książki rozmowa współpraca

Magiczny realizm prosto z lasu – nowa książka Marceliny i Przemka Corso

Rozmowa z autorami przyszłej klasyki dla dzikich dzieci

Magiczny realizm prosto z lasu – nowa książka Marceliny i Przemka Corso
Anita Suchocka – materiały prasowe

„Polska Dolina Muminków” – tak mogłabym o tej książce napisać – ale nie napiszę, bo jest jedyna w swoim rodzaju. Równie wciągająca, ciepła i zabawna, ale mimo podobieństw do słynnych skandynawskich historii, autorzy wykreowali całkowicie oryginalny świat przedstawiony, którego próżno szukać gdzie indziej. Poznajcie zwariowany duet twórców „Opowieści z Białej Doliny” – cygańską duszę Marcelinę Misztal i niesamowitego pisarza (a może ghostwritera?) Przemka Corso. Cóż to jest za para!

Łączę się na Zoomie z Legnicą i Szklarską Porębą. To tam mieszkają oni: Przemek i Marcelina. Niby dwa osobne miejsca, niby spore poniemieckie miasto i górski kurort, ale coś je łączy. Polski Dziki Zachód. Kraina gór, magiczny Dolny Śląsk, który czuję całą sobą po niedawnej lekturze „Opowieści z Białej Doliny”. Wyobrażam sobie ten ich las, te domki z drewna, ten nieco mroczny klimat i to miasto… Czy zaraz połączę się z Niedźwiedzią Grotą z „Ronji córki Zbójnika” albo z domkiem Mamy Muminka? Zobaczymy.

O Przemku Corso (który widnieje na okładce książki wymieniony jako autor) wiem tyle, ile napisano na obwolucie: „mówi o sobie, że nie jest znany i ma rację”. Cóż, imponująca skromność i zarazem niezły poziom autoironii, tak się zaprezentować we własnej publikacji. Śmieję się, i oczywiście kojarzę wcześniejsze książki Przemka – bo to w rzeczywistości autor kilku bestsellerów.

Teraz postanowił napisać coś dla dzieci, a plan zrealizował, ponieważ na swojej życiowej drodze spotkał Marcelinę. Tę kobietę kojarzę dla odmiany całkiem nieźle, nie tylko z Instagrama i z muzyki, którą tworzy, ale też z interdyscyplinarnych artystycznych działań na styku mody czy designu (kojarzycie piękne koce Out there is home?).

Mam przygotowane kilkanaście pytań. Szybko się okazuje, że nie muszę nawet zerkać do notatek: moi rozmówcy dosłownie płyną z opowieścią, która sprawia, że otwieram oczy szeroko i słucham.

Przemek, gdzie dokładnie w Sudetach leży tytułowa Biała Dolina?

Przemek: To miejsce jest kompletnie wymyślone, odrealnione. Nie jest osadzone w prawdziwym świecie, ale oczywiście czerpałem inspirację ze Szklarskiej Poręby. Marcelina rozkochała mnie w tych okolicach. Co więcej, Biała Dolina to nazwa dzielnicy, w której mieszka. Tak bardzo pokochałem Szklarską, tak zżyłem się z Marceliną i Karkonoszami, że teraz mamy nawet taki sam model górskich butów (śmiech). Mówiąc poważnie, w mojej inspiracji Marceliną i jej światem nie chodzi nawet o samo miejsce, choć oczywiście marzy mi się domek w okolicy – Szklarska Poręba to obecnie jedno z moich ulubionych miejsc na Ziemi. Bardziej chodzi o inspirację klimatem, atmosferą miejsca, ludźmi.

Marcelina, brzmi, jakbyście byli z Przemkiem przyjaciółmi od bardzo dawna. Jak doszło do tej współpracy?

Marcelina: Mam wrażenie, że znamy się od bardzo dawna, a prawda jest taka, że poznaliśmy się zaledwie 2,5 roku temu. Znamy się tyle, ile pracujemy nad książką. Dosłownie: poznaliśmy się i od razu postanowiliśmy ją napisać.

