Są domy, które zachwycają dopracowanym wnętrzem, ale najciekawsze stają się dopiero wtedy, gdy zaczyna toczyć się w nich prawdziwe życie. W warszawskim mieszkaniu Patrycji i Stasia piękne przedmioty spotykają się z codziennością młodych rodziców: nieprzespanymi nocami, poranną kawą przynoszoną do łóżka, dziecięcą matą na środku salonu i Reszką czuwającą przy małym Heniu.

Kto mieszka w Waszym domu?
Patrycja: Mieszkamy tu razem ze Stasiem, naszym synkiem Heniem i Reszką. Reszka przez wiele lat była naszym jedynym „dzieckiem”, ale bardzo dobrze odnalazła się w nowej sytuacji. Absolutnie nie jest zazdrosna o Henia. Kiedy tylko Henio zaczyna płakać, od razu Reszka pojawia się obok, jakby chciała nam pomóc. Jednocześnie sama nadal potrzebuje dużo uwagi, więc czasami mamy w domu po prostu dwójkę dzieci.


Co lubicie w swojej okolicy?
Staś: Wychowałem się tutaj, na warszawskiej Woli. Mama zabierała mnie na bazar staroci na Kole, a z tatą jeździłem na sankach i uczyłem się jeździć na łyżwach na Moczydle. Kiedy zaczęliśmy być razem z Patrycją, pokazywałem jej miejsca, które sam dobrze znałem, i chyba trochę zaraziłem ją tą okolicą.
Patrycja: Nasza pierwsza randka odbyła się właśnie w parku Moczydło. Było minus osiemnaście stopni, ale byłam zakochana, więc oczywiście poszłam na ten spacer! Tak zaczęła się budować nasza wspólna historia z tym miejscem. Dziś bardzo doceniamy to, że mieszkamy blisko parków i mamy wokół dużo zieleni.


Jak wygląda wasza idealna niedziela bez planu?
Patrycja: Zaczynamy od kawy. Staś, niezależnie od tego, czy jest niedziela, czy zwykły dzień tygodnia, robi mi rano kawę i przynosi ją do łóżka. Później lubimy ruszyć na naszą mniej więcej dziesięciokilometrową pętlę. Idziemy na spacer z Heniem i Reszką, zatrzymujemy się po drodze na coś słodkiego i porządnie wybiegujemy Reszkę. Henia jeszcze nie, ale może niebawem! To są chyba nasze najlepsze dni – spokojne i spędzone razem.
Gdzie najczęściej spotykacie się wszyscy razem?
Patrycja: Oczywiście ważna jest kanapa, ale centrum naszego domu stanowi chyba dywan. Był pierwszą rzeczą, którą kupiliśmy do tego mieszkania, co może jest trochę nietypowe, bo kto zaczyna urządzanie od dywanu? Bardzo dużo czasu spędzamy właśnie na nim. Staś siada na podłodze, ja się dosiadam, a Reszka zajmuje całą kanapę, więc nad nami pojawia się tylko jej głowa. Tutaj bawimy się z Heniem, rozmawiamy i po prostu jesteśmy razem. Na tym dywanie naprawdę toczy się nasze codzienne życie.

Co było dla was najważniejsze przy urządzaniu i dzieleniu przestrzeni?
Patrycja: Chcieliśmy stworzyć dom dopasowany do naszego życia. Zależało nam między innymi na dużej kuchni, ponieważ w poprzednim mieszkaniu mieliśmy znacznie mniejszą. Bardzo marzyłam też o garderobie. Nie było jej we wstępnym planie, ale ostatecznie udało nam się wygospodarować na nią miejsce.
Kluczowa była także duża ilość przestrzeni do przechowywania. Nie mamy komórki lokatorskiej, dlatego pojawiły się tutaj rozbudowane zabudowy stolarskie. W sypialni wybraliśmy fornir i zaplanowaliśmy szafy, w których możemy ukryć naprawdę dużo rzeczy. Ważne było dla nas również światło. Sypialnię umieściliśmy od strony wschodniej, żeby rano budzić się razem ze słońcem.



Czy jest miejsce, które wygląda dzisiaj dokładnie tak, jak sobie wymarzyłaś?
Patrycja: Myślę, że garderoba. Bardzo o nią walczyłam i naprawdę się uparłam, że musi powstać. Poprosiliśmy firmę produkującą drzwi, żeby wbudowała w nie lustro. Mam tam swoją część, Staś swoją, jest też miejsce na torebki i wszystkie drobiazgi. To moje małe królestwo.


