Modoterapia #7: W szafie Toli Piotrowskiej

Risk Made in Warsaw & Ładne Bebe

Jak to jest czuć się dobrze we własnej skórze? Być szczęśliwym tu i teraz. Nie wybiegać w przyszłość i nie zaprzątać sobie głowy drobnymi sprawami, takimi jak ubrania, a nadal mieć styl godny pozazdroszczenia?

Tola, aktywna mama, fotografka i kolejna bohaterka Modoterapii z marką Risk made in Warsaw, to jedna z tych dziewczyn, która wkłada jeansy, biały t-shirt, narzuca sweter i roztacza wokół siebie aurę pewnej wyjątkowości. Delikatna, subtelna, harmonijna – sama nie wiem, które z określeń najbliżej oddaje jej charakter i styl. Jednego jestem pewna – zawsze jest sobą i nikogo nie udaje.

Na rozmowę z Antoniną Samecką, twórczynią marki Risk made in Warsaw, Tola – mieszkająca w Warszawie fotografka rodzinna i blogerka lifestyle’owa – przychodzi z uroczym gagatkiem, synkiem Gustawem, bez którego żadna wyprawa się nie odbędzie. To on, blisko dwa lata temu wywrócił jej świat oraz styl ubierania się do góry nogami. O tej najważniejszej w życiu zmianie, a także momentach odzyskiwania swojej kobiecości, nota bene w sukience RISKa, oraz życiu w zgodzie z własnymi wartościami przeczytacie między innymi w poniższej rozmowie.

*

Dlaczego zdecydowalaś sie na udział w Modoterapii?

Jak wczoraj powiedziałam mojemu mężowi, że robię porządek w szafie, bo mamy takie spotkanie, był wręcz zachwycony. Z reguły to po mojej stronie garderoby panuje niemały chaos. Od razu poczułam, że jest to dobry moment, by się zastanowić nad ubraniami i ich rolą w moim życiu. Ten proces zaczął się już nieco wcześniej, tak naprawdę mam dość mało ubrań, a w szafie wisi dość sporo pustych wieszaków.

Ciekawa jestem ile to jest mało ubrań? Wiesz dokładnie ile ich masz?

Trudno powiedzieć. Najwięcej mam t-shirtów, które zakładam głównie do jeansów i miękkich swetrów. Uwielbiam taki zestaw na wiosenno-jesienny sezon. Do tego przyjemny w dotyku szalik na szyję, który chroni moje gardło i w którym czuję się po prostu bezpieczniej.

Jak bardzo zmienił się Twój styl po urodzeniu Gustawa?

Przed ciążą częściej nosiłam sukienki, głównie oversize’owe. Po ciąży, z racji karmienia, które nadal jest naszą codziennością, byłam zmuszona poszukać ubrań, które jednocześnie będą praktyczne i bardziej kobiece. Super rozwiązaniem okazały się sukienki kopertowe oraz bluzki z wygodnymi dekoltami, dzięki którym mogę bez skrępowania karmić, np. w kawiarnii, parku czy innym miejscem publicznym.

A jak to było przed Gustawem – pamiętasz kolejne etapy odzieżowe w Twoim życiu, np. w liceum, na studiach?

Od zawsze lubiłam jasne, luźne i wygodne ubrania. W liceum chodziłam w gotowym mundurku, więc nie było tam miejsca na zabawę modą i większe eksperymentowanie. To na studiach przyszedł moment odkrywania kobiecych sukienek. Wtedy też zaczęłam się spotykać z moim mężem, więc pewnie to miało wpływ na mój styl i fakt, że chciałam się pokazać Pawłowi od nieco bardziej dziewczęcej strony.

Teraz nadal stawiam na wygodę, a w ubraniach chcę się czuć komfortowo ze sobą. Staram się, by ubrania odzwierciedlały to, jak się czuję. A jak się czuję dobrze, to noszę dobre rzeczy.

A kiedy się czujesz źle?

Wtedy po prostu nie zwracam uwagi na to co zakładam. Nie nadrabiam samopoczucia strojem, nie chcę zakładać na siebie żadnej maski.

Gdybyś miała ustawić w odpowiedniej ważności jakościowe jedzenie, piękne wnętrze i ubrania – co byłoby na pierwszym miejscu?