Przemek: Nasza znajomość wzięła się z tego, że oboje obracamy się w muzycznym środowisku. Wpadliśmy na siebie na jakimś afterparty. Tego wieczora zaczęliśmy rozmawiać, Marcelina powiedziała, że marzy o napisaniu bajki. Powiedziałem: O kurczę, ja też! Przysięgam ci, że nie czekaliśmy nawet 24 godzin, by zacząć.

Tak szybko?

Marcelina: Od razu ze szczegółami zaczęłam opowiadać Przemkowi, jak sobie to wyobrażam. Opowiadałam mu o miejscu, w którym żyję, ludziach dookoła mnie. Oni nie wymagają już ubarwiania, są książkowi, przerysowani, to gotowe postacie literackie. Powiedziałam o swoim życiu w górach, że to jest trochę takie moje Twin Peaks. Że chodzimy z mężem na saunę, która jest na szczycie góry w schronisku i trzeba tam dojść na biegówkach.

Zaczęłaś pracę nad „Opowieściami”, jeszcze nie będąc mamą…

Marcelina: Przemek miał dziecko, córkę Anaszkę, a niedługo po tym, jak rozpoczęliśmy pracę nad „Opowieściami z Białej Doliny”, ja zaszłam w ciążę, co jeszcze bardziej nas nakręciło.

Przemek: Wiesz, że to była najdłużej pisana przeze mnie książka? Myślę, że skończyłbym ją pisać szybciej, gdyby nie rozstanie z żoną, pandemia, wojna… Cieszę się mimo wszystko, że miałem się czym zająć w tym czasie. Znajomość z Marceliną dobrze mi zrobiła.

Podkreślacie, że wasze role w pracy nad książką nie są tak sztywno podzielone jak na okładce: ilustratorka i autor. To jak to właściwie było?

Przemek: „Opowieści z Białej Doliny” to esencja tego, co zarówno ja, jak i Marcelina mamy w sobie, jacy jesteśmy, co lubimy, jakie mamy poczucie humoru, co czytaliśmy w dzieciństwie itd. Czasem spotykasz kogoś i nadajesz na tych samych falach, tworzysz takie same zdania – ja mam tak z Marceliną. Dlatego wystarczyło, że słuchałem jej historii o Szklarskiej. Marcelina nie zawsze wiedziała, które anegdotki z jej życia wykorzystam. Robiłem taki kolaż z zasłyszanych opowieści, tworzyłem do tego fabułę, dwa dni później po takiej wizycie powstawało kolejne opowiadanie. Potem podsyłałem jej z zaskoczenia fragmenty, w których mogła odnaleźć siebie czy swojego męża. Czasem dzwoniliśmy do siebie dwadzieścia minut po północy, by coś konsultować, omawiać. Uważam, że Maciek (mąż Marceliny – przyp. red.) jest najbardziej wyrozumiałym facetem na świecie. Moja rola w tym projekcie była przede wszystkim literacka, ale fabuły tworzyłem częściowo na podstawie inspirujących opowieści Marceliny.

Marcelina: To szufladkowanie ilustratora i autora nie zawsze oddaje to, jak jest w rzeczywistości. Mnie to jest zupełnie niepotrzebne. W zasadzie to, że narysowałam tę bajkę, to zupełny przypadek. Byłam na początku trochę opiekunką, trochę managerką projektu. Podsuwałam Przemkowi pomysły, niby chciałam sama napisać książkę, ale pomyślałam: po co, skoro mam Przemka i on jest pisarzem, świetnie to robi. Poza tym to od niego wyszła inicjatywa, bo ja zapewne bym do dziś jedynie chodziła z pomysłem do szuflady. Dużo negocjowaliśmy – np. on upierał się na tytuł „Szklana Dolina”, a ja tego nie czułam. Umówiliśmy się, że on zmieni tytuł, jeżeli ja zmienię postać taty Anaszki na ilustracjach. W wizji Przemka to miał być ktoś w typie Big Lebowskiego (śmiech).

