można! I to rodzinnie. Ta czwórka coś o tym wie. Jeśli masz swoich ludzi i rzeczy, do których żywisz sentyment, dom robi się sam. Zaraz się o tym przekonacie – zapraszamy na Sadybę.

Gdybyśmy nie znały osobiście naszej redakcyjnej Marysi Warzybok, trzymającej pieczę nad działem zakupowym, stawiałybyśmy, że ona i jej rodzina mają hiszpańskie albo włoskie korzenie. I to nie o kolor włosów tu idzie, a o tę energię, którą buzuje w ich na pozór minimalistycznym domu. A jeśli nawet minimalizm tu gości, to mowa o formie – meblach i dodatkach, do których Maria ma niezłe oko – bo przestrzeń ich mieszkania w bloku jest na tyle okazała (czytaj: maksymalna), by można było uskuteczniać tu fikołki i szpagaty. Ta rodzina trzyma formę! Z tym domniemanym południowym temperamentem łączy ich też umiłowanie do goszczenia: „Uwielbiamy przyjmować gości i dla nich gotować, generalnie kuchnia jest naszym centrum dowodzenia, a jedzenie jest wielowymiarowe i bardzo łączy”. Teraz już wiecie, skąd ten stół w tytule. Więcej o mieszkaniu opowie wam już Marysia w poniższym kwestionariuszu tego odcinka naszego cyklu Rodzinny dom.

Kto tu mieszka i na ilu metrach?

Maria, Arkadiusz, Benio (5,5 roku) i Matylda (8,5 roku). Mieszkamy na Sadybie. Nasze mieszkanie to ciut ponad 100 mkw.

Co było kluczowe w podziale i projektowaniu tej przestrzeni? Korzystaliście z pomocy projektantów?

Mieszkanie odkupiliśmy od naszych sąsiadów, architekt projektował je dla nich, niemniej sprawdza nam się idealnie. Na początku są dwa pokoje dla dzieciaków, oddzielone od reszty mieszkania długim przedpokojem, następnie nasza sypialnia, a naprzeciwko otwarta kuchnia z salonem i tarasem, który staje się naszym piątym pokojem od kwietnia do października.

Skąd czerpałaś inspiracje przy urządzaniu mieszkania?

Odkąd pamiętam, interesują mnie wnętrza, wyssałam to z mlekiem matki. Kocham wszelkie magazyny, książki i albumy dotyczące wnętrz – zamawiam je z drugiego końca świata, przywożę z podróży. Godzinami przeglądam Pinteresta i w myślach projektuję wymarzony dom w środku iglastego lasu. Uwielbiam klasyki designu, powoli je sobie kolekcjonuję. Lubię patrzeć na piękno.

Bez którego mebla nie wyobrażasz sobie waszego domu?

Najważniejszym meblem w naszym domu jest zdecydowanie stół, zrobiony na zamówienie ze starego drewna przez Pana Wojtka Sobierańskiego z Regalii. Jest wielki, masywny i dzieje się tu wszystko. Od posiłków, przez zabawy, naukę online, prace plastyczne, imprezy – te małe i te duże. Uwielbiamy przyjmować gości i dla nich gotować, generalnie kuchnia jest naszym centrum dowodzenia, a jedzenie jest wielowymiarowe i bardzo łączy. To takie miłe, gdy po wielu tygodniach niewidzenia się z bliskimi dostaję telefon: „daj przepis na bataty”, albo „tęsknie za waszym guacamole”. Dom pełen znajomych, pyszne jedzenie, dobra whisky, otwarty balkon, w całości zastawiony donicami z kwiatami – to przywodzi na myśl mój krakowski dom z dzieciństwa i wielki ogród, za którym zawsze tęsknię.

Kwarantanna jeszcze bardziej zbliża nas do naszych domów – które kąty okazały się dla was najlepszym azylem?

