mama piekłokobiet psycholog

Mamo, o co oni walczą?

Jak rozmawiac z dziećmi o protestach

Mamo, o co oni walczą?
Magdalena Cebula.

Dziś zadajemy sobie dużo pytań o przyszłość. Nasze dzieciaki zadają pytania o teraźniejszość. Dlaczego oni mają błyskawice, czemu krzyczą, co to aborcja? Czy wiemy, jak rozmawiać o tym z dziećmi?

Nie mamy zestawu żelaznych odpowiedzi, każde dziecko jest inne, ma inną wrażliwość, ciekawość. O co innego spyta nastolatka, co innego zdziwi przedszkolaka. Ale co do jednej rzeczy nie mamy wątpliwości: nie da się dzieci otoczyć bańką, założyć czapki niewidki, nie wystarczy ograniczyć media. Dzieciaki jak czuły radar wyłapują nowe znaki i wyczuwają nasze przygnębienie. Oddajemy głos ekspertce – o tym, jak rozmawiać z dziećmi, opowie nam Małgosia Iwanek, certyfikowana edukatorka seksualna, seksuolożka, psycholożka i jedna z autorek w naszej sekcji blogi.

Znam mamę, która wywozi dzieci do lasu, nie oglądają mediów. Liczy, że ochroni je przed tym, co się wokoło dzieje. Czy da się dzieci chronić i czy to ma sens? 

Myślę, że da się tak pokierować czasem czy dniem dziecka, żeby rzeczywiście nie zobaczyło niczego na temat tego, co aktualnie dzieje się na ulicach. Pytanie tylko, czy na tym polega ochrona i czy w ogóle jest to słuszne, żeby w ten sposób osłaniać dziecko przed wpływami świata zewnętrznego.

Według psychologii rozwojowej dla prawidłowego rozwoju dziecka konieczne jest z jednej strony poczucie bezpieczeństwa, stałość, możliwość rozwijania zaufania do siebie, ludzi i świata. Ale z drugiej – możliwość zdrowej konfrontacji z tematami, które są skomplikowane lub trudne. Frustracja, lęk, złość, niepewność, stres to wszystko, czego dziecko potrzebuje doświadczyć – w obecności rodzica czy opiekuna – żeby móc nauczyć się regulować emocje i koić siebie w zdrowy sposób w trudnych momentach. Nie możemy zabierać mu możliwości złoszczenia się o nie ten kolor kubka do śniadania, smucenia się z powodu martwego zwierzątka na trawniku, poczucia strachu na myśl o potworach czekających w łóżku, czy właśnie niepewności, niejasności w obliczu protestów czy ograniczeń spowodowanych koronawirusem. Oczywiście nie chodzi o utrzymywanie tych emocji i narażanie dziecka na ich działanie bez przerwy. Ale w momencie, kiedy się dzieją w obliczu jakiejś sytuacji, dobrze jest, żeby dziecko je zauważyło, żeby rodzic nazwał i wytłumaczył – co się dzieje w ciele dziecka i co się dzieje wokół – oraz towarzyszył mu w ich przeżywaniu.

Nie da się rozmawiać o protestach, nie poruszając tematu ciąży, prawa decydowania o sobie. Zanim o protestach, musimy chyba odrobić lekcję edukacji dotyczące seksu i praw kobiet, jeśli do tej pory ten temat nie był poruszany. Jak to robić, jakim językiem mówić, by dziecka nie wystraszyć, nie przytłoczyć?

Żelazna zasada komunikacji z dzieckiem na każdy temat brzmi: nie kłam. Jeśli dziecko przychodzi z pytaniem o aborcję, powiedz mu prawdę. Nie mówmy, że to dotyczy osób w ciąży i koniec tematu. Dziecko przychodzi do nas po wiedzę oraz po zaufanie. W ten sposób uczy się, że może nam zawsze ufać. To – oprócz samego zaspokojenia głodu poznawczego – bardzo ważne zjawisko. Nie do przecenienia w budowaniu relacji na linii rodzic – dziecko.

