rodzinny dom

Sami zbudujemy sobie dom

Na budowie domu DIY u Marty Zubilewicz

Sami zbudujemy sobie dom

Żyć blisko natury, ale mieć też miasto na wyciągnięcie ręki. Takie były potrzeby Marty i jej rodziny, kiedy zdecydowali się zamieszkać w domu pod Warszawą. Po wynajmowaniu kilku domów przyszedł czas na swój, który budują własnymi siłami.

Marta Zubilewicz z ukochanym Antkiem i czwórką dzieci mieszkają w Podkowie Leśnej pod Warszawą. Kiedy urodziło się ich drugie dziecko, postanowili przenieść się z mieszkania w stolicy do domu pod lasem. Od tej pory wynajmowali cztery domy. Kiedy na świat przyszedł Teodor (mały człowiek nr 4), odważyli się na ogromny krok w postaci kupienia działki. Potrzebują żyć blisko natury i lasu, ale zarazem często bywają w stolicy, dlatego wybrali lokalizację satysfakcjonującą pod każdym względem. Budowę szkieletu własnego domu zaczęli w kwietniu, w duchu „zrób to sam”. Większość prac wykonuje Antek z pomocą Marty, a po budowie kręcą się ich niezawodni pomocnicy – czwórka maluchów. Podpytujemy Martę, jak wygląda taka budowa swojego miejsca na ziemi.

 

Samodzielna budowa domu to wielkie wyzwanie – co was skusiło?

Liczba dzieci i tryb życia bardzo kategoryzuje nasze zapotrzebowanie mieszkaniowe. Chcieliśmy mieszkać w domu blisko lasu i jednocześnie blisko Warszawy. Antek jest bardzo twórczą osobą podejmującą trudne wyzwania. Lubi rozpracowywać, jak coś działa, spawa, pracuje w drewnie, i dlatego stwierdził, że sam postawi dom.

Kto wam pomagał w budowie?

Wszem i wobec znane są historie o tym, jakie kwiatki wychodzą przy budowach. Chcieliśmy tego uniknąć, ale też chcieliśmy udowodnić sobie, że damy radę postawić dom własnymi siłami. Zleciliśmy tylko roboty przy fundamentach i bardzo się na tym zawiedliśmy. Szkielet stawialiśmy we współpracy z dwoma kolegami stolarzami. W międzyczasie udało się nam też skorzystać z pomocy wielu znajomych, którzy podczas kwarantanny mieli trochę czasu, żeby przyjechać i nam pomóc, np. podnieść ściany. Budowę szkieletu zaczęliśmy w kwietniu – postawienie go samodzielnie zajęło nam ok. 5 tygodni. Pracujemy też nad zamknięciem więźby, szkielet również obudujemy sami. Instalacje zrobi Antek ze znajomymi fachowcami. Jedyne, co zleciliśmy, to pokrycie dachu i ocieplenie.

Wspominasz, że dom jest z materiałów z odzysku – z czego dokładnie?

Naszą życiową filozofią jest ponowne używanie istniejących już rzeczy. Większość podstawowych materiałów do budowy kupowaliśmy ze składów budowlanych, natomiast wykończenie i aranżacja wnętrza będzie z tego, co dostaniemy, znajdziemy lub kupimy z drugiej ręki. Zresztą czekają już na nas umywalki i sedesy pozbierane z różnych wystawek.

Czy taka domu budowa jest opłacalna?

Wierzymy, że tak. My żyjemy chwilą. Nie robimy finansowych zestawień. Mogliśmy i chcieliśmy sobie pozwolić na miesięczny urlop w celu postawienia szkieletu, stwierdziliśmy, że bardziej nam się to opłaca, niż zlecać pracę budowlańcom. Poza tym chcieliśmy zrobić to samemu i dać dzieciom możliwość doświadczenia takich przeżyć.

Właśnie – jak dzieci angażują się w pracę na budowie? Bo widzę, że na całego!

Czas budowy rozpoczął się idealnie z czasem wybuchu epidemii. To sprawiło, że dzieci nie mogły chodzić na dodatkowe zajęcia. W związku z tym większość czasu spędzały z nami na budowie. Poza tym dzieciaki nie uczęszczają do żadnych placówek, wychowują się w domu. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że we wszystkim, co robimy, oni nam towarzyszą. Dzięki temu każda nowa sytuacja, w jakiej się znajdą, jest dla nich kolejną nową przygodą. Widzą, jak funkcjonujemy w normalnym życiu, jednocześnie się tego ucząc.

Jaką powierzchnię będzie miał dom? Czy pomagali wam architekci?

Dom będzie miał niecałe 200 mkw. Naszą główną inspiracją były domy skandynawskie, zresztą referencyjny projekt był prosto ze szwedzkiej strony. Sami zrobiliśmy jego adaptację. Koniec końców skorzystaliśmy z pracy architektów, aby uporządkowali projekt do złożenia w urzędzie.

Z jakimi trudnościami podczas budowy się spotkaliście?

Dotychczas prace utrudniły nam dwie rzeczy. Pierwszą z nich były źle wykonane fundamenty. To rzutowało chociażby na wymiary budynku, więc koniec końców Antek równolegle robił drugi projekt domu zgodny z rzeczywistością. Krzywa podstawa odbija się na każdym etapie budowy, dlatego przed postawieniem szkieletu musieliśmy je wyrównać.

Drugą przeszkodę napotkaliśmy teraz, pod koniec składania więźby dachowej. Utknęliśmy przy krokwiach koszowych. Na szczęście udało się zaczerpnąć porady u doświadczonych cieśli i teraz możemy kończyć ten etap. Niestety w międzyczasie Antek musiał wrócić do pracy, dlatego teraz pracujemy w trybie popołudniowo-weekendowym, w składzie: mąż i żona. Stąd też końcówka nam się znacznie przedłuża.

Kiedy zatem będzie można was odwiedzić w nowym domu?

Chcieliśmy się wprowadzić na jesieni. Myślę, że powinno się udać. Na pewno nie wprowadzimy się do gotowego domu – będziemy go wykańczać, mieszkając w nim.

Piękne dzięki za rozmowę. Trzymam kciuki, by wszystko poszło gładko!

*

Wiele osób, podobnie jak my, śledzi budowę domu na Instagramowym profilu Marty. Kierowani pytaniami i wiadomościami o tym, jak bardzo ludzie są zachwyceni ich przedsięwzięciem, Marta i Antek podjęli decyzję o stworzeniu zrzutki – możecie ich wesprzeć tutaj.

Dodaj komentarz