Podczas wiosennego lockdownu wpadłam w szał remontów. Dokończyłam nasz salon (nie lubię nazywać go salonem) i kompletnie zmieniłam sypialnię. Moje ukochane orzechowe łóżko Ethnicraft na tle trash wall w końcu prezentuje się godnie. A więc dla mnie sypialnia. To mój azyl, gdzie zawsze jest porządek, nie wpuszczam tam psiego patrolu ani zingsów i mogę tam zawsze popracować w ciszy i harmonii. Nic też nie męczy moich oczu, bo sypialnia jest bardzo stonowana i jasna. Z kolei dzieciaki uwielbiają bawić się w przedpokoju, jest przedłużeniem ich pokoi, rozbijają tam ciągle swoje bazy, układają konstrukcje z klocków. Matylda kocha spać w różnych miejscach, jej ostatnie nocowanki odbyły się w wannie…

Do których przedmiotów macie szczególny sentyment?

Do wszystkich? (śmiech). Mam kilka takich rzeczy, które szczególnie sobie cenię, są to głównie przedmioty przywiezione z ukochanej Barcelony. Np. filiżanka do espresso, którą kupiła mi moja mama, czy świecznik. Albo album wnętrzarski przywieziony z Berlina. Te rzeczy przypominają mi dobry czas, który spędziłam w podróży.

W gablocie macie cudowną kolekcję ceramiki – opowiadaj!

Tak, ceramika użytkowa bezapelacyjnie mocno mnie raduje. Łączy się to zdecydowanie z miłością do jedzenia i estetycznego podawania. Lubię, kiedy stół zachwyca nie tylko smakiem, ale też wizualnie. Moją ulubioną artystką w tej materii jest Kasia Białek. Te proste i surowe formy przepięknie komponują się z moim wnętrzem. Lubie też Lorek Studio, Zielonego Słonia i różne skandynawskie marki.

Czy dzieci brały udział w urządzaniu swoich pokoi?

Benio był za malutki, jednak dla Matyldy ważny był kolor czerwony. Podstawą jej pokoju od zawsze miała być czarna tapeta Foret Noire marki Domestic x Nathalie Lete i piękne antyczne biurko. Wraz z wiekiem w pokojach dzieci znajdują zastosowanie nowe przedmioty – u Benia są drabinki, a z sufitu Matyldy zwisa szarfa. Mati to urodzony sportowiec, ćwiczy akrobatykę, minuty nie usiedzi w miejscu, więc zazwyczaj zastaję ją wiszącą na szarfie do góry nogami.

Co lubicie w waszej okolicy?

Nasze mieszkanie znajduje się w otulinie rezerwatu Jeziorka Czerniakowskiego – jest „przyklejone” do ogródków działkowych, więc w otoczeniu jest bardzo zielono, jest tu też mnóstwo zwierząt takich jak dziki czy bobry. Na osiedlu mamy małe jeziorko, na które rozciąga się widok z mojego balkonu, więc wiosną i latem z ogromną przyjemnością oddaję się koncertom żab. Te żaby to również podróż sentymentalna do mojego dzieciństwa. Ponadto dzieciaki mają tu mnóstwo swobody i miejsca do zabawy. Niemniej, gdy tylko mogę, pakuję wszystkich do auta i uciekam w józefowskie lasy, gdzie notorycznie szukam działki pod dom (śmiech).

Dokończcie zdanie: Nasz dom jest dla nas…

Uwielbiamy nasz dom i sąsiadów, ale ciągle czuję, że moje miejsce jest jeszcze bliżej natury, tam gdzie pachnie igliwiem.

Życzymy Marysi, Arkowi i dzieciakom domu w gęstym lesie, choć trzeba przyznać, że ich mieszkanie jest świetnym azylem w bliskości zieleni. A wam co najbardziej spodobało się w ich pięknych czterech kątach? Po więcej inspiracji w temacie wnętrz zapraszamy Was do cyklu Rodzinny dom.

Dodaj komentarz