Drugą ważną zasadą jest odpowiadanie na konkretne pytanie dziecka – mamy mówić nie za mało, ale i nie za dużo. Jeśli dziecko ma pięć lat i pyta, co to jest protest albo aborcja, to potrzebuje wiedzy na temat tych słów, bo ich nie zna. Jeśli to dziesięciolatek przychodzi do nas z takim pytaniem, to może go już interesować nie samo znaczenie słowa. Może pytać również o różne inne kwestie z tym związane.

To samo dotyczy przekleństw w przestrzeni publicznej. One są wokół nas, nie tylko podczas protestów, wystarczy powiedzieć krótko. „To takie wulgarne słowa, których używają dorośli, kiedy coś ich bardzo zezłości. Oznaczają to i to”.

Równie spokojnie i bez emocji opowiadamy o aborcji…

Jeśli rodzic jest przeciwnikiem przerywania ciąży, to ważne, aby nie straszyć dzieci słowami „aborcja to zabójstwo niewinnego dziecka”, bo to je zwyczajnie przerazi! Lepiej powiedzieć, że to zabieg przerwania ciąży i dodać swoje stanowisko w tej sprawie, bez epatowania takimi słowami jak: „morderstwo”, „zbrodnia”, „zabijanie”.

Jeśli rodzic optuje za możliwością wyboru, to oczywiście również warto dodać swoje zdanie na ten temat, nazywając zabieg, np. kwestią dbania o zdrowie psychiczne i fizyczne człowieka.

Ważne, aby nie bać się, że jak dziecko zobaczy przekleństwo albo dowie się o aborcji, to znacznie kląć albo zachęcać innych do przerywania ciąży. Dzieci mają rozwojową fazę, kiedy przekleństwa zaczynają im się podobać i chcą je powtarzać. Głównie dlatego, że widzą, jaką reakcję to wywołuje o rodziców. Czasem nic nie daje im tak natychmiastowej uwagi dorosłego jak soczyste „k***wa” rzucone w autobusie. Niemniej, to nie jest powód do lęku. Po pierwsze, ta faza mija, nie robi z dziecka przestępcy. Po drugie, nie da się poznać świata bez używania tego, co jest wokół, i bez szukania wiedzy również na tematy, które zajmują dorosłych.

Jeśli dziecko nie pyta, nie mam inicjować tego tematu? Mam w sobie poczucie, że jeśli ja nie zrobię tego teraz, to może ktoś chcieć to za mnie zrobić w szkole, na podwórku.

Dziecko może mieć poczucie, że nie wypada pytać, albo że może nie ma dobrego momentu. Jeśli oglądamy telewizję albo widzimy protest na ulicy, to zawsze można zwyczajnie zagaić, czy widzi ludzi, czy słyszy hasła. Młodszemu dziecku można wytłumaczyć, czym jest to, co widzi. Starsze spytać o to, jak myśli, co się dzieje i z czym, to jest związane.

W świecie idealnym przygotowałabym dzieci na to, co się dzieje. Ale sytuacja zmieniła się nagle z czwartku na piątek, w zeszłym tygodniu. Jeszcze bardziej utwierdza mnie to w myśli, że rozmawianie o seksie, o ciąży, o prawach kobiet to edukacja, którą musimy zacząć znacznie wcześniej, nie czekać na wątpliwe lekcje WDŻ w szkole.

Nie wszystkie lekcji WDŻ w szkole są wątpliwej jakości. Zdarzają się naprawdę wspaniałe nauczycielki i świetni nauczyciele, którzy rzeczowo, z empatią i wyczuciem dostarczają odpowiedniej do wieku dziecka wiedzy. Natomiast rzeczywiście nie warto czekać, aż ta wiedza przyjdzie za późno albo w nieodpowiedniej formie. Dlatego nie bójmy się jej. Dziecko potrzebuje mieć wiedzę na tematy, które są dla niego w danym momencie istotne. Jeśli nie dostanie tej wiedzy od nas, to dostanie ją od kogoś, od kogo byśmy nie chcieli, żeby dostało. Albo samo uzupełni sobie tę lukę swoimi wyobrażeniami, które mogą je przy okazji przerażać albo martwić. Albo uznać, że temat jest tak niebezpieczny, że nie można go poruszać. W każdym z trzech przypadków pozostanie ze swoją rozwojową potrzebą poznawania świata samo.

