Pieczemy pierniki. Hurtowo!

7 grudnia

Musiało się to wydarzyć. Pierniki wkroczyły szturmem na salony, choć grudniowe kuchenne popisy dopiero przed nami. Dziś bardzo rodzinne wprawki i słodkie preludium do Świąt. Tradycja to tradycja!

Grudniowe rodzinne gotowanie z Diogra będzie pachniało przyprawą do pierników. W tym miesiącu kuchnia staje się centrum dowodzenia, w powietrzu unosi się zapach cynamonu, na blacie rozpychają się słoje z mąką. Ta zdrowsza, orkiszowa, spokojnie zastąpi nam mąkę pszenną w ciastach, makaronach czy piernikach. Do roboty rwą się ręce, te duże i małe, w liczbach dziś hurtowych. Bo gospodarze, Michał, Asia oraz pięcioletni Ignaś i trzyletnia Matylda goszczą w swoim mieszkaniu na Mokotowie przyjaciół z Berlina: Annę, Christopha i 20-miesięczną Friedę. Cud, że złapałam ich w domu, a nie przy kawie w jakiejś warszawskiej kawiarni…

 

Najpierw więc kawka i troszkę sobie plotkujemy, w przerwach zagłaskując cudnego kota, który niespecjalnie przejawia zamiłowanie do tradycji grudniowych. Choć czujemy, że w noc 24 grudnia mógłby to i owo ciekawego nam opowiedzieć! Asia i Michał robią wrażenie zgranego zespołu. Co robicie, kiedy nie pieczecie pierników? – Ha, zarówno ja, jak i Michał jesteśmy bardzo przedsiębiorczymi duszami. Pierwszą firmę założyliśmy na pierwszym roku studiów, od tego czasu wiele się zmieniło, ale pomysłów nam nie brakuje. Lubimy kiedy dużo się dzieje i stawiamy sobie wysoko porzeczkę. Nie boimy się ryzykować. Od wielu lat nie pracujemy już razem, ale z sentymentem wracamy do tamtych czasów. Obecnie Michał pracuje w branży reklamowej i rozwija start-upy, a ja pracuję w małej manufakturze kosmetycznej, robię zdjęcia i wolnych chwilach piszę bloga In Warsaw – opowiada Asia.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Dziś będzie podwójnie rodzinnie. Ale rodzina to niekoniecznie tylko krewni, ale też przyjaciele z Berlina. – Mamy szczęście do ludzi, wokół nas jest dużo wspaniałych osób. Anna i Christoph to nasi serdeczni przyjaciele, których poznaliśmy kiedy mieszkaliśmy w Monachium. Ania zadzwoniła do mnie kilka dni po tym, jak umówiłyśmy się na sesję i powiedziała, że przyjeżdżają na weekend. Wspólne pieczenie pierników dzisiaj to zupełny przypadek, nie planowaliśmy tego – mówi Asia – Ale to prawda, że lubimy urządzać spotkania w domu i prawie zawsze częstujemy gości domowymi smakołykami. Jednak zazwyczaj przygotowujemy je wcześniej.

Asia i Michał mieszkali kiedyś w Monachium, zastanawiam się, czy miejsce zamieszkania zmienia podejście do gotowania. Asia przyznaje, że wielkie zmiany przyszły wraz z dziećmi. Wcześniej niewiele gotowała, nauczyła się dopiero, kiedy urodził się Ignaś. – Od tego czasu staramy się jeść zdrowo i dużą wagę przywiązujemy do tego, co ląduje na talerzu. W Monachium gotowałam codziennie, bo dzieci były w przedszkolu tylko do 14.00, więc w domu jadły drugi obiad – dodaje. – W weekendy bywaliśmy w restauracjach, ale nie zawsze, bo w Monachium jest kosmicznie drogo. Miejsce zamieszkania nie ma żadnego znaczenia, liczą się wypracowane nawyki żywieniowe. Ja jestem dobra w wydeptywaniu ścieżek, więc w każdym nowym mieście szybko znajduję to, czego potrzebuję! Ulubiony warzywniak, piekarnię, kawiarnię czy restaurację.

Muszę zapytać dla porządku: kto rządzi w kuchni? Ta para wygląda na bardzo zgodny duet, który się uzupełnia. – Michał lubi gotować, ja mniej, ale i tak dużo czasu spędzam w kuchni. Dzielimy się obowiązkami. Michał zawsze robi nam śniadania. Wszystko się zmienia, dzieci są coraz większe, mają bardzo dobre wyżywienie w przedszkolu. Mówią, że Pani Dorotka gotuje dużo smaczniej ode mnie (śmiech). My, jeśli tylko mamy czas, co ostatnio jest rzadkością, przygotowujemy sobie posiłki do pracy, w pozostałe dni jadamy w mieście. Ja zdecydowanie wolę domowe jedzenie, mam pewność tego, co jem i lepiej się wtedy czuję – relacjonuje Asia.

