kobieta Anniel

Kobieta Anniel: Ariana Hekmat

Porozmawiajmy o sztuce

Kobieta Anniel: Ariana Hekmat
Edyta Leszczak

O flirtowaniu z rzeźbami-kolosami, wypadających z szafy szpilkach i pierścionkach od prababci, kiedyś olbrzymich, dziś pasujących jak ulał, rozmawiam z kuratorką i kolekcjonerką sztuki, mamą 2,5-letniej Lilly i prawie rocznego Leopolda, Arianą Hekmat.

Niniejsza odsłona cyklu Kobieta Anniel raduje mnie szczególnie mocno. Ja też, podobnie jak nasza bohaterka, nie znalazłam wcześniej chwili, by udać się na wystawę Moniki Sosnowskiej do Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Dobrze się stało, bo zobaczyć ją razem z Arianą, na godzinę przed otwarciem galerii, jest doświadczeniem niezwykłym. Wspólnie znikałyśmy w wytapetowanym na PRL-owską modłę labiryncie i zadzierałyśmy głowy ku potężnym stalowym instalacjom, powstałym z metalowych resztek straganów Jarmarku Europa. I gadałyśmy o dorastaniu pośród sztuki i wpływie tego dorastania na późniejsze zawodowe wybory. Zobaczcie i posłuchajcie.

Cześć, Ariana. Opowiedz o wystawie Moniki Sosnowskiej w Zachęcie, na którą nas ze sobą zabrałaś. 

Wystawy, galerie, muzea odwiedzam nieustannie, zabierając ze sobą raz jedno, raz drugie dziecko. Gdy wspomniałaś, że będziemy rozmawiać o sztuce, to naturalne wydało mi się spotkanie właśnie w jednym z takich miejsc. Na wystawę Moniki Sosnowskiej wybierałam się parę razy, ale nie zdążyłam jej odwiedzić przed naszym spotkaniem, tym bardziej stwierdziłam, że to idealna okazja, aby ją obejrzeć wspólnie. Gdy przed paroma laty miałam okazję być w pracowni artystki, nie mogłam wyjść z podziwu, jak taka drobna osoba jest w stanie pracować z tak wielkimi formami. Oglądałam papierowe makiety jej rzeźb i malutkie prototypy porozstawiane na długim stole w jej pracowni i byłam nimi oczarowana. Nawet takie maleńkie miały potężną moc rażenia. A te olbrzymie, które widziałyśmy w Zachęcie, są czymś takim, czemu nie potrafię się oprzeć. One ze mną flirtują, ciągną mnie do siebie. Ta ich lekkość, mimo gigantycznego ciężaru. To robi na mnie wrażenie, a dodatkowo są w moim odczuciu niezwykle fotogeniczne.

Wiem, że od lat kolekcjonujesz obrazy i fotografie. Od której pracy się zaczęło?

Byłam jeszcze nastolatką, gdy zobaczyłam w galerii mamy obraz, któremu nie potrafiłam się oprzeć. On mi się śnił po nocach, bardzo chciałam go mieć. Tą informacją nie podzieliłam się ze swoją mamą od razu, więc możesz tylko sobie wyobrazić moją minę, gdy dowiedziałam się, że ma na niego chętnego kupca (śmiech). Całe szczęście, zgodziła się sprzedać go mnie i z pomocą babci (tak jest, babcia mi dorzuciła kaskę ze swojej emerytury) kupiłam swoje pierwsze dzieło sztuki. Na fotografię przyszedł czas nieco później, gdy zaangażowałam się w rodzinny projekt budowania kolekcji fotografii o określonej tematyce i profilu. Jednak to, co kocham najbardziej, to wyprawy na targi fotografii, odwiedziny w pracowniach, poznawanie nowych, nikomu jeszcze nie znanych artystów, wyszukiwanie nazwisk, które być może kiedyś będą w TOP 10 na świecie. Robię to nie tylko dla siebie, ale też coraz częściej dla ludzi z zewnątrz i bardzo mnie to cieszy.

Z racji pandemii jest tego jeżdżenia pewnie malutko?

Niestety tak. Nie masz pojęcia, jak mi tego brakuje w tym przedziwnym 2020 roku.

Co cię budowało? Co spowodowało, że jesteś taka, jaka jesteś?

Środowisko, w którym się wychowujemy, ma istotny wpływ na to, kim się stajemy, na co jesteśmy wrażliwi i co nas interesuje. Pamiętam o tym także, wychowując własne dzieci. Z racji tego, że moi rodzice są osadzeni zawodowo w świecie sztuki i biżuterii – mój tata od lat aktywnie działa w branży jubilerskiej, a mama prowadzi galerię sztuki współczesnej – w naturalny sposób zaszczepili mi obie te pasje. Myślę, że wraz z resztą mojego rodzeństwa, a jest nas razem czworo, wychowywaliśmy się w poczuciu, że sztuka jest naturalną częścią życia. Pamiętam z dzieciństwa długie wieczory i rozmowy o sztuce z odwiedzającymi moich rodziców artystami, kuratorami i galerzystami. Przez nasz dom przewijała się masa bardzo ciekawych osób. Sztuka towarzyszyła nam wszędzie – nawet podczas wakacji w Paryżu nie szliśmy na Pola Elizejskie, tylko do Centrum Pompidou. Właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdy nie wjechałam na Wieżę Eiffla! Przez te nasze kulturalne wyprawy znam mapy wielu miast prawie wyłącznie od strony sztuki. Teraz, w dorosłym życiu, łapię się na tym i uśmiecham sama do siebie, że planując wyjazd, sprawdzam wydarzenia artystyczne i wystawy, które są dla mnie szansą na to, by zobaczyć coś nowego, coś, co może mnie zaciekawić.