Mam syna i córkę. Nie chciałabym, by mój 6-letni syn czuł, że faceci są do bani i kobiety o wszystko muszą walczyć same, że mama szepcze coś z córką, solidaryzują się. Co radzisz?

Rozmawiać po prostu. Bez względu na płeć. To nie jest tak, że skoro to dziewczynka będzie miesiączkować lub już miesiączkuje, to znaczy, że jej brat nie potrzebuje wiedzy na temat okresu. Sam będzie kiedyś albo chłopakiem miesiączkującej dziewczyny, albo lekarzem, który będzie potrzebował wiedzy na ten temat, albo przyjacielem osoby, której będzie chciał zrobić zakupy, gdy ta będzie leżeć i wygrzewać się podczas menstruacji. Żeby nie wstydzić się mówić, myśleć na ten temat, nie wstydzić się kupować tamponów czy podpasek, potrzebujemy od najwcześniejszych lat zdobywać wiedzę na ten temat.

Ani okres, ani teraz protesty w sprawie przerywania ciąży nie są tematami, które dotyczą jednej płci. Dotyczą nas wszystkich i dużą nieodpowiedzialnością jest pozostawiać w niewiedzy jednych, a przekazywać ją tylko wybranym osobom. Wiedza na temat seksualności nie ma płci. Bez względu na to, czego dotyczy.

Warto zajrzeć do mądrych książek, dostosowanych do wieku. O ciele, o różnicach między płciami, o prawach człowieka. Polecasz tu jakieś konkretne tytuły?

Jeśli chodzi o rozmawianie z dzieckiem na temat przerywania ciąży czy właśnie miesiączki, to przede wszystkim polecam moje dwa teksty na blogu. Tu o aborcji, o menstruacji tu.

Z książek dla rodziców niezmiennie i całym sercem polecam „Nowe wychowanie seksualne” Agnieszki Stein, żeby w ogóle oswoić się z tematem seksualności i żeby przekonać się, że to jest temat ważny, ale też naprawdę taki, którego nie trzeba się bać.

Dla dzieci do okresu przedszkola i dla przedszkolaków na pewno książki o ciele z poprawnie nazwaną i niepominiętą anatomią organów płciowych człowieka. Tutaj to kwestia upodobań głównie estetycznych rodzica i dziecka. Dzieciom wczesnoszkolnym polecam serię książek o ciele autorstwa Gen-ichiro Yagyu z wydawnictwa Tako, książkę Alicji Długołęckiej „Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci” oraz „Odpowiedz mi!” Wydawnictwa Dwie siostry.

Dla dzieci przed okresem dojrzewania na pewno „Ciało – śmiało!” dla dziewczynek i chłopców, a w okresie dojrzewania – „#Sexedpl” czy „Sex edukacja” Jennifer Lang.

Dziękuje, Małgosiu za te pomocne słowa.

 

Małgorzata Iwanek o sobie: jestem psycholożką seksuolożką oraz certyfikowaną edukatorką seksualną. Ukończyłam studia podyplomowe w zakresie seksuologii klinicznej rekomendowane przez Polskie Towarzystwo Seksuologiczne. Aktualnie odbywam czteroletni kurs psychoterapii poznawczo-behawioralnej w Centrum CBT w Warszawie.

*

Warto rozmawiać, nie warto udawać, że się nie słyszy pytań. Nie zbywać nerwowym wzruszeniem ramion. Dzieciaki i tak znajdą odpowiedzi – lepiej, jeśli zrobimy to razem.

Dodaj komentarz