Wbrew pozorom to skomplikowane pytanie. Jednak ze względu na fakt, że często bywam w domu z Gustawem myślę, że wnętrza mają dla mnie duże znaczenie. To czym się otaczam wokoło, ma duży wpływ na mój nastrój. Nasz obecny dom, w którym mieszkamy od dwóch lat, to był taki nowy rozdział. Urządziliśmy go właśnie tak, jak chcieliśmy, od początku do końca. Jedzenie oczywiście ma największe znaczenie jeśli chodzi o zaspokojenie podstawowych potrzeb. Ubrania lądują więc na najdalszym miejscu.

Nie jesteś jedyna. Zawsze mnie fascynuje, że kwestia mody okazuje się dla wielu osób najmniej istotna i dochodzi się do niej na samym końcu.

Wiem z czego to u mnie wynika. Od dwóch lat czuję, jakbym była sklejona ciałem z Gustawem. Z synkiem jestem ciągle blisko, często go noszę na rękach, przytulam, ubranie jest więc taką barierą między nami. Nie chcę się zastanawiać w ciągu dnia, czy coś mi się pogniecie i ubrudzi podczas tych wspólnych chwil. To dla mnie etap, w którym jestem tu i teraz i staram się nie wybiegać zbytnio w przyszłość.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Gdybym Cię zapytała w takim razie czy masz jakieś wyobrażenie o sobie jak wyglądasz za 5-10 lat co byś odpowiedziała? Ludzie często wizualizują sobie jak ma wyglądać w przyszłości ich kariera, dom, relacje partnerskie, jednak nie wyobrażają sobie w ogóle swojego własnego stylu.

Na pewno chciałabym się czuć pewnie ze sobą, niezależnie od mojego wyglądu. Być zadbaną mamą, która myśli o sobie, jest spełniona w pracy, ubiera się tak jak chce i czuje. Wbrew pozorom może niewiele się zmieni, nie mam potrzeby noszenia ekscentrycznych ubrań czy dodatków, które mnie wyróżniają z tłumu.

Jeśli czuję się w czymś wygodnie, czuję się bezpiecznie i pewnie ze sobą. Przestaję wtedy myśleć o tym ubraniu i mogę się skupić na sobie, na tym co myślę i czuję. Jeśli myślę o ubraniu, to znaczy, że coś jest z nim nie tak.

Co zatem, poza wygodą, musi spełniać ubranie, abyś się w nim dobrze czuła?

Chyba największe znaczenie ma dla mnie materiał, z jakiego jest wykonane. Lubię czuć się komfortowo i przyjemnie np. w bawełnianym tshircie czy dobrej jakości wiskozie, która jest miła dla ciała.

A kwestie etyczne?

Staram się zaglądać do oferty polskich marek i z reguły znajduję u nich właśnie to, czego szukam – rzeczy stworzonych z jakościowych materiałow, tworzonych w bezpiecznych warunkach, z poszanowaniem dla środowiska, lokalnie.

Ostatni moment w Twoim życiu, kiedy pomyślałaś sobie „Wyglądam ekstra!“?

Miałam taki moment, zresztą związany z RISKiem. Kiedy u Gustawa pojawił się pierwszy ząbek postanowiłam zrobić sobie chwilę dla siebie i wybrałam się na zakupy. Trafiłam do Waszego butiku i kupiłam kopertową sukienkę. Spontanicznie wrzucilam zdjęcie z przymierzalni na swoje konto na Instagramie i zalała mnie lawina pozytywnych komentarzy. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że wyszłam na chwilę z tej roli mamy i moja kobiecość do mnie wraca. Odzyskałam pewność siebie i wewnętrzną zgodę na to, że mogę w końcu zrobić coś dla siebie. Poczułam, że coś się zmieniło, że jestem gotowa by wejść w kolejny etap myślenia o sobie i kobiecości, choćby przez pryzmat ubrań.

Estetykę Gustawa kształtujesz też poprzez wybory odzieżówe?

Od początku stawiałam na gładkie, jednokolorowe rzeczy bez infantylnych printów, paski są u nas największym szaleństwem.

Dlaczego to miało znaczenie?

