W pewnym momencie macierzyństwa zorientowałam się, że moi synowie wyrastają na dzikusów. Medialnie ładnie to się nazywa „dzikie dzieci”, gdy wygooglujesz, to wyskoczą umorusane twarzyczki i bose stópki w lesie. Sama słodycz. Wolne, szczęśliwe, spójne. Moi synowie też tak wyglądają, gdy biegają po ogródku, albo kiedy jesteśmy na kolejnej leśnej wyprawie. Ale w ogródku, ani w lesie, spędzić życia nie możemy. Ja mam etatową pracę. Mąż swoją działalność. Oni przedszkole i szkołę. Robimy