Twoje uszy i palce całe są w błyskotkach. 

Mam to po mamie. Zawsze nosiła biżuterię. Bez kolczyków czuła się naga, dlatego zawsze miała coś w uszach, na szyi, na nadgarstku. Uwielbiam kolczyki, które znam z dzieciństwa, a które niedawno mi podarowała. Pierścionek z koralem, który mam ze sobą, dostałam od prababci ponad 30 lat temu. Przez cały ten czas leżał sobie w szkatułce. Pamiętam, że kiedyś wydawał mi się olbrzymi, a dziś idealnie leży na moim palcu.

Do czego jeszcze, poza biżuterią, masz słabość? 

Do butów. To jest nieuleczalna choroba i słabość, którą również odziedziczyłam po mamie. Jestem właścicielką nieprzyzwoitej ilości butów, które – dosłownie – wysypują się z szafy. Dlatego w moim mieszkaniu mam szafę specjalnie zaprojektowaną pod buty (śmiech). Zanim poznałam mojego partnera, po dniu intensywnej pracy potrafiłam spędzić wieczór w ten sposób, że przychodziłam do tego pokoju, siadałam na fotelu, otwierałam szafę i napawałam się widokiem butów, które po kolei przymierzałam, oglądałam i którymi się po prostu zachwycałam. To była dla mnie ogromna frajda. Buty, buty, buty… Ale na co dzień i tak spotkasz mnie w trampkach.

Na co czekają szpilki?

Na wielkie wyjścia, na kolacje z ukochanym. Takie jest życie zabieganej mamy.

Kupujesz ostrożnie czy pochopnie?

W zakupach jestem bardzo chaotyczna. Tak bardzo chciałabym dać ci odpowiedź w duchu ekologii i nurtu zero waste, żadne tam fast fashion, a prawda jest niestety inna. Jestem z tych, co nie pamiętają, jakie rzeczy mają w szafie, zwykle mają ich z resztą za dużo i zdarza im się kupić identyczną rzecz z tą, która już wisi w szafie od wielu miesięcy. Przez lata nauczyłam się jednak nie kupować rzeczy niespójnych z moim stylem. Do kasy docieram wyłącznie z taką rzeczą, którą na 100% założę. Jeśli mam choć cień wątpliwości, rezygnuję z zakupu.

A czy wcześniej zdarzały ci się zakupowe wpadki?

Całe mnóstwo wpadek. Kiedy przeczyta to moja przyjaciółka Zosia, popłacze się ze śmiechu. Jako butowa zakupoholiczka popełniłam kilka kardynalnych błędów. Na ten przykład kupiłam kiedyś szpile z dżinsu, pioruńsko drogie, w dodatku z nadrukiem amerykańskiej flagi (śmiech). Mam je do dziś. Dokładnie pamiętam, jak Zosia trafiła na nie podczas robienia porządków w mojej szafie. Usiadła na podłodze i przez kilka dobrych minut otwierała i zamykała usta z niedowierzania, a na koniec wyła ze śmiechu. Ja wiem, że te buty to wyraz skrajnie złego gustu, ale tłumaczę sobie, że kupiłam je we Włoszech, na wyprzedaży, w dodatku po prosecco, więc jestem rozgrzeszona.

Myślę, że to się mogło znacznie gorzej skończyć (śmiech). Dziękuję za rozmowę.

KWESTIONARIUSZ ANNIEL

Twoja największa pasja?

Fotografia i wszystko wokół niej – targi, wystawy, aukcje, odwiedziny w pracowniach artystów

Guilty pleasure?

Placek drożdżowy z kruszonką według przepisu mamy

Ukochane comfort food?

Tajska zupa tom kha w wersji wegańskiej

Ulubiona książka?

Cała seria Harry’ego Pottera

Ulubiony magazyn?

„Aperture”

Ulubiona płyta?

Mount Kimbie „Crooks & Lovers”

Ulubiony artysta?

Tracey Emin

Ulubiony zapach?

Rouge Smoking / BDK Parfums Paris

Ulubiony film?

„Jestem miłością”

Ulubiony reżyser?

Luca Guadagnino, Wes Anderson

Ulubiona dyscyplina sportu?

Czy relaks i odpoczynek zaliczają się do sportu? (śmiech)

Ulubiony model Anniel?

Anniel Loafer Blanche

*

Dziękujemy Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki za pomoc w realizacji zdjęć.

Wystawa Moniki Sosnowkiej w Zachęcie jest czynna do 25 października 2020 r.

Zdjęcia z pracami Moniki Sosnowskiej:
Poręcz, 2016/2020
Przedpokój, 2011/2020
Pręt żebrowany 20, betony, 2020

Dziękujemy Ani, przyjaciółce Ariany, za udostępnienie mieszkania.

Dodaj komentarz