Lubię mieć porządek wokół siebie, żyć zgodnie z przekonaniami i wartościami na każdym poziomie naszego życia. Cieszę się, że mam wpływ na to, jakimi przedmiotami się otaczamy, tym samym jakimi zabawkami bawi się Gustaw i jakie ubranka lądują w jego szafie. Zależało mi, by wybór produktów dla niego był spójny z moimi dotychczasowymi, by zarówno jego pokoik czy ubiór był spójny z naszym. By ktoś, kto na nas spojrzy, pomyślał To jest syn swojej mamy.

Kiedy najbardziej podobasz się sobie?

Chyba najlepiej czuję się właśnie w jeansach i t-shircie, co znaczy, że najwygodniejszy strój ma dla mnie aktualnie największe znaczenie.

 A kiedy podobasz się np. Twojej mamie?

Moja mama bardzo szanuje moją autonomię i zazwyczaj zgadza się z moimi wyborami. Nie przekonuje mnie do czegoś, czego sama nie akceptuję. Zapewne by stwierdziła, że w każdej rzeczy, którą mam na sobie wyglądam super, bo skoro ją założyłam, to znaczy, że się w tym dobrze czuję.

Jakich polskich projektantów lubisz?

Najczęściej zaglądam właśnie do Riska, Natalii Siebuły, Justyny Chrabelskiej i Ani Kuczyńskiej – u nich zawsze znajdę coś dla siebie. Często też odwiedzam sklepy marek: Elementy, bynamesakke i The Odder Side. Buty od Bałagan Studio również należą do moich ulubionych. Wielką przyjemność sprawia mi noszenie lnianych rzeczy od Brunoszki i od Seaside Tones, a od lat jestem wierna koronkom Rilke. Chociaż ostatnio króluje u mnie bardziej neutralna bielizna od Element Żeński, to jednak miło mieć w szufladzie coś tak delikatnego.

Dziękuję za rozmowę. 

*

Z kolekcji Risk made in Warsaw Tola wybrała dla siebie: kardigan Back to the roots, płaszcz Some Hope, sukienkę Dreamgirl, koszulę Catch me if you can, spódnicę Prima Ballerina, t-shirt Tee Time.

Całą kolekcję Risk made in Warsaw znajdziecie tu

Kolejna odsłona #Modoterapii już niebawem. Do czyjej szafy chciałybyście zajrzeć? A może macie przyjaciółkę, która inspiruje Was swoim stylem? Napiszcie w komentarzach!

*

Porada makijażystki Agaty Herbut: Największym zaskoczeniem w makijażu mineralnym od zawsze są podkłady sypkie. Za każdym razem, gdy o nich opowiadałam albo pokazywałam, dziewczyny nie mogły uwierzyć, że coś takiego istnieje. Podkłady mineralne, które są sercem marki, mają aż dwadzieścia dwa odcienie.

Jak nałożyć na twarz coś, co jest sypkie i ma stać się podkładem? Nabieramy na pędzelek trochę proszku i kolistymi ruchami omiatamy skórę. Ty decydujesz jak dużo produktu nałożysz i jakiego efektu potrzebujesz. Aplikacja warstwowa to naprawdę świetne rozwiązanie. Krycie może być na lekkim poziomie, ale również w razie potrzeby na bardzo wysokim!

Dla kogo są przeznaczone kosmetyki mineralne? Prawidłowa odpowiedź brzmi: dla wszystkich. Szczególnie jednak docenią je osoby o cerze wrażliwej, alergicznej, atopowej, problematycznej, weganki, kobiety świadome i poszukujące dobrych formuł oraz minimum składników.

*

Tola Piotrowska o sobie: Jestem mamą prawie 2-letniego Gustawa, fotografką i autorką bloga tolala.pl. Gdy nie robię zdjęć, czytam (ostatnio głównie książeczki dla dzieci). Mniej mówię, więcej myślę, próbuję znaleźć równowagę. Ze wszystkich wnętrz najbardziej lubię wnętrze człowieka, a relacje rodzinne najbardziej lubię zamykać w kadrach.