Przemek: Tak, mieliśmy sporo filmowych inspiracji. Oglądaliśmy razem Żandarma z St. Tropez – Nadleśniczy Bęben to jest przecież on! (śmiech)

Który zasłyszany fragment został wzięty z życia Marceliny do książki „z zaskoczenia”?

Na przykład ten, jak żaliłam się Przemkowi, że mój Maciek chodzi do sauny, kąpie się w strumieniu i potem mam piasek, nawet kamienie w łóżku (śmiech).

A jak w końcu doszło do tego, że zrobiłaś ilustracje? Bo chyba nigdy wcześniej nie ilustrowałaś książki?

Szkicowałam sobie postaci z opowiadań Przemka dla zabawy, podsyłałam mu. Mieliśmy szukać grafika, ale on powiedział: po co mamy kogoś szukać, ty to zilustruj, to są twoje historie, twój pomysł. No i kupiłam tablet za zaliczkę od wydawnictwa i nauczyłam się profesjonalnie tworzyć ilustracje. Nagle okazało się, że jestem „rysownikiem” (śmiech). Tak jak mówię – książka to nasze wspólne dzieło, tworzyliśmy ją w pewnej symbiozie.

Czyli wszystko działo się spontanicznie?

Przemek: Może warto wspomnieć, że początkowo to nie miała być historia o dwóch dziewczynkach, ale o samym leśniczym Gałązce. W pewnym momencie, czytając Kubusia Puchatka córce, doznałem olśnienia: że w naszej bajce nie ma w ogóle kobiet. A że Marcelina zdążyła już urodzić Mię, to było oczywiste, że powstaną dwie nowe bohaterki: Mia i Anaszka. W tej drugiej postaci byłem absolutnie zainspirowany moją córką. Nie tylko inspirowała mnie Anaszka, jaką znałem, ale też Anaszka, jaką odkrywałem, obserwując jej relację z Marceliną.

Marcelina: Wątek z książki, że rodzinę można sobie stworzyć i że przyjaciele są niekiedy bardziej bliscy niż krewni, też został zaczerpnięty prosto z życia. Tak było w moim dzieciństwie: miałam ukochane ciocie i wujków, którzy nie byli z rodzicami spokrewnieni. Pamiętam, że mnie pytano, czy „ta lub ta ciocia to siostra mamy?”. Teraz sama jestem taką ciocią dla Anaszki i ten wątek też jest wpleciony w opowiadanie. Bardzo zależało nam, by wpleść w treść, że rodzinę można sobie stworzyć, a więc, że możesz mieć przyszywaną mamę, przyszywanego tatę, a nawet i dwie mamy – i nic nikomu do tego. Najważniejsze jest to, kto cię kocha, wspiera i buduje w tobie poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Dużo jest teraz rodzin patchworkowych, a temat różnych modeli rodziny niekoniecznie poruszany, stąd chcieliśmy, by ta książka była też o tym. Wierzę, że dla dzieci z domów dziecka ten motyw będzie miał również ogromne znaczenie.

Przemku, pierwowzorem Anaszki jest twoja córka. A druga bohaterka – Mia? Ta książkowa ma 4 lata, a dziecko Marceliny było niemowlakiem, gdy pisałeś…

Marcelina: Tak, moja córeczka była jeszcze za malutka, by inspirować – poza ogromem miłości, który rozlała wokół siebie!

Przemek: … ale ponieważ znałem już Marcelinę i Maćka, stworzenie postaci Mii na podstawie tego, kim są jej rodzice, było dla mnie formalnością. Mam poczucie, że gdy Mia dorośnie, pozna bliżej swoich starych (śmiech). Mówiąc serio – w tych bajkach jest zawarta nasza wrażliwość, sposób postrzegania świata, nasze wartości.

