Książki dla dzieci współpraca reklamowa wydawnictwo frajda x ładne bebe

O tym, jak Marcelinka zatrzymuje świąteczny kołowrotek

Rozmowa z Katarzyną Kucewicz, psycholożką i autorką serii książek dla osób wysoko wrażliwych.

O tym, jak Marcelinka zatrzymuje świąteczny kołowrotek
Marta Więcek

Świąteczny kołowrotek – określenie, które ukuła Katarzyna Kucewicz – trafia w sam punkt! Autorka książki „Marcelinka i świąteczny kołowrotek”, wydanej przez wydawnictwo Frajda, przygląda się okołogwiazdkowej szarpaninie z empatią i uważnością, podpowiadając rozwiązania, które pomogą przetrwać chaos i zgiełk dzieciom (ale także dorosłym) o wysokiej wrażliwości.

Święta jako źródło cierpień? Na pewno każdy z was pamięta choćby jedne takie święta, kiedy szalona machina świątecznego stresu osiągnęła swoje apogeum. Zarówno dla dzieci wysoko wrażliwych, takich jak Marcelinka, bohaterka książki „Marcelinka i świąteczny kołowrotek”, jak i dorosłych, święta gotują menu trudnych do zniesienia napięć. Pogoń za prezentami, 12 potraw, dom wypucowany na błysk, niekończące się pogawędki z dawno niewidzianą rodziną i opanowane odpowiedzi na uszczypliwe komentarze. I to wszystko bez cienia zmęczenia na twarzy.

Jak chronić wysoko wrażliwe dziecko i mądrze zarządzać emocjami w sytuacjach świątecznego napięcia? Odpowiedzi szukajcie w książce Katarzyny Kucewicz oraz naszej rozmowie z autorką i psychoterapeutką, znaną jako @psycholog_na_insta.

Nie zapytam, jak przetrwać okołoświąteczny kołowrotek, tylko co zrobić, aby – będąc osobą wysoce wrażliwą – nie wpaść w jego sidła.

Określenie świąteczny kołowrotek nie wzięło się znikąd. Rodzice dzieci wysoko wrażliwych opowiadają o tym, co ma miejsce w tym przedświątecznym czasie. Z jednej strony dzieci są przeszczęśliwe, bo to bardzo magiczny czas. Z drugiej łatwo o przestymulowanie, o nadmierną ekscytację, o pobudzenie, które może się wymknąć spod kontroli.

Jedna z czytelniczek Marcelinki napisała mi ostatnio, że umówiła się z córką na hasło „kołowrotek” za każdym razem, jak w galerii handlowej poczuje, że już jest za dużo, że czuje się już zmęczona i przytłoczona. Bo dawniej, gdy mówiła „mama, chodźmy już do domu”, to mama nie bardzo rozumiała czemu już, co się dzieje. Dobrze jest – mając wysoko wrażliwe dziecko – zabezpieczyć je i siebie na sytuacje okołoświąteczne, czyli właśnie rozmawiać, kiedy emocji jest za dużo, unikać nadmiaru wrażeń, a te mocno ekscytujące momenty jak wypad na jarmark przeplatać aktywnościami relaksacyjnymi. I dzieciom, i dorosłym wysoko wrażliwym zawsze doradzam rozwagę i uważność na swoje samopoczucie oraz dbanie o siebie pod kątem wrażliwości.

Przykłady?

Ot, technicznie to na przykład kwestia kupowania prezentów – lepiej jak zostanie załatwiona wcześniej niż na ostatnią chwilę, kiedy robi się tłoczno i nerwowo.

Dla Marcelinki nowe sytuacje są jak gąszcz pełen niewiadomych. Jak dzieciom wrażliwym opowiadać o świętach, by je z nimi oswoić, znaleźć odpowiedzi i bezpieczne wyjście z tego labiryntu emocji?

Na pewno pierwsze, co warto zrobić, to zapytać o uczucia dziecka związane z tym okresem, dając mu przestrzeń na wyrażenie zarówno ekscytacji, jak i obaw. Bez oceniania, nawet jeśli te emocje są bardziej intensywne niż u innych dzieci. Ważne jest, aby przedstawić dziecku plany świąteczne wcześniej, wtedy poczuje się bezpieczniej. Warto też omówić nadchodzące wydarzenia, aby dziecko miało szansę przygotować się psychicznie na to, że przyjdą goście, będzie hałaśliwie, będzie dużo zapachów. W tym wszystkim dobrze jest zapewnić dziecku, że będzie miało cichą przestrzeń, do której się wycofa, gdyby poczuło potrzebę odpoczynku od zgiełku. Tak jak Marcelinka ma swoje indiańskie tipi.

