Sześć kubków, pięć szklanek, dziewięć talerzy, dwa garnki i od nich pokrywki, trzy miseczki, i sztućce – zawartość zmywarki. Sama to wszystko zapakowałam, sama to wszystko z niej wyjęłam i rozłożyłam na miejsce, pomijając zmywanie. Nawet mnie to nie zaskoczyło, wykonałam konieczny proces w drugą stronę.
Bywają komunikaty tak abstrakcyjne, że trudno je zrozumieć. Jak ten, że walczę o przetrwanie.
W pierwszej fali pandemii włączyłam wszystkie wypracowane przez siebie mechanizmy obronne. Najefektywniejszym była dysocjacja, która więcej ma skutków ubocznych niż inne. Teraz jest trudniej, covid podszedł bliżej, służba zdrowia doszła w swej niemocy za daleko, a policja wyszła z gazem i pałami po to, żeby robić z nich użytek. Izolacja to refren długiej i ciemnej jesieniozimy, w której coraz słabsi mamy mieć jednak ciągle poczucie farta, że ją przeżywamy. Ferii nie będzie, Święta niestety będą na pewno, a życie w tym kraju to codzienny test sprawdzający, ile wolności nam jeszcze zostało.
Jestem kobietą i matką, co na wojnie obnaża niewesołe prawdy o życiu, dlatego uporczywie szukam tego, co pomoże mi teraz przetrwać. I odpuszczam sobie tyle, ile jestem w stanie sobie wybaczyć w wewnętrznym przytuleniu. Bez poczucia winy rezygnuje z relacji, które są o niczym, bo chcę być dla ludzi, którzy są dla mnie ważni. Daję tyle, ile mam, nie zaciągam w sobie kredytów, bo wiem, że skończy się to załamaniem. Pozwalam sobie na bycie słabą, bo tak też buduję siłę. Nie wchodzę w tematy, które mnie nie interesują, dziś dyplomacja to strata czasu.
Daję sobie czas, bo proces jest dla mnie równie ważny, co cel. Uczę się od swoich dzieci bycia tu i teraz, bo tylko wtedy przeżywam coś pięknego. Uczę się od nich proszenia o pomoc. Staram się rozumieć. Staram się czuć. Przyznaję się do błędów, bo nie chcę ranić. Wierzę, że nigdy nie będę szła sama. Uśmiecham się najczęściej, jak to możliwe. Pozwalam sobie na płacz. Dziękuję sobie za codzienne ogarnianie małego życia, w taki sposób, że jeszcze nie oszalałam. Przytulam się za cierpliwość, bo kompulsywna natura to teraz niczym dziki zwierz w klatce. Wierzę, że kryzysy są niezbędne, by znaleźć się w lepszym miejscu. Bardziej niż kiedykolwiek rozumiem, że nie ma czasu na niemiłość.