W gotowaniu z Diogra kluczowe są dzieci, a właściwie mali szefowie kuchni. Pomaganie zazwyczaj bardzo płynnie przechodzi w zabawę składnikami i to niekoniecznie na blacie stołu. Zabawki, szlachetne kamienie, lalki, różne przedmioty nie raz już lądowały wśród garnków i blach do pieczenia.

Asia potwierdza – Tak, Ignaś jest specem od sernika, robi go praktycznie samodzielnie. Uwielbia kroić warzywa do obiadu, gorzej z jedzeniem (śmiech). Ale tak naprawdę, nie możemy narzekać. Jak chyba każde dzieci, nasze też lubią makarony, chętnie jedzą pieczone ryby i placki w różnej postaci. Ignaś jest fanem buraków, a Matylda lubi zupy. Pieczemy razem smakołyki, bo staramy się unikać sklepowych słodyczy, nasze hity to wspomniany sernik, czekoladowe muffinki z serkiem mascarpone czy chlebek bananowy.

 

 

Grudzień ma być słodki! I choć do świąt jeszcze chwila, ciekawa jestem, jak u nich z przygotowaniem do Wigilii. Różne są scenariusze: niektórzy robią jedno danie, licząc na pyszności u mamy, inni zamykają się w kuchni na tydzień i zamieniają piekarnik w fabrykę, a jeszcze inni po prostu kupują w zaufanych miejscach. – My zawsze jeździmy do rodzinnego domu na Wigilię, zazwyczaj do teściów. Jest głośno i tłoczno, moi teściowie mają siedmioro wnucząt. Uwielbiam takie święta i pamiętam taki klimat z dzieciństwa. Wtedy jeździłam z rodzicami do babci, zjeżdżała się cała rodzina. Jak wprowadziliśmy się do naszego pierwszego domu, to marzyłam o wielkiej Wigilii u nas, ale szybko się okazało, że z naszym trybem życia i masą codziennych obowiązków nie jesteśmy w stanie zorganizować sami tego wieczoru, dlatego korzystamy z możliwości i jeździmy do rodziców – mówi Joanna.

Asia i Michał są z Katowic. Rodzina i śląskie tradycje to ciekawy temat… – Mój teść uwielbia gotować i przygotowuje prawdziwą tradycyjną Wigilię z 12 potrawami. Jest barszcz z uszkami lepionymi przez moją teściową, zupa rybna, karp, kapusta, są też śląskie makówki. W Wigilię rano ubieramy choinkę, słuchamy kolęd i czekamy na pierwszą gwiazdkę, żeby wspólnie usiąść do stołu – opowiada Asia. Wiadomo, śląska familijo!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

A pierniki? Dziś robimy je na kilka par rąk! Lepimy, lawirując pomiędzy zdobyczami geologicznymi Ignasia. Podobno Michał ma wspomnienia piernikowe w hurtowych ilościach, opowiada o nich Asia – Co roku, w grudniu, w domu rodzinnym mojego męża odbywa się masowa produkcja pierników (śmiech). Nie mam pojęcia, ile ich jest, ale powstają z gigantycznej, kilkukilogramowej kuli ciasta. Przepis jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Następnie dekorujemy pierniki i pakujemy do pudełek. Piernikowymi paczuszkami obdarowywana jest cała rodzina i przyjaciele.

Polsko-niemiecka ekipa w warszawskim domu zabiera się do ugniatania ciasta. Dzisiaj bardzo prosty przepis na pierniczki, który pochodzi z książki kucharskiej z dzieciństwa Asi „Moja pierwsza książka w kuchni” z 1991 roku.

Z podanego przepisu wyjdzie nam ok. 25 pierniczków, warto więc ilości podwoić.

***

Pierniki świąteczne

Składniki:

1 jajko

75 g masła

275 g mąki orkiszowej jasnej

50 g miodu

100 g brązowego cukru

płaska łyżeczka proszku do pieczenia

łyżka cynamonu

Przesiewamy mąkę z proszkiem i cynamonem do miski, dodajemy masło i rozcieramy, aż powstaną okruchy. Jajko ubijamy widelcem w osobnym naczyniu, dodajemy miód i mieszamy. Następnie mokre składniki dodajemy do suchych i mieszamy do uzyskania jednolitego ciasta. Wsadzamy do lodówki na 30 minut. Rozwałkowujemy, wykrawamy pierniczki i pieczemy 15-20 w temperaturze 170 stopni, aż się zarumienią.

W przepisie z 1991 roku nie jest nic napisane o stylu konsumpcji… Tu panuje freestyle na podłodze, z dużą ilością cukru pudru. Na pierniki chowane do blaszanego pudełka przyjdzie jeszcze czas. Dziś są pierniki iście wielokulturowe i nadające się do zjedzenia tu i teraz. Smacznego!

zdjęcia: Kasia Rękawek

rozmawiała: Kasia Karaim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.