Dobrze jest ustalić z dzieckiem granice czasowe spędzone w gronie rodzinnym i wiedzieć, jakie sygnały daje, gdy zaczyna być przebodźcowane. Warto zachęcać dziecko do uczestnictwa w przygotowaniach świątecznych – tylko w sposób, który jest dla niego komfortowy. Jeśli nie chce iść na jarmark po bombki, to może pomoc w dekorowaniu choinki czy ścieraniu kurzu. Nie traktujmy wysokiej wrażliwości jako pretekstu do nic nie robienia.

Jak rzucić obowiązki w kąt i spędzić okres przygotowań do świąt oraz same święta tak naprawdę z dziećmi, a nie obok nich?

Najważniejsze to zmienić myślenie o swoich świątecznych powinnościach. Jestem orędowniczką luzu, spokoju i zabawy w święta, a nie udowadniania innym, że potrafimy zrobić 12 potraw, najlepsze prezenty i jeszcze stanąć na głowie. Mama Marcelinki zrobiła kilka potraw bo, jak wyjaśnia dzieciom, lepiej zrobić mało i się turlać po łóżku z dzieciakami, niż zrobić 12 i nie mieć już czasu na nic. To mój ukłon w stronę wszystkich mam, które biedne zaharowują się w kuchni, a potem zmęczone siedzą przy tym stole, marząc, żeby święta się skończyły. Urobiona po łokcie mama czy babcia to nie jest wymarzony kompan do świąt.

Znacznie lepiej jest robić mniej, nie do końca wypucować mieszkanie, ale za to mieć przestrzeń w sobie, żeby posłuchać dziecka, pobawić się z nim, poukładać puzzle, pograć w grę, podyskutować. Ale oczywiście nie tylko obowiązki kulinarne czy związane z porządkami odwodzą nas od świątecznego klimatu.

Co jeszcze działa jak rozpraszacz?

Coraz częściej spotykam się z tym, że rodzic jest „nieobecny głową” w święta, bo cały czas siedzi w telefonie, ogląda coś na tablecie, pisze z koleżankami. Niby siedzi z dzieckiem, ale jakby go nie było. Dziecko coś opowiada, a kiedy widzi brak odzewu, czuje się totalnie nieważne. To naprawdę fatalnie wpływa na jego samoocenę. Dlatego lepiej mniej, ale jakościowo spędzić czas niż wiele godzin, ale z nosem w telefonie. W ogóle często apeluję, żeby odłożyć telefon w święta.

 

A gdy już znajdziemy się w epicentrum tego kołowrotka, kiedy padają niewygodne pytania o związek czy o kolejne dziecko, a dawno niewidziana ciocia mocno przytula dziecko, które wyraźnie czuje dyskomfort i nie wie, jak zareagować. Uff, co w takiej chwili powinien zrobić rodzic wyjątkowo wrażliwego dziecka?

W sytuacjach, gdy rodzinne spotkania świąteczne stają się źródłem stresu lub dyskomfortu, ważna jest zarówno prewencja, jak i reakcja w trakcie świątecznych wydarzeń. Przed spotkaniami rodzinnymi dobrze jest przygotować dziecko na możliwe scenariusze oraz ustalić z dzieckiem sygnał, który będzie oznaczał, że potrzebuje przerwy od interakcji, że czuje się przestymulowane. Jeśli dziecko wyraźnie czuje dyskomfort, warto delikatnie, ale stanowczo zainterweniować. Możesz na przykład powiedzieć: „Widzę, że Ola czuje się teraz trochę zmęczona. Dajmy jej chwilę spokoju”. To ważne, żeby pokazywać dziecku (też na swoim przykładzie), jak ważna jest umiejętność wyrażania potrzeby przestrzeni. Ucz dziecko, jak może grzecznie wyrazić swoje uczucia. Może to być proste: „Dziękuję, że chcesz mnie przytulić, ale teraz wolę po prostu porozmawiać”. To ważne, jak mówiłam wcześniej, żeby samemu dawać dobry przykład, czyli w sytuacji, gdy to nasze, dorosłych, granice są przekraczane, bo np. ktoś bezpardonowo pyta np. czemu przytyłyśmy i czy zejdziemy się z mężem, też wiedzieć, co odpowiedzieć – stanowczo, ale bez nerwów postawić granice.

Książkę „Marcelinka i świąteczny kołowrotek” Katarzyny Kucewicz, opublikowaną przez wydawnictwo Frajda, znajdziecie tu.

Dodaj komentarz