Rozmawiała: Antonina Samecka / Risk made in Warsaw 

Zdjęcia: Ewa Przedpełska

Makijaż: Agata Herbut / Annabelle Minerals

Polska marka Annabelle Minerals to synonim pięknego, naturalnego i pielęgnującego makijażu mineralnego. Sypkie formuły kosmetyków w większości są skomponowane jedynie z czterech naturalnych składników i dostępne w niezliczonych odcieniach. Pozwalają uzyskać promienny, lekki efekt makijażu i zachwycą każdą kobietę, szczególnie tę o cerze wrażliwej, skłonnej do podrażnień czy alergii. Annabelle Minerals cieszy się uznaniem kobiet świadomych, którym zależy na jakości i bezpieczeństwie, minimalistek dbających o ilość nakładanych na skórę składników, fanek stylu eko czy weganek.

 

6 komentarzy

  • JM:

    Smutkiem mnie napawa to ciągłe skupianie się na rzeczach: ile masz ubrań? ustal ważność: jedzenie, piękne wnętrze, ubrania, jakich projektantów lubisz? Czy modoterapia ma polegać na wybieraniu drogich marek? Nawet jeśli mniej znaczy więcej, nie każdego na to stać, przestańmy wpędzać innych w kompleksy, rozmawiajmy, jak być szczęśliwym bez koszulek fair trade z wysokiej jakości wiskozy czy bez znajomości marek Risk made in Warsaw czy Ani Kuczyńskiej.

    Jeśli można być szczęśliwą mamą, ubraną w najzwyklejsze ubrania i pracującą za biurkiem, dlaczego Ladnebebe nie robi z takimi wywiadów? Za mało to estetyczne?

    Odpowiedz
    • Masz rację, można być szczęśliwym nie mając tego wszystkiego! Można też poczuć szczęście kupując sobie nową sukienkę, to czy będzie od projektanta, czy z lumpeksu jest kwestią wyboru. O tym wszystkim piszemy. O łupach z lumpeksów, o wyprawkach skomponowanych z rzeczy z drugich rąk i o tym, że mniej znaczy więcej. Ale czasem nasze bohaterki pokazują nam też drugą stronę. I ona interesuje nas tak samo. Niezależnie, czy pójdziemy w ich ślady, czy będziemy buszować na garażówach w poszukiwaniu czegoś niepowtarzalnego w supercenie. Nasze czytelniczki szukają różnorodności i za nią nas cenią. Poszukaj proszę głębiej, znajdziesz materiały, na których Ci zależy. Służę pomocą 🙂 Dobrego dnia!

      Odpowiedz
      • JM:

        Dzięki za miłą odpowiedź. Może nie wyraziłam się do końca jasno, ale chodziło mi o troszkę więcej – szczęście nie wynikające z posiadania rzeczy. Wiem, że ludzie w Waszych wywiadach chętnie opowiadają o tym, ile radości daje po prostu bycie razem, ale prawie zawsze padają pytania o rzeczy, czy to do wyprawki, czy o
        kosmetyki, ubrania. Rozumiem, że portal musi się z czegos utrzymywać i że są to reklamy, stąd pytanie o to, czy nie chcielibyście robić wywiadów z najzwyklejszymi ludźmi, nie blogerko/fotografkami, podróżnikami czy producentami mebli.

        A akurat ostatni wywiad A.Sameckiej jest wyjątkowo powierzchowny, stąd mój komentarz tu.

        Na pewno sami wiecie, że rzeczywiste macierzyństwo nie dużo ma wspólnego z instagramowym, a podglądanie jedynie instagramowego może być bardzo trudne dla zwyklych ludzi.

        Odpowiedz
    • Dominika:

      Zgadzam się w zupełności! Niestety rzadko kiedy mówi się w mediach o znajdowaniu szczęścia poza sferą materialną, tak jakby sfera ducha istniała tylko na poziomie zadowolenia i komfortu (modnego hygge). Ja akurat znam riska i mam kilka ich rzeczy kupionych za obniżoną cenę , ale i tak często czuje się „nieadekwatna” do ich targetu- za mało zarabiam, moje mieszkanie jest ciasne i nie za piękne, o butach Isabel Marant mogę sobie co najwyżej pomarzyć. Ten cykl akurat jest robiony z współwłaścicielką riska, więc oddaje ducha firmy. Pozdrawiam

      Odpowiedz
    • Mnie się wydaje, że każda bohaterka ma nam do przekazania coś innego i każda będzie trafiała do nas inaczej. Popatrzyłam an poprzednie rozmowy z tego cyklu i tam dużo jest o tym, żeby nie mieć, a być. a, że cykl jest o modzie, to o posiadaniu w szafie też być musi 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.