Bardzo lubię również naszą główną łazienkę z wanną i naturalnym marmurem. Ten sam kamień pojawia się w kuchni i małej łazience, dzięki czemu całe mieszkanie jest spójne. Pomarańcze i bordo powracają w różnych pomieszczeniach. Lubię spędzać w łazience czas, kąpać się i robić swój skincare.


Do których przedmiotów macie szczególny sentyment?
Staś: Kiedy się przeprowadzaliśmy, właściwie nie zabraliśmy niczego z poprzedniego mieszkania poza obrazami. Jeden z nich to praca Stanisława Baja, którą dostałem od rodziców na trzydzieste urodziny. Ten obraz jest dla nas szczególnie ważny, ponieważ jego kolorystyka w dużej mierze zdefiniowała wygląd całego salonu.
Mam też lampę, którą dostałem od przyjaciela. Przez długi czas mieszkał w Danii i znalazł ją na pchlim targu w Kopenhadze. To lampa Louis Poulsen PH 4/3. Bardzo ją lubię, również ze względu na historię, która za nią stoi.


Jak zaplanowaliście przestrzeń dla dziecka?
Patrycja: Ostatni pokój początkowo był wyłącznie gabinetem. Wiedzieliśmy jednak, że kiedyś może pojawić się dziecko, chociaż nie wiedzieliśmy jeszcze kiedy. Dlatego po jednej stronie zaplanowaliśmy zabudowę stolarską z biurkiem i komputerem do pracy, a po drugiej zostawiliśmy przestrzeń, w której w przyszłości mógł powstać dziecięcy kącik.




Ostatecznie udało się stworzyć bardzo wyraźny podział: tutaj pracujemy, a tutaj jest przestrzeń Henia. Co prawda Henio absolutnie nie śpi w swoim łóżeczku, tylko z nami, ale dla mojego spokoju łóżeczko musiało się pojawić. Jako przyszła mama potrzebowałam poczucia, że wszystko jest przygotowane i że „mamy to”.
Przypis redakcji: Rodzice Stasia, Małgorzata i Wojciech Małolepszy, byli projektantami i twórcami Studio M.P. To właśnie oni w 1987 roku zaprojektowali dla swojego syna drewnianą Żabę na sznurku, która z czasem stała się ikoną polskiego wzornictwa. Jej produkcję wznowiono w 2014 roku pod marką WellDone.
Co najbardziej zaskoczyło cię w projektowaniu domu pod kątem dziecka?
Patrycja: To, że tak mały człowiek potrzebuje tylu różnych miejsc. Henio ma swój kącik, ale jednocześnie zabiera trochę przestrzeni w sypialni, gdzie stoi dostawka, i w salonie, gdzie musi leżeć mata. Potrzebne są także łatwo dostępne miejsca na pieluchy, zabawki i wszystkie pozostałe drobiazgi. Wcześniej wiele rzeczy było schowanych, a teraz zaczęły pojawiać się na zewnątrz, bo musimy mieć je pod ręką. Chyba właśnie ta skala najbardziej mnie zaskoczyła.



Jak wygląda kompromis między pięknym wnętrzem a dziecięcym chaosem?
Patrycja: Dom musi przede wszystkim odpowiadać na nasze aktualne potrzeby. Nawet jeśli wszystko zostało wcześniej dokładnie zaplanowane, pojawienie się dziecka trochę zmienia zasady. Nagle mata leży w salonie, w sypialni stoi dostawka, a pieluchy i zabawki wychodzą na wierzch. Nie oznacza to jednak, że wnętrze przestaje być piękne. Po prostu zaczyna jeszcze wyraźniej pokazywać, że naprawdę toczy się w nim życie.


Czy jest coś, czego drugi raz nie zrobiłabyś tak samo?
Patrycja: Nie walczyłabym już tak bardzo o garderobę. To było moje marzenie i naprawdę się uparłam, że absolutnie musi powstać. Bardzo ją lubię i cenię, ale dzisiaj myślę, że spokojnie mogłabym się bez niej obyć. Można byłoby nieco inaczej zaaranżować część jadalnianą i kuchenną. Kuchnia jest przepiękna i naprawdę ją uwielbiam, ale nie musiałaby być aż tak duża. Gdybyśmy inaczej rozplanowali tę przestrzeń, być może udałoby się zachować dodatkowy pokój. Pojawienie się dziecka zdecydowanie zmieniło moje spojrzenie na to, co w domu jest naprawdę potrzebne.

Po rozmowie z Patrycją i Stasiem zostajemy z myślą, że dobrze urządzony dom to nie tylko piękne materiały i przemyślany układ. To przede wszystkim miejsce dopasowane do ludzi, którzy w nim mieszkają, ich potrzeb, i codziennych rytuałów. A tutaj wszystko ma swoje miejsce.
Za projekt wnętrza odpowiada Studio Monocco.


