Nasze linki we wrześniu. Temat: Adaptacja

Co nas kręci we wrześniu?

Nasze linki we wrześniu. Temat: Adaptacja

Comiesięczna porcja linków prosto z tajnych źródeł redaktorek Ładne Bebe.

Wrzesień stoi dla nas pod hasłem adaptacji, więc rozpracowujemy to zagadnienie pod każdym kątem, szukając kontekstów, potwierdzeń i zaprzeczeń, badając gruntownie jego naturę i złożoność. Sprawdźcie, co nam się kojarzy z adaptacją, jak na nią patrzymy i dlaczego jest dla nas tak bardzo fascynująca.

*

Kasia:

Zaadaptować się, ogarnąć rzeczywistość, zaakceptować. Oswoić. Że dziecko nie jest jak z książki, że jest chore, albo że będzie bardziej pod górkę niż u innych. Mnie chwyta za serce seria zdjęć Blaire Hawes, która oswaja autyzm córki poprzez kadry. Fotografia ukazuje piękno nawet w chaosie i atakach dziecka. Niepokojące, inne, bardzo intymne. Dla mnie uczta dla oczu.

Adaptacja to temat szkoły, ale zamiast dyskusji o naszym szkolnictwie czy o wyborze plecaka, serwuję wam piękne wnętrza. Budapeszt i szkoła przemieniona na loftowy apartament. Cudowne jest to, że architekci zachowali jak najwięcej elementów szkolnych i wpasowali je w przestrzeń: stary kozioł do skakania z sali gimnastycznej, ławka, krzesła, metalowe szafki z szatni. Mogłabym się tam jutro wprowadzić!

Znów zdjęciowo, ale na nostalgiczne zakończenie wakacji te zdjęcia to mistrzostwo świata, i to jeszcze z regionów mi bardzo bliskich. Fotografka Bri Hammond świeżo po rozstaniu wybrała się po raz pierwszy sama na wakacje. Adaptacja to też zderzenie się z zupełnie nowym etapem w życiu. Nie każdy czuje się z taką podróżą komfortowo: ukradkowe spojrzenia w restauracji, samotne drinki przy barze, zbyt dużo myśli i słów, których nagle nie masz z kim dzielić. Ale gdy zobaczyła puste plaże, równiutko ustawione leżaki i parasole, i odkryła, jak przyjemne jest samotne pływanie w morzu, wróciła z wyjazdu z piękną serią zdjęć „Nuoto da sola” („Pływałam sama”).

*

Marta:

Adaptacja to często to nowa sytuacja, w której ciężko nam się odnaleźć, jak powrót mamy do pracy. Kończący się urlop macierzyński to duże emocje i kłębiące się w głowie myśli, co dalej. Powrót do starego miejsca, a może własna działalność? Dla tych, którzy mają w głowię wizję własnej działalności, a boją się wystartować jako firma, z pomocą przychodzą Inkubatory Przedsiębiorczości. Świetna alternatywa dla wszystkich zaczynających od nowa.

Wrześniowa adaptacja to nowa klasa, nowe znajomości i nowe wyzwania dla naszych dzieci oraz superfilm o tych początkach. W szkole nie jest wcale tak źle, a czasem jest wręcz wspaniale!

Mam też nadzieję, że moja nowa roślinka zaadaptuje się do nowego wnętrza, jakim jest moje mieszkanie. Uśmierciłam już dwie, więc trzymajcie razem ze mną kciuki za trzecią, która trafiła do naszego domu. Niech rośnie z innymi okazami, tworząc moją miejską dżunglę.

*

Maria:

Morsowanie? Tak! A z dziećmi? Także! Magda, biegaczka i miłośniczka przyrody o każdej porze roku nie Krzyczy „stój!”, kiedy jej dziecko wbiega do zamarzającej kałuży. Więcej: zachęca swoją rodzinna ekipę do zimnych kąpieli przez cały rok. A o morsowaniu od kołyski poczytać można na przykład tu.

Wielokrotnie przeprowadzałam się z dziećmi. Każda przeprowadzka to czasem drastyczna selekcja ulubionych rzeczy, inne meble, inne zapachy. To także nowe podwórko i nowe dzieci dookoła. Jak je poznawać? Na ratunek szły metody stare jak świat: gra w gumę, w klasy, wychodzenie na podwórko z piłką. Wspierające było sięgnięcie po pomysły na zabawy z czasów naszego dzieciństwa.

*

Dominika:

Adaptacja rzadko kiedy bywa łatwa i bezbolesna, ale zwykle niesie ze sobą wartość. Kiedy żegnasz się ze związkiem i dawnym życiem, sięgnij po tę książkę. A na pewno nie zostawiaj siebie samej z tym problemem. Dobrze ci radzę.

Zastanawiasz się czasem, po co stąpasz po tej planecie, co jesteś jej winna, co powinnaś jej z siebie dać? To też forma adaptacji – poświęcenie czasu na zrozumienie, jaki sens ma nasze bytowanie. Może zacznijcie od poświęcenia kilkunastu minut na lekturę tego artykułu? Oto jego bardzo zachęcający fragment: Jeszcze kilka lat temu czułam, że moim największym sensem jest bycie matką. Jestem zwierzęciem, tak – mój gatunek programuje biologia. Dziś wciąż to czuję. Wiem, że byłoby mi bardzo trudno świadomie zrezygnować z tego sensu i nigdy go nie doświadczyć, ale zastanawiam się teraz, jak przeprowadzić dziecko, które sprowadziłam na świat – od rzeczywistości, w której ja i mnie podobni zastanawiali się, jakie jeszcze skończyć studia, by być bardziej świadomym człowiekiem, do rzeczywistości, w jakiej będziemy się zastanawiać, jak przeżyć fizycznie i mentalnie w rozpadającej się społeczności, oszalałej z poczucia zagrożenia. Sens fiknął koziołka. 

*

Paulina:

Temat adaptacji przedszkolnej co roku jest aktualny dla wielu z nas. Tak jak aktualna jest rozmowa na ten temat z Agnieszką Stein, którą znaleźć możecie na naszej stronie. Polecam. Pamiętam, jak szukałam pomocy, kiedy wypuszczałam moje dziecko z domowych pieleszy. Z dystansu powiem wam, że cały proces był bardziej przerażający w mojej głowie niż w rzeczywistości, ale niewątpliwie dobrze się do niego przygotować, tu z pomocą przychodzi książka autorstwa mojej rozmówczyni.

 

*

A co was kręci we wrześniu?