A propos wartości – był jakiś cel, który przyświecał wam w czasie tworzenia, co chcieliście dzieciom czy ogólniej, czytelnikom, przekazać?

Marcelina: Nie układaliśmy sobie żadnego planu, że zrobimy książkę, której brakuje na rynku, albo książkę, która pokaże taki czy taki typ bohatera. Po prostu prowadziliśmy długie rozmowy o naszych dzieciństwach, o relacjach. Ja spędzałam wakacje w Ustroniu w Beskidach. Bawiłam się z chłopakami, bo miałam samych kuzynów. Biegaliśmy po lesie, robiliśmy ogniska, smażyliśmy ziemniaki, bawiliśmy się w śledztwa i podkradaliśmy jajka sąsiadce. Oboje z Przemkiem też czytaliśmy te same lektury: „O czym szumią wierzby” czy „Ronja córka zbójnika” – to nasze ukochane klasyki, które ukształtowały nas na całe życie.

Przemek: A propos – wiem, że są porównania „Opowieści z Białej Doliny” do Muminków i to to rozumiem, ale że do „Dzieci z Bullerbyn” czy „Ronji” również? Pisząc „Opowieści”, zupełnie o tym nie myślałem.

Marcelina: Sądzę, że to raczej my jesteśmy przesiąknięci tą literaturą, ukształtowani przez nią i mamy zaszczepioną przez te książki miłość do pewnych klimatów: do gór, lasu, do tych samych wartości.

Przemek: Wracając do twojego pytania – myślę, że w tej książce jest kilka puent. Jedną z nich jest problem tego, czym jest własność, a czym odpowiedzialność i wspólne dobro. I co to w ogóle znaczy? Czy przyroda jest naszą własnością czy może jesteśmy jej częścią? Jest też morał mówiący o tym, że czasem wystarczy po prostu wyjść z domu i przygoda czai się za rogiem. Myślę, że najlepszą rzeczą, jaką napisałem – nie tylko w tej książce, ale w swoich wszystkich książkach do tej pory – jest opowiadanie o przemianie Dziadka Bębna. Neurotyczny dorosły, który stale szuka dziury w całym, na koniec zostaje wciągnięty przez dzieci do zabawy w niby restauracji, choć początkowo jest temu niechętny. Drugi taki moment to samo zakończenie. Gdy je napisałem, Marcelina zadzwoniła do mnie, mówiąc dosadnie: „Nie! On musi im wprost powiedzieć, że ich kocha! Musi użyć tych słów. Zaufaj mi!”.

Który bohater z książki jest wam najbliższy? Czy właśnie Dziadek Bęben?

Marcelina: Ja najbardziej utożsamiam się z dziećmi. A z dorosłych – z listonoszką.

Przemek: Ja jestem oczywiście tatą Anaszki. Wiecznie zapominam, gdzie co położyłem (śmiech).

OK, to zdradźcie jeszcze coś na temat audiobooka, bo wiem, że jest w przygotowaniu.

Marcelina: Tak, będzie audiobook, właściwie to słuchowisko. Chcemy zrealizować pierwsze założenie projektu, że część dochodu z audiobooka przekażemy dzieciom z Domu Dziecka w Szklarskiej Porębie. Wystąpi mnóstwo gwiazd – m.in. Piotr Rogucki, Czesław Mozil i Wiktor Zborowski.

Czekam na audiobooka z utęsknieniem, żeby puścić moim dzieciom w drodze do Szklarskiej Poręby w wakacje. Dziękuję wam za rozmowę!

*

„Opowieści z Białej Doliny” ukazały się nakładem wydawnictwa Sine Qua Non. Autorzy: Przemek Corso i Marcelina. Ilustracje: Marcelina. Książkę kupisz tu.

Materiał powstał we współpracy z wydawnictwem Sine Qua Non.

Dodaj komentarz